-
Anonim
czy Liliana Śnieg-Czaplewska przekroczyła granice szeroko rozumianej etyki? ile czasu powinno upłynąć od śmierci, aby publikować prywatną korespondencje zmarłego? ta książka napawa mnie wstrętem... co Wy o tym myślicie? -
Anonim
no właśnie ile ?...
myślę że Jemu nie robi to już wielkiej różnicy, więc tym bardziej inni się nie powinni bulwersować... -
Anonim
nie wiedziałam, że coś takiego się ukazała, jego życie prywatne mnie nie interesuje, jego twórczość za to bardzo, zawsze chcemy wchodzić komuś buciorami w życie, ktoś zarobi na tym pieniądze, czy tak się tworzy legendy?
on stał się legendą dzięki temu, że poprzez to co robił, tworzył, poruszył niebo i ziemię, to najważniejsze...
lubiłam słuchać Beksy, ale prywatność to skarb największy... -
desperated paperwall
Będę bronić Liliany,wielokrotnie mówiła przecież ,że Zdzisław Beksiński dał jej zgodę na publikowanie Ich korespondencji. -
-
Logan
-
Anonim
-
Anonim
A ja wlasnie czytam, mama mi tutaj przyslala te ksiazke i powiem wam szczerze, ze jest calkiem ciekawa. Owszem, czasami ma sie wrazenie nieco bigbrotherowskie, a co ciekawe mimo, ze jego maile zamieszcza autorka regularnie, swoich juz nie (no coz, ona jeszcze zyje). Mysle, ze dla tych ktorzy wyobrazali/ja sobie Beksinskiego jako nieco zwariowanego i mrocznego malarza (ja sie do nich nie zaliczam), ksiazka ukazuje, ze byl zupelnie normalnym, zdroworozsadkowym czlowiekiem, a przede wszystkim bardzo optymistycznym. Plus jesliby traktowac te ksiazke nie jako autobiografie, jest tam kilka zlotych mysli jako, ze Beksinski byl bardzo inteligentny i mial wiele ciekawych przemyslen na kazdy temat. -
desperated paperwall
-
Gns
Tez bylam nastawiona do tej ksiazki b.negatywnie,ale znalazla sie w moim posiaddaniu wiec postanowilam przeczytac.
Wstrzasnelo mna...pewnie nie taki byl zamiar autorki,moze nie wziela tego pod uwage,ale jak czyta sie slowa Beksinskiego o rodzinie tego gnoja,ktory Go zamordowal cos chwyta za gardlo.Jest fragment jak pisze do tej Ligockiej,ze idac do znajomych(wlasnie tych)zawsze pamieta o slodyczach dla dzieci bo zona zawsze mowila,ze nie wypada inaczej.Za bardzo mnie zmrozilo zeby tak po prostu czytac dalej
Taki dobry cieply czlowiek:( -
Anonim
przeczytałam. i przybliżyło mi to (niewątpliwie) postać Beksińskiego. moralne, niemoralne... co ciekawe, jego dzieła nie stają się przez to bliższe, a jednak czuję, że coś ta korespondencja mi dała -
Anonim
jeszcze coś. nie żałuję, że przeczytałam. a nastawienie przed było neutralne. zawsze można ksiażkę odłożyć na wieczne-nieprzeczytanie; ) -
desperated paperwall
moje nastawienie przed było jak najbardziej pozytywne,wręcz nie mogłam się doczekać,kiedy książka trafi w moje ręce:)
'korespondencję'kupowałam na targach książki więc miałam okazję porozmawiać z lilianą śnieg czaplewską na temat samej książki i oczywiście Zdzisława Beksińskiego.Wsapniała babka.I ze swojej strony zachęcałam ją wielkorotnie do wydania reszty maili.Może kiedyś to nastąpi. -
panna anna
Książkę kupiłam w Sanoku po obejrzeniu wystawy. To była moja pierwsza konkretniejsza styczność z jego twórczością, a książka nakreśliła mi w pewien sposób obraz jego osobowości.
Dla ludzi interesujących się nie tylko samą twórczością, ale jej motywami i życiem artysty, bardzo okej. -
Anonim
Ciężko czyta się tą korespondencję wiedząc jaki będzie koniec...Tym bardziej porusza sylwetka Beksińskiego. Był po prostu dobrym człowiekiem,z wielkim dystansem do świata i wbrew pozorom dużą dozą optymizmu.Możemy się od niego tylko uczyć...Ta książka jest potrzebna bo pozwala spojrzeć z zupełnie innej strony na jego twórczość. Pokazuje,że czasami bez sensu jest wnikanie "co artysta miał na myśli..."Bo jak można posądzać czlowieka pożerającego tony krówek i litry skondensowanego mleczka,mówiącego o tym, że "największej frajdy dostarcza mu samo życie" o mroczną, introwertyczną osobowość?jemu chodziło raczej o piękno formy. Jego obrazami trzeba się po prostu "delektowac", a nie doszukiwać się głępszego sensu... -
Anonim
"Bex@" moim zdaniem jest esencją prawdy o Beksińskim, wypowiedzianą jego własnymi słowami. Słowami, ktore padły same z siebie, niewymuszone wciąż powtarzającymi się pytaniami dziennikarzy, nie będące próbą wyjaśniania nawarstwiających się nieporozumień wokół Jego twórczości, w najmniejszym nawet stopniu nie zmierzające do opisywania samego siebie.. A jednak najlepiej opisujące. Najlepiej wprowadzające nas w zwykłe - niezwykłe życie Beksińskiego. W problemy, z jakimi się borykał, w przemyślenia i prozaiczne czynności. W jego wewnętrzny świat, w jego codzienność i w jego samotność. W tej książce nikt nie próbuje nikogo oceniać. Nikt niczego nie podsumowuje. Z prostej przyczyny. Ponieważ sa to prywatne listy pisane do siebie przez dwójkę pzryjaciół. Bez patetycznego tonu, bez przesadnej uwagi na formułę, bez blichtru i sztuczności. Z całą, w zamian za to, gamą uczuć i emocji. I ze szczerością płynącą prosto z serca. Do serca. -
╬...Talpia...╬
>...duracelka , hi hi... napisała:
>nie wiedziałam, że coś takiego się ukazała, jego życie
>prywatne mnie nie interesuje, jego twórczość za to
>bardzo, zawsze chcemy wchodzić komuś buciorami w życie,
>ktoś zarobi na tym pieniądze, czy tak się tworzy
>legendy?
Mysle ze nie dla pieniedzy Liliana Śnieg-Czaplewska napisala te ksiazke.(a napewno nie wchodzila z butami w prywatnosc,
przeciez dostala przyzwolenie na opublikowanie tych listow)
To jest pewnego rodzaju hold ku czci Beksińskiego.
Moze chciala pokazac prawdziwosc i dobroc tego czlowieka uznawanego przez wiekszosc za dziwaka.
Moze to przeslanie ze w kazdym normalnym czlowieku drzemie jakis ukryty talent, wrazliwosc...
Moze przez poznanie Beksinskiego spojrzymy na jego prace naczej.
Nie jak na dzieła opętanego artysty?
hmm.... -
zielvis
Opętany, to nie był na pewno. Kontrast między nim, jego mieszkaniem i tym jak na codzień żył, a tym, co i jak malował jest równie niesamowity, jak jego twórczość.
Wiem, bo miałem zaszczyt być u i rozmawiać z :) -
Agrafka...
w dziełach Beksińskiego cos siedzi. napawa niepokojem i przytłacza... Czaplewska pokazala ze za obrazami stoi atysta który oprócz tego ze jest geniuszem jest takze człowiekiem... to sporo zmienia w sposobie postrzegania jego dzieł. przynajmniej dla mnie.

