- 1
- 2
-
Kain
-
Kain
Jak ich oceniacie? Mają swoje racje, czy ślepo dążą za masowym przyzwyczajeniem? Kaji jest wasz stosunek do religii? Tępicie osoby wyrtrwałe w religii i tradycjach, czy może rozumiecie ich podejście? -
Spalony
-
..::witia::..
fanatykuw nie toleruie a zwykli wyznawcy no cusz muwie im że myśle że to głupie ale to ih wybur -
-
Anonim
-
Anet
Każdy wierzy w co chce, ale dla mnie to głupie. Ale głupie jest też krytykowanie bez żadnych argumentów i uświadamianie kogoś na siłę -
..::witia::..
podstawowym argumentem ateisty iest brak dowodu na to że bug istnieje
a co do uśfiadomienia to nie znosze iak ktoiś mi muwi że sie myle ale nie pokazuie czemu tak myśli -
nawrot
Brak dowodu to żaden argument. Udowodnij mi, że 2+2=4. Przy przeprowadzeniu tego dowodu musisz oprzeć się na aksjomatach (na nich opiera się cała matematyka), a aksjomat to nic innego, jak dogmat - coś, czego nie dowiedziesz. Udowodnij mi, że istniejesz. Udowodnij cokolwiek w sposób absolutny. Wątpię, żeby Ci się udało.
Uważam, że Bóg pochodzi od człowieka, a nie odwrotnie, jednak nie może być tak, że w rzeczywistości ateiści i teiści niczym się nie różną - jedni opierają się na aksjomatach, a drudzy na dogmatach; argumentem pierwszych jest brak dowodu na istnienie Boga, a argumentem drugich brak dowodu na jego nieistnienie - obydwa argumenty są tak samo idiotyczne. -
..::witia::..
no tak idiotyczne
ale tom metodą braku czegokolwiek pewnego to dohodzimy do tego że wszystko to złudzenie -
nawrot
-
nawrot
Np. taki Einstein ani czasu, ani przestrzeni nie traktował jako coś zawsze pewnego, absolutnego, a mimo wszystko nie uważał, że są złudzeniami. Taki Kant np. uważał, że to człowiek kształtuje poznawany przedmiot, że przedmiot zależny jest od poznającego podmiotu i mimo że rzeczy istnieją absolutnie to my nie mamy do niech dostępu w taki właśnie sposób. Wszystko zależy od tego, co wg Ciebie (dla Ciebie) implikuje słowo "Złudzenie". Dla mnie implikuje MIĘDZY INNYMI dobrą zabawę:) -
kapryśna
-
Anonim
ja bardzo szanuje osoby mocno wierzace i praktykujące. bo wierza calym swoim sercem i dusza. ale nie toleruje takich pseudo katolikow ktorzy byli u spowiedzi 3 lata temu :/ mnie toleruja badz nie, olewam to. -
..::witia::..
hodziło mi o to że udowodnienie czego kolwiek na 100% iest niemożliwe
ale pszyimuiemy pewniki
-
Anonim
Moja przyjaciółka jest osobą bardzo wierzącą. A dogadujemy się bez problemu. To chyba wynika z obustronnej tolerancji. Ona mnie do niczego nie namawia, nie próbuje "prostować", a ja nie zarzucam jej, że jest głupia czy coś takiego. Każdy ma prawo do wierzenia bądź nie wierzenia w co chce. -
Anna anna Katarzyna
Zgadzam się z wami... mam wspaniałego przyjaciela, jest naprawdęmocno wierzący, każdego dnia mówi o bogu i.. robi to w sposób, który bardzo lubię, z uczuciem płynącym z serca, naprawde da się go słuchać i to z zaciekawieniem...
bardzo nielubię natomiast ludzi, którzy bez zastanowienia się (a i często bez wiary a z religijnością) starają się udowodnić swoje racje mówiąc "tak bo tak", no i oczywiście fanatyków... oraz ludzi, pokroju Rydzyka, niszczących obraz czyjejś wiary w oczach innych.
-
Anonim
>Spalony napisał
>Fanatyków nie rozumiem, ale toleruje; )
Popieram :) -
torinho
Każdy powinien sobie wierzyć w co tylko chce. Nie ma złych religii, jest tylko zła interpretacja (co nie zmienia faktu, że nie wierzę w żadną jednostkę nadprzyrodzoną). Jak wszyscy tutaj NIENAWIDZĘ fanatyków. -
Anonim
ja też "niezbyt przychylnie" podchodzę do fanatyków, choć prawdę powiedziawszy, nie lubię kiedy moi, głęboko wierzący znajomi, opowiadają mi o Bogu, nie rozumiem ich, ale też nie mam zamiaru dyskutować tego z nimi. Co do wypowiedzi osób wierzących, tych "prosto z serca", to przynajmniej w moim przypadku, zauważyłem miejscami całkiem niepotrzebny patos, ponieważ chwilami to brzmiało mniej wspaniale i ciekawie, a po prostu śmiesznie. Grunt, żeby(jak już tu zostało wspomniane) nie "wciskać" własnych poglądów komuś na siłę, co do udowadniania (nie)istnienia Boga, to wolę od tego trzymać się z daleka, zbyt zagmatwane to mi się wydało;) tzn. któregoś razu próbowaliśmy na wolnej lekcji, z kolegami o tym podyskutować, ale do niczego nie doszliśmy(a publikacje w stylu: "10 dowodów na to, że Bóg istnieje", czy też nie, omijam szerokim łukiem). -
ryjek
Piłka jest krótka: ja nie odwracam wierzącego, więc niech wierzący nie nawraca mnie. Moja wiara to moja prywatna sprawa. Ja moge wierzyć w Mordziaki grasujące po moim pokoju, bałaganiące i chowające mi rzeczy, a nikt nie powinien mnie nawracać na Boga - bo jest modny i wszyscy w niego wierzą.
- 1
- 2

