-
Andrzej
>Ana Arnika napisała:
>Rok się kończy a wygląda na to że nikt nie był na
>wakacjach. Żadnych wpisów.
Chyba wszyscy piszący przenieśli się na Facebooka, choć i tam niewiele osób się odzywa. Tytuł strony na Facebooku jest taki sam: Boso jest fajnie. Zapraszam. I życzę wszystkiego najlepszego na urodziny! -
Asasel
Kurde ja to mam pecha... Kiedyś dawno temu pisałem na forum które było jeszcze na Yahoo, potem przeniosło się na grono, a ja sie dlugo (pare lat w sumie) zbieralem zeby zalozyc konto. Jak w zeszlym roku sie przekonalem do grona to uciekacie na FB... A ja mam jakąś facebookową fobię chyba bo wcale nie chcę się tam zapisywać...
marek -
mkl
OFF TOPIC... :(
Yahoo to temat sprzed około 10 lat. Próbowałem się jakiś czas temu zalogować na administrację, ale nie byłem w stanie odzyskać hasła. O ile ta grupa jeszcze działa - w sensie technicznym, to nie da się z nią nic zrobić.
FB jest raczej traktowany jako wrzutka dla linków do materiałów. Jakichś konkretnych rozmów tam się nie prowadzi, raczej komentarze do danej treści. -
Andrzej
>Asasel napisał
>Kurde ja to mam pecha... Kiedyś dawno temu pisałem na
>forum które było jeszcze na Yahoo, potem przeniosło się
>na grono, a ja sie dlugo (pare lat w sumie) zbieralem zeby
>zalozyc konto. Jak w zeszlym roku sie przekonalem do grona
>to uciekacie na FB... A ja mam jakąś facebookową fobię
>chyba bo wcale nie chcę się tam zapisywać...
>
>marek
Prawdę mówiąc, to i tu i tam niewiele się dzieje. Jak Olek zajął się rodziną, to nie ma komu organizować towarzystwa. Na FB więcej się dzieje, bo jest kontakt z zagranicznymi bosymi. Gdyby ograniczyć się do polskich, to widać wciąż te same kilka osób, co i tu.
Też miałem facebookową fobię, póki tam nie wsiąkłem. Ale ja mam dość szczególną sytuację i szczęście do fajnych znajomych. -
-
Drodzy, nie skreślajmy jeszcze grona :)
Prawdą jest, że niewiele się dzieje, że obecni już wydyskutowali się między sobą, ale... powoli napływa świeża krew; ).
A jak przyjdzie wiosna to i tematów do rozmów oraz dzielenia się wrażeniami będzie więcej.
Tymczasem Jasiek rośnie i latem na spacery będzie mógł już spokojnie chodzić :)
A i zauważam, że w innych miastach jest coraz więcej bosych - Pietrek zebrał już kilkuosobową ekipę, teraz Wrocław się "budzi"... :)
Miejmy też nadzieję, że tego lata pogoda będzie łaskawsza, choć ta ciepła zima to nie wiadomo co przyniesie :)
-
>Yahoo to temat sprzed około 10 lat. Próbowałem się
>jakiś czas temu zalogować na administrację, ale nie
>byłem w stanie odzyskać hasła. O ile ta grupa jeszcze
>działa - w sensie technicznym, to nie da się z nią nic
>zrobić.
hej! W sensie technicznym działa - właśnie się zalogowałem i tam zajrzałem.
Formalnie można wysyłać maile, ale pytanie ile osób jeszcze zagląda na tamte adresy...?
:)
No i jest jeszcze dostęp do strony boso.prv.pl :) -
mkl
>olek (aka Reynevan) napisał
>Formalnie można wysyłać maile, ale pytanie ile osób
>jeszcze zagląda na tamte adresy...?
Podejrzewam, ze nikt...
-
-
Małgorzata Zielińska
To prawda, ostatnio nasze grono chyba też dopadł jakiś kryzys. Na pewno nie jbyliśmy ostatnio tak aktywni, jak jeszcze przed rokiem i co najgorsze – sama jestem jednym z powodów, że tak się dzieje. To fakt, że ostatnio, głównie, z przyczyn zawodowych trudno było mi „wykroić” dość czasu, żeby coś popisać, a raczej ograniczałam się jedynie do poczytania. I w ten sposób zapuściłam się okropnie, ale zapewniam, że z tym co się przez ten czas działo jestem na bieżąco. Przede wszystkim bardzo ucieszyłam się, że do Grona przystąpiła jeszcze jedna bosa mama bosych dzieci. Pozdrawiam serdecznie Kowalkę, bardzo spodobały mi się zdjęcia z bosego kopania kartofli (po naszemu, czyli po krakowsku ziemniaków). Próbowałam sobie przypomnieć, kiedy ostatnio jechałam boso na rowerze, ale okazało się, że wcale nie tak dawno, bo latem ubiegłego roku, gdy byłam u zaprzyjaźnionej góralskiej rodziny . A już szczególnie spodobała mi się fotka bosego, zielonego Smoka.
Sama mieszkam tak trochę w mieście, a trochę na wsi, właściwie jeszcze w granicach miasta, ale pół kilometra ode mnie zaczynają się już okoliczne wsie. Warunki do pospacerowania boso po okolicy nieciekawe - kiedy w latach 90-tych wprowadziłam się tu, miałam jeszcze z okien widok na pola uprawne, teraz wszystko to zostało zabudowane, przeważnie dość gęsto i chaotycznie. Mogę sobie za to chodzić boso po własnym dosyć sporym podwórku, co też często robię.. Również wszelkie prace ogrodowe z zasady wykonuję na bosaka. Nie jest to wprawdzie kartoflisko, ale trochę swoich jarzynek na grządkach zawsze mam posadzonych. No i oczywiście dużo, dużo roślin ozdobnych.
A wracając do tematu wątku, czyli bosych wakacji – w tym roku moje wakacje były podzielone na dwie tury, także z powodów związanych z pracą. Nie mogłam wziąśc urlopu w jednym kawałku, wobec czego najpierw zrobilismy sobie 1,5-tygodniowy rodzinny wypad do Bułgarii, a potem krótszy, tygodniowy, w Kotlinę Kłodzką. Nie opisywałam ich, bo niczym specjalnym nie odróżniały się od poprzednich. Ani mniej, ani więcej bose niż w latach ubiegłych. Normalka – tam, gdzie tylko było można chętnie pozbywaliśmy się klapek, mnie samej udało się przechodzić bez butów przez dwa dni pod rząd – to w Bułgarii, bo pobyt w Kotlinie Kłodzkiej był już trochę mniej bosy. -
Andrzej
>Małgorzata Zielińska napisała:
>Przede wszystkim
>bardzo ucieszyłam się, że do Grona przystąpiła jeszcze
>jedna bosa mama bosych dzieci. Pozdrawiam serdecznie
>Kowalkę, bardzo spodobały mi się zdjęcia z bosego
>kopania kartofli (po naszemu, czyli po krakowsku
>ziemniaków). A już szczególnie
>spodobała mi się fotka bosego, zielonego Smoka.
Kowalka nie jest daleko i już kilka razy udało mi się przespacerować wspólnie. Jestem pod wrażeniem, bo chodzi boso tak pewnie, jak inni w butach. Kraków niestety oddalił się bardzo z powodu problemów komunikacyjnych: i drogi i tory są rozkopane i podróżuje się niemal tak szybko, jak Kopernik rozstawnymi końmi.
Najbardziej liczę na Marsz Neandertala http://www.marszneandertala.pl/
W zeszłym roku nie mogłem wziąć udziału, bo byłem za granicą (boso zresztą), a wygląda na to, że była to fajna impreza i mam nadzieję, że w tym roku będzie druga edycja. Potrzeba tylko trochę podobnych zapaleńców, którzy podobne wędrówki zorganizują w innych miejscach. -
ALLLEK
Jako cel letniego urlopu polecam Szczawnicę. Miasteczko przyjemne, a szlaki spokojne bez tłumów. Jeszcze 15 lat temu rzekę Grajcarek płynącą u stóp Palenicy otaczały krzaki i wądoły, dziś na obu brzegach mamy promenadę, która szczególnego uroku nabiera wieczorem poprzez mnóstwo lampek wmurowanych w podłoże jak i zwykłych latarni. Od wyciągu krzesełkowego w kierunku Dunajca można iść wygodnie ale polecam brzeg od strony Palenicy - bo w upale mamy cień od góry a kostka mniej zróżnicowana ale wygodniejsza. Potem wędrujemy wzdłuż Dunajca ku Słowacji. Słowacy już się nie postarali. Trasa wzdłuż przełomów Dunajca żwirowa, skalista lub bliżej nieokreślona ale nie wygodna. Ja tu skapitulowałem i założyłem sandały. Ale do Czerwonego Klasztoru dojść warto. Albo wypożyczyć rower bo też można. Na Trzy Korony najlepiej wędrować od strony Czorsztyna. W połowie drogi zaczynają się skały. Ale 15 lat temu widziałem tu miejscową staruszkę z pantoflami w ręku. Może pielgrzymowała do groty św. Kingi? Z Palenicy na wschód też jest malowniczy i stosunkowy wygodny szlak. Niestety, miejscami strasznie zapaskudzony przez owce. Ze Szczawnicy można zrobić wypad do Słowackiego Raju - widowiskowych dolinek ze strumieniami, wąwozami, kładkami i drabinami nad urwiskami w większości bez żadnych poręczy. Wycieczka ta dostarczyła mi emocji jak nigdy. Nie wyobrażam sobie jednak przejścia tej trasy bez butów. Nie tylko że przewodnik dostałby furii ale podłoże jest skaliste i kamieniste, a drewniane szczeble kładek mokre i bardzo śliskie. Ale zobaczyć warto. I raz wystarczy. Wracając do Szczawnicy dodatkową atrakcją są 2 baseny i bardzo dobre lody miejscowego wyrobu. -
Maciek
Witam.
Znalazłem to grono i widzę, że nie jestem sam z moimi upodobaniami. Dla mnie w wakacje, długie weekendy itp. możliwość chodzenia boso to podstawa. Najmilej wspominam wakacje w Pogorzelicy koło Niechorze. Równe 10 dni bez jakichkolwiek butów, klapków itp.
Zawsze to lubiłem, ale miałem obawy, że inni mogą mnie odbierać "dziwnie". ALe wiedzę że jest tu więcej osób i mają różne dokonania w "bosochodzeniu".
Po lekturze waszych postów marzy mi się bosy spacer po jakimś mieście. ALe na razie nie tam gdzie mieszkam, żeby znajomi nie widzieli -
Andrzej
>Maciej Kowalczyk napisał
>Po lekturze waszych postów marzy mi się bosy spacer po
>jakimś mieście. ALe na razie nie tam gdzie mieszkam, żeby
>znajomi nie widzieli
To zapraszam do Fromborka. Tu już wszyscy przyzwyczaili się, że jest taki jeden wariat, co chodzi boso, i czasem przyjeżdżają do niego inni, podobni, więc nie zrobisz na ludziach większego wrażenia.
Najtrudniej jest zacząć. Potem w końcu otoczenie się przyzwyczai, no bo ile można się pukać palcem w czoło.
Można też spróbować podpuścić znajomych: jest ciepło, zróbmy sobie dzień bez butów. Dacie radę? Jest niezła okazja, bo w sobotę, 26 maja, jest "Twój dzień bez butów" ogłoszony przez Primalfoot Aliance. Ale można też okazję zrobić samemu. Może w formie zakładu: Kto wytrzyma cały dzień bez butów? Oczywiście nie siedząc w domu. -
Małgorzata Zielińska
>Maciek napisał
>Witam.
>Znalazłem to grono i widzę, że nie jestem sam z moimi
>upodobaniami. Dla mnie w wakacje, długie weekendy itp.
>możliwość chodzenia boso to podstawa. Najmilej wspominam
>wakacje w Pogorzelicy koło Niechorze. Równe 10 dni bez
>jakichkolwiek butów, klapków itp.
>
Być może nie jest to wyczyn na miarę Andrzeja, który niewątpliwie bosochodzącym jest wybitnym i nie takie rekordy już ustanowił, ale dziesięć dni całkowicie bez butów w wykonaniu Maćka to i tak wielkie osiągnięcie. Kiedyś, dawno temu, gdzieś w tym wątku pisałam o moich „dokonaniach” sprzed 18 lat, kiedy to udało mi się spędzić bez butów ponad dwa tygodnie. Chyba było mi jednak trochę łatwiej, niż Maćkowi – przede wszystkim nie wzbudzałam takiej sensacji. Było to nad morzem, a ja miałam wtedy bardzo okrągłe kształty, zaczynałam siódmy miesiąc ciąży. Przypuszczam, że większość tych, którzy spotykali mnie (oczywiście w innych miejscac niż plaza, na którą zresztą chodziłam gdy nie było silnego słońca), przypuszczali zapewne, że to za sprawą ciąży i nabrzmiałych stóp tak wszędzie boso chodzę. Co w dużej części było prawdą. Ale idących na bosaka ulicami nadmorskich kurortów widywało się wtedy znacznie więcej, częśto spotkać można było takich, którzy z ośrodków wczasowych na plażę szli w ogóle w kostiumach kompielowych, pomimo że przejść trzeba było nieraz przez całe miasteczko.
O tym, że spędziłam kiedyś całkowicie bose wakacje moja córka dowiedziała się... z lektury mojego wpisu tu, w tym wątku. Jakoś nigdy jej o tym nie opowiadałam. Spodobało się jej i wymyśliła sobie, że podczas najbliższych wakacji ona również spróbuje. Pisałam już nieraz o tym, że naszym ulubionym sposobem na spędzenie wakacji jest caravaning. W tym roku również wybieramy się w podróż z przyczepą campingową, tym razem jednak bardziej na północ – nszym celem jest w tym roku Dania.
-
Dania? To podobno bardzo przyjazny bosochodzącym kraj!
Już zamawiam obszerną (foto)relację z tego wyjazdu :) No i trzymam kciuki za powodzenie planów Twojej córki.
Ja ostatni długi weekend spędziłem w większości boso. I choć czasem trzeba było buty założyć (bo zimno, bo nawierzchnie były jeszcze zbyt wymagające, bo trzeba było trochę potrenować bieganie) to był to jeden z najdłuższych i najprzyjemniejszych okresów bosochodzenia.
Po raz pierwszy chodziłem bez butów po górach i z obciążeniem. Idąc przez niektóre odcinki z zaciśniętymi zębami przypominałem sobie dewizę Costasa o sprawdzaniu granic wytrzymałości stóp :) A te po zimie były jeszcze delikatne, ale po tygodniu mogłem zauważyć zdecydowaną różnicę :)
Poza górami - kamienistymi, leśnymi, trawiastymi, błotnistymi, było też dziesiątki innych nawierzchni, z cudownym i czasem zaroszonym; ) trawnikiem na czele :)
Latem wybieramy się do Chorwacji i Czarnogóry. Z bosochodzeniem może tam być różnie, ale jestem dobrej myśli. -
Małgorzata Zielińska
>olek (aka Reynevan) napisał
>
>Dania? To podobno bardzo przyjazny bosochodzącym kraj!
>Już zamawiam obszerną (foto)relację z tego wyjazdu :)
>
To świetnie! Wiem, że ktoś naszego Grona był już w Danii, tylko nie mogę jakoś trafić na ten wpis. Na razie zbieram wszelkie informacje turystyczne, dlatego Kochani – jak macie dla mnie jakieś sugestie, rady, etc. - piszcie. Dotąd jeździliśmy najczęściej na południe Europy, stąd pomysł, aby wreszcie wypuścić się w inne strony. Marzę o fiordach Norwegii, może za rok? W tym roku w Danii ja mam życzenie zwiedzić oceanarium, reszta rodziny też już mi zgłasza, gdzie mam ich zawieźć.
Zaplanowaliśmy sobie drogę lądową z postojem w okolicach Lubeki. No i oczywiście – może ktoś z Was będzie to wiedział – co mnie, bosonogą kierowcę (kierowczynię?) najbardziej interesuje, jak według duńskich przepisów drogowych traktowane jest prowadzenie auta na bosaka? Bo kierowania samochodem w lecie mając buty na nogach to ja chyba już się nigdy nie nauczę.
>
>No i trzymam kciuki za powodzenie planów Twojej córki.
>
Moja Moniczka jak już sobie coś takiego zaplanowała, to z ogromnym prawdopodobieństwem wytrwa w swoim postanowieniu i rzeczywiście tą wyprawę całkowicie boso spędzi. Muszę się pochwalić, bo tu i w tym Gronie jest to chyba stosowne, że wyrosła mi prawdziwa bosochodząca. Ostatnio wybrały się we dwie, z kuzynką, na bosaka do mojej mamy – .prawie 10 km w jedną stronę. Przy czym Monika nawet nie zabrała ze sobą klapek, zaś moja siostrzenica przeszła całą drogę z sandałami w ręce. Moja mama, widząc bose wnuczki, bardzo to pochwaliła, ale oczywiście przypomiała o ostrożności i patrzeniu pod nogi.
Monika ostatnio „zaliczyła” trzydniowy, całkowicie bosy wypad na Ponidzie, gdzie w długi weekend zainaugurowaliśmy nasz rodzinny sezon caravaningowy. O ile Monika zupełnie nie wstydzi się spacerować boso, nawet po mieście, o tyle mój syn Mateusz już taki odważny nie jest. Jeżeli obie z Moniką idziemy gdzieś boso, to chętnie do nas dołącza. -
Asasel
Dania jest faktycznie bosoprzyjazna. Będąc w zeszłym roku (służbowo więc niestety w butach) widziałem dziewczynę robiącą zakupy na bosaka pod koniec września. Nikt na nią absolutnie nie zwracał uwagi.
Co do prowadzenia samochodu boso to nie sądzę zeby były z tym problemy, jednakowoż mogą być problemy w NIemczech ( o ile tamtędy jedziesz. Koleżanka zapłaciła 20EUR za jazdę bez butów. Została zatrzymana do rutynowej kontroli a jak policjant zobaczył ze wychodzac za samochodu wzuwa buty nie bylo dyskusji. NIektorzy twierdza ze nie mial racji - ale jak to udowodnic policjantowi w obcym kraju ze sie myli...
m. -
>Moja Moniczka jak już sobie coś takiego zaplanowała, to z
>ogromnym prawdopodobieństwem wytrwa w swoim postanowieniu i
>rzeczywiście tą wyprawę całkowicie boso spędzi.
[ciach]
Małgorzato,
Piszesz je tak ładnie, z taką dumą ze swoich dzieci, że uwielbiam czytać Twoje historie.
A może Monika chciałaby napisać coś do działu "moje bose życie"? O jej pasji, o tym jak reagują znajomi i ludzie, o dorastaniu w bosej rodzinie... To byłby ciekawy głos - z punktu widzenia młodej osoby, nastolatki. Co o tym sądzisz?
>Muszę
>się pochwalić, bo tu i w tym Gronie jest to chyba
>stosowne,
Chwal się i chwal córkę - obie na to zasłużyłyście :)
-
Małgorzata Zielińska
>
>A może Monika chciałaby napisać coś do działu "moje
>bose życie"? O jej pasji, o tym jak reagują znajomi i
>ludzie, o dorastaniu w bosej rodzinie... To byłby ciekawy
>głos - z punktu widzenia młodej osoby, nastolatki. Co o
>tym sądzisz?
>
>
Po raz kolejny dziękuję za uznanie. A co do mojej córci – często czyta, co napisałam na tym (i jeszcze dwóch innych) forum, a nawet nieraz to i owo mi doradza. Proponowałam jej nawet, żeby sama się zarejestrowała i pisała sama. Myślę, że byłaby w tym bardziej aktywna niż moja siostra, która jak może jeszcze pamiętasz, zarejestrowała się, kilka postów napisała, a potem jakby straciła zapał i jakoś nie mogę jej zmotywować. A mogłaby opisać znacznie więcej bosych sytuacji niż ja – Iwonka jest taka... bardziej „bezobciachowa” niż ja. Dla niej pokazanie się w jakimś publicznym miejscu na bosaka to żaden problem, ona po prostu umie nie przejmować się takimi rzeczami. Muszę jej przypomnieć, żeby czasem zajrzała na forum, bo chyba dawno tu nie była.
Zaś – wracając do Moniki – ostatnio miałam w związku z nią powody do śmiechu – postanowiła nauczyć się chodzić na szpilkach, kupiłam jej bardzo zgrabne czółenka. Wyglądało to przeważnie tak, że wychodziła z domu w butach, a wracała z butami w ręce. Monika preferuje styl sportowy, potrafi cały okres letni przechodzić tylko w japonkach. -
:D
No to serdecznie zapraszam Monikę do rejestracji, a i Ją i jej Ciocię do aktywnego udziału i opisania swoich historii :)




