-
Małgorzata Zielińska
O chodzeniu na bosaka w różnych miejscach, w których nie jest to powszechne, już było. Chciałam poruszyć kolejny wątek: boso, ale dziwnie w zastawieniu z resztą ubioru.
Co roku organizujemy w naszym domu sylwestrową prywatkę dla przyjaciół. Trzy lata temu też tak było. Ubrałam się w wieczorową suknię i nowiutkie czółenka. Gdy zaczęliśmy tańczyć szybko obtarłam w nich nogi. Zrzuciłam, i balej byłam już w samych rajstopach (na szczęście większość pań też pozrzucała buty). Po chwili w rajstopach posypały się oczka. Pozbyłam się podartych, ale zajęta gośćmi nie miałam czasu szukać nowych. I tak w noworocznym toaście wzięłam udział będąc w długiej, wieczorowej sukience i na bosaka. Na szczęście gośćmi byli sami dobrzy znajomi i nikomu to nie przeszkadzało. Tym bardziej, że wszystkie panie bawiły się już w samych rajstopach, a kilku panów - w samych skarpetach. O tej pory umówiliśmy się, że na naszych spotkaniach obowiązują luźniejsze stroje, więc bez skrępowania przyjmuję gości po swojemu, czyli boso. -
mkl
Hmmm...
Zwykle na prywatkach tam gdzie idę lub jak przychodzą do mnie zwykle zdejmuje się buty. Dom to nie sala balowa ani restauracja, aby komuś paradować w nie zawsze czystym obuwiu lub niszczyć podłogę obcasami. Może to nie zawsze dobrze współgra ze strojem wieczorowym, ale cóż impreza luźna, więc i protokół inny; )
Często jednak "trza być w butach na weselu"... O ile na weselu czy luźnej zabawie sylwestrowej bycie boso jeszcze uchodzi, tak z pewnością w restauracji klasy "S" czy oficjalnym przyjęciu balowym raczej nie przystoi, lub wręcz może być postrzegane jako duże faux pas.
O ile zwykle do kobiecego stroju wieczorowego bose stopy zwykle pasują, tak garnitur + bose stopy to dla mnie wygląda dziwacznie.
Może trochę zmienię temat, ale wciąż pozostajemy przy stroju... Już 3 lata pracuję w małej firmie mieszczącej się w mieszkaniu, więc zmieniamy obuwie. Pierwszego lata przyniosłem do firmy japonki i tak zostało, nawet zimą. Japonki, japonkami, ale często chodzę też boso i o dziwo jestem jakoś tolerowany... Przez te 3 lata zdążyłem już zauważyć, że do bosych stóp pasują jeansy, szczególnie te dłuższe, które zakrywają piętę... -
Andrzej
Problem w tym, że moda ogólnie jest dla panów niełaskawa: garnitur i kropka. Oczywiście, że bose stopy do garnituru, to jak kwiatek do kożucha, ale tak samo jeśli panie ubiorą się w garnitur czy garsonkę, to bose stopy będą zgrzytem. Panie mają jednak wiele innych możliwości. Wszędzie tam, gdzie do eleganckiego stroju pasuje obuwie składające się z podeszwy i słabo widocznych pasków trzymających podeszwę na stopie, brak tej podeszwy nie będzie raził. Moda dla panów nie dopuszcza jednak możliwości, by do eleganckiego stroju można było włożyć obuwie ukazujące stopy. Takie buty są tolerowane tylko w ubiorze sportowym czy rekreacyjnym i automatycznie w tych sytuacjach i bose stopy są tolerowane.
Bose stopy pasowały kiedyś do codziennego stroju ludowego, gdy chłop chadzał boso (ale do odświętnego stroju buty musiały być). Ale w miastach to chyba i dawniej boso nie chadzano (dzieci owszem). Trzeba chyba wylansować nową modę. Czasem ktoś zastanawia się na gronie, jak mają się ubrać panowie, by bose stopy nie raziły, ale ciekawszych propozycji nie zauważyłem. Niestety mi też nie przychodzi nic efektownego do głowy. -
Małgorzata Zielińska
To prawda, u mnie w pracy, choć nie obowiązują zbyt rygorystyczne formy jeżeli chodzi o ubiór, sytuacja panów jest gorsza. O ile meżczyzna w sandałach i bez skarpetek miałby z tego powodu przeprawę z szefostwem, o tyle kobieta z gołymi nogami i odkrytymi palcami w lecie jest czymś powszechnym. Mnie często zdarzało się przychodzić do biura w zwykłych, prostych japonkach „Inblu” na płaskich podeszwach i było ok. W upalne dni nieraz spotykam moje młodsze koleżanki chodzące po pokojach na bosaka, bywa, że któraś zapędzi się do innego pokoju lub aneksu kuchennego. -
-
mkl
Japończycy znani z pracoholizmu udowodnili, że sportowe stroje w pracy, nie tylko podwyższają wygodę pracy, ale przede wszystkim można zaoszczędzić na kosztach klimatyzacji. Niestety japończycy przyzwyczajeni do biurowego dress code'u nie bardzo chcą zmieniać przyzwyczajenia.
Tak się zastanawiam skąd się wzięło się takie restrykcyjne podejście do ubioru, skoro i tak duża część firmy i tak nie ma bezpośrednich kontaktów z klientem. -
Ja pracuję w małym biurze (10 osób) i z chodzeniem na bosaka sprawa wygląda tak:
1. Dziewczęta (7 osób) chodzą po biurze jak chcą i jak im wygodnie. Jedna boso często, kilka - od czasu do czasu, kilka - w ogóle.
2. Mężczyzni (3 osoby) - ooo, tu juz ciężej. Dyrektor zawsze elegancko, wice - zazwyczaj luźniej, ale w krytym ubuwiu, ja w pierwszym roku pracy chodziłem w sandałach (czy boso), ale w drugim, po rozmowie (życzliwej :)) musiałem to ograniczyć i częściej chodzić elegancko. Ale generalnie - jeżeli mamy coś na przebranie się (wice czy ja), to mozemy chodzić jak chcemy, a tylko przebierać się w razie potrzeby.
Na imprezy prywatne, raczej luzne - zakupiłem sobie lniane spodnie, które zarówno wyglądają w miare elegancko jak i pasują do nich bose stopy. -
Małgorzata Zielińska
Ja pracuję w wydziale handlowo- marketingowym (czy może mniej skromnie – jestem szefową wydziału, co lepiej przedstawia moją sytuację w biurze), a zatem w komórce mającej bezpośredni kontakt z osobami z zewnątrz. W związku z tym stosowny strój ma czasami znaczenie, przy czym nie ma tu reguł jakichś sztywno narzuconych regulaminem. Nie uważam za nic niestosownego, gdy biorę udział w rozmowach mając latem gołe nogi i widoczne palce stóp w klapkach. Trudno byłoby mi natomiast poruszać się po biurze na bosaka – czasami zdarza się, ale tylko w obrębie pokoju, gdy nikogo w nim nie ma.
-
Skippy
>Trudno byłoby mi natomiast poruszać się
>po biurze na bosaka
A dlaczego wlasciwie byloby trudno?
-
Małgorzata Zielińska
No wiesz, byłaby to już lekka przesada. Jednak w pracy pewne formy są przestrzegane. Do chodzenia po biurze mam dwie pary klapek - czarne i białe, z zależności od tego, które bardziej pasują do reszty ubioru. -
Małgorzata Zielińska
Przypominam sobie jeszcze jedną taką sytuację – w lipcu ubiegłego roku obchodziliśmy 15 rocznicę ślubu.
Ponieważ rocznica wypadała w środku tygodnia, a gości zaprosiliśmy na sobotę, postanowiliśmy ten dzień uczcićwe dwoje, w domu, kolacją przy świecach. Aby podkreślić tę uroczystość przebrałam się w wieczorową sukienkę. Mój małżonek nie miał nic przeciwko temu, bym do tej sukni spędziła z nim ten wieczór boso. -
>No wiesz, byłaby to już lekka przesada. Jednak w pracy pewne formy są przestrzegane
To prawda, są przestrzegane. Ale czy Ty i ich nie naruszyłaś?; )
Czy z punktu widzenia zwodowego dress code'u wyjście do klienta w klapkach jest ok, a pokazanie się współpracownikom boso - nie ok?
Mam wrazenie, że tu bardziej dotykasz problemu "czym dla mnie jest chodzenie boso". Moze to takie coś bardziej intymnego? Pokazanie swojej delikatności, forma odkrycia się, której nie chcesz pokazywać podwładnym? :)
-
Skippy
>Małgorzata Zielińska napisała:
>No wiesz, byłaby to już lekka przesada. Jednak w pracy
>pewne formy są przestrzegane.
Skoro jestes szefowa, to dopasuj normy do chodzenia boso. Moze ktos sie dolaczy, a kto nie chce to przeciez moze zostac w butach :)
No chyba ze jednak wolisz w klapkach. -
Małgorzata Zielińska
>olek (aka Reynevan) napisał
>To prawda, są przestrzegane. Ale czy Ty i ich nie
>naruszyłaś?; )
>Czy z punktu widzenia zwodowego dress code'u wyjście do
>klienta w klapkach jest ok, a pokazanie się
>współpracownikom boso - nie ok?
>Mam wrazenie, że tu bardziej dotykasz problemu "czym dla
>mnie jest chodzenie boso". Moze to takie coś bardziej
>intymnego? Pokazanie swojej delikatności, forma odkrycia
>się, której nie chcesz pokazywać podwładnym? :)
>
Czytałam ten post kilka razy i muszę przyznać, że niewiele z niego rozumiem. Codzienny ubiór pracownika marketingu (tak przynajmniej jest w firmie, w której pracuję), to nie wyszukana kreacja, ale normalne ubranie, w którym mogłabym np. bez żenady pójść z koleżanką do kawiarni w centrum miasta. Nie wiem, co może być niestosownego, gdybym poszła w klapkach na obcasikach. W takich samych, w jakich chodzę po biurze i nieraz przyjmuję gości z zewnątrz - to po pierwsze.
Po wtóre, nie wiem, czemu tak nalegasz (czy raczej nalegacie, bo dołączył również Darecki), bym pokazywała się współpracownikom na bosaka. Czy po to, by zamanifestować swoją przynależność do Grona "Boso po świecie"? Nie widzę takiej potrzeby. Tym bardziej nie widzę konieczności wyrażania swojej delikatności właśnie w ten sposób. Ogólnie, w pracy, raczej uważana jestem za osobę subtelną.
Jest jeszcze kolejna sprawa, którą Ty również poruszyłeś we wcześniejszym poście - ja również mam nad sobą przełożonych i gdybym zaczęła spacerować boso po biurze wątpię, czy spodobałyby się im
podobne fanaberie.
-
-
Skippy
>Małgorzata Zielińska napisała:
>Po wtóre, nie wiem, czemu tak nalegasz (czy raczej
>nalegacie, bo dołączył również Darecki), bym
>pokazywała się współpracownikom na bosaka.
Ha! Czuje sie wywolany do tablicy. Ale ja na nic nie nalegam. Moze sie nie zrozumielismy. Proponowalem jedynie rozwiazanie, bo zalozylem, ze chodzisz w butach, bo jest ci trudno inaczej. Tak w koncu napisalas. Jesli jednak czujesz sie zazenowana boso, to chodz w butach, nie musisz tez niczego nikomu pokazywac.
Zasadniczo to buty pozostaja bez wplywu na pokazywanie, moim zdaniem. Prawde mowiac dziwie sie czesto czytajac to Grono i wydaje mi sie, ze Pietrek tez. Bo jesli ktos chce chodzic boso, to jest to wyjatkowo latwo osiagalne - starczy nie zalozyc butow. Metoda prawie zawsze dziala. Czytam zas o przeroznych trudnosciach i o tym, jak to kazdy chcialby, ale a to mu inni nie daja, a to musi sie pokazac innym :) Mi zawsze bylo wygodniej boso, wiec gdzie dalo rade, tam butow nie zakladalem i bylo OK. Kto chcial, ten sie gapil, kto nie, ten nie musial - ja nikomu niczego nie pokazywalem, ale przygladac sie kazdy mial prawo i to tez obojetne czy w butach czy bez. Ot co.
Jedyne czego mi bylo brak, to czasem trafnej odpowiedzi Pietrka na jakies pytanie kogos (jeszcze) w butach. No, ale ja komiksow nie rysuje, to i zaplon mam dlugi :-) -
mkl
Ot może wtrącę swoje 3 grosze. Chodzić boso bardzo lubię, tak, że latem najchętniej zamknąłbym buty w szafie. Niestety żyjemy w pewnej rzeczywistości. Jest to przede wszystkim praca, sąsiedzi, grono znajomych, ludzie na ulicy etc... W niektórych miejscach chodzenie boso jest czymś normalnym, w innych czymś rzadkim, a w jeszcze innych jest uważane za coś conajmniej niestosownego, dziwacznego. Można płynąć z prądem, można i pod prąd. To indywidualna sprawa jaką ścieżkę się wybierze.
Uważam, że w pewnym miejscach należy schować zamiłowanie do chodzenia boso do kieszeni i jednak dostosować się do ogółu, bo poprostu tak wypada i takie są standardy. Jednym z takich miejsc jest miejsce pracy, szczególnie jeżeli jest się jak Małgorzata przełożonym pewnej grupy ludzi i dodatkowo ma się jeszcze kogoś nad sobą. O ile szeregowemu pracownikowi pewnie bieganie boso po biurze by uszło, tak szefowej działu z pewnością by nie przeszło... Podejrzewam, że pójście latem na spotkanie z klientem w klapkach jest odebrane raczej normalnie, bo przecież jest ciepło/gorąco, tak już pojawienie się na spotkaniu boso, było by przyjęte raczej jako coś niepoważnego. -
Skippy
A ja sie z tym nie zgadzam. Buty nijak sie nie maja do zachowania standardow w ubiorze. Ubranie to cos wiecej niz buty, ktorych zwykle i tak prawie nie widac. Rzeczywiscie sa miejsca, gdzie *prawie* wszyscy ubieraja sie jednakowo (np. opera). Nie ma ich jednak wiele, a poza nimi kazdy prezentuje siebie i to w czym sie czuje najlepiej. Problem moim zdaniem absolutnie nie wynika z zewnetrznych ograniczen, ale z wewnetrznych. Kazdy kto "nie moze" ubrac sie jak chce sam sobie jest winien. W wielu postach widze cos, co mozna najkrocej opisac tak - chcialbym dobrze czuc sie boso, ale co poradze na to, ze w butach czuje sie znacznie lepiej :) Tak wiec zamiast wynajdywac powody w stylu "bo tam nikt boso nie chodzi" po propstu zdecydujcie co Wam pasuje. Przecie nie musicie chodzic boso, tylko IMHO bedzie Wam latwiej jak zauwazycie ze chdzicie w butach bo chcecie, a nie bo boso nie dalo rady.
A co do bycia przelozonym - wiem, bo bylem :) Chodzilem sobie boso do pracy, kiedy tylko chcialem i jakos wszyscy sie z tym latwo pogodzili. Po prostu wyznaczylem zasady, a wlasciwie zasade, ktorej sam podlegalem. Kiedys zapytali mnie co sie stalo, bo przyszedlem w butach. Pewnie mysleli ze zaba mnie ugryzla, czy cos :)
I rozszerzajac nieco temat - zauwazyliscie ze w Polsce ludzie starsi ubieraja sie obciachowo? Idziesz za kims i wiesz ze ma powiedzmy 70-80 lat, bo to widac po ubraniu. Czesc z nich stac na modne ciuchy, ale ich nie zaloza. Zapytalem kiedys dlaczego. Bo starzy ludzie tak sie ubieraja - tak brzmiala odpowiedz. Coz, zupelnie jak z butami, choc to akurat zapewne Was rozsmieszy. Robia taki sam blad. W tym wieku przeciez nie wypada wygladac interesujaco, trzeba jak wszyscy "starzy" ludzie :) -
Małgorzata Zielińska
[...] Buty nijak sie nie maja do
>zachowania standardow w ubiorze [...]
??? -
Pietrek
Kochani, mam dziwne wrazenie, ze rozmowa jest o niczym. Nikt z nas nie jest fanatykiem ani inkwizytorem religii bosych. Wiadomo, że sa miejsca i osoby, gdzie można i gdzie nie wypada. Wiadomo też, że zakres sytuacji, kiedy można jest znacznie szerszy niż się powszechnie wydaje. Na targach książki, gdzie próbowałem zainteresowac wydawców tematem, jedna pani zapytała mnie czemu w takim razie jestem w butach (bylem w marynarce i całej tej reszcie). Powiedziałem, że tu nie ma śniegu - bylo trochę śmiechu, ale nie straciła zainteresowania książką tylko dlatego, że nie jestem fanatykiem.
Wiadomo, że kobieta w wieczorowej sukni i boso będzie wyglądać dobrze i oryginalnie a bosy facet w garniturze - dziwnie, chociaż ten sam facet w lnianych spodniach lub dzinsach i koszuli (nawet tej od garnituru) będzie czymś normalnym a często ciekawym.
W pracy czasem chodziłem boso, bo byłem grafikiem i korzystałem z zakresu swobody dosępnej dla świrów i artystów. Mój szef nie mógł sobie na to pozwolić, bo musiał wyglądać na szefa. Szef
handlowców w ogóle nie mógł wychodzić poza standard garnituru, bo takie sa reguły gry.
Nie wszystkie normy można naginać tylko dlatego, że się jest szefem kilku osób i dobrze wszyscy o tym wiemy, jak i o tym, że są takie firmy, gdzie ekstrawagancja ubioru podbija cenę usług.
Ale tak naprawdę nie ma o co kopii kruszyć - lepiej iść razem na spacer. -
Bardzo podoba mi się to, co napisałeś, Piotrze,
Chciałbym zająć się jednym zdaniem - "Wiadomo też, że zakres sytuacji, kiedy można jest znacznie szerszy niż się powszechnie wydaje."
Wydaje mi sie to bardzo istotne spostrzeżenie. I w żaden sposób nie przesądzając o tym, w jakiej konkretnej sytuacji "margines" jest jeszcze duży, a w jakiej nie, próbuję zrozumieć źródła owego "wydawania sie" u różnych osób :)
Pewnie piszę niejasno, ale chwilowo nie mam głowy, żeby to ladniej ubrać :)

