-
Małgorzata Zielińska
>Pietrek napisał
>>Małgorzata Zielińska napisała:
>>>Pietrek napisał
>>>To Ty ustalasz reguły grupy, więc jakim cudem masz
>czuć
>>>dyskomfort i presję?
>>
>>Chyba w tym miejscu się nie zrozumieliśmy, więc
>zmuszona
>>jestem sprostować.
>
>Ja cię zrozumiałem bardzo dobrze. Chodzi mi właśnie o
>to, że przykład Twoich rodzinnych spacerów nie nadaje
>się do ilustrowania kwestii presji wywieranej przez grupę
>na jednostkę...
>
Tak, masz rację, tyle, że wywiązała się z tego dyskusja na temat władzy autokratycznej, żeby nie powiedzieć: despotyzmu. A ja celowo zagaiłam o łagodności...
>>Co z kolei tyczy się reguł grupy – chyba zbyt mocno
>>powiedziane. Sugerowało by, że obowiązuje tu jakaś
>>sztywna dyscyplina, którą ja narzucam.
>
>Nic takiego nie sugeruję. Ale w każdej grupie ludzi
>obowiązują pewne zasady - zwykle niepisane.
>Tak naprawdę nie ma potrzeby spisywania zasad, dopóki są:
>
>1. jasne
>2. znane wszystkim
>3. przestrzegane i akceptowane przez wszystkich.
>
>Spisywanie i ogłaszanie praw zaczyna się dopiero wtedy w
>społeczeństwie, kiedy zaczyna się ich łamanie na
>większą skalę. A jak jest bardzo źle z ich
>przestrzeganiem - stosuje się przymus, żeby te zasady
>narzucić wszystkim.
>
>Tyle uwag ogólnych.
>
>Zaś co do Waszej trzy-cztero-osobowej grupy spacerowej:
>Jesteś inicjatorką, więc w niejako naturalny sposób
>ustalasz reguły zabawy.
>To Twoje przywództwo pozostali akceptują i zgadzają się
>na Twoje pomysły, takie jak zdjęcie butów czy wybór
>trasy. A czasem mają własne idee co do miejsca czy zabawy
>- gdybyś zaprotestowała, w większości wypadków
>ustąpiliby.
>Sztywnych zasad nie ma, a dyscyplina jest - opiera się na
>akceptowanym autorytecie, zaufaniu i wspólnych celach.
>W tej grupie masz zbyt mocną pozycję
>(Autorytet+zaufanie+związki emocjonalne), żeby czuć
>dyskomfort z powodu przestrzegania zasady, którą zresztą
>sama wymysliłaś: zdjęcia butów.
>Specyfika układu jest taka, że to dla Ciebie raczej grupa
>wsparcia niż presji.
>No i tyle chciałem powiedzieć.
>
Nic nie wydarzyło się na skutek mojej stanowczości, czy narzucenia własnej woli. Tym bardziej, że byłaby to postawa, która absolutnie nie leży w mojej naturze. Akceptacja wynikająca tylko z tego, że nikt nie ośmieliłby mi się przeciwstawić na pewno nie spotkałaby się z taką aprobatą.
Znowu zilustruję to przykładem:
W pod koniec maja lub już w czerwcu tego roku, w sobotę, Maciek, mój małżonek wybierał się na kilka godzin do pracy, zaś syn zaplanował sobie jakieś sportowe zajęcie z kolegami. W tej sytuacji, razem z córką zaplanowałyśmy sobie, że:
- rano odwieziemy tatę do pracy,
- szybko zrobimy zakupy,
- pojedziemy do Tyńca połaziorować.
Kiedy usłyszał to Mateusz, szybko podjął decyzję: „To ja jadę z wami”. I pojechał. Kiedy w drodze powrotnej zapytałam go, dlaczego wolał spacer z mamą niż kopanie piłki z kolegami, usłyszałam w odpowiedzi: „Bo ty mamo jesteś zarąbista”. Podkreślam, że ani przez moment nie namawiałam go do takiej decyzji. Byłam przekonana, że wybierze kolegów i zgadzałam się z tym.
Myślę, że ten przykład dość dobrze oddaje atmosferę naszych wspólnych spacerów.
Jeżeli mam odnieść się do Twoich przykładów – na gorąco nie potrafię. Ale są na pewno ciekawe...
Mam nadzieję, że moja grupa akceptuje mnie w sposób naturalny, a autorytet nie koniecznie znaczy: despotyzm. -
Andrzej
>A przy tym chyba trochę zagalopowaliśmy się w naszych
>dyskusjach, schodząc na rozważania z pogranicza
>filozofii...
...i socjologii. Zgadzam się z Małgorzatą: strasznie poważne i akademickie się to wszystko zrobiło. A ludzie wcale nie chcą być statystyczni i przewidywalni (chociaż bywają). Co mi z tego, że w jakiejś sytuacji mam teoretycznie czuć się dobrze, albo źle, jeśli moja osobowość i doświadczenia powodują, że czuję się niezgodnie z teorią? Co byśmy nie mówili, chodzenie boso w naszym społeczeństwie nie jest uważane za rzecz normalną, co mi przypomniała wnuczka: "dziadek, czemu ty ciągle chodzisz boso; chyba nie jesteś normalny". Ma rację, nie jestem. Co to za przyjemność być normalnym?
Czy moglibyśmy pisać mniej o teorii a więcej o praktyce? Nigdy nie lubiłem teorii. -
Pietrek
>Małgorzata Zielińska napisała:
>Tak, masz rację, tyle, że wywiązała się z tego dyskusja
>na temat władzy autokratycznej, żeby nie powiedzieć:
>despotyzmu. A ja celowo zagaiłam o łagodności...
Nawet nie despotyzmu a różnego rodzaju nacisków, którym podlegamy i sami je wywieramy. Coś takiego jest zawsze, nawet, gdy nie ma despotyzmu.
Prosty przykład:
Są dwie różne czekoladki w pudełku: wiem, który lubi moja żona a ja lubie oba. Wybieram tak, zeby miała tę, którą woli. Nazwiesz to presją czy naciskiem? Albo despotyzmem? oczywiście, że nie. A jednak element delikatnej presji jest - nie chcę jej stwarzać dyskomfortu ani nie chcę, żeby myslała, że mnie do czegoś zmusza. Tę presję w pewnym sensie wywieram sam na siebie, nie? całkowicie dobrowolnie.
>Nic nie wydarzyło się na skutek mojej stanowczości, czy
>narzucenia własnej woli. Tym bardziej, że byłaby to
>postawa, która absolutnie nie leży w mojej naturze.
>Akceptacja wynikająca tylko z tego, że nikt nie
>ośmieliłby mi się przeciwstawić na pewno nie spotkałaby
>się z taką aprobatą.
To nie byłaby akceptacja lecz podległość i podporządkowanie. Po przekroczeniu pewnego etapu rozwoju psychiki zamieniłyby się w bunt.
Akceptacja jest całkowicie dobrowolna z definicji.
Często mam wrażenie, że mówimy o tym samym ale używamy róznych definicji
>Kiedy w drodze powrotnej
>zapytałam go, dlaczego wolał spacer z mamą niż kopanie
>piłki z kolegami, usłyszałam w odpowiedzi: „Bo ty mamo
>jesteś zarąbista”. Podkreślam, że ani przez moment nie
>namawiałam go do takiej decyzji. Byłam przekonana, że
>wybierze kolegów i zgadzałam się z tym.
>Myślę, że ten przykład dość dobrze oddaje atmosferę
>naszych wspólnych spacerów.
Ja to tak od początku zrozumiałem.
>Mam nadzieję, że moja grupa akceptuje mnie w sposób
>naturalny, a autorytet nie koniecznie znaczy: despotyzm.
Otóż właśnie - nie znaczy. Despotyzm to przymus. A autorytet jest uznawany całkowicie dobrowolnie.
Dlatego cały czas mówię, że masz w tej grupce autorytet a nie rząd. -
Andrzej napisał:
>Czy moglibyśmy pisać mniej o teorii a więcej o praktyce? Nigdy nie lubiłem teorii
Jak mawiają - duch wieje, kędy chce :)
A założyciel tematu zawsze traci kontrolę nad tym, w którą stronę on pójdzie.
Praktykę lepiej robić... a jak o niej pisac...? zwłaszcza zimą, kiedy jej brakuje? :'(
Za speca w dziedznie socjologii ostatni raz uważałem się gdzies na III roku... potem mi przeszło :) Ale generalnie zgadzam sie z tym co piszesz, Piotrze, choć moze niektóre przykłady są dla mnie nie do konca czytelne.
Gosiu,
Naprawdę nikt Ci despotyzmu nie zarzuca :)
Na naszym forum, zgodnie z Twoją obserwacją, nikt nikogo nie atakuje ani nie zmusza. Nie ma wiec powodów do obaw o podejrzenia despotyzmu, tak jak nie było powodów do myslenia, że chcemy Cię zmusić do chodzenia boso po pracy, żebyś udowodniła tym przynależność do naszej grupy :)
pozdrawiam serdecznie :) -
-
Pietrek
>Praktykę lepiej robić... a jak o niej pisac...? zwłaszcza zimą, kiedy jej
brakuje? :'(
Olku, ja już od dawna namawiam do bosych spacerów zimą. To jest naprawdę bardzo przyjemne.
A poza tym - gdzie tu zima? -
Alez mnie na spacery zimą to już od lat nie trzeba mnie namawiać :)
Tylko niech to będzie prawdziwa zima, a nie zwykły ziąb; )
Czyli bez sniegu, to... eeeee.... :) -
Pietrek
>olek (aka Reynevan) napisał
>Alez mnie na spacery zimą to już od lat nie trzeba mnie
>namawiać :)
>Tylko niech to będzie prawdziwa zima, a nie zwykły ziąb
>;)
>
>Czyli bez sniegu, to... eeeee.... :)
Bez śniegu też jest fajnie. Wsadziłbym zdjęcia z naszych - ale mam jakies problemy z tą czynnoscią. -
To moze wrzuć na picase?
A czy bezsniezna zimą chodzisz po mieście, czy gdzieś poza nim? -
Pietrek
Poza. Po mieście generalnie nie lubię - głównie ze względu na beton, brud i Dove Production. Chociaż jak w ubiegłym roku Sylfijoł i Emilka wpadły do Krakowa to zdejmowałem buty w mieści, bo spadł świeży snieg. No ale wtedy był czyściutki świeży śnieg, nie mógł się marnować.
No i z Costasem latem...
Tak poza tym to po prostu nie przepadam za betonem pod nogami. -
Ha,
No to tu się sprawa wyjaśnia... Po lesie czy terenie to bym nawet pochodził... Choć nie mam parcia, więc raczej dla towarzystwa :)
Ale świeżego śniegu także nie lubie marnować :)
W tym roku, w lutym, mam nadzieję pojechać na tydzień w góry. I tam sobie odbiję ten, zupełnie bezśnieżny rok.
(choć w sumie pobyt w Meksyku pozwolił mi chodzic wiecej boso niż by to się udało w Polsce :)) -
Pietrek
Ale wracając do wątku zasadniczego - ja zauważyłem z cała pewnością, że chodzenie boso łagodzi obyczaje - a raczej, że buty zdejmują ludzie bardziej życzliwi niż inni, czy też, że w grupie lubiących chodzić boso jest więcej niż gdzie indziej.
Mam oczywiście na ten temat własną teorię - ale czy mam Was zanudzać? Nie chciałbym pakować sie w przydługi wykład, tóry kogoś zdenerwuje...
A moje obiekcje mogą posłużyć jako dowód na wypowiedzianą tezę, bo na ogół nie mam nic przeciwko denerwowaniu ludzi.

