Boso jest fajnie! (dawniej: Boso po świecie) [333]

Zapisz się
Dodaj kartkę Dodaj bana
Powód wlepienia kartki
Wybierz wątek docelowy z listy lub wpisz jego ID
  • Małgorzata Zielińska

    >Pietrek napisał
    >>Małgorzata Zielińska napisała:
    >>>Pietrek napisał
    >>>To Ty ustalasz reguły grupy, więc jakim cudem masz
    >czuć
    >>>dyskomfort i presję?
    >>
    >>Chyba w tym miejscu się nie zrozumieliśmy, więc
    >zmuszona
    >>jestem sprostować.
    >
    >Ja cię zrozumiałem bardzo dobrze. Chodzi mi właśnie o
    >to, że przykład Twoich rodzinnych spacerów nie nadaje
    >się do ilustrowania kwestii presji wywieranej przez grupę
    >na jednostkę...
    >
    Tak, masz rację, tyle, że wywiązała się z tego dyskusja na temat władzy autokratycznej, żeby nie powiedzieć: despotyzmu. A ja celowo zagaiłam o łagodności...

    >>Co z kolei tyczy się reguł grupy – chyba zbyt mocno
    >>powiedziane. Sugerowało by, że obowiązuje tu jakaś
    >>sztywna dyscyplina, którą ja narzucam.
    >
    >Nic takiego nie sugeruję. Ale w każdej grupie ludzi
    >obowiązują pewne zasady - zwykle niepisane.
    >Tak naprawdę nie ma potrzeby spisywania zasad, dopóki są:
    >
    >1. jasne
    >2. znane wszystkim
    >3. przestrzegane i akceptowane przez wszystkich.
    >
    >Spisywanie i ogłaszanie praw zaczyna się dopiero wtedy w
    >społeczeństwie, kiedy zaczyna się ich łamanie na
    >większą skalę. A jak jest bardzo źle z ich
    >przestrzeganiem - stosuje się przymus, żeby te zasady
    >narzucić wszystkim.
    >
    >Tyle uwag ogólnych.
    >
    >Zaś co do Waszej trzy-cztero-osobowej grupy spacerowej:
    >Jesteś inicjatorką, więc w niejako naturalny sposób
    >ustalasz reguły zabawy.
    >To Twoje przywództwo pozostali akceptują i zgadzają się
    >na Twoje pomysły, takie jak zdjęcie butów czy wybór
    >trasy. A czasem mają własne idee co do miejsca czy zabawy
    >- gdybyś zaprotestowała, w większości wypadków
    >ustąpiliby.
    >Sztywnych zasad nie ma, a dyscyplina jest - opiera się na
    >akceptowanym autorytecie, zaufaniu i wspólnych celach.
    >W tej grupie masz zbyt mocną pozycję
    >(Autorytet+zaufanie+związki emocjonalne), żeby czuć
    >dyskomfort z powodu przestrzegania zasady, którą zresztą
    >sama wymysliłaś: zdjęcia butów.
    >Specyfika układu jest taka, że to dla Ciebie raczej grupa
    >wsparcia niż presji.
    >No i tyle chciałem powiedzieć.
    >
    Nic nie wydarzyło się na skutek mojej stanowczości, czy narzucenia własnej woli. Tym bardziej, że byłaby to postawa, która absolutnie nie leży w mojej naturze. Akceptacja wynikająca tylko z tego, że nikt nie ośmieliłby mi się przeciwstawić na pewno nie spotkałaby się z taką aprobatą.
    Znowu zilustruję to przykładem:
    W pod koniec maja lub już w czerwcu tego roku, w sobotę, Maciek, mój małżonek wybierał się na kilka godzin do pracy, zaś syn zaplanował sobie jakieś sportowe zajęcie z kolegami. W tej sytuacji, razem z córką zaplanowałyśmy sobie, że:
    - rano odwieziemy tatę do pracy,
    - szybko zrobimy zakupy,
    - pojedziemy do Tyńca połaziorować.
    Kiedy usłyszał to Mateusz, szybko podjął decyzję: „To ja jadę z wami”. I pojechał. Kiedy w drodze powrotnej zapytałam go, dlaczego wolał spacer z mamą niż kopanie piłki z kolegami, usłyszałam w odpowiedzi: „Bo ty mamo jesteś zarąbista”. Podkreślam, że ani przez moment nie namawiałam go do takiej decyzji. Byłam przekonana, że wybierze kolegów i zgadzałam się z tym.
    Myślę, że ten przykład dość dobrze oddaje atmosferę naszych wspólnych spacerów.

    Jeżeli mam odnieść się do Twoich przykładów – na gorąco nie potrafię. Ale są na pewno ciekawe...
    Mam nadzieję, że moja grupa akceptuje mnie w sposób naturalny, a autorytet nie koniecznie znaczy: despotyzm.
  • Andrzej


    >A przy tym chyba trochę zagalopowaliśmy się w naszych
    >dyskusjach, schodząc na rozważania z pogranicza
    >filozofii...

    ...i socjologii. Zgadzam się z Małgorzatą: strasznie poważne i akademickie się to wszystko zrobiło. A ludzie wcale nie chcą być statystyczni i przewidywalni (chociaż bywają). Co mi z tego, że w jakiejś sytuacji mam teoretycznie czuć się dobrze, albo źle, jeśli moja osobowość i doświadczenia powodują, że czuję się niezgodnie z teorią? Co byśmy nie mówili, chodzenie boso w naszym społeczeństwie nie jest uważane za rzecz normalną, co mi przypomniała wnuczka: "dziadek, czemu ty ciągle chodzisz boso; chyba nie jesteś normalny". Ma rację, nie jestem. Co to za przyjemność być normalnym?
    Czy moglibyśmy pisać mniej o teorii a więcej o praktyce? Nigdy nie lubiłem teorii.
  • Pietrek

    >Małgorzata Zielińska napisała:

    >Tak, masz rację, tyle, że wywiązała się z tego dyskusja
    >na temat władzy autokratycznej, żeby nie powiedzieć:
    >despotyzmu. A ja celowo zagaiłam o łagodności...

    Nawet nie despotyzmu a różnego rodzaju nacisków, którym podlegamy i sami je wywieramy. Coś takiego jest zawsze, nawet, gdy nie ma despotyzmu.
    Prosty przykład:
    Są dwie różne czekoladki w pudełku: wiem, który lubi moja żona a ja lubie oba. Wybieram tak, zeby miała tę, którą woli. Nazwiesz to presją czy naciskiem? Albo despotyzmem? oczywiście, że nie. A jednak element delikatnej presji jest - nie chcę jej stwarzać dyskomfortu ani nie chcę, żeby myslała, że mnie do czegoś zmusza. Tę presję w pewnym sensie wywieram sam na siebie, nie? całkowicie dobrowolnie.

    >Nic nie wydarzyło się na skutek mojej stanowczości, czy
    >narzucenia własnej woli. Tym bardziej, że byłaby to
    >postawa, która absolutnie nie leży w mojej naturze.
    >Akceptacja wynikająca tylko z tego, że nikt nie
    >ośmieliłby mi się przeciwstawić na pewno nie spotkałaby
    >się z taką aprobatą.

    To nie byłaby akceptacja lecz podległość i podporządkowanie. Po przekroczeniu pewnego etapu rozwoju psychiki zamieniłyby się w bunt.
    Akceptacja jest całkowicie dobrowolna z definicji.
    Często mam wrażenie, że mówimy o tym samym ale używamy róznych definicji

    >Kiedy w drodze powrotnej
    >zapytałam go, dlaczego wolał spacer z mamą niż kopanie
    >piłki z kolegami, usłyszałam w odpowiedzi: „Bo ty mamo
    >jesteś zarąbista”. Podkreślam, że ani przez moment nie
    >namawiałam go do takiej decyzji. Byłam przekonana, że
    >wybierze kolegów i zgadzałam się z tym.
    >Myślę, że ten przykład dość dobrze oddaje atmosferę
    >naszych wspólnych spacerów.

    Ja to tak od początku zrozumiałem.

    >Mam nadzieję, że moja grupa akceptuje mnie w sposób
    >naturalny, a autorytet nie koniecznie znaczy: despotyzm.

    Otóż właśnie - nie znaczy. Despotyzm to przymus. A autorytet jest uznawany całkowicie dobrowolnie.
    Dlatego cały czas mówię, że masz w tej grupce autorytet a nie rząd.
  • olek (aka Reynevan)

    Andrzej napisał:
    >Czy moglibyśmy pisać mniej o teorii a więcej o praktyce? Nigdy nie lubiłem teorii

    Jak mawiają - duch wieje, kędy chce :)
    A założyciel tematu zawsze traci kontrolę nad tym, w którą stronę on pójdzie.
    Praktykę lepiej robić... a jak o niej pisac...? zwłaszcza zimą, kiedy jej brakuje? :'(

    Za speca w dziedznie socjologii ostatni raz uważałem się gdzies na III roku... potem mi przeszło :) Ale generalnie zgadzam sie z tym co piszesz, Piotrze, choć moze niektóre przykłady są dla mnie nie do konca czytelne.

    Gosiu,
    Naprawdę nikt Ci despotyzmu nie zarzuca :)
    Na naszym forum, zgodnie z Twoją obserwacją, nikt nikogo nie atakuje ani nie zmusza. Nie ma wiec powodów do obaw o podejrzenia despotyzmu, tak jak nie było powodów do myslenia, że chcemy Cię zmusić do chodzenia boso po pracy, żebyś udowodniła tym przynależność do naszej grupy :)

    pozdrawiam serdecznie :)
  • Pietrek

    >Praktykę lepiej robić... a jak o niej pisac...? zwłaszcza zimą, kiedy jej
    brakuje? :'(

    Olku, ja już od dawna namawiam do bosych spacerów zimą. To jest naprawdę bardzo przyjemne.
    A poza tym - gdzie tu zima?
  • olek (aka Reynevan)

    Alez mnie na spacery zimą to już od lat nie trzeba mnie namawiać :)
    Tylko niech to będzie prawdziwa zima, a nie zwykły ziąb; )

    Czyli bez sniegu, to... eeeee.... :)
  • Pietrek

    >olek (aka Reynevan) napisał
    >Alez mnie na spacery zimą to już od lat nie trzeba mnie
    >namawiać :)
    >Tylko niech to będzie prawdziwa zima, a nie zwykły ziąb
    >;)
    >
    >Czyli bez sniegu, to... eeeee.... :)

    Bez śniegu też jest fajnie. Wsadziłbym zdjęcia z naszych - ale mam jakies problemy z tą czynnoscią.
  • olek (aka Reynevan)

    To moze wrzuć na picase?

    A czy bezsniezna zimą chodzisz po mieście, czy gdzieś poza nim?
  • Pietrek

    Poza. Po mieście generalnie nie lubię - głównie ze względu na beton, brud i Dove Production. Chociaż jak w ubiegłym roku Sylfijoł i Emilka wpadły do Krakowa to zdejmowałem buty w mieści, bo spadł świeży snieg. No ale wtedy był czyściutki świeży śnieg, nie mógł się marnować.

    No i z Costasem latem...
    Tak poza tym to po prostu nie przepadam za betonem pod nogami.
  • olek (aka Reynevan)

    Ha,
    No to tu się sprawa wyjaśnia... Po lesie czy terenie to bym nawet pochodził... Choć nie mam parcia, więc raczej dla towarzystwa :)
    Ale świeżego śniegu także nie lubie marnować :)

    W tym roku, w lutym, mam nadzieję pojechać na tydzień w góry. I tam sobie odbiję ten, zupełnie bezśnieżny rok.
    (choć w sumie pobyt w Meksyku pozwolił mi chodzic wiecej boso niż by to się udało w Polsce :))
  • Pietrek

    Ale wracając do wątku zasadniczego - ja zauważyłem z cała pewnością, że chodzenie boso łagodzi obyczaje - a raczej, że buty zdejmują ludzie bardziej życzliwi niż inni, czy też, że w grupie lubiących chodzić boso jest więcej niż gdzie indziej.
    Mam oczywiście na ten temat własną teorię - ale czy mam Was zanudzać? Nie chciałbym pakować sie w przydługi wykład, tóry kogoś zdenerwuje...
    A moje obiekcje mogą posłużyć jako dowód na wypowiedzianą tezę, bo na ogół nie mam nic przeciwko denerwowaniu ludzi.
| |

Motto: "Jedyne w Polsce forum, na którym chodzenie boso nie ma konotacji erotycznych" co...



Fotki

Miejsca grona (0)