-
Witajcie :)
Zauważyłem kiełkującą ideę powstania wątku "boso w UK" i postanowiłem ją uprzedzić zakładając nieco bardziej uniwersalny wątek o chodzeniu boso poza Polską.
Czym to się to różni? Czy jest łatwiej? Przyjemniej? Bardziej komfortowo?
Przyznam szczerze, że ja nie mam specjalnie pozytywnych doświadczeń.
Próbowałem tak będąc we włoszech czy chorwacji, ale moje stopy nie wytrzymały zbyt długo gorąca lub brudu miast śródziemnomorskich (Chorwacja, Czarnogóra, Włochy). Poza miastami jest jeszcze gorzej, bo trudno tam o nasze zielone i miękkie lasy, łąki, trawniki itp.
W miarę przyjemnie było w Irlandii (miasto).
Oczywiście nutka (albo wręcz cała partytura) zazdrości mnie ogarnia, gdy Robert pisze o częstym widoku bosych w Londynie (nawet zimą), ale... Na liscie SBL coraz częściej podnoszą sie głosy, że bosi w UK spotykają się z różnymi formami dyskryminacji. Jeszcze bardziej nasilone jest to w USA - więcej bosochodzących, ale i częstsze znaki No shirt, No Shoes, No Service.
Można zaryzykować tezę, że im gdzieś więcej bosochodzących, tym więcej ograniczeń. W Polsce jest nas mało, ale bardzo rzadkie są przypadki, żeby komuś to przeszkadzało. A na pewno nie ma żadnych przepisów w tej sprawie - po prostu nie ma tematu.
Oczywiście są wyjątki (Nowa Zelandia), ale... moze to tylko owe "wyjątki potwierdzające regułę"?
Może Wy macie inne, pozytywniejsze doświadczenia? :)
Aha,
Kiedyś Jerry wspominał o tym, zę chodzenie boso w Hiszpanii nie jest popularne. Niedawno napisał mi na priv czemu. Załączam.
[...]
Są trzy zasadnicze przyczyny przez nie [znajomy Jerry'ego) podawane (choć tak naprawdę nikt nie ma dobrego uzasadnienia).
Po pierwsze ponoć nie chodzi się boso z racji tego, że w czasie lata podłoże jest bardzo nagrzane od słońca i nawet późnym wieczorem nie oddaje całego zmagazynowanego ciepła. Jak jest chłodniej, z kolei Hiszpanie są bardzo podatni na przeziębienia, więc profilaktycznie wolą nie.
Po drugie utarł się stereotyp, jakoby chodzenie boso było przejawem ekscentryzmu a wręcz postrzegane bywa jako niegrzeczne i aroganckie (choć nikt nie wie, skąd się wzięło takie przekonanie).
Natomiast trzecią przyczyną są sprawy religijne, zwłaszcza wśród starszych pokoleń. A jest to związane z tym, że postrzegano kiedyś chodzenie boso jako obrazę świętości Boga (nawet gdy ktoś chodził boso, kiedy przychodził do kościoła albo mijał jakąś kapliczkę etc., zakładał sandały na znak szacunku dla Boga).
Także tyle się dowiedziałem, choć pewnie to nie wszystko. Mimo tego jednak ponoć ostatnimi czasy nurt bosochodzących rozwija się także i w tym słonecznym kraju, zatem najwidoczniej świat idzie jednak do przodu; )
-
Andrzej
Czyli rzecz sprowadza się do tego, ze jeśli komuś coś się nie podoba, a ma skłonności do narzucania innym swego zdania, to dorabia do tego jakąś ideologię. A ludzie chętniej opisują, jak coś idzie nie tak.
Czytając opinie na liście SBL odniosłem wrażenie, że wcale tak bardzo nie różnimy się od reszty świata, a problemy wynikają najczęściej z podejścia poszczególnych osób. Jednemu nie przeszkadza, gdy ktoś chodzi boso, a drugiemu przeszkadza i wtedy stara się dorobić uzasadnienie, często niezbyt logiczne. Rozbawiło mnie, gdy ktoś pisał, że nie chciano mu pozwolić wejść boso tam, gdzie pozwalano wejść z psem.
Ogólnie wiele sytuacji i zachowań opisywanych za granicą bardzo przypomina mi sytuacje i zachowania znane z polskich doświadczeń.
Ale w UK na własne oczy widziałem dzieci bawiące się boso w piaskownicy przy temperaturze skłaniającej do założenia ciepłego swetra. -
Nie wiem, czy mamy na myśli to samo.
Narzekający ludzie zdarzają się wszędzie, to prawda. My może o tym nie piszemy, bo traktujemy to jako normalność. Tak samo nie dziwimy się, że ktoś nas by nie chciał wpuścić do eleganckiej restauracji boso - tak już mamy. A brytyjczycy czy amerykanie o tym piszą na cały świat.
Ale miałem na myśli zasady pisane. Dotychczas formalny zakaz poruszania się boso widziałem w Polsce tylko w jednym miejscu: na odrestaurowanych historycznych schodach przy Trasie W-Z (pierwsze ruchome schody w Polsce). Zakaz ten to kopia zakazu z roku 49 (oryginał wisi w gablocie), kiedy to sporo osób (zwłaszcza dzieciaki) po Warszawie boso chodziło.
Zatem raz jeszcze - może rzeczywiście jest tak, że nie ma co promować chodzenia boso, bo zaraz nam się zakazy posypią? (w restauracjach, sklepach, autobusach itp. itd.)
Mówię to półżartem, chociaż...
No, ale miało być boso poza granicami :)
Ciekawy jest ten wątek o dzieciakach. W ogóle na Wspach (UK, Irlandia), ale też w ponoć w Holandii nawet zimą kobiety chodzą w cienkich rajstopach i lekkich butach. Nawet jeżeli ta zima to 2-3 stopnie "na plusie" to i tak u nas nie ma wtedy mowy o takim ubiorze.
Czy to inna wilgotność powoduje, że niskie temperatury inaczej się odczuwa?
-
Pietrek
>olek (aka Reynevan) napisał
>Oczywiście nutka (albo wręcz cała partytura) zazdrości
>mnie ogarnia, gdy Robert pisze o częstym widoku bosych w
>Londynie (nawet zimą), ale... Na liscie SBL coraz
>częściej podnoszą sie głosy, że bosi w UK spotykają
>się z różnymi formami dyskryminacji. Jeszcze bardziej
>nasilone jest to w USA - więcej bosochodzących, ale i
>częstsze znaki No shirt, No Shoes, No Service.
Ludzie w USA mają skłonność do przesadzania w każdą stronę, więc to jest jakaś tam forma samoobrony. Bezsensowna.
>Po pierwsze ponoć nie chodzi się boso z racji tego, że w
>czasie lata podłoże jest bardzo nagrzane od słońca i
>nawet późnym wieczorem nie oddaje całego zmagazynowanego
>ciepła. Jak jest chłodniej, z kolei Hiszpanie są bardzo
>podatni na przeziębienia, więc profilaktycznie wolą nie.
Sprawa złożona. Kilka razy spędziłem tam lato - konkretnie w rejonie Madrytu. Są regiony, które wyglądają inaczej ale generalnie to typowy krajobraz. Podłoża nie były zbyt gorące - ale za to twarde i pełne rzeczy ostrych. Miasta - wiadomo: beton, a trawa rośnie tylko tam, gdzie się ją podlewa. Jest zbyt cenna, żeby na nią włazić. Poza miastem trawa jest ostra, tnie skórę. Polne czy górskie ścieżki są jak wysypane ostrym żwirem i twarde bo grunt jest suchy a ziemia w nieprzyjemnych w dotyku bryłkach.
Więc po prostu chodzenie boso tam nie jest zbyt miłe w wiekszości terenów, w jakich byłem.
>Natomiast trzecią przyczyną są sprawy religijne,
>zwłaszcza wśród starszych pokoleń. A jest to związane z
>tym, że postrzegano kiedyś chodzenie boso jako obrazę
>świętości Boga (nawet gdy ktoś chodził boso, kiedy
>przychodził do kościoła albo mijał jakąś kapliczkę
>etc., zakładał sandały na znak szacunku dla Boga).
Pewnie jedyny pawdziwy powód. Ciekawostka - w sąsiedniej Portugalii wypada zdjąć buty w miejscach poświęconych. -
-
Robert
Może prawdziwy, ale ja osobiście nie podzielałbym prawdziwości tego "powodu".
Krótko wyjaśnię, dlaczego.
Mianowicie już w Biblii znajdujemy słowa Boga wypowiedziane do Mojżesza: "Zdejmij sandały, bo miejsce na którym stoisz to Ziemia Święta" (Wj 3,5).
Poza tym w Kościele Katolickim od wieków funkcjonują zakony karmelitów bosych.
Analiza religii na przestrzeni dziejów skłaniałaby raczej do wniosku, iż to właśnie człowiek stający przed Bogiem (chociaż by w świątyni) boso, pokazuje swoją pokorę, uległość i "niższość" (nie w złym tego słowa znaczeniu) wobec Boga.
Także pielgrzymka do miejsc świętych odbyta boso właśnie, to szczególny dar złożony Bogu przez pątnika lub szczególny rodzaj poświęcenia dla Boga (wiążący się czasem z fizycznym bólem, niewygodą itp.)
Nota bene: nasza religia nie jest wyjątkiem: w klasztorach buddyjskich, w islamskich meczetach również chodzi się boso; przy czym znaczenie symboliki takiej właśnie postawy człowieka w tych religiach jest bardzo podobne do powyżej pokazanego podejścia chrześcijan.
Reasumując: może więc nie sama religia jest "przeciw" chodzeniu boso, ile bardziej tzw. "podejście do religii" prezentowane przez tzw. "starsze pokolenia"; zwłaszcza w mniejszych miejscowościach - skądinąd zjawisko bardzo dobrze znane w nie tylko w Hiszpanii, lecz także w naszym kraju - stąd pewnie tyle futer, biżuterii i duszących perfum podczas większości nabożeństw w kościołach. -
Andrzej
>Mianowicie już w Biblii znajdujemy słowa Boga
>wypowiedziane do Mojżesza: "Zdejmij sandały, bo miejsce na
>którym stoisz to Ziemia Święta" (Wj 3,5).
Chętnie sięgam po ten argument, tylko że u nas mało kto czyta Pismo Święte. Przed rokiem miałem w obserwatorium grupę dzieci z Caritasu. Oprowadzałem ich boso i w końcu opiekunka przyznała, że też lubi chodzić boso, ale na pytanie, dlaczego wobec tego nie zdejmie butów, odparła, że to nie wypada. Spytałem więc, co powiedział Bóg Mojżeszowi, gdy ukazał mu się w gorejącym krzewie. Niestety nie wiedziała. Niektóre dzieci powiedziały, że też chcą chodzić boso, ale im nie pozwoliła. Terror dorosłych. Obserwatorium, to pawilony z teleskopami połączone piaszczystymi i trawiastymi ścieżkami i przyjemnie się zwiedza boso.
>Poza tym w Kościele Katolickim od wieków funkcjonują
>zakony karmelitów bosych.
De nomine. Odwiedziłem jakiś czas temu klasztor Karmelitów Bosych w Czernej koło Krzeszowic (Pietrek na pewno wie, gdzie to jest), ale żadnego bosego Karmelity Bosego nie spotkałem. Owszem, niektórzy byli w sandałach na bose stopy. Kusiło mnie, by wejść boso, ale obawiałem się, czy nie zostanie to odebrane jako rodzaj prowokacji, więc zrezygnowałem.
Coś jednak w świadomości ludzi zostaje. Pracuję obok Katedry we Fromborku i kiedyś pewien turysta widząc mnie w sandałach na bose stopy w chłodny poranek zwrócił się do mnie "proszę księdza". Miejscowi to mnie znają, proboszcza i wikarego też, więc nie pomylą.
-
>Reasumując: może więc nie sama religia jest "przeciw" chodzeniu boso, ile bardziej tzw. "podejście >do religii" prezentowane przez tzw. "starsze pokolenia"; zwłaszcza w mniejszych miejscowościach - >skądinąd zjawisko bardzo dobrze znane w nie tylko w Hiszpanii, lecz także w naszym kraju - stąd >pewnie tyle futer, biżuterii i duszących perfum podczas większości nabożeństw w kościołach.
Mam taki sam pogląd. U nas, w Polsce, w kościele trzeba było się zawsze pokazać, być elegancko. Słynne są przecież historie, że do kościoła szło się boso, a buty zakładało przed wejściem.
Ale, ale... coraz bardziej schodzimy na wątki lokalne, a miało być o tym, jak jest za granicą :)
Tu szczególnie chętnie posłucham relacji Darka, z okolic bosego raju, oraz Costasa, który już chyba pół świata zwiedził boso.
-
Pietrek
>Robert napisał
>Może prawdziwy, ale ja osobiście nie podzielałbym
>prawdziwości tego "powodu".
>Krótko wyjaśnię, dlaczego.
>Mianowicie już w Biblii znajdujemy słowa Boga
>wypowiedziane do Mojżesza: "Zdejmij sandały, bo miejsce na
>którym stoisz to Ziemia Święta" (Wj 3,5).
>Poza tym w Kościele Katolickim od wieków funkcjonują
>zakony karmelitów bosych.
Religia jest pojęciem niezwykle pojemnym i w takim sensie można w niej znaleźć uzasadnienie na wszystko. W XVII wieku pewien francuski kaznodzieja za pewną kwotę udowodnił logicznie w obecności króla i dworu istnienie Boga. Dowodów do logicznego wykładu dostarczyła mu Biblia. Został zatem sowicie wynagrodzony - niestety zepsuł efekt, bo obiecał że za drugą taką kwotę udowodni - też opierając się na Biblii - że Boga nie ma.
Pogoniono dziada z dworu.
Przykład ten i inne dowodzi tylko tego, że każdy bierze z tradycji religijnej to co chce i każy znajdzie cos dla siebie - jeżeli zatem analizujemy funkcjonowanie religii to zawsze musimy określić gdzie i kiedy, bo katolicyzm papieża Aleksandra VI i sw. Franciszka dość mocno się różniły między sobą.
Dlatego jak mówię o powodach religijnych hiszpanskiej niechęci do tuptania boso - mam na mysli lokalne, hiszpanskie pojmowanie religii.
Analiza zwyczajów religijnych w rejonie wpływów zoroastrianizmu wskazuje, że buty należy zakładać w miejscach świętych aby nie bezcześcić nieśmiertelnej świętości dotykiem śmiertelnego ciała, które wczesniej czy później zgnije.
>Także pielgrzymka do miejsc świętych odbyta boso
>właśnie, to szczególny dar złożony Bogu przez pątnika
>lub szczególny rodzaj poświęcenia dla Boga (wiążący
>się czasem z fizycznym bólem, niewygodą itp.)
Tak się to tłumaczy - ale my wiemy, że to wymówka, bo boso jest fajniej. Pielgrzymka boso a pielgrzymka w butach to dwa różne stopnie trudności... zwłaszcza, że doiero od XVIII wieku zaczęto robić osobne buty na lewą i prawą nogę. Wcześniej były zbyt miekkie, zeby rozróżniać.
>Reasumując: może więc nie sama religia jest "przeciw"
>chodzeniu boso, ile bardziej tzw. "podejście do religii"
>prezentowane przez tzw. "starsze pokolenia"
To jest tak naprawdę esencja religii, bo najważniejsze dla ludzi są nie prawdy zapisane na paperze (i nieczytane) tylko prawdy, według których się żyje i praktykuje.
A one u nas są jakie są.
Jezus nakazał miłość bliźniego - kto ją praktykuje?
Ale mniejsza o to.
Karmelici bosi tak naprawdę boso nie chadzali - reguła nakazywała im sandały na gołą stopę, w odróżnieniu od zakonów trzewiczkowych, w których noszono pełne buty i pończochy.
>Andrzej napisał
>De nomine. Odwiedziłem jakiś czas temu klasztor
>Karmelitów Bosych w Czernej koło Krzeszowic (Pietrek na
>pewno wie, gdzie to jest), ale żadnego bosego Karmelity
>Bosego nie spotkałem.
I nie spotkasz, jako że bodajże od 1822 ich tam nie ma. Klasztor jest ośrodkiem rekolekcyjnym - przyjeżdżają tam na dłużej lub krócej przedstawiciele różnych zakonów i organizacji dla zadbania o duchową formę. -
Skippy
>Tu szczególnie chętnie posłucham relacji Darka, z okolic
>bosego raju, oraz Costasa, który już chyba pół świata
>zwiedził boso.
No coz, poczulem sie wywolany do tablicy, ale za wiele to do napisania nie mam. Jak wiadomo - gdy cos jest popularne, to powszednieje i stopniowo robi sie nudne. W koncu przestaje przykuwac uwage.
Sytuacje bym podsumowal tak:
Temat kapci po prostu zupelnie nie istnieje. Mozna spotkac w sklepach, ale sporadycznie, raczej dla dzieci i nie widzialem by ktokolwiek nosil.
W mieszkaniach zwykle (90%) sa wykladziny, ale nie ze sznurka, tylko takie wlochate. Wbrew pozorom to jest pewne utrudnienie, bo latwo taka wypaprac, a trudno wyczyscic. Dlatego kiedy np. zwiedzasz mieszkanie by je ewentualnie kupic badz wynajac, masz 80% szans ze poprosza cie by buty zostawic przed wejsciem.
W pracy (nazwijmy to w biurze) znaczaca ilosc osob chodzi boso, powiedzmy 1/3. Nie stale, ale czesto jak wstaja od biurka, to ida boso. Oczywiscie o ile nie ma zakazu. Generalnie dosc powszechnie istnieje cos zwanego dress-code, co okresla stroj w pracy, czesto zadziwiajaco precyzyjnie (np. kolor butow) i wowczas nie ma zmiluj.
W pracach odrobine mniej bezpiecznych obowiazuje stroj BHP i tam tez nie ma zmiluj.
Nie wolno kierowac samochodem boso, jednak min polowa ludzi tak robi. Kazdy ma dyzurne klapki pod siedzeniem. Po ulicy kazdy lazi jak chce, moze byc w dresie, szlafroku czy boso. Chodzenie boso po ulicy wcale nie jest az takie popularne, niemniej jednak jest powszechne. Mozna powiedziec, ze boso na ulicy jest moze 1%, ale to oznacza, ze jak gdzies staniesz i masz widocznosc w promieniu 100m to kogos wypatrzysz. W parkach ludzie masowo leza boso i czasem zakladaja buty wstajac. Zdarza sie tez ze ktos np. leci do pociagu w skarpetkach, bo nie mial czasu zalozyc butow, ktore ma w reku i ktore zaklada na peronie albo w pociagu, albo gdziekolwiek ma czas stanac. Zdarza sie tez nagminnie, ze ludzie wracajacy z roznych knajp po zmroku niosa buty w reku, zwlaszcza na obcasie. Te na obcasie czesto niosa w reku takze do knajpy lub pracy. Podstawowym typem obuwia sa japonki, ktore zaleznie od pory roku mozna zaobserwowac u 20-80% osob. Udajacy sie do pracy przebieraja sie z japonek przed wejsciem. Zdarzylo mi sie widziec faceta w garniturze boso, ale tylko raz.
Kartki NSNSNS mozna spotkac, im bardziej wiejsko lub cieplo, tym kartek wiecej. Ale na tym nie koniec - zdarzylo mi sie znalesc na plazy(!) knajpe, do ktorej nie mozna wejsc boso, w klapkach, podkoszulce, itp. Garniak z krawatem dopiero leczy. Dla mnie dziwne, ale dla nich oczywiste. W wielu miejscach jest zakaz wlazenia np. w adidasach, no i oczywiscie boso tez. Co ciekawe - spotykalem to glownie na trasach turystycznych. Mozna tez wyleciec ze sklepu w rodzaju OBI, gdzie wymog min. japonek tlumacza BHP. Ale nie w kazdym.
W miescie nie ma po czym lazic, bo jak nie w parku, to 100% beton/kostka. Chodzilem sobie jakis czas boso do pracy, jak sie przestawilem na klapki, to sie pytali co sie stalo :P
No, a ze przestawilem sie dosc trwale (wyjatek robie jak pada, bo jest niesamowicie slisko w japonkach), to stale robia sobie zarty.
Rozwiazano tez problem usychajacych piet - kupuje sie w spozywczym odpowiednia tutke, smaruje i za kilka dni problem znika.
W dzielnicach gdzie ludzie nie laza daleko, odsetek bosych wzrasta gdzies w okolice 10%.
W parkach jest OK - nie jest nasrane, chodzi sie po trawie, a trawe sie po prostu wymienia jak zachodzi potrzeba. Kilka godzin i jest nowa :P W sumie nie tylko trawa jest. Sa tez gazowe gryle, lawki, sadzawki, itp. Na plazy gdzie czesto wystepuja wedkarze stoi np. zlew zeby sobie te ryby umyc. No, ale to juz OT.
I to chyba na tyle... -
>Darecki napisał
>No coz, poczulem sie wywolany do tablicy, ale za wiele to do
>napisania nie mam.
Po czym rozpisałeś się, że ho-ho :)
Dla mnie było to kształcące.
Żyłem raczej w przekonaniu, że nie ma tam żadnych specjalnych organiczeń.
No i jeszcze jedna myśli mi przyszła do głowy - że tak naprawdę na Zachodzie chodzenie boso jest najbardziej popularne w krajach anglosaskich.
Ale znowu prostą tę tezę psują Niemcy. Mają swoje barfussparki, ale czy chodzą boso po mieście?
-
Costas
Witajcie. Cieszę się, że aktynowość w grupie się powiększa, znaczy, że nadchodzi wiosna i rozpoczynamy nowy etat naszego BF życia. Więc będę korespondował na ten temat. Opiszę parę wydarzeń z ostatnich wydażeń, w których się okazałem będąc boso. Nie będzie to pasowało do „Dyskryminacji bosych”, lecz jako takie migawki z własnego doświadczenia. -
Skippy
>olek (aka Reynevan) napisał
>Żyłem raczej w przekonaniu, że nie ma tam żadnych
>specjalnych organiczeń.
Zeby kupic piwo w tropiku, musialem przyniesc klapki z samochodu :P
-
Skippy
>olek (aka Reynevan) napisał
>Ale znowu prostą tę tezę psują Niemcy. Mają swoje
>barfussparki, ale czy chodzą boso po mieście?
U niemcow spotykalem wiecej nagich niz bosych.
-
Robert
Ja mam identyczne spostrzeżenia - nagość w Niemczech prawie w ogóle nie krępuje, natomiast chodzących np. boso po ulicach spotyka się mniej więcej tak często, jak w naszym kraju.
Może tylko tolerancja na tego typu zachowania jest większa (jak to zwykle na Zachodzie).
Natomiast Wyspy Brytyjskie pod względem bosochodzenia "na co dzień" (po mieście, po imprezach, po zakupy do pobliskiego sklepu, do samochodu zaparkowanego przed domem) przebijają wszystkie ktaje, jakie do tej pory odwiedziłem (także te, które uchodzą za oazy letniego wypoczynku).
BTW: "bosy raj" - gdzie to jest? -
Andrzej
Pomyślałem sobie, że to jest odpowiednie miejsce, by czasem zacytować coś z listy SBL. Tłumaczenie jest luźne, bo lepiej i tak nie potrafię, ale chyba przedstawia istotę sprawy:
"Dostałem bilety na występ Johna Hiatta w Count Basie Theatre w Red Bank, NJ. Red Bank było dotąd czymś w rodzaju miasta kultury niezależnej, bez uprzedzeń, z ekscentrycznymi sklepami i restauracjami. Z biegiem lat jednak w Red Bank zaczęły dominować wpływy yuppies z coraz większą liczbą sklepów i butików dla dobrze sytuowanych i niestety ostatni hippisowski sklep zamknięto w zeszłym roku. Niemniej nigdy nie miałem problemów z chodzeniem boso w tym mieście.
Wracając do teatru, nigdy nie chodziłem tam boso, chociaż byłem na wielu przedstawieniach, ale chciałem spróbować i zobaczyć, co będzie. Sprawdziłem na ich stronie internetowej, czy są jakieś wymagania co do ubioru, ale nie było. Spytałem więc emailem, tak ogólnie, nie wspominając o wizycie boso, czy są jakieś zasady ubioru. Po kilku minutach dostałem odpowiedź "Nie ma regulaminu ubioru". Wydrukowałem emaila i schowałem do kieszeni.
Gdy przybyłem z rodziną do teatru, musieliśmy przejść kawałek by dotrzeć do bileterki, której oczy od razu powędrowały w dół ku moim stopom, a na twarzy pojawił się wyraz dezaprobaty. Podałem bilety, powiedziałem kilka miłych słów i nie zatrzymała mnie. Nasze miejsca były na balkonie i gdy weszliśmy na schody, minąłem pięćdziesięcioparoletnią kobietę, która okazała się osobą wskazującą miejsca. Spojrzała na mnie i szybko podeszła do jednego z teatralnych ochroniarzy i coś do niego powiedziała. Potem kątem oka zobaczyłem, jak idzie do nas, bo przyglądaliśmy się biletom próbując ustalić, dokąd mamy iść. W końcu usłyszałem jej głos, "Przykro mi to mówić, ale chyba powinien Pan przyjść tu w butach." Nie zastanawiając się odpowiedziałem "Właściwie to nie." I zacząłem wyciągać emaila z kieszeni. Widząc to od razu się wycofała. Dodałem grzecznie, "Pisałem do teatru i nie macie regulaminu ubioru." Spojrzała na nasze bilety, skierowała nas do wejścia najbliżej naszych miejsc i to wszystko.
Po tej wymianie zdań poczułem się pewnie i podobała mi się mina mojej żony, gdy widziała ona, jak sięgam do kieszeni. Wydawało się, że mówi, "Oczywiście zrobiłeś kopię. Dobry jesteś!"
Nawiasem mówiąc występ Hiatta był znakomity!"
Lista SBL jest niezłym źródłem wiadomości, jak to jest boso za granicą. Z krótkiego życia tego wątku wyciągam już wniosek, że w gruncie rzeczy tak samo, jak u nas.
-
Skippy
>BTW: "bosy raj" - gdzie to jest?
Na koncu swiata. Lecisz za wronami, one zawracaja, a ty dalej lecisz... Zorientujesz sie jak juz dolecisz :P -
Pietrek
>>BTW: "bosy raj" - gdzie to jest?
>Na koncu swiata. Lecisz za wronami, one zawracaja, a ty dalej lecisz... Zorientujesz sie jak juz dolecisz :P
Mieszkałem tam na IV roku studiów. To między osiedlem Piastów a Batowicami. Ale ludzie tam noszą buty... -
Skippy
>Pietrek napisał
>>>BTW: "bosy raj" - gdzie to jest?
>
>>Na koncu swiata. Lecisz za wronami, one zawracaja, a ty
>dalej lecisz... Zorientujesz sie jak juz dolecisz :P
>
>Mieszkałem tam na IV roku studiów. To między osiedlem
>Piastów a Batowicami. Ale ludzie tam noszą buty...
Moze to ten sam punkt w przestrzeni, ale inny w czasie? -
Małgorzata Zielińska
O kilku moich wyjazdach zagranicznych pisałam już nieraz, kiedy to na forum naszego Grona chwaliłam się, jak to ja, przedstawicielka „słabej płci” dzielnie dawałam sobie radę prowadząc samochód i holując przyczepę campingową po drogach Europy. Od kilkunastu lat w okresie wakacyjnym podróżujemy sobie po Europie, szczególnie po krajach basenu morza Śródziemnego. Ci z Was, którzy pisali o tym, że kraje południowe nie są łaskawe dla bosochodzących, mają całkowitą rację. Będąc w Grecji we Włoszech czy Hiszpanii w większości przypadków byłam skazana na japonki – znacznie mniej w Chorwacji. Przyczyny – te o których pisaliście, spalona słońcem trawa, rozgrzana ziemia i do tego brudne, zwłaszcza w Grecji, chodniki. Również kamieniste plaże Riwiery Olimpijskiej zmuszały nas często do ubierania klapek. Dużo lepiej było w Chorwacji, na Istrii częściej mieliśmy okazję pospacerować boso, z tym tylko, że ubiegłoroczne lato było trochę chłodniejsze.
Z krajów nie-madmorskich, najbardziej przyjaznych do chodzenia boso, w których byłam wyróżniam Austrię i Szwajcarię. Nie tylko z uwagi na klimat, czystość, lecz także ze względu na to, o czym pisał Robert – tam człowiek idący boso ulicą lub wchodzący boso do sklepu nie wzbudza sensacji i nie skupia na sobie wzroku wszystkich dookoła. Tak było w Innsbrucku, Sanki Polten, Genewie, czy kilku innych miejscach, gdzie po wielokilometrowym chodzeniu i długim zwiedzaniu dawałam stopom trochę relaksu.
Założony przez Olka wątek pojawił się na forum akurat w okresie, gdy z rodziną planowaliśmy cel naszego tegorocznego urlopowego wyjazdu. Moja rodzinka zadecydowała (a ja szybko dałam się przekonać), że tym razem wybierzemy się w podróż, której celem będzie modne obecnie Pamukkale, ale po drodze pojeździmy trochę po Bułgarii i odwiedzimy m.in. Warnę, w której jedyny raz byłam na obozie w szkole średniej.
O tym, że po osadach wapiennych w Pamukkale chodzi się tylko boso, zdążyłam już przeczytać. Nie wiem natomiast, jak to do końca jest podczas zwiedzania meczetów - czy po zdjęciu butów należy mieć na nogach skarpety, czy można wchodzić do nich zupełnie boso?
-
>Andrzej napisał
>Pomyślałem sobie, że to jest odpowiednie miejsce, by
>czasem zacytować coś z listy SBL.
Także myślę, że to jest dobry wątek na komentarze/nwsy pochodzące stamtąd.
>Lista SBL jest niezłym źródłem wiadomości, jak to jest
>boso za granicą. Z krótkiego życia tego wątku wyciągam
>już wniosek, że w gruncie rzeczy tak samo, jak u nas.
A ja mam wrażenie, że właśnie niemal dokładnie odwrotnie:
U nas nikt nie chodzi, więc jak już ktoś kogos zobaczy, to się nie czepia, bo jest zbytnio zaskoczony.
Za granicą - dużo osób chodzi, więc "obrońcy porządku" są wyczuleni i przygotowani; )
Oczywiście to generalizacja, ale wydaje mi się, że to jest ta zasadnicza różnica między tym, co jest u nas, a co w świecie anglosaskim. (USA, UK, Australia)
Magłorzata napisała:
>O kilku moich wyjazdach zagranicznych pisałam już nieraz, kiedy to na forum naszego Grona >chwaliłam się, jak to ja, przedstawicielka „słabej płci” dzielnie dawałam sobie radę prowadząc >samochód i holując przyczepę campingową po drogach Europy.
O przyczepie chyba jeszcze nie pisałaś!; )
>Nie wiem natomiast, jak to do końca jest podczas zwiedzania meczetów - czy po zdjęciu butów >należy mieć na nogach skarpety, czy można wchodzić do nich zupełnie boso?
O ile mi wiadomo - jak najbardziej tak.
Wnioskuję to po widzianych zdjęciach oraz po tym, że na południu skarpety to jednak rzadkość; )
My wybieramy się na wakacje do południowych Włoch. Zatem pod względem bosochodzenia pewnie będzie różnie.
Za to po raz pierwszy pojedziemy na wakacje samochodem, więc może częściej uda się chodzić boso "przy okazji".

