Boso jest fajnie! (dawniej: Boso po świecie) [333]

Zapisz się
Dodaj kartkę Dodaj bana
Powód wlepienia kartki
Wybierz wątek docelowy z listy lub wpisz jego ID
  • Małgorzata Zielińska

    Skończyły się wakacje, bardziej lub mniej bose, do sezonu spacerów po śniegu jeszcze daleko, więc na forum nastała cisza. Aby więc troszeczkę Was rozruszać, proponuję ten nowy temat.
    Większość z Was przyzwyczaiła się już zapewne, że opowiadając o czymś na forum wiele piszę o mojej rodzinie. To prawda, z natury jestem bardzo rodzinna. W dużej mierze za sprawą atmosfery, która panowała w domu moich rodziców i w której się wychowałam. Bardzo chciałam ten cudowny klimat rodzinnego ciepła przenieść do swego własnego domu i z pomocą męża, wyrosłego w podobnych jak ja warunkach, nawet mi się to udaje. Ale nie tylko dlatego – nie da się pominąć tematu rodziny pisząc o bosochodzeniu, gdy spora część rodziny (a czasem nawet cała!) chodzi boso razem ze mną.
    O swej małżonce Ilonce nieraz wspomina Pietrek, czasem o żonie (przepraszam, jeżeli przekręciłam. ale chyba Aga) pisze Olek. Z Waszych opowiadań odbieram je jako niezwykle sympatyczne osoby, Które zarazem potrafiły podzielić zamiłowania mężów. Obydwie serdecznie pozdrawiam.
    Właściwie to za sprawą Olka „rzuciłam” niniejszy temat. Pamiętasz, Olku, zapewne jak poddawałeś mi propozycję napisania opowiadania o moim bosochodzeniu, które to opowiadanie ukazało się później na http://www.boso.waw.pl – czytam dziś ten tekst i uśmiecham się sama do siebie. Trochę grafomański, pierwszy raz po wielu latach przyszło mi wtedy napisać coś o sobie. Kiedy omawialiśmy, jak to opowiadanie miałoby wyglądać, zaproponowałeś, bym napisała jak mnie, miłośniczkę chodzenia boso, odbiera rodzina.
    Później, już tu na forum napisałam tym wiele i pewnie nieraz jeszcze napiszę. Ale może pozostali również zechcą włączyć się do dyskusji o tym, jak wygląda rodzinne (partnerskie) życie bosochodzącego, o tym, czy w swoim środowisku jest to aprobowane, lub może jest więcej takich rodzin jak moja, Pietrka, czy Olka, gdzie wspólnie chodzi się boso?

  • mkl

    Moja przyszła małżonka chodzi ze mną na bose spacery ale w butach. Przyzwyczaiła się już do tego... Czasami jednak zwraca mi uwagę, jak gdzieś zapuszczam się boso w nietypowe miejsca - nie lubi ludzkich spojrzeń. Rodzina nie zwraca na to uwagi - ewentualnie jak jestem u rodziców, to mam ściga mnie za kapcie. Ale ogólnie w rodzinie oraz towarzystwie jestem "odmieńcem" gdyż nikt z rodziny i znajomych nie podziela mojego zamiłowania. Jestem jedynym, który chodzi boso nie tylko po plaży i jedynym, który nosi japonki... Ale w sumie przyzwyczaiłem się. Czuję się wyróżniony :)
  • Pietrek

    Traktuj to jak bycie arystokratą.
  • Krystian Schmidt

    W mojej rodzinie, też jestem jedyny, który chodzi boso. Na początku było to dziwne, ale się przyzwyczaili; -) . Dla mnie chodzenie boso, to świetne urozmaicenie każdej wolnej chwili.
  • Szach Matt

    Zastanawiam się czasem, czy to nie jest kwestia tego jak kto dba o stopy - kobiety jakoś chętniej zrzucają buty, czy chodzą w japonkach, mężczyznom przychodzi to trudniej. Ja sam nie mam oporów bo stopy mam zadbane, ale pewnie gdyby nie to to miałbym spore wątpliwości. Często też może być tak, że ktoś dba o stopy, ale wstydzi się ich bo ma np. krzywe palce, czy inne mało estetyczne przypadłości. Jakie jest Wasze zdanie?
  • Krystian Schmidt

    Ja myślę, że przez jakieś dziwne, głupawe stereotypy i niepisane obyczaje, faceci nie chcą chodzić w klapkach czy boso, aczkolwiek, też trochę sie to zmienia - wg moich obserwacji. O ile do miasta chodzę w klapkach z miękką i cienką podeszwą i z gołymi stopami, to boso - już nie. Dlatego, że nie chcę wzbudzać sensacji wśród tzw. "gawiedzi" - bose chodzenie jest dla mnie, sprawia mi przyjemność i idę tam, gdzie najprzyjemniej mi się chodzi i jeździ boso. Jak jest ciepło, wrzucam moim stopom japonki i świetnie się w nich czuję, nie mam z tym "oporów", stopy mają swobodę, mają czym oddychać, nie katują się. Również ludzie nie chcą pokazywać swoich stóp, właśnie ze względu na to, że nie są zadbane. Jednak, na pierwszym miejscu stawiam na ogólnie przyjęte obyczaje, którym podlega większość.
  • olek (aka Reynevan)

    >Szach Matt napisał
    >Zastanawiam się czasem, czy to nie jest kwestia tego jak
    >kto dba o stopy - kobiety jakoś chętniej zrzucają buty,
    >czy chodzą w japonkach,

    W japonkach może tak, ale wśród bosochodzących "nieokazyjnie", tylko tak "bardziej" jest jednak więcej mężczyzn.
    Ale to wątek o rodzinie, więc nie marudźmy tu o niechodzących boso męzczyznach, oki? :)

    Co do rodziny, to moją trudno nazwać "bosochodzącą", ale też buty nie są w niej obowiązkowym strojem :)
    Pamiętam wyjazd Aga na jej działkę w okolice Puszczy Kampnowskiej, gdy wyciągnęla mnie na spacer boso po lesie :) Wtedy zakochałem się jeszcze bardziej; )
    W domu, na działce czy w innych plenerach Aga dosyć często towarzyszy mi boso. W mieście nie chce :)
    Ale też w domu rodzinnym nie było źle. Dawno temu, gdy na naszej działce dopiero budował sie domek, a my z bratem zakopywaliśmy w ziemi różne rzeczy tata zwracał uwagę, żebyśmy raczej sprzątali, bo w przyszłości tu będzie trawnik, po którym będziemy chodzili boso (pamiętam też swoją reakcję wtedy: boso? bleee! :))
    Historię o spacerze z babcią, podczas którego pierwszy raz świadomie zdjąłem buty by pochodzić boso (miałem wtedy 10-11 lat) opowiadałem. Przypomnę tylko, że gdy po powrocie do domu z obawą zapytałem rodziców, czy żaden grzyb mi się nie wda, to tylko się zaśmiali mówiąc, że gdy jako dzieci latem jeździli do rodziny na wieś, to cały czas spędzali boso i nic im się nie wdało.
    Moje postrzeganie bosochodzenia ukształowała także druga babcia, która swego czasu kategorycznym tonem kazała mi zdjąć skarpetki i pochodzić boso mówiąc, że "mężczynom śmierdzą stopy dlatego, że ciągle chodzą w butach i skarpetkach". Nic dodać, nic ująć; )
  • ALLLEK

    W dzieciństwie rodzice, a zwłaszca tata, który boso chodzić w plenerze nie unikał, namawiali mnie do chodzenia boso, ale wówczas byłem niechętny do takiej ekstrawagancji. Gdy juz się przekonalem, a mialem wtedy 12-13 lat, był problem bym założyl, no, nie tyle buty co skarpetki. Oficjalnie wiec boso nie chodziłem, przynajmniej gdy nikogo z rodziny w pobliżu nie było, za wyjątkiem plaży czy basenu, za to bez skarpetek w sezonie non stop i znowu rodzice kręcili nosem. Dziś aż tak z tym się nie ukrywam, ale z domu boso nigdy nie wyjdę, chyba że gdzieś na wakacjach. Wobec mojej dziewczyny prawie zupełnie się nie krępuję ale nawet jesli idę z nią boso to w Powsinie, nad Zalewem Zegrzyńskim czy nad morzem więc w miejscach gdzie bosi nie rażą. Ona niestety chodzi boso tylko po plaży, ewentualnie po trawie. W sumie jestem umiarkowanym miłośnikiem bosochodzenia więc raczej się tym nie chwalę więc dalsza rodzina nic nie wie o tym hobby, a przyjaciele jeśli mnie widzą bosego to w plenerowo-działkowo-wakacyjnyc h okolicznościach.
| |

Motto: "Jedyne w Polsce forum, na którym chodzenie boso nie ma konotacji erotycznych" co...



Fotki

Miejsca grona (0)