-
girl interrupted
Podczas tegorocznego Festiwalu Kultury Zydowskiej dwa punkty programu poświecone były Schulzowi. Pierwsze to spotkanie z Alfredem Schreyerem -jednym z jego uczniów w Drohobyczu a drugie to spektakl "Ulica Krokodyli"- ktos był, a jesli tak to jak wrażenia? -
Fru--
witam:) widziałam "ulice krokodyli" i....mam mieszane uczucia.
najpierw nudziłam się strasznie i miałam ochote wyjśc pod koniec dusiłam się od dymu..
a po środku - cieszyłam się że spektakl był wyłącznie dla tych którzy czytają Schulza, inaczej nie sposób było się połapać i to mnie...zaintrygowało. manekin - maszyna upodlona ulica Krokodyli - to wszystko sprawiło że znów miałam przed sobą opowiadania Brunona.
ale bez przesady - nie wyszłam zachwycona, miałam grymas na twarzy...bo, np. ta czaszka co miała oznaczac? ta dziwnie aborygeńska muzyka ?owszem była ciekawa ale spodziewałam się czegoś bardziej..hm..żydowskiego/
no i okazało się , że teatr bez słów nie jest dla mnie...
girl, czekam na refleksje:) -
girl interrupted
Co do poczatku wrażenia miałam bardzo podobne:) Troche to się jawiło jak obrazek typu "róbmy scenke wg co napisali", potem faktycznie zaczyna się rozkrecac, całe przestawienie nabiera pewnej magii-dym jak dla mnie nie był taki zły:) Manekin krawiecki to idealny symbol kobiecości u Schulza , bardzo dobrze im to wyszło.Mam zastrzeżenia co , do obsady. Widac było , że silili się na obrazki dość dosłowne, mające "pokazać tekst" no i w takim ujęciu właściwie wszystkie postacie a szczegolnie Adela raziły brakiem korelacji z tekstem - no ale to pewnie ograniczenie główni techniczne. Byłam na tym spektaklu z osobą , która Schulza nie czytała i dostrzegłam, że tej prozy się nei da po prostu opowiedziec:) mozliwe, że tez nie da sie do końca dobrze pokazac. -
Fru--
zgadzam się, ja także byłam na spektaklu z osobą, która Schulza nie czytała:) -