Feminism Witchcraft [684]

Zapisz się
Dodaj kartkę Dodaj bana
Powód wlepienia kartki
Wybierz wątek docelowy z listy lub wpisz jego ID
  • nowa lepsza oliwia

    Poddaję do dyskusji i pozdrawiam
    ------------------------------ -------------



    List otwarty do środowisk feministycznych


    Czy feminizm jest polityczny? - to pytanie padło po dyskusjach na temat organizacji manifestacji 8-marcowej w Poznaniu.

    Odpowiedź twierdząca, że feminizm jest polityczny nasuwa się od razu.
    Tylko co to znaczy i czy faktycznie dla feministek jest to takie oczywiste?

    Odnosząc się do postulatów środowisk feministycznych, można za pewne stwierdzić, że domagamy się zmiany restrykcyjnego prawa antyaborcyjnego, które nawet z naszych brzuchów robi sprawę polityczną. Dążymy do wyrównywania szans kobiet i mężczyzn na rynku pracy, przeciwdziałania przemocy w rodzinie, do likwidacji przejawów seksizmu, do wychowania pozbawionego płciowych i seksualnych uprzedzeń. Chcemy na równych prawach istnieć w sferze publicznej. I są to postulaty polityczne.

    Tymczasem okazuje się, że nie mamy wypracowanych strategii działań na rzecz politycznej aktywizacji kobiet z naszych środowisk - grup i stowarzyszeń feministycznych, wykładowczyń Gender Studies. Jeśli zaś część kobiet z naszych środowisk włącza się w politykę - nie mamy z kolei wypracowanych strategii wzajemnego lobbowania się i współpracy.

    Jak zapewne wiecie, część z feministek zapisała się do partii Zieloni 2004, widząc w tym nadzieję na wprowadzenie feminizmu do polityki. Zieloni 2004 mają zapisane w swoim Manifeście postulaty dotyczące demokracji płci.
    Mówimy o tym, że wciąż ma miejsce dyskryminacja w życiu publicznym oraz na rynku pracy, że demokracja bez kobiet to pół demokracji, że należy zapewnić równe szanse w samorealizacji zarówno kobietom, jak i mężczyznom. Naszym celem jest między innymi propagowanie świadomego macierzyństwa oraz liberalizacja ustawy antyaborcyjnej.
    Zaczynamy te postulaty realizować od siebie, gdyż w naszej partii obowiązuje parytet. Na listach wyborczych pierwsze miejsca zarezerwowane są dla kobiet, dlatego też mamy szansę wprowadzić do polityki jak najwięcej kobiet.

    Chcemy być blisko feminizmu i działań feministycznych, tymczasem jako przedstawicielka zarówno Zielonych 2004, jak i środowisk feministycznych, czuję, że dzieje się coś niedobrego.

    Do napisania tego listu zmusiły mnie dyskusje wokół 8-marcowych manifestacji i tego, kto ma w nich brać udział.

    Jestem zaniepokojona faktem, że część przedstawicielek środowisk feministycznych nie widzi potrzeby współpracy, od polityki zdecydowanie się odcinając i wskazując na to, że akcje 8-marcowe nie są akcjami politycznymi i w zasadzie wypraszając nas - jako Zielonych 2004 - z tych manifestacji.


  • nowa lepsza oliwia

    Zastanawiam się więc, jaki jest cel tych akcji, co chcemy - jako feministki - osiągnąć organizując 8-marcowe manifestacje?

    Czy chcemy wprowadzić do życia publicznego nasze postulaty czy też wyrażamy jedynie myślenie życzeniowe? Do kogo kierujemy swoje postulaty? Bo jeśli jest to na przykład postulat "Za wolnością wyboru" - to ewidentnie jest on skierowany do polityków. Czy więc liczymy na to, że obecni politycy spełnią nasze postulaty? Jaka jest na to szansa, jeśli wciąż temat aborcji traktowany jest jako tabu?

    Idąc dalej tym tokiem myślenia, może więc należałoby poszukać innych polityków, a może przede wszystkim - to właśnie my - feministki powinnyśmy wejść do polityki?


    Bowiem, jeśli nawet my jako osoby świadome feministycznych postulatów igłoszące hasła zwiększenia udziału kobiet w życiu publicznym, będziemy odcinać się od polityki, to jakie są szanse, by nastąpiło realne równouprawnienie, by dążyć do realizacji wolności wyboru? Jakie są szanse by namówić myślące podobnie jak my kobiety do zaangażowania się w politykę?

    Jednym z naszych wspólnych haseł jest "Nic o nas, bez nas". Nikt przecież za nas nie spełni naszych postulatów, nikt nam nie da wolności wyboru, jeśli same nie będziemy o nią walczyć. Jeśli faktycznie zależy nam na zmianie rzeczywistości, musimy działać politycznie.

    To powód, dla którego sama zaangażowałam się w politykę.

    Tymczasem, teraz czuję się niezręcznie, kiedy dowiaduję się, że jako kobieta-polityk nie powinnam pojawiać się na 8-marcowej manifestacji ze swoim sztandarem.

    Te problemu pojawiły się już w ubiegłym roku, w niektórych miastach wyproszono nas z manifestacji, mam wrażenie, że znowu wracają i dlatego chciałabym wśród działaczek feministycznych wywołać dyskusję na ten temat.

    Sądzę, że sprawa nie dotyczy tylko Zielonych 2004, ale i innych ugrupowań partyjnych, które również chcą poprzeć feministyczne idee. Mam nadzieję, że nam feministkom zależy na jak najszerszym rozpropagowaniu tych idei oraz zyskaniu tych, które/zy w działaniach politycznych będą je realizowali.

    Chcę więc wskazać na krótkowzroczność działań, gdy zakładamy, że manifestacje są apolityczne, gdy nie chcemy na nich żadnych partii - nawet tych, które same współtworzymy! To jest tak, jakbyśmy zaprzeczały same sobie, albo jakbyśmy wcale nie chciały, aby nasze feministyczne postulaty zostały realizowane. Przykro mi to pisać, ale niestety tak to widzę.

    To również problem dotyczący sfery publicznej. Na ile działania feministek są demokratyczne, skoro zabraniamy ugrupowaniom partyjnym pojawić się w tej sferze i reprezentować ich poparcie dla naszych idei? Czy mamy prawo decydować o tym, kto wchodzi do sfery publicznej? Czy nie jest to niedemokratyczne zawłaszczenie tej sfery?

  • nowa lepsza oliwia

    Chcę tym listem wywołać dyskusję nad strategiami naszego wspierania się i wzajemnego wzmacniania. Na razie widzę bowiem tendencje dążące do wykluczenia zaangażowanych politycznie feministek z działań feministycznych. Czy autodyskryminacja w nas samych nie jest większa niż ta na zewnątrz, skoro czekamy, że ktoś za nas coś załatwi, zamiast załatwiać to same?

    Dziwimy się, że w polityce zaczynają dominować tendencje prawicowe dążące do coraz większego ograniczania naszej wolności, a gdzie my jesteśmy w tym czasie, kto jeśli nie my - ma dać temu odpór?

    W tym liście chcę przywołać na koniec słowa Naomi Wolf, która pisze między innymi o tym, że najważniejsze w "feminizmie siły" to przełamać lęk przed używaniem władzy. Musimy żądać więcej i chcieć więcej; przestać się wzajemnie wykańczać stawiając w centrum pytanie "co sprawia przykrość", ale zacząć zastanawiać się "co możemy zrobić?". Jak działać, by faktycznie zmienić sytuacje? Kobiety mają według Wolf socjalizowaną niechęć do władzy, uważają, że władza jest brudna. Boją się więc wchodzić do obecnych struktur władzy i je zmieniać na własny użytek. Ale dlatego wciąż stoją z boku. Tymczasem potrzebne jest wzajemne lobbowanie się i umacnianie swej władzy. "Struktura grupy powinna zmuszać kobiety do żądania władzy dla siebie, podnosić ich umiejętności i możliwości, skupiać się na tym, co jest możliwe, a nie na tym, co powoduje opresję" (Naomi Wolf, Klin klinem, w: "Spotkania feministyczne" 1994/95).

    Mam nadzieję, że tym listem wywołam szerszą dyskusję na temat stosunkuorganizacji feministycznych do działań politycznych, strategii realizacji naszych feministycznych postulatów oraz możliwości współdziałania.


    Izabela Kowalczyk
    (członkini Zarządu Krajowego Zielonych 2004)
  • Anonim

    Nie wiedziałam, ze dochodzi do "wypraszania" aktywnych politycznie feministek z manifestacji :(, to bardzo źle!
    Feminizm powinien angazowac się w polityke i tworzyć sobie wsparcie lobbowe, inaczej staje sie tylko hasłem na sztandarze i niewiele moze zdziałać.
    Zapewne argumentem przeciwniczek i przeciwników działań politycznych z ramienia feminizmu jest właśnie trudnośc ustalenia w miare jednogłosnych postulatów (to, o czym juz dyskutowalismy, czyli "ile kobiet tyle feminizmów", w czyim imieniu ma działać feminizm itd.), ale wydaje mi sie, ze sama manifestacja jest już i tak zabiegiem umieszczania wielości głosów pod jednym sztandarem, lepiej więc miec sprecyzowane cele i umieć je politycznie egzekwowac, niż tylko wychodzic na ulicę.
    generalnie dla mnie...skandal i popieram Izę
  • julinni

    znalazlam to wlasnie, jest juz dawno po czasie dyskusji ale chcialabym sie dopisac.
    list izy kowalczyk wynikal z kompletnego niedoinformowania.
    manifa jest wydarzeniem politycznym
    i partie polityczne sa na manife zapraszane pod warunkiem ze przyniosa transparenty z wyeksponowanymi haslami kobiecymi
    chodzi o to zeby manifa nie zostala zalana flagami roznych partii i partyjek ktore chca sobie zbic kapital polityczny.
    na manifie chodzi o prawa kobiet i partie polityczne powinny sie do tego dostosowac.

    zatem zaden skandal tylko zwykle plotki