FiloZofia UW [1223]

Zapisz się
Dodaj kartkę Dodaj bana
Powód wlepienia kartki
Wybierz wątek docelowy z listy lub wpisz jego ID
  • il duce

    Khalid, najmilszy, czemu nie zauważyłeś, że podważyłem przesłanki Russella i dalej mnożysz słowa, zamiast się bronić i uzasadnić w końcu, czemu wklejasz te wszystkie cytaty? W imię czego ty to robisz? Czemu albo sprzedajesz retorykę, albo myśli panów autorytetów, a nigdy nie ważysz się na własną rękę coś pomyśleć?
  • Sir Khalid Nasrallah

    Rapierze, ptysiu, z całym szacunkiem, ale ja nie miałem zielonego pojęcia jak można odnieść się do tego, co Ty tam napisałeś. Ja tu nie bardzo widzę możliwość zaistnienia jakiegokolwiek porozumienia. Wolę jednak swoje autorytety. I nie pytaj dlaczego, bo ewentualna odpowiedź byłaby grzeczna, ale pewno byłoby Ci przykro. :-)
    Zresztą Twoje niedawne deklaracje związane z zapatrywaniami na psychologię i to ulatywanie do "sfery poza dobrem i złem" (dobrze chociaż że nie do sfery woli mocy albo bycia i czasu) skutecznie odbierają mi motywację, by omawiać z Tobą tak rozległą kwestię jak ludzkie szczęście.

    A co do cytatów, to już odpowiadałem Stubbowi.

    (Podważyłeś przesłanki, heh)
  • il duce

    Khalid, nie męcz mnie retoryką, tylko odpowiedz.

    Sfera poza dobrem i złem, to nie jest wcale 'kontynentalny' wymysł, ale np pole postępowania naukowca. Jemu chodzi o prawdę, a nie przejmuje się (o ile chce być rzetelnym naukowcem), czy jego odkrycia przysłużą się do czegoś dobrego, czy może do bomby atomowej. I o takie 'poza dobrem i złem' mi chodziło. Zwane to jest w niektórych kręgach wolnością naukową. Jeśli więc sfera 'poza dobrem i złem' cię oburza i 'odbiera motywację', to albo nie wiesz, o czym mowa, albo masz jakiś wyjątkowo niepopperowski pogląd na naukę.

    A jeśli nie widzisz możliwości zaistnienia porozumienia, to napisz, dlaczego jej nie widzisz - że niejasno piszę, czy że radykalnie odrzucasz jakieś moje opisy. Włożyłem w tamtego posta relatywnie dużo energii i liczyłem na to, że docenisz. Możesz odpowiadać tak, żeby było mi 'przykro', nie martw się o moje emocje.
  • Sir Khalid Nasrallah

    " Khalid, nie męcz mnie retoryką(...) "

    Och, jaki Ty jesteś konsekwentny, jeżeli chodzi o innych.

    Na chwilę obecną mogę Ci co najwyżej, Rapierze, serdecznie pokazać, jak się moim zdaniem powinno pisać o ludzkim szczęściu (tak wiem, że to nie zaspokoi Twoich wygórowanych potrzeb). Jest to metoda najwyraźniej zasadniczo inna, niż ta, z którą Ty sympatyzujesz, a ja mam za stratę czasu:
    http://www.tinyurl.pl/?OaPGcvs3
    http://www.tinyurl.pl/?z1VEzkR7
    "Podboju szczęścia" Russella niestety w elektronicznej wersji nie mam,
    ale też świetne.

    Jeżeli faktycznie interesuje Cię moje zdanie na ten temat, to bardzo i szczerze mi przykro, że nie mam motywacji, by podjąć dyskusję i bronić "poważonych przesłanek Russella". A jeżeli chodzi Ci po raz kolejny tylko o jakieś "pojedynki" i próby robienia idioty z rozmówcy, by potwierdzać swą klasę, to raczej daruj sobie, bo to straszna nuda jest - nawet pod intelektualnie niepłodną rekreację ciężko to już podpiąć.
  • Anonim

    >Sir Khalid Hassan Al-Nasrallah napisała:
    >A co do cytatów, to już odpowiadałem Stubbowi.
    >

    gdzie niby kurwa?

  • Sir Khalid Nasrallah

    We "wczoraj 16:10", kurczę.
  • il duce

    Khalid, nie tak. Mi nie chodzi o 'próbę robienia idioty z rozmówcy', tylko chciałbym skonfrontować różne sposoby widzenia tematu. Na przykładzie Russella zaproponowałem rozważenie pewnego problemu, który jak najbardziej mieści się w ramach filozofii analitycznej. Jest to pytanie, czy można mylić się co do tego, czy jest się szczęśliwym, czy szczęście to poczucie szczęścia, czy może spełnianie pewnych kryteriów. Russell mówi pierwsze, Arystoteles drugie. Pytam, dlaczego obstajesz przy Russellu. Nie wiem, czemu jesteś złośliwy i agresywny, ani czemu odmawiasz podjęcia dyskusji. Skoro umieściłeś te teksty, to powinieneś chyba ich bronić.
  • Sir Khalid Nasrallah

    " Nie wiem, czemu jesteś złośliwy i agresywny, ani czemu odmawiasz podjęcia dyskusji. "

    Pewno dlatego, że masz zazwyczaj mocno konfrontacyjny styl dyskutowania i trudno rozgryźć Twe intencje, więc przyjęcie odpowiedniej postawy względem nich sprawia często nieco kłopotu.

    Ale skoro deklarujesz pokój i stawiasz sprawę nieco jaśniej, to nie pozostaje mi nic innego, jak temat odłożyć (o zgrozo, zaraz wkroczy śpieszny Nazwa), bo zaraz idę biegać, potem mam kilka obowiązków,
    a jutro ruszam w świat nieznany i daleki.
    Ale tak skrótowo, na początek, mogę wtrącić, że Russell definiuje szczęście mniej więcej po prostu jako zadowolenie i satysfakcję z życia. Nie porusza przypadków "arystotelesowskich", czyli sytuacji, w których komuś wydaje się, że jest szczęśliwy, a faktycznie szczęśliwy nie jest (choć podaje czasem przykłady zachowań, które dają chwilowe zadowolenie, ale finalnie prowadzą do tragedii). Porusza się na standardowych definicjach psychologicznych i respektuje ówczesne osiągnięcia w tej dziedzinie - choć często, zwłaszcza w odniesieniu do freudyzmu, odnosi się do nich całkiem krytycznie (odwołuje się też czasem do antropologii). Podkreśla zazwyczaj, że skupia się na jakichś standardowych przypadkach, upraszcza zagadnienie jak to tylko możliwe i nie serwuje głębokich "filozoficznych" dywagacji na temat natury szczęścia, terminologii z tym związanej czy tym podobnych (podobnie robi linkowany wcześniej Bocheński). Stara się adresować swoje pisma do "zwykłego człowieka", który ma jakieś obowiązki zawodowe oraz obowiązki wynikające ze środowiska, w jakim się znajduje (ze szczególną uwagą względem środowiska rodzinnego) - przynajmniej w takich pozycjach jak np. "Podbój szczęścia", "Małżeństwo i moralność" czy
    "O wychowaniu". Tę pierwszą rozpoczyna w ten sposób:

    " Książka ta nie jest przeznaczana dla uczonych; nie jest też przeznaczona dla tych, którzy uważają, że za­gadnienia praktyczne nadają się conajwyżej do konwersacji. W rozważaniach poniższych niema żadnej głębo­kiej filozofji, ani erudycji; zamiarem moim było tylko połączyć w całość pewne uwagi, płynące - jak sądzę - ze zwykłego zdrowego rozsądku. O radach, zawartych w tej książce, mogę powiedzieć tylko tyle, że potwierdzają je moje własne doświadczenia i obserwacje i że czyniły mnie one szczęśliwszym, ilekroć postępowałem zgodnie z niemi. Dlatego też mam pewną nadzieję, że jakaś cząstka przynajmniej z tych tłumów ludzi, którzy nie są szczę­śliwi, znaleźć może w tej książce djagnozę swej sytuacji i wskazanie sposobów wyjścia z niej. Wierzę, że wielu lu­dzi, którym brak szczęścia, mogłoby je uzyskać przy pomocy skierowanego w odpowiednim kierunku wysiłku - i w tej właśnie wierze napisałem książkę niniejszą. "

    Bertand Russell 1930
  • Sir Khalid Nasrallah

    Rapierze, w międzyczasie dotarłem do bardzo ciekawych materiałów związanych bezpośrednio z kwestią szczęścia - jakieś tajemnicze dziewczę na gronie "Filozofia" i "Filozofia (moderowana)" zwróciło uwagę na pewne inicjatywy związane z odnajdywaniem "drogi serca", która to, jak może się wydawać, gwarantuje każdemu człowiekowi osiągnięcie czegoś w rodzaju permanentnej ekstazy (podejrzewam, że po wcale niewygórowanych cenie):

    " Mam do zaproponowania ciekawy warsztat 'Budzenie i Siła Pasji Serca'. Program jest połączeniem wiedzy z coachingu, technik NLP oraz sztuk walki.

    Jeśli pragniesz zwiększyć satysfakcję, radość i harmonię w różnych dziedzinach życia, pragniesz pokonywać własne ograniczenia i słabości, głębiej realizować się w sferze zawodowej i prywatnej, chcesz wzmocnić własną efektywność, siły wewnętrzne i samo motywacji, rozwijać własną świadomość w podążaniu za marzeniami, to zapraszam do zapoznania się z warsztatem na stronie:

    http://fymap.pl/?page_id=208

    Odpowiednie nastawienie, relaks i medytacja pozwalają dotrzeć do najbardziej twórczej i własnej drogi. Drogi serca, która kieruje się: szczerością, wolnością, siłą, wiarą, czystością, niezłomnością (cierpliwością), dobrem, ekologią dla nas oraz systemu w jakim funkcjonujemy (np. praca, rodzina). Serca, którego głosu nie można nie słyszeć oraz lekceważyć, bo jest naszym największym sprzymierzeńcem.

    Cały program jest realizowany na pracy z podświadomymi elementami własnej jaźni, co jest, osobistym i wewnętrznym procesem wymagającym od uczestników zaangażowania, ciekawości, dyscypliny i szczerej chęci poznania siebie i rozwoju. Poruszając nasze pragnienia i pasję oraz ucząc się odnajdując wewnętrzną siłę, znajdujemy się w kontakcie z wyższymi poziomami neurolingwistycznymi (Misja, Tożsamość, Wartości), które mają wpływ na całe nasze życie.

    " Naszym najgłębiej zakorzenionym lękiem jest to, że jesteśmy silni ponad miarę.
    To nasze światło, a nie nasza ciemność najbardziej nas przeraża.
    Zapytujemy siebie 'Kimże jestem, aby być błyskotliwym, pięknym, utalentowanym i wspaniałym?'
    Zaprawdę, kimże jesteś, aby nie być takim?(...) '
    (Nelson Mandela) "

    Główny prowadzący "systematycznie poszerza swoje zainteresowanie pracy z ciałem, umysłem i duchem - odkrywania ich potencjału oraz trenuje sztuki walki od ok. 10 lat", więc jest nie byle kim.

    ( Osobiście sądzę, że drobne problemy ze składnią osób reklamujących tę inicjatywę nie powinny stanowić większego problemu. )
  • Anonim

    A ten coaching to lubisz z gumą czy bez?
  • Sir Khalid Nasrallah

    Bubel

    " Co robi Bauman - krytykuje istotność PKB jako wskaźnika dobrobytu i argumentuje za tą tezą na konkretnym przykładzie. Otóż ja Ci mówię, że ten przykład pokazuje zachowania, które są const. A zatem nie wpływają na PKB, tj. nie wpływają na zmiany PKB. A PKB się przecież zmienia, są to dane dynamiczne. Jeśli więc jakiś ekonomista stwierdza, że gdzieś polepszył się dobrobyt, bo wzrosło PKB, to przykład Baumana nic nie wnosi do krytyki, bo opisane w nim zachowania były, są i będą i to w tej samej (nieistotnej zresztą dla statystyki budżetowej) skali. "

    To, że opisane przez Baumana zachowania (nieformalne przysługi) nie są istotne dla statystyki budżetowej jest tezą mocno wątpliwą - po pierwsze nie masz jak tego zbadać i opisać statystyką, po drugie można śmiało podejrzewać, że gdyby każda nieformalna przysługa stała się przysługą formalną (płatną, rejestrowaną usługą przedsiębiorcy dla klienta), to jednak miałoby to istotny wpływ na statystykę budżetową.
    Co do stałości skali występowania nieformalnych przysług w społeczeństwie, to też nie wiem skąd bierzesz takie twierdzenie - wygląda ono na kolejny dogmat. Nie wiem jak chcesz wykluczyć np. taką możliwość, że jeżeli obywatele danego państwa bogacą się, dzięki czemu mają większe nadwyżki pieniędzy (co czasem wiąże się również z nadwyżkami wolnego czasu, choć oczywiście nie zawsze), to stają się też bardziej skłonni do oddawania przysług nieformalnych. A to w związku z tym, że ich codzienna walka o zaspokajanie podstawowych potrzeb materialnych staje się mniej uciążliwa (dzięki czemu, pomijając kwestię altruizmu, wyrachowanie formalne może częściej przybierać formę wyrachowania nieformalnego).

    Także byłoby świetnie, gdybyś przestał traktować to, co Ci się wydaje, jako to, co rzekomo wiadomo. A jeżeli chcesz nadać czemuś rangę faktu, który jest fundamentem Twojej argumentacji, to łaskawie podawaj badania.

    Teraz co do samej kwestii PKB w świetle argumentów Baumana i Strumińskiej. Oboje krytykują wskaźnik PKB jako wskaźnik dobrobytu, z tą różnicą, że krótki cytat z Baumana zwraca uwagę na kwestię ogólną, a Strumińska wchodzi w szczegóły i że w cytacie z Baumana mowa jest o PKB, a Strumińska w swoim artykule czyni rozróżnienie na PKB i PKB per capita. Faktem jest jednak, że oboje wychodzą z taką samą tezą główną - PKB (niezależnie od tego czy "zwykły" czy per capita) nie jest dobrym wskaźnikiem dobrobytu. Może on być co najwyżej jakimś wskaźnikiem bogactwa danego społeczeństwa, choć również w tym sensie jest wskaźnikiem mocno zawodnym (tezę o zawodności PKB w tym sensie uzasadnia już tylko Strumińska w linkowany artykule). Różnica w ich poglądach polega więc tylko na różnym stopniu wejścia w szczegóły, a nie na tym, że głoszą oni niezgodne opinie. Wobec tego Twoje twierdzenie, że Strumińska ma rację, a Bauman bredzi, jest idiotyczne. Ale zapewne ufundowane jest ono na tym, że "przecież Bauman strzelał do żołnierzy AK", więc taka Twoja reakcja, jako rasowego politycznego dogmatyka i wyznawcy, była całkowicie do przewidzenia.

    Dla przypomnienia, cytat z Baumana jest tu: http://grono.net/forum/post/show/19... a Strumińska pisze tak:

    " PKB jako miernik dobrobytu hołduje zasadzie 'więcej znaczy lepiej', odwołując się do założenia, że dobrobyt społeczny określa jedynie poziom konsumpcji, a więc dobra kupowane i sprzedawane na rynku. Banalną zdaje się uwaga, że na dobrobyt składa się coś więcej niż tylko dobra materialne dopuszczone do obrotu. To prawda, że owa 'reszta' jest nieokreślona i trudno mierzalna, w przeciwieństwie do materialnego i mierzalnego PKB, ale nie znaczy to, że nie warto jej w ogóle zauważać. "
  • Sir Khalid Nasrallah

    I na koniec w sprawie argumentu Baumana w kwestii PKB. Sprowadza się on przede wszystkim do twierdzenia, że dobrobyt wcale nie musi wiązać się tylko i wyłącznie ze sferą warunków materialnych (bo składają się na niego również takie czynniki psychologiczne jak np. "dobre czucie się w swojej okolicy", które mogą być warunkowane przez inne sfery). I ja się z nim całkowicie zgadzam - oczywiście rozważamy tę kwestię od pewnego poziomu zaspokojenia potrzeb materialnych, a nie absolutnie (nie chcę np. twierdzić, że można osiągnąć stan dobrobytu, również w sensie psychologicznym, kiedy nie ma się przykładowo co jeść czy gdzie mieszkać), ale myślę, że Bauman czyni takie samo założenie, bo jest ono banalne. Po drugie - co stoi w opozycji względem poglądów traktujących wskaźnik PKB (obojętnie który) jako adekwatny i kompleksowy wskaźnik dobrobytu - Bauman zwraca uwagę na to, że pewien model zachowań (tu konkretnie oddawanie nieformalnych przysług) może mieć negatywny wpływ na poziom krajowego PKB, a pozytywny na dobrobyt społeczeństwa. Jak mam nadzieję teraz też zauważysz, przy omawianej przez nas kwestii nie tyle istotny jest wzrost PKB, co raczej jego poziom. I nawet jeżeli przyjąć Twoje bardzo odważne założenie w kwestii stałości skali zjawiska oddawania przysług nieformalnych w społeczeństwie (co wydaje mi się założeniem błędnym), to nie podważa to twierdzenia Baumana. A to dlatego, że on w tym kontekście nie pisze o wzroście PKB (o wzroście pisze odwołując się do szybów naftowych w rezerwatach przyrody, ale to osobna kwestia), tylko o zaniżaniu jego poziomu z powodu istnienia takich zjawisk. A to zaniżanie równie dobrze może utrzymywać się na stałym poziomie. Poza tym jego argument może pozostać w mocy również w sytuacji, kiedy poziom PKB będzie rósł, bo sam fakt wzrostu będzie mógł zaistnieć niezależnie od zjawisk, na które w cytacie Bauman zwrócił uwagę.
  • Anonim

    >Sir Khalid Hassan Al-Nasrallah napisała:
    >(nie
    >chcę np. twierdzić, że można osiągnąć stan dobrobytu,
    >również w sensie psychologicznym, kiedy nie ma się
    >przykładowo co jeść czy gdzie mieszkać), ale myślę,
    >że Bauman czyni takie samo założenie, bo jest ono
    >banalne.

    U mnie na mokotowie chłopaki osiągają codziennie stan absolutnego dobrobytu pod sklepem spożywczym, mimo, że nie mają co jeść i też chyba nie za bardzo mają gdzie mieszkać.

    A dobrobyt Khalid to ani "dobre czucie się w swojej okolicy" czy inne "warunki niematerialne" ani też "wysokie PKB". Dobrobyt to jest wtedy, jak się ma zapewniony dostatni byt na wiele lat naprzód bez konieczności podejmowania jakichkolwiek działań zarobkowych.

    Chłopaki z osiedla osiągają ten stan dzięki ograniczeniu potrzeb do jabola, który i tak, bez pracy, zawsze się znajdzie.
  • Anonim

    http://www.youtube.com/watch?v=Gq9S...
    spojrzcie Bartoszewski publicznie czyta posty Khalida!!!!!!!!
  • Anonim

    Bauman=latanie z karabinem i polowanie na akowców.
| |

strona internetowa IF UW: http://filozofiauw.wikidot.com To grono *NIE* służy do ogłaszania...



Uniwersytet Warszawski, Filozofia


Zapisz się do klasy


Strona 1/26

Anonim

Anonim

Anonim

Ag.

Anonim

helen

Grona tematyczne:

Dołącz grono

Fotki

Miejsca grona (3)