Forum Polityczne [1172]

Zapisz się
Dodaj kartkę Dodaj bana
Powód wlepienia kartki
Wybierz wątek docelowy z listy lub wpisz jego ID
  • Anonim

    Polscy politycy od blisko osiemnastu lat dążą do zrealizowania liberalnej utopi. Ograniczane są kolejne prawa pracownicze. Życie społeczne zostało podporządkowane bezwzględnemu działaniu rynku. Dzisiaj wolnym jest ten, kto może za wolność zapłacić. Jest to zaprzeczeniem ideałów, o które walczyła Solidarność.

    Jednocześnie nie widać żadnej opozycji, która mogłaby się temu realnie przeciwstawić. Działacze radykalnej lewicy tkwią w jałowych sporach, które do niczego nie prowadzą. Brak jest im zorganizowania i pomysłu na działalność, część z nich upatruje szansy na zmianę w dołączeniu do politycznego establishmentu. Jako część radykalnej lewicy wierzymy w możliwość głębokich przemian. Aby jednak szansa na te przemiany zaistniała potrzeba jest konsolidacji ruchu wokół poniższych tez.

    1)Rewolucja. Poprzez rewolucję rozumiemy walkę wynikającą z antagonizmów pomiędzy klasami. Konfrontację na wielu płaszczyznach z władzą kapitału i państwa. Rewolucja jest jedyną drogą do emancypacji, czyli urzeczywistnienia idei powszechnej wolności, równości i solidarności. Ma charakter permanentny, musi trwać by realizować swoje postulaty.

    2)Demokracja. Faktycznym skutkiem rewolucji jest demokracja. Podstawą demokracji musi być samorządność i wiążący system referendalny. W tym celu należy znieść instytucję parlamentu, rządu i prezydenta a ich kompetencje przekazać bezpośrednio ludziom. Tylko tak rozumiana demokracja jest prawdziwą władzą ludu.

    3)Syndykalizm. Gospodarka powinna służyć ludziom a nie na odwrót. Demokracja musi mieć swoje zastosowanie nie tylko w sferze politycznej, ale także w sferze ekonomi. W związku z tym postulujemy przejęcie środków produkcji przez samorządne organizacje pracownicze. Uznajemy też, że współpraca jest wydajniejsza niż konkurencja.

    4) Antyklerykalizm. Poprzez antyklerykalizm rozumiemy walkę nie z poszczególnymi przedstawicielami kleru, a z instytucją kościoła, którą reprezentują. Kościoła, który od wieków mamił ludzi obietnicą raju po śmierci umniejszając w ten sposób ich doczesne żądania godnego życia. W związku z tym żądamy całkowitego usunięcia kościoła z życia publicznego.

    Tezy te powinny stać się podstawą do dyskusji nad programem politycznym radykalnej lewicy, który byłby wyrazem całościowego projektu zmian.


    Zapraszamy do dyskusji na http://www.tezymarcowe.fora.pl a także do wejścia na naszą stronę http://www.wrs.bzzz.net

    Stowarzyszenie Wolność-Równość-Solidarność
  • Anonim

    Dawno się tak nie uśmiałem :)

    Dziękuje :)
  • Anonim

    http://www.wrs.bzzz.net/?q=node/28

    LOL
  • Anonim

    Wolność - Równość - Solidarność - Spamowanie! :)
  • ? Jaśnie Panicz

    A ja się nie uśmiałem.
    To o tyle ważne "wyjście" do dyskusji (pomijam wstępne deklaracje o radykalizmie, są co najmniej zabawne), że jako taki program/dorobek/ładunek intelektualny Marca '68 (nie mówiąc o marcu '08:>) nie został w ogóle przedstawiony czy nawet zakreślony, wydaje mi się, że nawet się go świadomie pomija, podkreślając katastrofę strukturalną ówczesnego społeczeństwa wywołaną bezprzykładną nagonką antysemicką.
    Korzystają z efemerycznego Marca (bardzo różnie) wszystkie opcje: od radykałów lewicowych, deklarujących się jako radykałowie, tak zwanej lewicy przez środowiska liberalnej, aż po nacjonalistów z PiS. Ale wszystko to bez składu i ładu, głównie hasła i deklaracje. Dziwi mnie to tym bardziej, że choćby we Francji program intelektualny - obok wszystkich skutków społecznych i ekonomicznych - Maja '68 (w dużym uproszczeniu, oczywiście) został dokładnie przepracowany, przedyskutowany, a teraz korzysta się z niego w jakiś bardziej przemyślany sposób.
    Przerażająca jest też ilość książek o Marcu '68: głównie suche opracowania bez akcentu na to, co też ważne - atmosferę intelektualną, i znowu: choćby z tego powodu warto "Tezy marcowe" pociągnąć dalej, niekoniecznie w oparciu o podstawę autora:-).
    Bo same tezy, nawet mi czynnemu zwolennikowi lewicy, niewiele mówią, to oklepane hasełka kojarzone z ruchami wolnościowo-lewicowymi (z grzeczności nie wspomnę, że niektóre w rozwinięciu mogą się wykluczać - chyba, że mówimy jedynie o sferze idei...): antyklerykalizm, rewolucja, syndykalizm plus łopatologicznie rozwinięcia. To jednak trochę za mało, żeby móc się merytorycznie spierać.
  • Anonim

    "Dziwi mnie to tym bardziej, że choćby we Francji program intelektualny - obok wszystkich skutków społecznych i ekonomicznych - Maja '68 (w dużym uproszczeniu, oczywiście) został dokładnie przepracowany, przedyskutowany, a teraz korzysta się z niego w jakiś bardziej przemyślany sposób."

    teraz to i ja sie usmialem:)
  • Camilo Loco

    >Sator wrote:
    > Polscy politycy od blisko osiemnastu lat dążą do
    >zrealizowania liberalnej utopi. Ograniczane są kolejne
    >prawa pracownicze. Życie społeczne zostało
    >podporządkowane bezwzględnemu działaniu rynku.

    A rynek jest uciskany przez rząd i biurokracje, czyli nici z liberalizmem, to jest socjalizm, etatyzm, syndykalizm właśnie.:> Poczytaj trochę, bo nie wiesz nawet z czym chcesz walczyć.

    >1)Rewolucja. Poprzez rewolucję rozumiemy walkę
    >wynikającą z antagonizmów pomiędzy klasami.

    klasy są tworem wyłącznie socjalistycznych idei, w kapitalizmie nie ma podziału na klasy, gdyż występuje ciągłe przemieszczanie się kapitału i ludzi.

    >2) Tylko tak rozumiana demokracja jest
    >prawdziwą władzą ludu.

    Ponad 38 milionom ludzi chcecie nagle powierzyć całą władze? Posrało?

    >3)Syndykalizm. Gospodarka powinna służyć ludziom a nie na
    >odwrót. Demokracja musi mieć swoje zastosowanie nie tylko
    >w sferze politycznej, ale także w sferze ekonomi. W
    >związku z tym postulujemy przejęcie środków produkcji
    >przez samorządne organizacje pracownicze. Uznajemy też,
    >że współpraca jest wydajniejsza niż konkurencja.

    Gospodarka rynkowa polega na współpracy - konsumentów z producentami - jedni wytwarzają to, czego drudzy potrzebują i na odwrót, a konkurencja daje wybór między efektywniejszymi dobrami i metodami produkcji.:>

    >4) Antyklerykalizm. Poprzez antyklerykalizm rozumiemy walkę
    >nie z poszczególnymi przedstawicielami kleru, a z
    >instytucją kościoła, którą reprezentują. Kościoła,
    >który od wieków mamił ludzi obietnicą raju po śmierci
    >umniejszając w ten sposób ich doczesne żądania godnego
    >życia. W związku z tym żądamy całkowitego usunięcia
    >kościoła z życia publicznego.

    Zaraz, związku z "czym", bo przeoczyłem? Co złego jest w obietnicy Wiecznego życia po śmierci oraz nakazom z tym związanym? Kościół stworzył cywilizacje Europejską czy to się Wam, lewaczkom podoba czy nie, i to wy mamicie ludzi głupimi ideami "równości", "wolności od odpowiedzialności" oraz dobrobytem bez pracy (socjalizm).
  • Camilo Loco

    >Stubb ... wrote:
    >"Dziwi mnie to tym bardziej, że choćby we Francji program
    >intelektualny - obok wszystkich skutków społecznych i
    >ekonomicznych - Maja '68 (w dużym uproszczeniu,
    >oczywiście) został dokładnie przepracowany,
    >przedyskutowany, a teraz korzysta się z niego w jakiś
    >bardziej przemyślany sposób."
    >
    >teraz to i ja sie usmialem:)

    Nie ma to jak walka z wiatrakami. :]
  • Camilo Loco

    >Jaszczomb! wrote:
    > - Solidarność - Spamowanie! :)

    Solidarności w Spamowaniu :>
  • Anonim

    To Ci od Stalina? Nowiccy,LBC czy jakos tak - mysle, ze w ramach "sprawiedliwosci spolecznej" mozna sie sklepac dla nich na bilety w jedna stronę do Korei Północnej.
  • Lypa

    Fajny stek bzdur, uśmiechałem się jak to czytałem - że to jeszcze TACY ludzie chodzą po tej ziemi.; )
  • Anonim

    >Pan Mateusz napisał
    >To Ci od Stalina? Nowiccy,LBC czy jakos tak - mysle, ze w
    >ramach "sprawiedliwosci spolecznej" mozna sie sklepac dla
    >nich na bilety w jedna stronę do Korei Północnej.
    >

    Nie jesteśmy w żaden sposób związani z LBC. To są skurwysyny, tak samo jak Kim Dzong-ill, więc proszę o nie szerzenie takich insynuacji.
  • Anonim

    >Furius Camillus ® a écrit

    >
    >>2) Tylko tak rozumiana demokracja jest
    >>prawdziwą władzą ludu.
    >
    >Ponad 38 milionom ludzi chcecie nagle powierzyć całą
    >władze? Posrało?

    Ja bym się najchętniej przy tym zatrzymała, bo mam podobne uczucia, jak Kamil. JAK to ma wyglądać? ( Niby znów usłyszę to samo, ale ciągle mam nadzieję, że jednak nie jest aż tak źle.)
  • Lypa

    "Nie jesteśmy w żaden sposób związani z LBC. To są skurwysyny, tak samo jak Kim Dzong-ill, więc proszę o nie szerzenie takich insynuacji."

    Huh, podziały na łonie Lewicy. Bardzo dobrze. Teraz, kolego Satorze, zwołaj grupkę paru osób i idź z tymi skurwysynami zrobić porządek.; D
  • Anonim

    Przepraszam, nie chcę być niemiła, ale generalnie rzecz biorąc, nie możecie bawić się w Indian czy coś takiego? :>
    Swoją drogą, sama Wasza nazwa jest bardzo zabawna. Wolność - możecie mi zdefiniować, jak rozumiecie to pojęcie?
    Równość - równość po prostu nie istnieje. Ludzie sami tworzą między sobą hierarchię, czy tego chcemy, czy nie. NIE DA się żyć inaczej. Są ludzie mądrzy i głupi, są ludzie ładni i brzydcy i tak dalej. Nie wartościuję życia ludzkiego czy coś takiego, ale chociażby takie rzeczy narzucają pewne sytuację i wydarzenia. Poza tym - nie mogą rządzić wszyscy, bo statek zatonie. Są ludzie kompetentni i ludzie mniej kompetentni ( i tych jest więcej).
    Solidarność nie jest zgodna z ludzką naturą, podejrzewam. Znów ktoś przecenia kondycję ludzkości. Albo nie bierze pod uwagę brutalnej rzeczywistości, która to ładnie weryfikuje.

    Także, abstrahując od szczegółów, jaki to ma sens?
  • ? Jaśnie Panicz

    >>Furius Camillus ® a écrit
    >
    >>
    >>>2) Tylko tak rozumiana demokracja jest
    >>>prawdziwą władzą ludu.
    >>
    >>Ponad 38 milionom ludzi chcecie nagle powierzyć całą
    >>władze? Posrało?
    >

    Myślisz zbyt dosłownie, ufam, że znasz takie pojęcia, jak "demokracja uczestnicząca" czy inaczej - "demokracja bezpośrednia". To fajne, ale jednak mocno idealistyczne pomysły szczególnie w perspektywie mimo wszystko potężnej wspólnoty jaką jest Polska. Jak czytałem udało się to (nie wiem, na ile) w Porto Alegre i w... gminie Zabierzów niedaleko Krakowa.
    Wydaje mi się, że - znowu - trzeba porzucić hasełko autora tego tematu, a skoncentrować na pozytywnym wniosku: więcej demokracji, większe upodmiotowienie obywatela, więcej jego r e a l n e g o wpływu na procedury wyborcze. I tutaj pojawia się szereg wcale nie-nowych i nie-lewicowych pomysłów, jak jednomandatowe okręgi, koniec z głosowaniem na listę partyjną itd.
    Innym, ale równie podstawowym problemem, który rodzi propozycja autora tego tematu, jest gigantyczny problem braku zainteresowania polityką, niska frekwencja. Jeśli trzymać się ściśle (a być może to miał właśnie na myśli autor tej agitki) "wzorców" demokracji bezpośredniej, to zawierają one w sobie element obowiązku uczestniczenia w procedurach wyboru, a to na dużą skalę się nie sprawdza. I co niby kary finansowe za to, że ktoś ma gdzieś wiecowe przegłosowanie jakiegoś pomysłu?
    Nierealne.
  • ? Jaśnie Panicz

    > Przepraszam, nie chcę być niemiła, ale generalnie rzecz biorąc, nie możecie bawić się w Indian czy coś takiego? :> Swoją drogą, sama Wasza nazwa jest bardzo zabawna. Wolność - możecie mi zdefiniować, jak rozumiecie to pojęcie? Równość - równość po prostu nie istnieje. Ludzie sami tworzą między sobą hierarchię, czy tego chcemy, czy nie. NIE DA się żyć inaczej. Są ludzie mądrzy i głupi, są ludzie ładni i brzydcy i tak dalej. Nie wartościuję życia ludzkiego czy coś takiego, ale chociażby takie rzeczy narzucają pewne sytuację i wydarzenia. Poza tym - nie mogą rządzić wszyscy, bo statek zatonie. Są ludzie kompetentni i ludzie mniej kompetentni ( i tych jest więcej). Solidarność nie jest zgodna z ludzką naturą, podejrzewam. Znów ktoś przecenia kondycję ludzkości. Albo nie bierze pod uwagę brutalnej rzeczywistości, która to ładnie weryfikuje. Także, abstrahując od szczegółów, jaki to ma sens?

    Sens ma taki, żeby dyskutować, przedstawiać swoje racje, a "brutalna" rzeczywistość też ma swoje dyskursywne podstawy, z którymi "warto rozmawiać":-)
    Skoro się na to nie zgadzasz, to tym samym zamykasz innym (bo to, że sobie, to najmniejszy problem) jakiekolwiek pole do dyskusji: bo coś, jak piszesz, ma charakter procesu samorzutnego/samoczynnego, Twój przykład z hierarchią między ludźmi i jej samoczynnym wytwarzaniem jest co najmniej wątpliwy, nie bierzesz pod uwagę szeregu choćby gepolitycznych czynników, a na samą sprawę (hierarchii) patrzysz ze śmiesznie małej perspektywy. Spróbuj porównać hierachię społeczną z dwóch różnych miejsc na świecie i - trzymając się Twojej logiki - nie ma szans na jakiekolwiek inne niż atrybutywne wyrażenie tych hierarchii:
    - Hierarchia z miejsca "a": ... ...
    - Hierarchia z miejsca "b": ... ...
    A wychodząc z założenia, że taka hierarchia nie zawiązuje się tylko dlatego, że ludzie sami ją sobie tworzą (to takie skrajnie materialistyczne myślenie a'la During), tylko dlatego, że grają jakieś inne czynniki (choćby: klimat, wierzenia, surowce naturalne, struktura demograficzna) można dojść do bardziej ogólnych wniosków, które można traktować jako wyjście do bardziej konkretnych dyskusji i następnie prób redefinicji tak nudnych Ci pojęć, jak "wolność", "demokracja", "równość", ale też "pieniądz", "rynek", "męskość", "kobiecość" itd.

    Jestem pewien, że właśnie z powodu, że od tysięcy lat ludzie sobie, mniej czy bardziej kulturalnie, tłumaczą powyższe pojęcia coś konstruktywnego się dzieje:-) A sam jestem ciekaw Twoich definicji, Twojego - sądzac po skali zblazu d o ś w i a d c z e n i a - punktu widzenia, skoro tak łatwo wszystko to odrzucasz...
  • Anonim

    Nie, nie, nie, ja wcale tego nie odrzucam. Nie jestem potworem, który chce zaprowadzić jakiś dziwny reżim. Te pojęcie istnieją i muszą istnieć - problem w tym, jak je rozumieć. Czy ludzie są równi? Zależy w jakim sensie. Jeżeli równi oznacza to, że są tak samo zdolni w każdym momencie swojego życia do podjęcia określonego działania/do określonego myślenia, to nie są równi. Jeżeli równie oznacza to, że ich życie jest TAKĄ samą wartością (pomińmy chwilowo temat kary śmierci), to są równi, bo życia się nie wartościuje. Niemniej wydaje mi się ( nie, d o ś w i a d c z e n i a Jaśnie Panie nie mam, opieram się tylko i wyłącznie na moim obserwacjach, mniej lub bardziej mądrych, nie twierdzę, że mam zupełną rację), że naturalnym jest, żeby w stadzie, społeczeństwie się hierarchia tworzyła. Wrodzony szacunek do silniejszych/starszych, bardziej doświadczonych. To jest całkiem naturalne i słuszne. Oraz spotykane u zwierząt wcale nierzadko. Człowiek zwierzęciem nie jest, więc z równością można posunąć się dalej. Ludzie są w stanie zrozumieć i powinni być w stanie zrozumieć, że kompetencje ludzi, doświadczenie, wykształcenie i tak dalej reguluje to, kto przejmuje w ręce ster. Poprzez wybór tychże także, bo jest i powinno być to dowolne. Trzeba wiedzieć, że się czegoś nie wie, nie umie i że jest to naturalne. Oraz mieć komfort braku poczucia strachu w oddawaniu pewnej "władzy" tym, którzy się na tym znają bardziej.
    Co do innych kwestii - w dzisiejszych czasach status materialny czy uroda czy cokolwiek kształtuje nasze miejsce w hierarchii. Nie zawsze jest to zamierzone i perfidne - czasem też wydaje mi się instynktowne, ale jest. Ludzie sami dobierają się w różne grupy na różnych szczeblach.
    Generalnie miałam na myśli równość, jaką myślę, że ( bo w sumie pewna być nie mogę) proponuje kolega, który założył ten temat.
    Tak samo jest z solidarnością. Naturalnym wydaje się podział na to, co "nasze" i co "obce". Człowiek najczęściej pomyśli najpierw o sobie,swojej rodzinie i nie ma w tym nic niezdrowego czy dziwnego. Dlatego też wszelkie komunistyczne zapędy są skazane na niepowodzenie.
    Co do wolności - nie wiem, jak niektórzy ludzie ją rozumieją, bo ja mam wrażenie, że bardzo różnie. Generalnie najprostsza definicja wolności, czyli "moja wolność kończy się tam..." jest całkiem słuszna, ale mi nie do końca odpowiada. Wolność nie polega na tym, że robię dokładnie to co chcę i jak chcę, bo mimo wszystko czuję, nie wiem skąd, że posiadam jakieś obowiązki. Wolnością nie jest dla mnie możliwość skrobania się na życzenie czy cokolwiek podobnego. Bo ja się skuta w żadne kajdany nie czuję. Na pewno zaś zmuszanie mnie do "solidarności" ponad moje siły i możliwości sprawiłoby, że ta wolność by dla mnie uciekła.

    Tak w skrócie.
  • Anonim

    http://grono.net/gallery/photo/1378...

    yyy :/
  • ? Jaśnie Panicz

    >Masza. napisała:
    >Generalnie najprostsza definicja wolności, czyli "moja
    >wolność kończy się tam..." jest całkiem słuszna, ale
    >mi nie do końca odpowiada. Wolność nie polega na tym, że
    >robię dokładnie to co chcę i jak chcę, bo mimo wszystko
    >czuję, nie wiem skąd, że posiadam jakieś obowiązki.
    >Wolnością nie jest dla mnie możliwość skrobania się na
    >życzenie czy cokolwiek podobnego. Bo ja się skuta w żadne
    >kajdany nie czuję. Na pewno zaś zmuszanie mnie do
    >"solidarności" ponad moje siły i możliwości sprawiłoby,
    >że ta wolność by dla mnie uciekła.
    >
    >Tak w skrócie.

    Wyjaśnienia przyjmuje z drobnym zastrzeżeniem. Piszesz, że, najprostsza definicja wolności, czyli "moja
    wolność kończy się tam..." W moim przekonaniu, znowu, w niecałkiem uprawniony sposób upraszczasz, co już samo w sobie jest wyjściem do dyskusji:-)
    To, co napisałaś to jedna z wersji "wolności" negatywnej: wolności od czegoś, od zagrożenia, od terroryzmu, od wojen, biedy itd. To ulubiona definicja partii Republikańskiej.
    Ja natychmiast Ci odparuję: najprostsza definicja wolności, czy moja wolność zaczyna się... I to będzie definicja jaką - przynajmniej programowo - stosują Demokraci albo (szczególnie na Zachodzie) ruchy liberalnej lewicy: to wolność do czegoś, do możliwości samostanowienia o sobie, do możliwości wyboru religii, ideologii itd.

    Być może to wynik, jak sama piszesz, skrótowości, ale odnoszę wrażenie, że zbyt brawurowo - i tym bardzo subiektywnie - szafujesz choćby "słusznością", to pewnie czyni wszystkie te późniejsze uproszczenia, które tak trudno mi zaakceptować...

    Niemniej kilka sprostowań. Nigdzie nie napisałem, że uroda, pieniądze nie decydują o hierarchii, ja się z tym absolutnie zgadzam: człowiek przede wszystkim funkcjonuje w rzeczywistości, słowami klasyka, "materialnych środków produkcji", ale powtarzam: to nie wszystko! Istnieje cały szereg czynników, które - by materialne środki produkcji mogły krążyć, podlegać wymianie - niezależnie od człowieka tworzą jakąś bazę (klimat, warunki geopolityczne ogólnie), na której dopiero wyrasta cokolwiek innego: kultura, wspólnoty, stratyfikacja, hierarchia społeczna.

    Co do reszty Twoich uwag, trudno mi się odnieść, bo - być może naiwnie - ale wierzę, że to bardziej "odsyłacze", niż rzeczywisty wyraz Twoich poglądów (np. dość odważna teza a propos systemów komunistycznych).
| |

Zapraszamy do dyskusji na temat bieżących wydarzeń "w wielkim świecie", małym też. Forum Pol...



Fotki

Miejsca grona (0)