-
● Sam ●
>>>Majonez<< napisał
>I dalej nie dociera? No to kończą mi się pomysły.
Ale do mnie dotarło, spokojnie.
Argumentacja przebiega szybko i gładko:
1. wcielasz się w stan, który dla nikogo kto nie przeżył nie jest wyobrażalny
2. wcielasz się z łatwością w rolę ojca nieuleczalnie chorego dziecka ("stan, który dla nikogo kto nie przeżył nie jest wyobrażalny")
3. leciutko stwierdzasz iż w każdym z tych przypadków wybrałbyś śmierć (swoją i swojego dziecka)
4. na koniec, co by ktoś jednak nie był zadowolony z tego, iż ma zginąć..obiecujesz mu reinkarnację i miłe wspomnienia (zapewne o zabicie przez własnego ojca chodziło).
Wszystko całkowicie jasne Majonez -
>>Majonez<<
>● Sam ● napisał
Noo jestem pod wrażeniem, jednak, "miłe wspomnienia" to częściowo twoje interpretacyjne urojenie.
I tak... lekko się wcielam. Dlaczego? Ponieważ wtedy kiedy ja czynię jakieś ZAŁOŻENIE, ktoś inny boi się go poczynić, a co za tym idzie, stoi w miejscu. Albo w jedną, albo w drugą, kolego.
Bez odważnych założeń, wielu rzeczy by nie było, a wtedy mogłoby się okazać, że siedziałbyś przy świeczce dłubiąc w glinianej podłodze, zamiast lecieć samolotem na wyspy bahama podczas wakacji.

