Forum Polityczne [1172]

Zapisz się
Dodaj kartkę Dodaj bana
Powód wlepienia kartki
Wybierz wątek docelowy z listy lub wpisz jego ID
  • ? Jaśnie Panicz

    >Lypa napisał
    >Jaśnie Paniczu, jedziesz zupełnie marksistowskim
    >bełkotem. Co to znaczy "nadbudowa"?! Co to, do kurwy,
    >znaczy "wykluczanie grup społecznych" - no zlitujże się i
    >pisz konkretnie! Co jest wykluczane? Kto jest wykluczany?!
    >
    >NB to co jest w Polsce nie ma za wiele wspólnego z
    >kapitalizmem.; )

    Jeśli mógłbym mieć do Ciebie taką metanarracyjną prośbę: Bądź łaskaw nie bluzgać, po co zniekształcać dyskusję? Jeśli nie potrafisz się opanować to, proszę, postaraj się bardziej. Inaczej nie będę z Tobą dyskutował.

    Nadbudowa to kształt stosunków społecznych (formowanych choćby przez prawo, szkolnictwo, moralność, aparat przymusu) wypływający i bezpośrednio zależny od bazy ekonomicznej.

    Wykluczanie, czyli pozbawianie prawa do rzeczywistego współdecydowania o kształcie rzeczywistości. Na przykład realny głos wielkiego albo nawet średniego przedsiębiorcy jest znacznie lepiej słyszalny w sferze publicznej, niż głos jego pracownika. To prawo głosu, a przecież żyjemy w demokracji, w kalekim polskim neoliberalizmie, nie jest związane z podmiotowością, tylko z kapitałem. I to jest, moim zdaniem, patogenne.
    Wykluczane są na przykład pielęgniarki, niezamożni studenci, bezrobotni, pracownicy zatrudniani przez biura pracy tymczasowej etc.
  • YT

    >The Special One napisał
    >Musialbys zalozyc, ze cale spoelczenstwo jest uczciwe. Nawet
    >gdyby przedsiebiorcy wynajmowali ochroniarzy do obrony, to
    >zawsze znalazlby sie ktos silniejszy - zeby pobic swojego
    >konkurenta. Tylko suweren , w postaci panstwa, moze
    >przypilnowac tego, zeby wszyscy mieli rowne prawa.

    Jeśli zechce. A nie zechce, bo zawsze będzie narzędziem pewnych grup, służącym do walki z innymi. Skoro nie można wprowadzić pełnej anarchii, warto rozbijać państwa na mniejsze i słabsze organizmy.

    >Poza tym, tu nie ma co udowadniac, nigdy nie bylo ustroju
    >anarchistycznego, ktory sie sprawdzil - i mozesz mi
    >przytaczac jakichs pedalskich Rothbardów.

    Ustroje konserwatywne czy faszystowskie też nigdy się nie sprawdziły - zawsze prowadziły do lewicowych czy demokratycznych rewolucyj. Im więcej faszyzmu i klerykalizmu, tym sroższa lewicowa reakcja.

    >Komunizm przeciez to nie tylko poglady socjalistyczne, to
    >takze stan ducha. A stan ducha u anarchistow jest zblizony
    >do komunistów.

    No więc wskaż te podobieństwa.
  • YT

    >? Jaśnie Panicz napisał
    >I to jest, moim zdaniem, patogenne.
    >Wykluczane są na przykład pielęgniarki, niezamożni
    >studenci, bezrobotni, pracownicy zatrudniani przez biura
    >pracy tymczasowej etc.

    Porozmawiaj z pielęgniarkami pracującymi poza NFZ. Akurat wykluczone czują się te, które pracują w publicznym sektorze. Bezrobotni sami się wykluczają nie chcąc podjąć się pracy zawodowej. Nikt im nie zakazuje pracować.
  • ? Jaśnie Panicz

    >Raf napisał

    >Porozmawiaj z pielęgniarkami pracującymi poza NFZ. Akurat
    >wykluczone czują się te, które pracują w publicznym
    >sektorze. Bezrobotni sami się wykluczają nie chcąc
    >podjąć się pracy zawodowej. Nikt im nie zakazuje
    >pracować.

    Ale co to zmienia? Że są i pracują w prywatnym sektorze? Przecież całej ochrony zdrowia się nie sprywatyzuje. Ten pomysł systemowo został zrealizowany tylko w Armenii, skutki są opłakane.
    I znowu: Piszesz, że nikt nie zakazuje bezrobotnym pracować. I tym samym, jak rozumiem, praca ma dla Ciebie jakąś oczywistą i absolutną postać: albo praca, albo brak pracy. Sam staram się widzieć nieco więcej szarości: Co zrobić z ludźmi, często wykształconymi, dla których nie ma pracy zgodnej albo zbliżonej do ich kwalifikacji?

  • PFM

    >? Jaśnie Panicz napisał
    >albo praca, albo
    >brak pracy.

    A jest trzecia możliwość? :)

    >Sam staram się widzieć nieco więcej
    >szarości: Co zrobić z ludźmi, często wykształconymi,
    >dla których nie ma pracy zgodnej albo zbliżonej do ich
    >kwalifikacji?

    Zu erst - nauka podjęta w celu znalezienia pracy za pieniądze jest inwestycją, a nie jakimś magicznym 'celem' samym w sobie.

    Podobnie jest z pracą - dla przeciętnego, leniwego człowieka (ludzie z natury są leniwi) praca ma być tylko środkiem do osiągnięcia celu, czyli otrzymania zapłaty. Jeżeli praca za którą otrzymuje człowiek zapłatę dodatkowo sprawia mu satysfakcję - to wspaniale, podnosi to jego wydajność, wyżej sobie ceni pracę itd. Natomiast jeżeli praca mu tej satysfakcji nie sprawia to nie jest to usprawiedliwienie tego, że jej nie podejmuje. Jest to jego swobodna decyzja.

    Osoba, która nie może znaleźć pracy adekwatnej do jej kwalifikacji może:

    a) Dokwalifikować się aby wyeliminować z rynku osoby gorzej wykwalifikowane w tej dziedzinie (konkurencja).
    b) Przekwalifikować się
    c) Pracować na stanowisku poniżej swoich kwalifikacji albo zupełnie z nim niezwiązanych. (z głodu nie umrze, jednocześnie może zarobione pieniądze inwestować w dokwalifikowanie się albo przekwalifikowanie).



  • YT

    >? Jaśnie Panicz napisał
    >Ale co to zmienia? Że są i pracują w prywatnym sektorze?
    >Przecież całej ochrony zdrowia się nie sprywatyzuje.

    Nie zmienia to faktu, że to nie kapitał je "wyklucza", ale źle zarządzana publiczna służba zdrowia.

    >I znowu: Piszesz, że nikt nie zakazuje bezrobotnym
    >pracować. I tym samym, jak rozumiem, praca ma dla Ciebie
    >jakąś oczywistą i absolutną postać: albo praca, albo
    >brak pracy. Sam staram się widzieć nieco więcej
    >szarości: Co zrobić z ludźmi, często wykształconymi,
    >dla których nie ma pracy zgodnej albo zbliżonej do ich
    >kwalifikacji?

    Powinni zrobić drugie studia, zbliżone do potrzeb rynku. Wydaje mi się, że tutaj może pomóc prywatyzacja szkolnictwa wyższego. Rynek sprawi, że utrzymają się jedynie te najbardziej potrzebne kierunki studiów, a te mniej istotne ostaną się w szczątkowej formie, dla prawdziwych pasjonatów o naukowych ambicjach. Stąd te wszystkie protesty we Francji czy we Włoszech - socjologia czy filozofia dotychczas były przechowalniami tzw. wiecznych studentów, bez szans na pracę. To radykalizowało młodzież i w gruncie rzeczy zadecydowało o ideowym klimacie naszego kontynentu.
  • ? Jaśnie Panicz

    >Raf napisał
    ]
    >>I znowu: Piszesz, że nikt nie zakazuje bezrobotnym
    >>pracować. I tym samym, jak rozumiem, praca ma dla Ciebie
    >>jakąś oczywistą i absolutną postać: albo praca, albo
    >>brak pracy. Sam staram się widzieć nieco więcej
    >>szarości: Co zrobić z ludźmi, często wykształconymi,
    >>dla których nie ma pracy zgodnej albo zbliżonej do ich
    >>kwalifikacji?
    >
    >Powinni zrobić drugie studia, zbliżone do potrzeb rynku.
    >Wydaje mi się, że tutaj może pomóc prywatyzacja
    >szkolnictwa wyższego. Rynek sprawi, że utrzymają się
    >jedynie te najbardziej potrzebne kierunki studiów, a te
    >mniej istotne ostaną się w szczątkowej formie, dla
    >prawdziwych pasjonatów o naukowych ambicjach. Stąd te
    >wszystkie protesty we Francji czy we Włoszech - socjologia
    >czy filozofia dotychczas były przechowalniami tzw.
    >wiecznych studentów, bez szans na pracę. To
    >radykalizowało młodzież i w gruncie rzeczy zadecydowało
    >o ideowym klimacie naszego kontynentu.

    Dlaczego powinni? Rynek jest dla społeczeństwa, a nie odwrotnie. System kształcenia powinien być tak skonstruowany, by każdy mógł w nim znaleźć miejsce. Ponadto taka strategia redukcji, pardon my french, pragmatycznej miała miejsce w PRL i ma miejsce obecnie. Zwróć uwagę, że na wydziały na przykład elektryczny wciąż rekrutuje się po kilkaset osób, podobnie górnictwo i inne techniczne kierunki. One kiedyś były opłacalne, teraz już nie, a mimo to unosi się nad nimi aura "użyteczności". Nie chcę się jednak głębiej wypowiadać na temat kierunków technicznych, bo dysponuję jedynie potoczną wiedzą i danymi. Podobnie z wydziałami zarządzania-marketingu-reklamy -medialności: produkują bezrobotnych. Nie wszyscy mogą być yuppies.
    Potrzebna jest systemowa reforma, by idąc na studiach można było się realizować w ramach własnych zainteresowań (napisałem kiedyś taki tekst będący rozszerzeniem listu do rektora "MISH dla wszystkich"), to w istotnym stopniu ukruci typowe marudzenie rozczarowanych, a jednocześnie umożliwi rzeczywistą weryfikację pracy. Bo jak się, nie powołując na schizofrenię, wytłumaczyć z nieuctwa w ramach wybranych przez siebie przedmiotów? Moim zdaniem lepiej tak kształcić, by kreować nowe zainteresowania i umacniac własne pasje, niż zmuszać do koniunkturalnego przekwalifikowywania się. Absolwent pewny siebie, swojej wiedzy, pasji jest, moim zdaniem, bardziej cenny, także w rejestrze psycho-emocjonalnym, od nerwowego absolwenta teatrologii, inżynierii środowiska i zaocznej administracji.


    Czekałem na argument z obszaru teologii politycznej UPR: ilość studentów wydziałów socjologii i filozofii a "ideowy klimat" kontynentu. Najpewniej masz na myśli historyczne wydarzenia Maja '68. Cóż, pewnie zapomniałeś, że taki na przykład Dany Cohn-Bandit był studentem historii, a radykalna grupa ze słynnego z radykalizmu uniwerystetu Paris VIII rekrutowała się z wydziałów filologii klasycznej i ekonomii; nawet nie wiesz, jak starogreka, jak wreszcie Sofokles potrafią być wywrotowi.
  • YT

    >? Jaśnie Panicz napisał
    >Dlaczego powinni? Rynek jest dla społeczeństwa, a nie
    >odwrotnie.

    Nie tyle rynek jest dla ludzi co raczej rynkowy popyt jest wypadkową potrzeb poszczególnych jego uczestników. Jeśli socjolog czy filozof nie może odnaleźć się na rynku pracy to jest to znak, że ludzie go nie potrzebują. To sygnał do przekwalifikowania. Ja pasjonuję się historią, ale nigdy w życiu nie myślałem o studiach historycznych. Co innego prywatne hobby, co innego życie zawodowe. Trzeba stąpać twardo po ziemi.

    >System kształcenia powinien być tak
    >skonstruowany, by każdy mógł w nim znaleźć miejsce.

    To oznacza tworzenie sztucznych etatów, na które nie ma popytu. Często inteligentni ludzie marnują się w dziedzinach, które nie podnoszą dobrobytu ich samych i reszty społeczeństwa.

    >Czekałem na argument z obszaru teologii politycznej UPR:
    >ilość studentów wydziałów socjologii i filozofii a
    >"ideowy klimat" kontynentu. Najpewniej masz na myśli
    >historyczne wydarzenia Maja '68. Cóż, pewnie
    >zapomniałeś, że taki na przykład Dany Cohn-Bandit był
    >studentem historii, a radykalna grupa ze słynnego z
    >radykalizmu uniwerystetu Paris VIII rekrutowała się z
    >wydziałów filologii klasycznej i ekonomii; nawet nie
    >wiesz, jak starogreka, jak wreszcie Sofokles potrafią być
    >wywrotowi.

    Historycy też zaliczają się częściowo do wspomnianej przeze mnie grupy, choć wśród nich częściej można spotkać osoby o bardziej zachowawczym światopoglądzie. Ich radykalizm często ucieka na skrajną prawicę, gdzie też jest miejsce dla outsiderów. Na gronie Prawica znajdziesz teksty o 'japiszonach' wcale nie różniące się od tych autorstwa skrajnej lewicy. "Nieżyciowe" filologie traktuję na równi z socjologią czy filozofią.

    Jestem natomiast ciekaw postaw studentów kierunków technicznych w dobie rewolucji 68, której historię znam pobieżnie.
  • Camilo Loco

    Ach, uwielbiam dyskusje o 'praktycznosci', 'przydatnosc' i 'zyciowosci' niektorych dziedzin. Sa takie.. jalowe. :>
    Na szczescie ja podchodze do tego zagadnienia trzezwo, czyli subiektywistycznie, gdyz proby obiektywizacji przydatnosci sa nie do pogodzenia z naukowym i logicznym dowodzeniem. To, co przydatne jest dla mnie, niekoniecznie musi byc przydatne dla reszty spoleczenstwa. Dlatego 'dobro spoleczne' oraz wynikajace z zen 'publiczne finansowanie nauki' sa mitami.
  • Camilo Loco

    Rynek to ludzie, a scislej to dobrowolne relacje zachodzace miedzy ludzmi w obrebie spoleczenstwa.
  • ? Jaśnie Panicz

    >Raf napisał

    >Nie tyle rynek jest dla ludzi co raczej rynkowy popyt jest
    >wypadkową potrzeb poszczególnych jego uczestników. Jeśli
    >socjolog czy filozof nie może odnaleźć się na rynku
    >pracy to jest to znak, że ludzie go nie potrzebują. To
    >sygnał do przekwalifikowania. Ja pasjonuję się historią,
    >ale nigdy w życiu nie myślałem o studiach historycznych.
    >Co innego prywatne hobby, co innego życie zawodowe. Trzeba
    >stąpać twardo po ziemi.

    Ale zrozum, z całym szacunkiem, ale bez zbędnych uprzejmości, że nie każdy musi mieć takie podejście, jak Ty, ba, twierdzę, że jesteś na swój sposób wyjątkowy w takiej postawie. Szczególnie w perspektywie, powiedzmy, zachodniej Europy: na przykład w znanej mi świetnie Francji czy Austrii, większość absolwentów szkół średnich stawia na pasję - i jak pokazują (mimo kryzysu, mam dane sprzed tygodnia z "LF") wskaźniki zadowolenia są tam zdecydowanie wyższe od naszych, polskich. Uważam, że - tym razem przywołując przykład amerykańskiej interdyscyplinarnego systemu akademickiego - można zbliżyć, uogólniając, Uniwersytet do rynku; z korzyścią dla wszystkich. Myślenie o sobie, czy o pracowników w kategoriach wołu albo grudy plasteliny już, na szczęście, odchodzi w zapomnienie.
    Uważam, że nie ma nic tak inspirującego i rozwijającego, jak połączenie hobby i pracy zawodowej. To chyba kluczowa umiejętność. Jeśli mogę pozwolić sobie na osobiste wtrącenie, pamiętam, jak ze dwa lata temu, podczas rozmowy kwalifikacyjnej w dziale reklamy&wizerunku pewnego wydawnictwa, bawiąc się świetnie demolowałem, ja socjolog-filozof-historyk literatury in spe, absolwentów marketingu i zarządzania. Wnioskuję, że było tak głównie z tego powodu, że ich do studiów zmuszano i wmawiano, że to przyszłościowe, a ja po prostu - z a w s z e - dobrze i twórczo się bawiłem:-)





    >Historycy też zaliczają się częściowo do wspomnianej
    >przeze mnie grupy, choć wśród nich częściej można
    >spotkać osoby o bardziej zachowawczym światopoglądzie.
    >Ich radykalizm często ucieka na skrajną prawicę, gdzie
    >też jest miejsce dla outsiderów. Na gronie Prawica
    >znajdziesz teksty o 'japiszonach' wcale nie różniące się
    >od tych autorstwa skrajnej lewicy. "Nieżyciowe" filologie
    >traktuję na równi z socjologią czy filozofią.

    Bez specjalnego zdziwienia przyjmuję Twoją pogardę dla klasycznego wykształcenia, jest symptomatyczna dla środowiska, z którym się utożsamiasz. Niestety to procentuje w dyskusjach. Tyle marginalnej refleksji:-)


    >Jestem natomiast ciekaw postaw studentów kierunków
    >technicznych w dobie rewolucji 68, której historię znam
    >pobieżnie.

    Bardzo aktywni, mniej w sferze "idei", co bardziej in praxis: Ataki na metro paryskie, regularne bitwy z policją konną (takie coś około ZOMO). Ponadto wielu sytuacjonistów rekrutowało się z Ecole Polytechnique. Polecam rocznicowy numer "M'Inteligent Life".
  • Camilo Loco

    "Ale co to zmienia? Że są i pracują w prywatnym sektorze? Przecież całej ochrony zdrowia się nie sprywatyzuje. Ten pomysł systemowo został zrealizowany tylko w Armenii, skutki są opłakane."

    Nie wiem jak go zrealizowano i czy rzeczywiscie nastapila pelna prywatyzacja (czyli przede wszystkim likwidacja ministerstwa zdrowia i urzedow z nim zwiazanych), ale przyczyna sugerowanej przez Ciebie tragedii na pewno nie jest prywatyzacja sama w sobie. Musza byc ku temu inne przeslanki.
    Jak z tym 'liberalnym' Reaganem, co nie mogl zrozumiec, ze nie mozna 'miec ciastka i go zjesc'. Ale to nie jest wina wolnego rynku, blednych teorii ekonomicznych, tylko ignorancji konkretnych politykow.
  • Lypa

    Ja nie chcę co prawda się włączać w te jałowe dywagacje (PS, ja się zastanawiam, czy ktoś tutaj przypadkiem nie próbuje różnymi chwytami erystycznymi i tzw. "mędrkowaniem" zakryć swojego braku wiedzy na tematy ekonomiczne; >), ale mam pytanie - czy ktoś tutaj obraża studentów Politechniki? :P
  • Camilo Loco

    A jesli tak, to co nam zrobisz? :>:>:>
  • Lypa

    Nic. Powiem jeno, że kierunki humanistyczne ssą.

    I pracy po nich nie ma, ha! :P :P
  • Camilo Loco

    Acha, dobrze wiedziec. Tak tylko pytalem, bo nie znam odpowiedzi na twoje pytanie... >:)
  • Deus ex machina

    >The Special One wrote:
    >A mi tam sie podobaja te sformułowania o tym jak to
    >srodowisko prawicowe jest niezbyt cenione w Polsce.
    >Najwazniejsze ze wszyscy wiedza kto to Sławek i jego
    >Krytyka. Nie mowiac o 5 % poparciu SLD :)
    >

    ha ha Jaśnie Panicz nie był łaskaw skomentować
  • Anonim

    ale ty nudzisz jasnie panicz a bujasz sie przy tym niesamowicie. gladkimi slowkami ubierasz swe posty ale zbyt one szerokie by dalo sie z nich cokolwiek ciekawego wyciagnac poza Twoja opinia (nie poparta zadnym de facto przewodem arguentacyjnym) i kilkoma lapsusami jak ten z nacjonalizmem...
    Chcesz rozmawiac? dobrze. tylko z natloku pustoslowia jakis temat sprobujmy wyodrebnic... hm? moze rzeczywiscie o diadzie lewica prawica? moze, tak po Platonsku; )- czy wolne media moga byc pluralistyczne? itd. to jak "bawiacy sie" Paniczu?
    Bo jak narazie bawisz siebie ale ja sie nudze:)
| |

Zapraszamy do dyskusji na temat bieżących wydarzeń "w wielkim świecie", małym też. Forum Pol...



Fotki

Miejsca grona (0)