-
YT
>Tiwanick napisał
>Zresztą, w polskim prawie przyjmuje się za moment śmierci
>ustanie aktywnością pnia kory mózgowej. Całkiem logiczne
>byłoby , by za początek życia uznać początek
>aktywności tego organu.
Wcale nie jest to logiczne.
Po pierwsze, nigdy do końca nie wiadomo, kiedy tak naprawdę mózg u konkretnego dziecka się pojawia.
Po drugie, zaprzestanie pracy mózgu zostało ustanowione jako kryterium śmierci tylko dlatego, że jest _nieodwracalne_, w przeciwieństwie do np. zatrzymania pracy serca. Inaczej mówiąc, chodzi o to, by nie grzebać ludzi, którzy później mogą się obudzić w grobie. Dlatego doszukiwanie się jakiejś symetrii z początkiem życia nie ma sensu.
>Inaczej popadamy w absurd: jeśli za moment pojawienia się
>życia uznajemy pojawienie się zygoty (pierwszej komórki
>nowego człowieka), to za moment śmierci powinniśmy uznać
>rozpad biologiczny wszystkich komórek ciała -
>następujący kilkaset, a czasem kilka tysięcy lat po
>faktycznym zgonie. Przyznasz, że to idiotyczne.
Bzdura. Zygota żyje, rozkładające się komórki - nie. Kryterium jest zaistnienie procesów życiowych, a nie samo istnienie komórek. -
Dziękuję Rafale, wyjąłeś mi z ust to, co chciałem napisać, więc ja mogę w spokoju odpowiedzieć na resztę.; )
-
>Tiwanick napisał
>Znów zamiast argumentów truizmy. Tylko co z nich wynika?
Ze unikasz konfrontacji z tym, co do Ciebie pisza, a powtarzac sie nie bede.
>>A gwalty lub molestowania w pracy?
>
>Tutaj też powinno się stosować instrumenty adekwatne do
>sytuacji.
Zgoda, ale nie mozna twierdzic - jak wyzej napisalem. :]
>W 1989 r. siła nabywcza statystycznego Polaka wynosiła ok.
>20$. Obecnie wynosi ok. 800$. Róznica jest gigantyczna. A
>oczywiście rynek jest dziś bardziej nasycony produktami,
>ale tego nawet nie chce mi się wykazywać.
No i co to zmienia? Czy przecietny Kowalski moze wybic sie na szczyty dzieki swojej ciezkiej pracy i elastycznosci? Ni chuj, bez kontaktow i znajomosci pozostanie w tym samym miejscu, z ktorego zaczynal, wiec swoje wydumane mierniki mozesz potluc o kant tylka.
>Kiedyś życie poniżej progu ubóstwa oznaczała śmierć
>głodową. Obecnie już nie - oznacza po prostu wyzbycie
>się wszelkich wydatków ponad to , co niezbędnie
>potrzebne. Różnica jest jednak wyraźna.
Ale to dlatego, ze przyszlo mnostwo dobr z zachodu i rynek sie przystosowal, co nie oznacza radykalnego postepu w czymkolwiek.
>No tak - wtedy z powodu głodu ludzie ginęli tysiącami,
>dziś Polacy wydają na żywność poniżej 30% swoich
>zarobków. Różnica całkiem spora.
Kiedy? Gdzie?
>Nie, ale będzie się ją skuteczniej zwalczać. Nie jest to
>podejście utopijne, tylko pragmatyczne - odpowiada na
>konkretny problem. A Ty do znudzenia głosisz,że jak
>przeprowadzimy gigantyczną rewolucję
>społeczno-ekonomiczną, to zniknie konkretny problem ,
>którym się zajmujemy.
Owszem, bo jak slusznie zauwazyl Rafał, ten, kto walczy z wrogiem tylko dla samej walki, nigdy go nie usmierci, gdyz w ten sposob stracil by prace. Urzednicy od spraw "rodzinnych" z koniecznosci musza szukac problemow, zwlaszcza tam, gdzie ich nie ma, zeby przetrwac. Likwidacja lub reformacja tego sposobu zarabiania logicznie spowodowala by zmniejszenie sie "problemow rodzinnych".
>Wytłumaczę Ci, byś zrozumiał. Ja na podstawie
>przykładów ze starożytności, twierdzę, że przemoc w
>rodzinie występowała i wcześniej. Ty bez żadnych podstaw
>twierdzisz,że było inaczej.
Twierdzę jedynie to, co wiem, a nie "zmyślam" o tym, czego nie wiem, tak jak Ty.
> Przyznasz,że moje rozumowanie
>jest lepiej podbudowane (choć oczywiście nie jest
>rozumowaniem dedukcyjnym) niż Twoje.
Oczywiście nie jest dedukcyjnym, bo jest indukcyjnym. Sęk w tym, że próbujesz go używać w sposób niewłaściwy i błędny - naduzywasz go!
>j.w.
Gówno. :>
>Ty nie rzuciłeś żadnych przykładów.
A po co? To Ty zacząłeś z Rzymem, nie ja.
>To, co napisałem. Że zawsze są struktury władzy i
>narzuconej organizacji społecznej. Może być państwo,
>mogą być plemiona, może być struktura rodowa. Znowu nie
>pojmujesz najprostszych spraw. Dokształć się z socjologii
>, bo widzę, że tu krucho...
Po pierwsze nie, gdyż państwo z definicji jest monopolem terytorialnym narzuconym siłowo, bez znaczenia czy jest zarządzane w sposób rodowy, monarchistyczny czy demokratyczny.
Po drugie, musisz to udowodnić. Ja Ci podałem co najmniej 3 przypadki społeczności bezpaństwowych, które radziły sobie bez monopolu na sądownictwo czy bezpieczeństwo. Ustosunkuj się, a nie tylko "jesteś głupi", bo to świadczy tylko o tym, że Tobie brak wiedzy lub argumentów.
>Czego? Relacji na temat przemocy w rodzinie z epok, gdzie
>nie było źródeł pisemnych? Jesteś śmieszny.
Z epoki republikańskiej Rzymu, zapomniałeś już?
-
Tiwanick
Pracownicy socjalni nie są w stanie ograniczyć patologii, bo nie mogą wyrwać z korzeniami ich źródeł. Oni są od zapobiegania skutkom. Patologie może być może (choć nie jest to pewne) ograniczyć odpowiednia edukacja/indoktrynacja młodzieży, ale jeszcze nie opracowano odpowiednich instrumentów... -
-
Tiwanick
>Raf napisał
>Wcale nie jest to logiczne.
>
>Po pierwsze, nigdy do końca nie wiadomo, kiedy tak
>naprawdę mózg u konkretnego dziecka się pojawia.
Z pewnością jednak wiadomo, że nie pojawia się u 5-dniowego embriona. Można przyjąć (z odpowiednim marginesem , by nie popełnić błędu) okres ochronny płodu od momentu wykształcenia się mózgu i w ten sposób pogodzić zwolenników pro-life i pro-choice...
>>Inaczej popadamy w absurd: jeśli za moment pojawienia
>się
>>życia uznajemy pojawienie się zygoty (pierwszej komórki
>>nowego człowieka), to za moment śmierci powinniśmy
>uznać
>>rozpad biologiczny wszystkich komórek ciała -
>>następujący kilkaset, a czasem kilka tysięcy lat po
>>faktycznym zgonie. Przyznasz, że to idiotyczne.
>
>Bzdura. Zygota żyje, rozkładające się komórki - nie.
>Kryterium jest zaistnienie procesów życiowych, a nie samo
>istnienie komórek.
Ale procesy życiowe w komórkach mogą trwać jeszcze jakiś czas po ustaniu pracy pnia kory mózgowej! Więc masz tu duża niespójność. -
Tiwanick
>SzabloZębny napisał
>>W 1989 r. siła nabywcza statystycznego Polaka wynosiła
>ok.
>>20$. Obecnie wynosi ok. 800$. Róznica jest gigantyczna. A
>>oczywiście rynek jest dziś bardziej nasycony produktami,
>>ale tego nawet nie chce mi się wykazywać.
>
>No i co to zmienia? Czy przecietny Kowalski moze wybic sie
>na szczyty dzieki swojej ciezkiej pracy i elastycznosci? Ni
>chuj, bez kontaktow i znajomosci pozostanie w tym samym
>miejscu, z ktorego zaczynal, wiec swoje wydumane mierniki
>mozesz potluc o kant tylka.
Typowa mowa beztalenci, które nic nie osiągnęły i usprawiedliwiają się 'brakiem znajomości'. Z własnego doświadczenia znam co najmniej kilka 'success stories' ludzi, którzy wyszli z niezłej biedy/patologii, a potem udało im się wykształcić i zrobić karierę. Bez żadnych wielkich znajomości na starcie. A te, które mieli musieli sobie wyrobić sami.
Tak więc pozostaje wskaźnik w miarę obiektywny - te dolary. Albo , jeśli wolisz siła nabywcza obywateli, która z roku na rok wzrasta. Więc swe teksty o ustawicznym ubożeniu społeczeństwa możesz włożyć między inne mądrości z arsenału Andrzeja Leppera.
>Ale to dlatego, ze przyszlo mnostwo dobr z zachodu i rynek
>sie przystosowal, co nie oznacza radykalnego postepu w
>czymkolwiek.
Odważna teza. Ale chyba oparta na jakichś pozaświatowych argumentach.
>>No tak - wtedy z powodu głodu ludzie ginęli tysiącami,
>>dziś Polacy wydają na żywność poniżej 30% swoich
>>zarobków. Różnica całkiem spora.
>
>Kiedy? Gdzie?
Tu. Obecnie. Sprawdź sobie dane GUSu, jeśli nie wierzysz.
>Owszem, bo jak slusznie zauwazyl Rafał, ten, kto walczy z
>wrogiem tylko dla samej walki, nigdy go nie usmierci, gdyz w
>ten sposob stracil by prace.
Urzędnicy społeczni nie są od zapobiegania patologiom, bo do tego nie mają narzędzi. Są od zapobiegania skutkom tych patologii...
>Urzednicy od spraw "rodzinnych"
>z koniecznosci musza szukac problemow, zwlaszcza tam, gdzie
>ich nie ma, zeby przetrwac.
Aha, czyli wracamy do Twej inteligentnej inaczej tezy, że przemoc w rodzinie jest tylko wymysłem urzędników...
-
Tiwanick
>Likwidacja lub reformacja tego
>sposobu zarabiania logicznie spowodowala by zmniejszenie sie
>"problemow rodzinnych".
No tak, wirus grypy zniknie, gdy zabierzesz lekarzowi mikroskop.
>Twierdzę jedynie to, co wiem, a nie "zmyślam" o tym, czego
>nie wiem, tak jak Ty.
Twoje prawdy o nieistnieniu przemocy domowej już znamy. Masz jeszcze jakieś oświecone myśli w tym stylu?
>Oczywiście nie jest dedukcyjnym, bo jest indukcyjnym. Sęk
>w tym, że próbujesz go używać w sposób niewłaściwy i
>błędny - naduzywasz go!
Uzasadnij.
>Gówno. :>
Cóz za ejakulacja elokwencji...
>Po pierwsze nie, gdyż państwo z definicji jest monopolem
>terytorialnym narzuconym siłowo, bez znaczenia czy jest
>zarządzane w sposób rodowy, monarchistyczny czy
>demokratyczny.
Plemię też może być takim monopolem. A przedtem taki monopol ustanawiały rody.
>Po drugie, musisz to udowodnić. Ja Ci podałem co najmniej
>3 przypadki społeczności bezpaństwowych, które radziły
>sobie bez monopolu na sądownictwo czy bezpieczeństwo.
>Ustosunkuj się, a nie tylko "jesteś głupi", bo to
>świadczy tylko o tym, że Tobie brak wiedzy lub
>argumentów.
"Jesteś głupi" odnosiło się do Twych wynurzeń na temat przemocy domowej, nie Aborygenów. Poza tym śmiem wątpić, że Aborygeni 'radzili sobie'. Jeśli Twoją propozycją dla ludzkości jest pozostanie w epoce kamienia łupanego, to powodzenia ze sprzedaniem tej światłej idei szerszym masom.
>Z epoki republikańskiej Rzymu, zapomniałeś już?
Przypadki skazania kobiety na śmierć głodową za picie wina (przez sąd rodzinny! - wyjątkowo okrutny wariant przemocy rodzinnej) a także przypadek zachłostania na śmierć żony - Pliniusz Starszy, Historia Naturalis, 14, 89-90. O podobnych sprawach wspomina Katon, którego słowa przytacza Gellius w Noctes Atticae, 10,23.
Podaję za M. Kuryłowicz "Prawo i obyczaje w starożytnym Rzymie", Lublin 1994. Jeśli chcesz poznać ogół, możesz poczytać tę książkę, jeśli chcesz się dowiedzieć szczegółów - pozostaje Ci sięgnięcie do źródeł antycznych , które Ci podałem.
-
>Tiwanick napisał
>Typowa mowa beztalenci, które nic nie osiągnęły i
>usprawiedliwiają się 'brakiem znajomości'.
Mówiłbyś to samo, gdybyś urodził się w przeciętnej polskiej rodzinie, chodził do przeciętnego polskiego i publicznego liceum? NIE PIERDOL!
>Z własnego
>doświadczenia znam co najmniej kilka 'success stories'
>ludzi, którzy wyszli z niezłej biedy/patologii, a potem
>udało im się wykształcić i zrobić karierę.
Gdzie? W budżetówce? W ZUSie? Weź Ty nie pierdol jak zamknięty w klatce kanarek. Nie znasz życia, ot co.
Ja nie twierdzę, że pojedyncze przypadki są niemożliwe, lecz tylko potwierdzają regułę. Znaczna większość nie jest w stanie z "pucybuta" zostać milionerem, dzięki jedynie uczciwej i sumiennej pracy. To nie kapitalizm, gdzie w ten sposób można sobie zapracować. Tutaj liczą się rodzice z posagiem (najprawdopodobniej zagrabionym lub pozyskanie przez kontaktu postpeerelowskie).
>Bez
>żadnych wielkich znajomości na starcie. A te, które mieli
>musieli sobie wyrobić sami.
Ciekawe, skąd o tym wiesz. Spotykałeś tych ludzi podróżując sobie po Europie na koszt podatnika? :>
>Tak więc pozostaje wskaźnik w miarę obiektywny - te
>dolary.
Ten sam "obiektywny wskaźnik" mówi, że w Chinach poziom życia także wzrasta z roku na roku, tylko czemu jest tylu uciekinierów z tego "raju"? Czemu zwykli Chińczycy klepią biedę? Czemu jedynym relatywnie bogatym regionem jest Honkong, które de facto jest niezależnym od CHRL państewkiem? :D
>Odważna teza. Ale chyba oparta na jakichś pozaświatowych
>argumentach.
Na znajomości podstaw ekonomii. A, dziękuję, że raczyłeś wreszcie się ustosunkować do tego, co napisałem już ze dwa, trzy posty wcześniej. :P
>Tu. Obecnie. Sprawdź sobie dane GUSu, jeśli nie wierzysz.
Jakie dane? Dotyczące jakiego okresu???
>Urzędnicy społeczni nie są od zapobiegania patologiom, bo
>do tego nie mają narzędzi. Są od zapobiegania skutkom
>tych patologii...
Czy Ty czytasz to, co piszę ze zrozumieniem!?
To nie ma sensu...
Walczą ze skutkami zjawiska, ale bez niego straciliby pracę, dlatego w ich interesie własnym leży "podsycanie" i wynajdowanie coraz to nowych "problemów".
-
>Tiwanick napisał
>No tak, wirus grypy zniknie, gdy zabierzesz lekarzowi
>mikroskop.
Non sequitur.
>Uzasadnij.
Ponoć miałeś logikę. Zresztą, uzasadniłem wcześniej, już na samym początku, co olałeś.
>Plemię też może być takim monopolem. A przedtem taki
>monopol ustanawiały rody.
Konkrety!
>"Jesteś głupi" odnosiło się do Twych wynurzeń na temat
>przemocy domowej, nie Aborygenów.
"Wynurzeń", których nie potrafiłeś odeprzeć logicznie? PHi.
Pustosłowie, pustosłowie!
>Poza tym śmiem wątpić,
>że Aborygeni 'radzili sobie'. Jeśli Twoją propozycją dla
>ludzkości jest pozostanie w epoce kamienia łupanego, to
>powodzenia ze sprzedaniem tej światłej idei szerszym
>masom.
Nie dziękuję, obejdzie się. :>
>>Z epoki republikańskiej Rzymu, zapomniałeś już?
>
>Przypadki skazania kobiety na śmierć głodową za picie
>wina (przez sąd rodzinny! - wyjątkowo okrutny wariant
>przemocy rodzinnej) a także przypadek zachłostania na
>śmierć żony - Pliniusz Starszy, Historia Naturalis, 14,
>89-90. O podobnych sprawach wspomina Katon, którego słowa
>przytacza Gellius w Noctes Atticae, 10,23.
>
>Podaję za M. Kuryłowicz "Prawo i obyczaje w starożytnym
>Rzymie", Lublin 1994. Jeśli chcesz poznać ogół, możesz
>poczytać tę książkę, jeśli chcesz się dowiedzieć
>szczegółów - pozostaje Ci sięgnięcie do źródeł
>antycznych , które Ci podałem.
Dziękuję, w wolnej chwili sięgnę, czy nie można było tak od razu?; ]
-
Tiwanick
>SzabloZębny napisał
>Mówiłbyś to samo, gdybyś urodził się w przeciętnej
>polskiej rodzinie, chodził do przeciętnego polskiego i
>publicznego liceum? NIE PIERDOL!
Chodziłem do liceum publicznego, wydaje mi się też, że polskiego (choć możesz mieć jakieś odmienne standardy w tym wymiarze, nie wiem). Urodziłem się w normalnej rodzinie. Ale póki co jeszcze nie jestem bohaterem jednego z tych success stories o których mówiłem.
>Gdzie? W budżetówce? W ZUSie? Weź Ty nie pierdol jak
>zamknięty w klatce kanarek. Nie znasz życia, ot co.
Phi. Nie w budżetówce, tylko w dużej zachodniej firmie. Pierwszy z brzegu przykład - na stanowisku jej rzecznika prasowego, człowiek z małego, prowincjonalnego miasta, bez magistra, ale z doświadczeniem w dziennikarstwie, zdobytym już po przyjeździe do Wawy. Inny przykład - kilkoro moich znajomych ze 'zwykłych' rodzin, którzy pracują jako tłumacze, zarabiając przy tym sporo ponad średnią krajową (a mają po 25-26 lat). Pracę zdobyli dzięki swoim kompetencjom. Jedna z tych osób dodatkowo robi doktorat na jednej z lepszych filologii w kraju. Więcej przykładów? Proszę bardzo, kumpel spod Warszawy, w liceum zaczął zakładać internet w sąsiednich blokach. Dziś kończy drugi kierunek studiów i dobrze prosperuje finansowo. Inny kumpel, przykład może najbardziej radykalny - w podstawówce jeden z najgorszych uczniów, nikt mu nie dawał wielkich szans na sukces życiowy. Dziś jest właścicielem firmy produkującej na potrzeby firm meblarskich. Lista jego kontrahentów i rekomendacji jest naprawdę imponująca, radzi sobie świetnie.
A takich historii znam sporo więcej.
Nie twierdzę,że każdy, kto sobie nie radzi jest nieudacznikiem. Ale niestety sporo nieudaczników próbuje usprawiedliwiać swe porażki właśnie w taki sposób "taki kraj, trzeba mieć znajomości, a ja jestem uczciwy, więc nic nie mam". Funta kłaków niewarte takie tłumaczenie.
>Ja nie twierdzę, że pojedyncze przypadki są niemożliwe,
>lecz tylko potwierdzają regułę.
Powiedzenie o wyjątku, który potwierdza regułę jest jednym z głupszych, jakie funkcjonują w naszym języku. Skoro na poczekaniu mogę podać 5 przykładów z mojego bezpośredniego towarzystwa (a po namyśle mógłbym podać ich z 15) to jaka to reguła?
>Znaczna większość nie
>jest w stanie z "pucybuta" zostać milionerem, dzięki
>jedynie uczciwej i sumiennej pracy.
Bo generalnie ścieżka od pucybuta do milionera to mit. Nawet w takich Stanach Zjednoczonych udawało się to nielicznym. W XIX-wiecznej Europie również.
>To nie kapitalizm, gdzie
>w ten sposób można sobie zapracować. Tutaj liczą się
>rodzice z posagiem (najprawdopodobniej zagrabionym lub
>pozyskanie przez kontaktu postpeerelowskie).
No tak, w XIX wieku wcale nie liczyło się dziedziczenie pozycji i majątku...
-
Tiwanick
>Ciekawe, skąd o tym wiesz. Spotykałeś tych ludzi
>podróżując sobie po Europie na koszt podatnika? :>
Nie.
>Ten sam "obiektywny wskaźnik" mówi, że w Chinach poziom
>życia także wzrasta z roku na roku, tylko czemu jest tylu
>uciekinierów z tego "raju"?
Uciekinierów? Chyba pomyliłeś Chiny z Koreą Północną. Z Chin wyjeżdżają głównie uchodźcy polityczni lub studenci chcący pobierać nauki na zagranicznych uniwersytetach...
>Czemu zwykli Chińczycy klepią
>biedę?
Bo zawsze klepali i 30 lat szybkiego rozwoju nie mogło tego zmienić jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki? Tym niemniej ok. 300 milinonów ludzi już skorzystało na chińskim wzroście gospodarczym. 1/4 populacji - całkiem nieźle, jak na kraj jeszcze do niedawna lokujący się w 3-cim świecie.
>Czemu jedynym relatywnie bogatym regionem jest
>Honkong, które de facto jest niezależnym od CHRL
>państewkiem? :D
Może dlatego,że przez 100 lat nie był zarządzany przez feudalne/komunistyczne Chiny? Ale spokojnie, taki Szanghaj już powoli dogania Hong Kong.
I może już skończmy z tymi chińskimi offtopami. Zacząłem dyskusję o manifie i proteście Młodzieży Wszechpolskiej i nie mam zamiaru rozmieniać jej na rozmowę o dupie Maryni.
>>Tu. Obecnie. Sprawdź sobie dane GUSu, jeśli nie
>wierzysz.
>
>Jakie dane? Dotyczące jakiego okresu???
GUS prowadzi permanentne badania, m.in. na temat tego, jaka jest struktura wydatków obywateli. Poszukaj sobie ich raportów, ja nie mam zamiaru ułatwiać Ci zadania.
>To nie ma sensu...
>
>Walczą ze skutkami zjawiska, ale bez niego straciliby
>pracę, dlatego w ich interesie własnym leży "podsycanie"
>i wynajdowanie coraz to nowych "problemów".
Najwyraźniej mnie nie zrozumiałeś. Pracownicy socjalni nie walczą ze zjawiskiem, tylko z jego efektami! Patologie w rodzinie zapewne zawsze będą, ale oni mają na celu ochronę obywateli przed jej skutkami. Więc zawsze będą mieć pracę... przynajmniej dopóki innymi środkami nie usunie się źródeł patologii.
-
Tiwanick
>SzabloZębny napisał
>>Plemię też może być takim monopolem. A przedtem taki
>>monopol ustanawiały rody.
>
>Konkrety!
Biblioteka.
>"Wynurzeń", których nie potrafiłeś odeprzeć logicznie?
>PHi.
Miałem odpierać logicznie twierdzenie (z którego za chwilę sam się wycofałeś z podkulonym ogonem!) że nie ma czegoś takiego , jak przemoc rodzinna? Wybacz, ale to trochę poniżej mojej godności.
-
>Tiwanick napisał
>>SzabloZębny napisał
>
>>>Plemię też może być takim monopolem. A przedtem taki
>>>monopol ustanawiały rody.
>>
>>Konkrety!
>
>Biblioteka.
Stół! LOL To ma być argument?
>>"Wynurzeń", których nie potrafiłeś odeprzeć
>logicznie?
>>PHi.
>
>Miałem odpierać logicznie twierdzenie (z którego za
>chwilę sam się wycofałeś z podkulonym ogonem!)
>że nie
>ma czegoś takiego , jak przemoc rodzinna?
Wiesz dlaczego trudno się z Tobą dyskutuje? Bo na siłę próbujesz przekręcać wypowiedzi swoich rozmówców. Ale już nie chce mi się tłumaczyć. Poddaję się.
>Wybacz, ale to
>trochę poniżej mojej godności.
To Ty masz coś takiego w ogóle?
-
>Tiwanick napisał
>Uciekinierów? Chyba pomyliłeś Chiny z Koreą Północną.
To z Korei w ogóle można uciec? 0_0
>Z Chin wyjeżdżają głównie uchodźcy polityczni lub
>studenci chcący pobierać nauki na zagranicznych
>uniwersytetach...
Jak zwał, tak zwał. Wiadomo, że zwykłych obywateli nie puszczają, więc korzystniej jest zostać "studentem".
>Bo zawsze klepali i 30 lat szybkiego rozwoju nie mogło tego
>zmienić jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki? Tym
>niemniej ok. 300 milinonów ludzi już skorzystało na
>chińskim wzroście gospodarczym. 1/4 populacji - całkiem
>nieźle, jak na kraj jeszcze do niedawna lokujący się w
>3-cim świecie.
A byłeś tam kiedykolwiek? Skąd wiesz, że jest tam całkiem "nieźle"? Mówię Ci właśnie, że twoje cyferki tego Ci nie powiedzą, ale to wymagało by głębszego zastanowienia się nad monetarystycznymi metodami, czego nie chce mi się robić.
>>>Tu. Obecnie. Sprawdź sobie dane GUSu, jeśli nie
>>wierzysz.
>>
>>Jakie dane? Dotyczące jakiego okresu???
>
>GUS prowadzi permanentne badania, m.in. na temat tego, jaka
>jest struktura wydatków obywateli. Poszukaj sobie ich
>raportów, ja nie mam zamiaru ułatwiać Ci zadania.
Ale ja wciąż nie powiem, w jakim celu miałby to sprawdzać, bo nie wytłumaczyłeś mi, czemu wcześniej przywołałeś tamtego dane bez podania kontekstu czasowego.
.....
>Najwyraźniej mnie nie zrozumiałeś. Pracownicy socjalni
>nie walczą ze zjawiskiem, tylko z jego efektami!
Wcześniej pisałeś coś innego. Zresztą, w jaki sposób obala to, co ja napisałem? -
>Tiwanick napisał
>Phi. Nie w budżetówce, tylko w dużej zachodniej firmie.
>Pierwszy z brzegu przykład - na stanowisku jej rzecznika
>prasowego, człowiek z małego, prowincjonalnego miasta, bez
>magistra, ale z doświadczeniem w dziennikarstwie, zdobytym
>już po przyjeździe do Wawy.
A ja znam tysiąc innych osób, które znalazły pracę w sieci zagranicznych hipermarketów jako asystenci, kasjerzy, sprzątaczki etc.
Bo polskie prawo dawało przywileje zagranicznym korporacjom, ba, cała transformacja gospodarcza zwana "planem Balcerowicza" (wzorowana na planie Sachsa) miała na celu uczynienie Polaków tanią siłą roboczą.
>Inny przykład - kilkoro moich
>znajomych ze 'zwykłych' rodzin, którzy pracują jako
>tłumacze, zarabiając przy tym sporo ponad średnią
>krajową (a mają po 25-26 lat). Pracę zdobyli dzięki
>swoim kompetencjom.
Skąd wiesz? Wiadomo, że zawsze można powiedzieć, iż to dzięki moim naturalnym talentom, bo lepiej to brzmi aniżeli dlatego, że "miałam ładne nogi" lub "zrobiłam loda prezesowi".
Nie chce obrażać twoich znajomych, których nie znam, ale malo kto chwali sie tym, iz zdobyl prace dzieki szwagrowi lub innym "zdolnosciom". Osobiscie pracuje firmie, gdzie wiekszosc pracownikow (wylaczajac mnie) dostala posady przez konszakty rodzinne. A to maz, a to zona lub siostra albo chlopak mnie polecil. To taka dysgresja.
A do rzeczy.
Zagłębianie się w szczegóły całkowicie oddala nas od poruszanego problemu, którym jest - jakby to ująć - sztywność hierarchii społecznych wzmacniana przez regulacje i interwencje państwa. Podobnie jak w XIX wieku, choć może z mniejszym natężeniem ze względu na powiązanie system monetarnego - jako tako - z rynkiem oraz raczkującym dopiero systemem państwowej edukacji, którego głównym celem byla produkcja mało kreatywnej siły roboczej dla kapitalistów.
Otoz rynek polski po uwolnieniu - chwilowo - od ogromnego obciazenia, jakim byl peerelowski socjalizm, przezyl naturalny boom. W polaczeniu z otwarciem granic na zachod postep byl czyms nieuniknionym i logicznym. Ale z roku na roku, przybywalo ustaw i regulacji krepiujacych rynek coraz bardziej, co musialo zahamowac dalszy rozwoj ku "pelnemu dobrobytowi". Wiec o ile przecietny Polak moglby sobie pozwolic na wiecej niz "za realnego socjalizmu", o tyle wciaz nie byl powaznie awansowac w drabinie spolecznej. Choc zwiekszyla sie ilosc dobr, jakimi mogl dysponowac, to nie mogl i nie moze ze zwyklego robotnika najemnego lub podwykonawcy stac sie kierownikiem. Przynajmniej nie tak latwo, jak moglby gdybysmy mieli 'wymarzony' wolny rynek.
>przykładów? Proszę bardzo, kumpel spod Warszawy, w liceum
>zaczął zakładać internet w sąsiednich blokach. Dziś
>kończy drugi kierunek studiów i dobrze prosperuje
>finansowo. Inny kumpel, przykład może najbardziej
>radykalny - w podstawówce jeden z najgorszych uczniów,
>nikt mu nie dawał wielkich szans na sukces życiowy. Dziś
>jest właścicielem firmy produkującej na potrzeby firm
>meblarskich. Lista jego kontrahentów i rekomendacji jest
>naprawdę imponująca, radzi sobie świetnie.
Tak generalnie to czysty pijar, a nie realny dowod, ale to mniejsza.
"Swietne", "impunujaca".. :D
>Bo generalnie ścieżka od pucybuta do milionera to mit.
>Nawet w takich Stanach Zjednoczonych udawało się to
>nielicznym. W XIX-wiecznej Europie również.
Owszem. Tak jak postep obecnie. -
Tiwanick
>SzabloZębny napisał
>>Tiwanick napisał
>>Uciekinierów? Chyba pomyliłeś Chiny z Koreą
>Północną.
>
>To z Korei w ogóle można uciec? 0_0
Ćwierć miliona ludzi rocznie próbuje. Kilkudziesięciu tysiącom się udaje.
>Jak zwał, tak zwał. Wiadomo, że zwykłych obywateli nie
>puszczają, więc korzystniej jest zostać "studentem".
??? Ciekawa teoria. Zwłaszcza ciekawe jest to ,że większość z tych studentów później, po otrzymaniu dyplomów wraca do Chin, budować prosperity swego kraju.
>A byłeś tam kiedykolwiek? Skąd wiesz, że jest tam
>całkiem "nieźle"?
Lektura specjalistycznych raportów i sporej ilości statystyk, a także artykułów znawców Chin.
>Mówię Ci właśnie, że twoje cyferki
>tego Ci nie powiedzą, ale to wymagało by głębszego
>zastanowienia się nad monetarystycznymi metodami, czego nie
>chce mi się robić.
Obawiam się, że brak Ci wiedzy do jakiejkolwiek głebszej refleksji, skoro uważasz, że z Chin masowo uciekają ludzie.
>Ale ja wciąż nie powiem, w jakim celu miałby to
>sprawdzać, bo nie wytłumaczyłeś mi, czemu wcześniej
>przywołałeś tamtego dane bez podania kontekstu
>czasowego.
Kontekst czasowy nie ma wielkiego znaczenia, bo od wielu lat Polacy wydają ok. 30% swych zarobków na żywność.
>>Najwyraźniej mnie nie zrozumiałeś. Pracownicy socjalni
>>nie walczą ze zjawiskiem, tylko z jego efektami!
>
>Wcześniej pisałeś coś innego.
Cytat poproszę.
>Zresztą, w jaki sposób
>obala to, co ja napisałem?
Jeśli nie rozumiesz, to trudno.
Ale swoją drogą , Twoja logika jest naprawdę paradna. Pracownicy socjalni nie chcą zwalczać przemocy w rodzinie ,bo jak zwalczą (jakby było to możliwe) to stracą pracę. Równie dobrze można mówić, że policjantom nie opłaca się zwalczać przestępczości, bo jak zwalczą, to się ich zwolni. Lekarzom nie opłaca się leczyć, a strażakom gasić pożarów - bo jak wszystkie pogaszą, to wylecą na bruk. Zaczynasz powoli dostrzegać idiotyzm tej logiki?
-
Tiwanick
>SzabloZębny napisał
>A ja znam tysiąc innych osób, które znalazły pracę w
>sieci zagranicznych hipermarketów jako asystenci, kasjerzy,
>sprzątaczki etc.
Może dlatego, że generalnie sprzątaczek i kasjerów jest więcej niż rzeczników prasowych, więc oczywiste jest, że to nie jest kariera dla każdego?
>Bo polskie prawo dawało przywileje zagranicznym
>korporacjom, ba, cała transformacja gospodarcza zwana
>"planem Balcerowicza" (wzorowana na planie Sachsa) miała na
>celu uczynienie Polaków tanią siłą roboczą.
Ładna mi tania siła robocza - moi znajomi zarabiający wkrótce po studiach po 7 tysięcy złotych, czyli jeszcze niedawno równowartość 2 tysięcy euro - średniej płacy na Zachodzie...
>Skąd wiesz? Wiadomo, że zawsze można powiedzieć, iż to
>dzięki moim naturalnym talentom, bo lepiej to brzmi
>aniżeli dlatego, że "miałam ładne nogi" lub "zrobiłam
>loda prezesowi".
Bo znam moich kolegów i koleżanki trochę lepiej niż Ty. Więc Twoje insynuacje śmieszą mnie , zamiast irytować. Kolejne tłumaczenie nieudacznika, że koleżanka z pracy dostała awans , bo zrobiła loda prezesowi, a nie dlatego, że po prostu była lepsza. Zawsze można tak tłumaczyć własną nieudolność.
>Nie chce obrażać twoich znajomych, których nie znam, ale
>malo kto chwali sie tym, iz zdobyl prace dzieki szwagrowi
>lub innym "zdolnosciom".
No cóż - skoro faktycznie nie widzisz innych wariantów kariery, to współczuję. Przede wszystkim poziomu frustracji.
>Osobiscie pracuje firmie, gdzie
>wiekszosc pracownikow (wylaczajac mnie) dostala posady przez
>konszakty rodzinne. A to maz, a to zona lub siostra albo
>chlopak mnie polecil. To taka dysgresja.
No i co z tego? Też pracowałem nie raz i nie dwa z polecenia. Tyle,że nie był to żaden kontakt odziedziczony po rodzicach, tylko taki, który sam sobie wyrobiłem, więc jest moim osiągnięciem/kapitałem. Jeśli ktoś nie ma zdolności interpersonalnych, to nie zrobi kariery ani w Polsce, ani w Niemczech, ani w USA. Sorry, no bonus.
-
Tiwanick
>A do rzeczy.
>Zagłębianie się w szczegóły całkowicie oddala nas od
>poruszanego problemu, którym jest - jakby to ująć -
>sztywność hierarchii społecznych wzmacniana przez
>regulacje i interwencje państwa.
Ta sztywność jest znacznie mniejsza niż w innych krajach UE. U nas prawdziwe hierarchie wciąż jeszcze są w trakcie tworzenia, poza zawodami regulowanymi sporo wciąż można zdziałać, a i wewnątrz 'korporacji' da się zrobić co nieco, czego dowodem spora grupa moich znajomych, którzy mimo braku koneksji prawniczych dostali się na aplikacje adwokackie, radcowskie i notarialne.
>Podobnie jak w XIX wieku,
>choć może z mniejszym natężeniem ze względu na
>powiązanie system monetarnego - jako tako - z rynkiem oraz
>raczkującym dopiero systemem państwowej edukacji, którego
>głównym celem byla produkcja mało kreatywnej siły
>roboczej dla kapitalistów.
>Otoz rynek polski po uwolnieniu - chwilowo - od ogromnego
>obciazenia, jakim byl peerelowski socjalizm, przezyl
>naturalny boom. W polaczeniu z otwarciem granic na zachod
>postep byl czyms nieuniknionym i logicznym. Ale z roku na
>roku, przybywalo ustaw i regulacji krepiujacych rynek coraz
>bardziej, co musialo zahamowac dalszy rozwoj ku "pelnemu
>dobrobytowi". Wiec o ile przecietny Polak moglby sobie
>pozwolic na wiecej niz "za realnego socjalizmu", o tyle
>wciaz nie byl powaznie awansowac w drabinie spolecznej. Choc
>zwiekszyla sie ilosc dobr, jakimi mogl dysponowac, to nie
>mogl i nie moze ze zwyklego robotnika najemnego lub
>podwykonawcy stac sie kierownikiem. Przynajmniej nie tak
>latwo, jak moglby gdybysmy mieli 'wymarzony' wolny rynek.
O ile pamiętam tematem rozmowy była manifa i protest Młodzieży Wszechpolskiej. Więc pozwolisz,że nie będę się bawił w kolejne dygresje. Masz wyidealizowaną wizję wolnego rynku, a nie zauważasz,że w nim również ogromne znaczenie mają powiązania osobiste, rodzinne, które z biegiem lat stają się powiązaniami dziedzicznymi. Struktura będzie się usztywniać tak czy inaczej. Ale jak już powiedziałem, nie mam ochoty na dyskusję o tym, tym bardziej,że wciąż nie otrzymałem odpowiedzi na pytania, które zadałem na początku wątku, bo jego autor stchórzył przed debatą i uciekł z podkulonym ogonem.
-
>Tiwanick napisał
>Ale swoją drogą , Twoja logika jest naprawdę paradna.
>Pracownicy socjalni nie chcą zwalczać przemocy w rodzinie
>,bo jak zwalczą (jakby było to możliwe) to stracą
>pracę. Równie dobrze można mówić, że policjantom nie
>opłaca się zwalczać przestępczości, bo jak zwalczą, to
>się ich zwolni. Lekarzom nie opłaca się leczyć, a
>strażakom gasić pożarów - bo jak wszystkie pogaszą, to
>wylecą na bruk. Zaczynasz powoli dostrzegać idiotyzm tej
>logiki?
Taka jest smutna rzeczywistość, ale cieszę z jednego, że mimo, iż ignorowałeś oraz przeinaczałeś moje wypowiedzi, to jednak udało Ci się dojść do takiej prawdziwej konkluzji, od której już tylko jeden krok do anarchizmu lub libertarianizmu. Choć to jeden krok, nie oznacza, że łatwy i krótki. Wręcz przeciwnie, bo trzeba jeszcze przyjąć teorie prawa naturalnego, która z wyznawanym przez Ciebie prawem pozytywnym kłóci się na całej linii.
Ponieważ straciłem wątek poszczególnych kwestii oraz cierpliwość do powtarzania tego, co staram się klarownie wyjaśnić Ci, to nie widzę sensu kontynuowania tej nudnej dyskusji.
>Ale jak już powiedziałem, nie mam ochoty na dyskusję o tym,"
Sorry, ja bym powiedział, że nie masz po prostu wiedzy w tym temacie, ale nie chcę znowu rozgrzebywać tej kości niezgody. Sam też nie mam ochoty dalej ciągnąć tego epizodu.; )
> tym bardziej,że wciąż nie otrzymałem odpowiedzi na pytania, które zadałem na początku wątku, bo jego autor stchórzył przed debatą i uciekł z podkulonym ogonem.
Znając go pewnie w ogóle tutaj nie zajrzał. Przyszedł, żeby wkleić reklamę i "wsio"!
