Greenpeace [777]

Zapisz się
Dodaj kartkę Dodaj bana
Powód wlepienia kartki
Wybierz wątek docelowy z listy lub wpisz jego ID
  • Antoni

    Temat ciężki i zdecydowanie niewygodny, także dla zielonych... :-/
    Mnie ostatnio zastanowił artykuł prof. Elżanowskiego, opisujący ciemną stronę rolnictwa, czyli naszej nadmiernej konsumpcji mięsa...

    Jest tak: produkcja zwierzęca (czyli rzeźnie) jest jednym z najważniejszych producentów gazów cieplarnianych, przewyższając w tej materii nawet transport. Rzeźnie zuzywają coraz bardziej deficytową wodę, będąc też największym wód trucicielem (odchody, antybiotyki, hormony, chemikalia).
    "Produkcja zwierzęca wykorzystuje 70% terenów rolniczych i 30% powierchni lądów naszej planety.". Z jej powodu wycina się lasy, co ma fatalne skutki dla bioróżnorodności.

    Idealnie dla Ziemii byłoby, gdyby ludzkość przeszła na wegetarianizm. To prawdopodobnie nieprędko będzie możliwe. Najdziwniejsze jednak jest to, że nawet apel "jedzmy mniej mięsa" wydaje się "przesadny". Tymczasem, ludzkość nigdy nie pochłaniała mięsa tyle co obecnie - nie jest to ani zdrowe, ani ekologiczne. Po prostu nas na to nie stać i prędzej czy później gorzko za to zapłacimy (póki co, płacą za to państwa trzeciego świata).

    "Niewygodna prawda" to tytuł książki oraz filmu Al'a Gore'a o katastrofalnych skutkach globalnego ocieplenia. Prof. Elżanowski zapytał go - podczas jego ostatniej wizyty w Polsce - o komentarz do raportu FAQ w kwestii rzeźni jako pierwszoplanowego czynnika ocieplenia i dewastacji biosfery. Al Gore odpowiedział, że "po pierwsze sam się wychował w gospodarstwie hodującym bydło, a po drugie ten temat jest nie do przejścia dla opinii publicznej."

    "Najwyraźniej skutki produkcji zwierzęcej to najbardziej niewygodna prawda nawet dla wielu ekologów".
  • Ola Poncyliusz

    To rzezywiście jest straszne, ale nie da sie tak popostu od uczyć społeczeństwa jedzenia mięsa ! Myślę, że to bedzie jeszcze, musiało dużo czasu upłynąć zanim ludzie przejrzą na oczy.
  • Anonim

    Rozumiem że miało mnie to poruszyć i skruszyć serce zatwardziałego mięsożercy; )

    Pragnę zwrócić uwagę na kilka nieścisłości.

    01. Pregnę zauważyć fakt że w wypadku rezygnacji z chowu zwierząt musielibyśmy przeznaczyć dodatkowe połacie ziemi na uprawy, kto wie ile tej bezcennej wody musiałoby nawadniać plantacje półpustynne czy stepowe?
    Pojawia się zagrożenie kolejnymi katastrofami na poziomie morza aralskiego.


    02. Hodowla zwierząt to nie tylko mięso ale i inne wyroby używane w przemyśle - nabiał, skóra, kleje, futra.
    Rezygnacja z produkcji tych surowców równałaby się z zwiększeniu zużycia ropy naftowej - podczas gdy już dziś osiągamy Peak Oil - szczyt możliwości jej wydobycia.

    03. Bez hodowli zwierząt nie byłoby bardzo rozpowszechnionego naturalnego nawozu.
    Brak nawozów naturalnych prędzej czy później doprowadziłby do kryzysu żywnościowego, ponieważ większość krajów średnio i słabo rozwiniętych właśnie na nich opiera uprawy - nie stać ich na inwestycje w nawozy sztuczne - których, to na marginesie, produkcja pochłania duże ilości energii i surowców jak również podobnie do nawozów zwierzęcych przyczynia się do zakwaszania gleby. Biorąc pod uwagę że wraz ze spadkiem ilości nawozu naturalnego rosłoby zapotrzebowanie ogólnie na nawóz - patrz punkt pierwszy - można jasno stwierdzić ile razy wzrosłoby zapotrzebowanie na kopalniane fosforyty, których wydobycie pochłaniałoby kolejną drogocenną wodę i energię - że o truciu środowiska fosforytami nie wspomnę...

    04. Jeżeli mowa o gazach cieplarnianych to pragnę zwrócić uwagę że półpustynne i stepowe uprawy odprowadząłyby do atmosfery ogromne ilości pary wodnej, jednego z podstawowych gazów cieplarnianych.

    05. Mówisz że ludzkość - rozumiem to w skali masowej - nigdy nie pochłaniała mięsa tyle co obecnie. Pragnę zauważyć że na świecie rośnie ludzka populacja więc naturalnym jest że wraz z jej wzrostem rośnie konsumpcja nie tylko żywności - każdej jej odmiany - ale również innych dóbr materialnych. Dobija nas przeludnienie; )

    06. Ostatni czynnik przeciwko przerzucaniu się na uprawy to zmiany klimatyczne z którymi mamy ostatnio do czynienia. Wahania temperatur, powodzie, susze, gradobicia - generalnie cały proces cieplarniany - powoduje że rosną problemy z samą uprawą roślin. Zwierzęta - zwłaszcza mniej wymagające jak wielbłądy, lamy, kozy owce czy świnie, nawet krowy - są w stanie łatwiej przystosować się do zmian klimatycznych niż rośliny.
  • M

    Nie jestem zbyt mądry jak i nie mam czasu, ale pragnę zauważyc co do punktów

    01 że nie trzeba by było dodatkowych ziemi uprawnych. Dlaczego? Ponieważ same zwierzęta hodowlane zjadają mnóstwo roślinności. Gdyby było tych zwierząt mniej i wykorzystywałoby się ziemię na któej choduje się paszę dla nich na uprawę roślinności innego typu sprawa by się rozwiązała.

    02 Skóra i futra są w tej chwili jedynie zachcianką ludzką bo i bez zużycia zarówno ropu jak i życia zwierzęcia możemy się dobrze i ciepło ubrac. Nabiał może byc zastąpiony przez produkty roślinne, ale jak było powiedziane, świadomośc ludzi współczesnych nie dopuszcza do siebie zaprzestania jedzenia mięsiwa. Bo dla samego nabiału zwierzęcia się nie zabija w rzeźni, bo o tym był filmik jeśli dobrze amiętam. O klejach sie nie wypowiadam bo się nie znam :P

    03 Nikt nie każe od razu zaprzestania całkowitej hodowli zwierząt...

    04 Para wodna jest odprowadzana zawsze i wszędzie. Fakt że na pustyni czy stepach bardziej ale ona zawsze do na wraca.

    05 Chodzi raczej o spożywanie na osobę, a nie na grupę. Zwłaszcza w Polsce osobiście to zauważam. To taka pozostałośc po czasach prl kiedy mięso było towarem luksusowym, przynajmniej w przypadku straszych, młodsi po prostu przejęli zwyczj nadmiernej konsumpcji miesa.

    06 To mocny punkt Twoich argumentów; ) Jednak trzeba pamiętac że złowiek potrafi. Gradobicia i tym podobne były zawsze, a jednak gatunek przetrwał i to nie tylko nasz :)
  • Anonim

    >Ponieważ same zwierzęta hodowlane zjadają mnóstwo roślinności.
    dyby było tych zwierząt mniej i wykorzystywałoby się ziemię na któej choduje się paszę dla nich na uprawę roślinności innego typu sprawa by się rozwiązała.


    Nie do końca.
    W Polsce większość paszy dla zwierząt (trawy przerabianej potem na koiszonkę, tudzież siano) pozyskuje sie z nadrzecznych łąk. Pomimo że jest tam dobra gleba to nie sposób nic uprawiać ponieważ są przynajmnej raz w roku zalewane - totalne zniszczenie zbiorów.
    W takich USA gdzie z kolei zwierzęta chowa się w rejonach z deficytem wody (na prerii) posadzenie upraw wiąże się z ogromnymi nakładami nawadniającymi i koszmarną ilością zużywanej energii i samej H2O.

    >Skóra i futra są w tej chwili jedynie zachcianką ludzką bo i bez zużycia zarówno ropu jak i życia zwierzęcia możemy się dobrze i ciepło ubrac.

    Widzisz ze skóry robi się różne rzeczy, nie tylko kurtki czy płaszcze.
    Większość zimowego obuwia produkuje się ze skóry.
    Co do wygody to różnie bywa, ale generalnie tworzywa sztuczne (w wypadku obuwia) właściwościami sporo ustępują skórze.
    Jeżeli mowa o tworzywach sztucznych to niemal cała nowoczesna technologia oddychających ubrań pochodzi z przetworów ropopochodnych.


    >Nikt nie każe od razu zaprzestania całkowitej hodowli zwierząt

    Nie do końca rozumiem po co je chodować jeżeli ich przydatność spożywczo - przemysłowa byłaby zerowa.

    >Para wodna jest odprowadzana zawsze i wszędzie. Fakt że na pustyni czy stepach bardziej ale ona zawsze do na wraca.

    Owszem jest to bilans zamknięty ale widzisz skąś ta woda musi na pustynię trafić (stepowienie i pustynnienie to objawy niedoboru wody) - najpewniej zostać doprowadzona.
    Na terenach stepowych i pustynnych jest ogromne parowanie a jednocześnie woda jest wchłaniana przez ziemię, co powoduje że na takiej np prerii (USA) uprawa czegokolwiek jest strasznie energo i surowcochłonna.
    Przykładem nawadniania terenów półpustynnych jest wspomniane przeze mnie Morze Aralskie, które zanikło tylko dlatego że jakiś kretyn z ZSRR stwierdził że na półpustyni można uprawiać bawełnę (doprowadził do katastrofy ekologicznej na ogromną skalę).

    >Chodzi raczej o spożywanie na osobę, a nie na grupę. Zwłaszcza w Polsce osobiście to zauważam. To taka pozostałośc po czasach prl kiedy mięso było towarem luksusowym, przynajmniej w przypadku straszych, młodsi po prostu przejęli zwyczj nadmiernej konsumpcji miesa.

    Z wypowiedzi poprzednika wnioskuję że chodzi raczej o całość (użył sfpormuowania ludzkość).
    To że ludzie gospodarują żywnością nieracjonalnie to inna sprawa i nie mówię wyłącznie o mięsie.


    >To mocny punkt Twoich argumentów; ) Jednak trzeba pamiętac że złowiek potrafi. Gradobicia i tym podobne były zawsze, a jednak gatunek przetrwał i to nie tylko nasz :)

    Ależ ja nie mówię że człowiek tego nie przeżyje. Po prostu stwierdziłem fakt że przestrzenie uprawne są bardzIej niż zwierzęta narażone na zniszczenia związane z anomaliami klimatycznymi.
  • Anonim

    Hiryu, coś dla Ciebie:
    http://www.przekroj.pl/cywilizacja_...
  • sosnowiczanin

    ale przecież o tym mówi podstawowa ekologia, piramida biomas
    żeby uzyskać kilko mięsa trzeba poświęcić x więcej wody niż wyprodukowanie ileś tam pszenicy.

    przecież, poza weganami mało kto mówi o zaprzestaniu jedzenia mięsa,
    ba, niechęć do mięsa może świadczyć o niedoczynności woreczka żółciowego. chodzi o nadmierna konsumpcję -
    mięso je sie cały tydzien, teraz nawet w wigilię.
    wycina się lasy amazońskie właśnie na hamburgery dla amerykanów

    to paranoja, nigdy w historii ludzkości tak nie było !
    to mocno niezdrowe po prostu.
  • Antoni

    >sosnowiczanin napisał
    >ale przecież o tym mówi podstawowa ekologia, piramida
    >biomas
    >żeby uzyskać kilko mięsa trzeba poświęcić x więcej
    >wody niż wyprodukowanie ileś tam pszenicy.
    >
    >przecież, poza weganami mało kto mówi o zaprzestaniu
    >jedzenia mięsa,
    >ba, niechęć do mięsa może świadczyć o niedoczynności
    >woreczka żółciowego. chodzi o nadmierna konsumpcję -
    >mięso je sie cały tydzien, teraz nawet w wigilię.
    >wycina się lasy amazońskie właśnie na hamburgery dla
    >amerykanów
    >
    >to paranoja, nigdy w historii ludzkości tak nie było !
    >to mocno niezdrowe po prostu.

    Amen
  • Miki

    Niedoczynności woreczka żółciowego?; )
  • Antoni

    >Miki napisał
    >Niedoczynności woreczka żółciowego?; )

    kurde, nie zauważyłem tego - dżizas, to chyba jakiś żart?
  • sosnowiczanin

    za: Dziennik (niebieski) sprzed kilku dni, było kilka artykułów o dietach.
    też mnie zaciekawiło. żeby było jeszcze śmieszniej, zalecane jest wtedy właśnie zjedzenie słoniny :)

  • Anonim

    >to paranoja, nigdy w historii ludzkości tak nie było !
    to mocno niezdrowe po prostu.

    Tego nie możesz powiedzieć bo nie posiadasz żadnych realnych danych cy 10 tys. lat temu nie jedzono więcej mięsa niż obecnie ( w przeliczeniu kg/ osobnik rzecz jasna)...

    Dag.
    Fajnie że wkleiłaś artykuł, z tym tylko że jest strasznie tendencyjny...
    Kolejno:

    Choroby - Twierdzenie że gdyby nie hodowano zwierząt to nie byłoby chorób jest bzdurą. Jeżeli nie od domowych to zarazilibyśmy się od zwierząt dzikich, może trochę później ale jednak, po prostu bakterie zmutowały szukając nowych żywicieli.
    Prędzej czy później napewno kogoś by dziabnął malaryczny komar, czy użarła roznosząca jakiś badziew pchła z przydomowego śmietnika - na którym de facto mogłaby się dopasać jakaś dzika świnia - mało prawdopodobne? na moim osiedlu non stop oganiamy się od roznoszących kleszcze stad dzików...

    Gigantyczne ilości odchodów rozkładają się i fermentują, wydzielając dwutlenek węgla i metan - Jak wszystko co jest organiczne. Pragnę zauważyć że większość z wyprodukowanych odchodów jest pochodzenia roślinnego - o tym nie wiedzieć czemu nie wspomniał autor artykułu.
  • Anonim


    Fermy wyrzucają do środowiska tony padliny - A czy istnieją realne działania mające na celu ograniczenie procederu? Ciekawe dlaczego autor nie wspomina o zakładach produkujących nawozy sztuczne, pompujących nieoczyszczone ścieki do rzek? Że nie ma to związku ze sprawą? Jak nie ma, jeżeli zarzucamy komuś trucicielstwo powinniśmy sobie patrzeć na ręce.

    >Jak sobie z tym poradzić? Dietetycy radzą, by zmniejszyć ilość mięsa w jadłospisie. Może to nam nawet wyjść na zdrowie. – Propagujemy półwegetarianizm – mówi „Przekrojowi” doktor Agnieszka Jarosz z Instytutu Żywności i Żywienia w Warszawie. – W takim systemie mięso jemy co drugi dzień. W pozostałe dni zapotrzebowanie na pełnowartościowe białko zaspokajamy, dodając do posiłków ryby i rośliny strączkowe.


    To mnie rozśmieszyło, rozumiem że wg pani Jarosz ryba nie jest mięsem...
    Chciałbym też wspomnieć że organizm ludzki przy trawieniu roślin strączkowych również produkuje dużo metanu; )


    >ale przecież o tym mówi podstawowa ekologia, piramida biomas
    żeby uzyskać kilko mięsa trzeba poświęcić x więcej wody niż wyprodukowanie ileś tam pszenicy.

    Teoretycznie... owszem.
    W praktyce wszystko zależne jest od warunków naturalnych w których zamierzasz to osiągnąć - jakość gleby, warunki atmosferyczne i hydrosferyczne.
    Rozwój rolnictwa w rejonie Jeziora Czad doprowadził do katastrofy ekologicznej.
    Ok. 1/3 dużych rzek na świecie nie dociera do swojego ujścia, ponieważ wody są wykorzystywane do zmiany pastwisk w pola uprawne. Taka sytuacja występuje między innymi w Izraelu, gdzie wody Jordanu skierowano do nawadniania powstałych na dawnych półpustynnych pastwiskach pól uprawnych (w ciągu 40 lat Morze Martwe zmalało o ok. 30%, maleje nadal bo zamiast 1,3 mld m3 wody rocznie Jordan dostarcza obecnie niecałe 400 mln), innym miejscem są republiki byłego ZSSR -Uzbekistan, Turkmenistan, Kazachstan, Kirgistan i Tadżykistan, które przechodząc z chowu zwierząt pasterskich na uprawę rolną (wbrew pozorom nie tylko bawełny) zatrzymały całkowicie nurty Amu-darii i Syr-darii, doprowadzając do zaniku w ciągu zaledwie 4 dekad przeszło 75% morza aralskiego.
    Najgorsze jest jednak to że wraz z takim działaniem powoduje się pustynnienie wielkich połaci lądu, czyniąc je niedostępnymi tak dla uprawy, jak i chodowli.


    >>wycina się lasy amazońskie właśnie na hamburgery dla amerykanów

    Tu się przyjacielu mylisz.
    Tysiące hektarów lasów równikowych giną nie z powodu hamburgerów, lecz z powodu używania nawozów sztucznych i globalnej rabunkowej polityki.
    Miałem okazję oglądać niedawno pewien program mówiący o sytuacji rolniczej w tamtym regionie.
    W latach '80 - '90 panowała w Ameryce Południowej dzika gorączka związana z użyciem nawozów sztucznych, które zaczęto masowo stosować na wzór farmerów amerykańskiej prerii.
    Okazało się że korzystając z nich można było 10 krotnie zwiększyć plony, rezygnując z nawożenia naturalnego.
    Doprowadziło to do rabunkowej polityki rolnej - zaprzestano stosowania nawozów naturalnych i całkowicie przerzucono się na sztuczne.
    Przez kilka lat plony były wspaniałe a ludzie szczęśliwi, później jednak dała o sobie znać druga strona medalu.
    Nawozy sztuczne owszem wypełniały ziemię solami mineralnymi, nie dawały jednak żadnych substancji odżywczych - które nota bene występują w zwierzęcych odchodach - o ile w wypadku prerii gdzie występuje bardzo bogata w pruchnicę gleba, dziesieć lat totalnej eksploatacji jest niczym, o tyle na ubogich glebach doprowadziło to do katastrofy ekologicznej - całkowitego wyjałowienia gleb.
    Cytat: " Nie ważne ile nawozów pompowaliśmy na pola, zbiory były gorsze niż kiedykolwiek".
    Właśnie z powodu użytkowania nawozów sztucznych, wyjałowienia gleb i dalszej typowo amerykańskiej rabunkowej polityki rolnej wycina się kolejne połacie dżungli, co zważywszy bardzo niską ilość pruchnicy w tamtym regionie jest drogą do nikąd.

  • sosnowiczanin

    no jednak spożycie mięsa jest zmienne

    http://www.animalfreedom.org/pics/g...

    od tak z pierwszych wyników ...

    // Teoretycznie... owszem.
    W praktyce wszystko zależne jest od warunków naturalnych w których zamierzasz to osiągnąć - jakość gleby, warunki atmosferyczne i hydrosferyczne.


    // W latach '80 - '90 panowała w Ameryce Południowej dzika gorączka związana z użyciem nawozów sztucznych, które zaczęto masowo stosować na wzór farmerów amerykańskiej prerii.

    co to były za uprawy dokładnie ? bo ty wrzucasz do jednego wora
    biomasę roślinną, zapominając że jest ona różna
    -część idzie na spożycie przez ludzi, część to pasza,
    a część to np. bawełna.
  • X/Apis

    Równie straszny jest widok atakowanych przez drapieżników roslinożerców w filmach przyrodniczych, gdzie giną matki, dzieci, słabe osobniki...
    Człowiek jest wszystkożerny, taka natura.
    Natomiast zgodzę, się, że stał się bezlitosny.
    Brak naturalnego wroga(sam dla siebie chyba nim jest) sprawia iż staje się człowiek bezwzględny.
    Rozumiem, że się coś je z głodu, lecz ludzie wkrajach "cywilizowanych" jedzą więcej niż potrzebuje ich organizm.
    To konsumpcja na dużą skalę sprawia iż patrzy się na ilosć a nie jakość.
    Szkoda mi zwierząt, szkoda mi też tych zwierząt, które mająć rodzinę giną w paszczy lwa czy tygrysa.
    Ale zaraz, tygrys jest gatunkiem zagrozonym, nie to co cżłowiek.
    Rośliożerna matka walczy o ocalenie dziecka a tygrys o przetrwanie gatunku.
    W sumie to wszystkich żal.
    Ludzie się tak rozpędzili, ze nie potrafią spowolnić.
    Jak już zabijają to na maksa,gdyz konsumpcja też jest duzą.
    Dotyczy to nie tylko jedzenia.
    To wszystko wplywa negatywnie na środowisko.
    Rośliny też podobno cierpią.
    W sumie to wiele gatunków ma na planecie przechlapane.
    Czasami zastanawiam się czy nie żyć samą wodą, ale jest jeszcze plankton.
    Trawiony przez kwasy żołądkowe być moze też cierpi?
    Jak ja byłem gryziony przez psy to żaden z nch nie myślał o tym, że cierpię.
    Może ludzie powinni się przezucić ze świń na psy?
    Hodują je w zastraszającej ilości, mam wręcz fobię, i tak cieprią w miesice i tak, porzucane, nieraz kopane przez idiotów.
    Też cierpią i jakoś nikt nie mysli o tym, że miasto to nie jest miejsce dla nich(nie ma gdzie biegać, zestresownii ludzie, którymi żadzi czas, bandy potrafiące przeniesć swą frustrację poprzez krzywdzenie zwierząt i innych ludzi).
    Nimi prawie nikt się nie przejmuje.
    Zwierzęta zestresowane to i spokojnego człowieka zaatakują(wiem, gdyż nie zawsze miałem fobię).
    Tak na prawdę to na Ziemi wszysy cierpią.
    Antoni, idalnie dla Ziemi byłoby, gdyby ludzkość przestała istnieć.
    Wegetarianizm?
    Przez globalne ocieplenie zabraknie lodowców zasilających rzeki, może zniknąć nawet Mekong i Brahmaputra, czym będziesz podlewał więc te rośliny?
  • sosnowiczanin

    jest tak jak mówisz.

    wszyscy cierpią, wykrwawiają się w chorobach zwanych nienawiścią, głodem, głupocie, zazdrości, dumie lub przebywają w przyjemnościach które przemijają.

    dlatego coraz bardziej odsuwam się od bezpośrednich środków poprawy tej sytuacji i wybieram te niefizyczne, nieuwikłane w błąd,
    jakim jest zły pogląd, blokujący mądrość.
  • Anonim

    >Rankor napisał
    >Równie straszny jest widok atakowanych przez drapieżników
    >roslinożerców w filmach przyrodniczych, gdzie giną matki,
    >dzieci, słabe osobniki...
    >Człowiek jest wszystkożerny, taka natura.
    >Natomiast zgodzę, się, że stał się bezlitosny.
    >Brak naturalnego wroga(sam dla siebie chyba nim jest)
    >sprawia iż staje się człowiek bezwzględny.
    >Rozumiem, że się coś je z głodu, lecz ludzie wkrajach
    >"cywilizowanych" jedzą więcej niż potrzebuje ich
    >organizm.
    >To konsumpcja na dużą skalę sprawia iż patrzy się na
    >ilosć a nie jakość.
    >Szkoda mi zwierząt, szkoda mi też tych zwierząt, które
    >mająć rodzinę giną w paszczy lwa czy tygrysa.
    >Ale zaraz, tygrys jest gatunkiem zagrozonym, nie to co
    >cżłowiek.
    >Rośliożerna matka walczy o ocalenie dziecka a tygrys o
    >przetrwanie gatunku.
    >W sumie to wszystkich żal.
    >Ludzie się tak rozpędzili, ze nie potrafią spowolnić.
    >Jak już zabijają to na maksa,gdyz konsumpcja też jest
    >duzą.
    >Dotyczy to nie tylko jedzenia.
    >To wszystko wplywa negatywnie na środowisko.
    >Rośliny też podobno cierpią.
    >W sumie to wiele gatunków ma na planecie przechlapane.
    >Czasami zastanawiam się czy nie żyć samą wodą, ale jest
    >jeszcze plankton.
    >Trawiony przez kwasy żołądkowe być moze też cierpi?
    >Jak ja byłem gryziony przez psy to żaden z nch nie
    >myślał o tym, że cierpię.
    >Może ludzie powinni się przezucić ze świń na psy?
    >Hodują je w zastraszającej ilości, mam wręcz fobię, i
    >tak cieprią w miesice i tak, porzucane, nieraz kopane
    >przez idiotów.
    >Też cierpią i jakoś nikt nie mysli o tym, że miasto to
    >nie jest miejsce dla nich(nie ma gdzie biegać, zestresownii
    >ludzie, którymi żadzi czas, bandy potrafiące przeniesć
    >swą frustrację poprzez krzywdzenie zwierząt i innych
    >ludzi).
    >Nimi prawie nikt się nie przejmuje.
    >Zwierzęta zestresowane to i spokojnego człowieka
    >zaatakują(wiem, gdyż nie zawsze miałem fobię).
    >Tak na prawdę to na Ziemi wszysy cierpią.
    >Antoni, idalnie dla Ziemi byłoby, gdyby ludzkość
    >przestała istnieć.
    >Wegetarianizm?
    >Przez globalne ocieplenie zabraknie lodowców zasilających
    >rzeki, może zniknąć nawet Mekong i Brahmaputra, czym
    >będziesz podlewał więc te rośliny?

    mysle ze jest tu sporo prawdy. Na zabijanie,,ślicznej foczki,, przez niedzwiedzia czy jakis inny przyklad patrze w sposob naturalny... Porostu jest to prawem natury i ten niedzwiedz rowniez musi przezyc... A człowiek to wogole nie ma sumienia. To wlasnie przez niego te foczki i niedzwiedzie nie beda mialy w przyszlosci warunkow do zycia...i to mnie martwi. Niby ochrona środowiska jest tak ostatnio ,,modna,, ale cos to czarno widze...
  • X/Apis

    Hmm, teraz nawet by móc uratować środowisko na większą skalę niż nie przyjmując toreb foliowych należy wpierw zarobić.
    Oczywiście zakładając maksymalnie ekologiczną firmę.
    Ostatno czytałem, ż ebudynki w Japonii mają własne zasilanie poprzez połączenie baterii słonecznych i turbin wiatrowych.
    Sądzę, że należy dawać przykład.
    Ponieważ jakoś czasami ludzie lubią mnie naśladować(raz przyniosłem pewne czasopismo do szkoły, potem czytała je cała szkoła) to staram się być żywym przykładem.
    Wiem, ż eto na razie za mało, lecz jak znajdę pracę...
    Fakt, ż eniektóre nowości są strasznie drogie.
    Znalazłem papieros, który nie szkodzi osobom w pobliżu palacza i nie zawiera substancji smolistych, tylko nikotynę a zamiast dyymu para wodna.
    Są wkłady do tego papierosa.
    Papieros kosztuje ok. 200 zł, lecz jest wieloktrotnego użytku.
    Ma wkłady.
    Jeden wkład zastępuje paczkę 20 papierosów.
    Tylko, że paczka normalnych kosztuje ok.6-7 zł a wkładu 20 zł.
    Ten papieros pomaga rzucić nałóg.
    Potem można zastąpic wkłady nikotynowe, wkładami o jakimś fajnym smaku.
    Na koniec człowiek może stwierdzić, ż eniewiele się to różni od jedzenia.
    I tu kolejny problem, otyłośc i nadmierne przejadanie się.
    Ja nie mam tendencji do tycia, lecz wiele osób jednak ma.
    Samochody.
    Znalazłem kapitalny samochód terenowy na prąd.
    Na jednym zasileniu przejedzie ok. 300 km.
    Jeździ nie gorzej od spalinowego potwora.
    Uważam, że prąd łatrwiej pozyskać ze źródeł odnawialnych niż eksploatowac drożejąca ropę niszczącą dodatkowo środowisko.
    Duże zużycie prądu jest negatywne dla środowiska z powodu elektrowni węglowych, atomowe sa zagrożeniem z powodu ludzi.
    W Czarnobylu to była wyłącznie wina personelu a nie sam fakt wybudowania.
    Odnawialne źródła nie grożą wybuchem, nie można ich tez wykorzystac jako przykrywki do wybudowania broni jądrowej.
    Od kiedy zacznę pracować, PCet będzie sporadycznie uruchamiany.
    Kupię sobie Macbooka, 60 Wat pobiera z gniazdka.
    Ale...
    Tyle mogę sam wykombinowac z baterii słonecznych.
    Sam komputer na swoich bateriach chodzi ok. 5 godzin.
    Bateria bateriii nie równa.
    Teraz sa takie bardziej okrągłe co zbierają więcej światła nawet podczas pochmurnego nieba.
    Taka baterię mógłbym postawic na balkonie od strony wschodniej.
    Tu słońce dłużej operuje.
    Dam znać co z tego wynikło.
    Taki MAcBook ma większa moc od mojego PCta, gdzie dwie nagrywarki to już 60 Wat! Czyli tyle co pobiera MacBook ze swoją nagrywarką DVD i potężniejszą konfiguracjąod mojego PC.
    Inwestujcie w miniaturyzację.
    Im mniej węgla w elektrowni będzie się palić tym lepiej.
    ściany przy oknach też można pokryć bateriami.
    I co może administracja?
    Nic.
    Moja lampka zużywa 5 wat.
    Najgorzej ze sprzętem audio.
    Znaczy się im głośniej słuchacie muzyki tym większy pobór prądu, maks. tyle ile wyciągaja głośniki plus wzmacniacz w wieży.
    Ciche słuchanie muzyki dobrze wpływa na słuch.
    Dużo też zalezy od jakości głośników.
    Mam słuychawki takie, że nawet na minimalnym kanale dają głośność wystarczającą. Nie wiem na czym to polega, lecz wzmacniacz w mp3ójce nie jest wykrzysttywany na maksa a jednak.
    Chyba lepiej zamienić głośniki na słuchawki.
    A że sąsiedzi nie będa słyszeć.
    A co jak sa imprezy albo dyskoteki w klubach?
    Jakość głośników może sprawić, że trzeba będzie mniej mocy, no i czy wszyscy muszą ogłuchnąć? Podobno głośne słuchanie muzyki przez słuchawki w mp3ójkach uszkadza słuch.
    Dlatego ludzi esłuchaja przeważnie głośno, gdyż ulica jest głośna.
    Podobno na ulicy jest ok. 80 dB, powyżej ej granicy można ogłuchnąć. Niwech wycisza ulicę, to i ludzi eściszą swe mp3óki.
    Sądzę, że i zwierzętom domowym tez by się to spodobało.
    iPody w Euroopie mają ograniczoną głośność by nie uszkodzić sobie słuchu a moje słuchawki i tak trochę podnoszą tą granicę.
    Wracając do jedzenia...umiar jest zawsze wskazany, ludzie i psy nie mają naturalnych wrogów i tak zachwiana jest równowaga.
  • Anonim

    haha faktycznie dobry dajesz przykład:D a co do otyłości papierosow i innych tego typu rzeczy to są to już choroby cywilizacyjne...ale zawsze mozna cos zmienic...oby na lepsze