-
Boom
1. Duża przewaga militarna, technologiczna, taktyczna Niemiec
2. Bardzo długie granice do obrony
3. Brak warunków naturalnych sprzyjających obronie (ukształtowanie terenu)
4. Nadmierne rozciągnięcie linii obrony
5. Bierność sojuszników
6. Nóż w plecy - interwencja ZSRR
7. Dywersja i sabotaż wprowadzające chaos na polskich tyłach
-
reluctant worker
Havelock napisał: gdyby Anglikom rzeczywiście zależało na powstaniu ww granicy, to nie dawaliby gwarancji i nie inwestowali w skazane na upadek państwo.
Chyba że gwarancje zostały nam udzielone własnie po to zeby nas uwikłać w wojnę z Niemcami. -
Havelock Ventinari
Kiedy Anglicy dawali gwarancje nasi byli już od dawna zdecydowani na wojnę... -
reluctant worker
1. nawet jesli tak było to nie przeczy to moim supozycjom.
2. A co do tego zdecydowania. To że nasi kilkakrotnie odrzucali propozycje dyplomacji faszystowskiej to nie znaczy że byli zdecydowani na wojnę. Ja bym rqaczej pwoiedział że prowadzili politykę odwlekania decyzji. Dopierop po gwarancjach rządu JKM Beck zdecydował się poruszyć sprawę korytarza i niemieckich żądań w sejmie.. A jego przemówienie, z którego wszyscy pamietamy naogół tylko lapsus o honorze, wcale nie było tak jednoznaczne jak próbują to wmówić niektórzy. Była to raczej próba nowego otwarcia, na lepszych warunkach, w rokowaniach z adolfem.
3. No chyba że przyjąć że II wojna wybuchła z powodu slepej antypolskiej furii hitlera. -
-
Anonim
Wezmy pod uwage nowoczesny sposob prowadzenia wojny przez Hitlera a takze fakt, ze po 17 wrzesnia nie bylo sie juz gdzie cofac, jako ze noz w plecy wbili nam Sowieci. Plan zakladal obrone przez dwa tygodnie, do tego czasu mieli 'wejsc' Anglicy i 'Francuzi'. Mysmy przetrzymali do 5 pazdziernika (bitwa pod Kockiem), walczac z dwiema armiami, z ktorych kazda byla w stanie nas pokonac. Temat oczywiscie wymaga glossy, ale ja bym nie deprecjonwal polskiego oporu we wrzesniu. -
Anonim
moim zdaniem , chodzi o polityke , polityke i jeszcze raz polityke!
jestesm , pewien i chyba każdy przyzna , ze gdyby nie wywiad RP, i błędna polityka zagraniczna , udałoby się nam obronić przed III Rzeszą... -
Michał
Stary nic by to nie dało.Wywiad akurat ustalił dokładny plan wojny,mało tego rozpoznał 80% jednostek niemieckich nad granicą i główne środki uderzenia. -
Włądysław IV Waza
Polska we IX 1939 nie miała prawie zadnych szans na odparcie najazdu (sojusz z Francjia i Angliia był tylko na papieze sojusznicy nie byli do wojny przygotowani ani chetni co zreszta widac po ich reakcji) Gospodarka Niemiec od momentu dojscia do włądzy Hitlera przestawiana była przedewszystkim na zbrojenia i budowe autostrad (tego niemca mozemy pozazdrosciic :) ). Polska gospodarka dopiero co otrzasneła sie z wielkiego kryzysu. Pozstym mielismy potezna armie (piata w swiecie) tylko jak kazdy noramlny kraj myslelismy o rozbudowie infrastruktury fabryk a nie o budowie nowoczesnych czołgów i samolotów. Ale niestety Polska miała to ,,szczescue" ze w Histori potrafiła znalesc sie miedzy młotem a kowadłem. pozdrawiam -
imie nazwisko
Ehh wszystko do dupy...
Nawet ten watek umarl 6 lata temu.... Wiec sie rozpisze :)
Panowie, byloby mozliwe, aby skutecznie bronic sie i nawet przepedzic wroga przynajmniej na jednej lini frontu (np.: armia lodz i poznan)
Niestety idee wyniesione z 1 wojny swiatowej z doswiadczeniami lat 20-tych nadaly ton jaki przyjela obrona terytorialna Rzeczypospolitej przez Wojsko Polskie i sztab generalny zarowno tak jak miedzynarodowa umowa i gwarancja wspolpracy militarnej wplynely na koncowy wynik.
A minaowice okopac sie, stawiac "mur" i angazowac sie w walke pozycyjna i dystansowa, generalnie trzymac wroga na odleglosc a jak trzeba to cofac sie do koleinej lini obrony.
Natomiast, niemcy tak jak ktos wczesniej slusznie przytoczyl, postawili na zmaksymalizowanie uzytecznosci sprzetu przy rozbijaniu przeciwnika. (doktryna porownywalna z dzisiejsza metoda wojsk zachodnich) Niemcy uzywali Czolgi to wybijania luk, Piechota lokalizowala pozycje, Czolgi przebijaly slabe punkty, piechota wypelniala luke, artyleria ostrzeliwala tyly i centrum.
czyli tez walka na dystans tyle ze w porownaniu z naszymi robili wieksze kabum
A skad taka doktryna? Lekcje wojny pozycyjnej.
A nasi, na rozkazach siedziel i czekali az tamci podejda, zatrzymaja sie, rozpoznaja i zbombarduja a potem scigna.
Jedyny sposob jaki widze na przeciwstawienie sie takiej taktyki nieprzyjaciela to zdecydowane natarcie piechoty na mase na calym froncie (tzn z gory wyznaczony teren zprzyjajacy naszym) zaraz po przekroczeniu granicy przez wroga.
Dazac do bezposredniej konfrontacji i wymieszania jednostek (jak to ujme po francusku totalyny rozpierdol jakiego-kolwiek ladu na polu bitwy gdzie nie ma czysto okreslonej lini obrony czy tez natarcia, poprostu chaos).
A dlaczego?
Gdzie niemcy gorowali organizacja i komunikacja - rowniez polegali na tej organizacji, mysmy motywacja i bitnoscia.
W bezposredniej walce - istnieje duze prawdopodobienstwo ze rozbilibysmy ich szyki, panika i dezorganizacja.
Niemcy nie mieliby czasu na aplikowanie swojej taktyki i nadania rytmu tej wojenie bo na calej lini raportowali by kontak i wylomy; nie mogliby tak latwo koncentrowac ogien na specyficznych punktach oporu. Wzielibysmy ich w tzw anty-tempie, lub pol-kroku i musieli by dostosowac sie do naszego tempa i rytmu co by zmusilo ich do decyzji czy przejsc do obrony czy kontynulowac natarcie jak planowano, kupa informacji i raportow do przeanalizowania, strata czasu i brak konkretnych rozkazow, i brak organizacji co wplyneloby na morale niemieckich zolnierzy.
W pewnym sensie, naszym, trzeba bylo sie poprostu rzucic na nich i wybijac ile sie da dzien i noc.
Zaatakowac atakujacych zanim ci maja szanse na atak, zdziwiliby sie gwarantuje (nie mowie tutaj o kontrataku)
Rzezypospolita byla kiepska w obronie, ale praktycznie nie do pokonania w ataku - taka mala nie bagatelna cecha.
Wynik bylby korzystniejszy i my bysmy czuli sie duzo lepiej.
-
Wania
>imie nazwisko napisał
>Panowie, byloby mozliwe, aby skutecznie bronic sie i nawet
>przepedzic wroga przynajmniej na jednej lini frontu (np.:
>armia lodz i poznan)
Tak, ale co wtedy, kiedy weszli sowieci? Przepędzasz jednego wroga, a tu wchodzi drugi. Wbrew pozorom Stalin, mimo, że się ociągał jak tylko mógł, argumentując, że przeprowadza mobilizację, żeby nie powiedzieli, że wraz z Hitlerem rozpoczął drugą wojnę), mimo wszystko specjalnie wysłał wojska wtedy, kiedy Polacy ciężko walczyli z Hitlerem. Miał przedpole (po za KOP-em puste). Nie dalibyśmy rady, żeby odepchnąć jednego wroga i zaraz potem przesunąć niemalże całe (ktoś musi pilnować, żeby Niemcy nie ponowili ataku) wojska na drugi front. Powody tego mogłyby być różne-zniszczenie środków komunikacji, infrastruktury, wielość wojsk do przerzutu oraz po prostu daleka odległość. Trzeba było się związać z (oprócz z Anglią i Francją) Czechami. Hitler wiedziałby, że jest otoczony. Zaatakuje Polskę-ruszają Czesi, zaatakuje Czechów-ruszają Polacy. A są jeszcze Anglia i Francja (a tych to już nie był w ogóle pewien, czy nie zaatakują). Zakładając, ze próbowałby dokonać anektować Czechy, myślę że otrzymałby niezłą nauczkę :) Pakt Ribbentrop-Mołotow mógłby nie mieć miejsca.
>Niestety idee wyniesione z 1 wojny swiatowej z
>doswiadczeniami lat 20-tych nadaly ton jaki przyjela obrona
>terytorialna Rzeczypospolitej przez Wojsko Polskie i sztab
>generalny zarowno tak jak miedzynarodowa umowa i gwarancja
>wspolpracy militarnej wplynely na koncowy wynik.
>A minaowice okopac sie, stawiac "mur" i angazowac sie w
>walke pozycyjna i dystansowa, generalnie trzymac wroga na
>odleglosc a jak trzeba to cofac sie do koleinej lini obrony.
Tu przyznam Ci rację-Rydz-Śmigły dążył do powtórzenia taktyki Marszałka i zrobić chciał kolejną bitwę o Warszawę (bitwa nad Bzurą), pewnie jeszcze chcętnie zrobiłby drugą bitwę Niemeńską.
>Natomiast, niemcy tak jak ktos wczesniej slusznie
>przytoczyl, postawili na zmaksymalizowanie uzytecznosci
>sprzetu przy rozbijaniu przeciwnika. (doktryna porownywalna
>z dzisiejsza metoda wojsk zachodnich) Niemcy uzywali Czolgi
>to wybijania luk, Piechota lokalizowala pozycje, Czolgi
>przebijaly slabe punkty, piechota wypelniala luke, artyleria
>ostrzeliwala tyly i centrum.
Czyli po prostu blitzkrieg :) Jeszcze na koniec wrogie wojska były otaczane i poddawane zmasowanemu atakowi ze wszystkich stron-zarówno z ziemi jak i powietrza.
>czyli tez walka na dystans tyle ze w porownaniu z naszymi
>robili wieksze kabum
>A skad taka doktryna? Lekcje wojny pozycyjnej.
A ja myślę, że w blitzkriegu Niemcy dążyli do zwarcia. Otaczali i wybijali.
>A nasi, na rozkazach siedziel i czekali az tamci podejda,
>zatrzymaja sie, rozpoznaja i zbombarduja a potem scigna.
A co miał zrobić żołnierz siedzący w okopie, jak mu generałowie ze sztabu karzą siedzieć? Jestem gotów uznać, że to sztab zawinił nie zaś żołnierze na linii. Nawet gen. Kutrzeba, który napisał do sztabu o możliwość atakowania Niemców zajętych biciem Armii "Łódź", nie otrzymał pozwolenia, choć miał dogodną pozycję-Niemcy odsłaniali bok, a jego armia nie była atakowana. Mógł więc zrobić zasadzkę.
>Jedyny sposob jaki widze na przeciwstawienie sie takiej
>taktyki nieprzyjaciela to zdecydowane natarcie piechoty na
>mase na calym froncie (tzn z gory wyznaczony teren
>zprzyjajacy naszym) zaraz po przekroczeniu granicy przez
>wroga.
>Dazac do bezposredniej konfrontacji i wymieszania jednostek
>(jak to ujme po francusku totalyny rozpierdol
>jakiego-kolwiek ladu na polu bitwy gdzie nie ma czysto
>okreslonej lini obrony czy tez natarcia, poprostu chaos).
Generalnie masz słuszność, choć raczej atakowałbym na kierunkach ataku Niemców (wbrew pozorom były one znane). Taki Kutrzeba stał ze swoją armią i nie był atakowany aż do Bzury. Zaatakował nawet pograniczne tereny Niemców i wbił się na ok. 10 km. wgłąb napotykając tylko jednostki graniczne.
-
Wania
>Niemcy nie mieliby czasu na aplikowanie swojej taktyki i
>nadania rytmu tej wojenie bo na calej lini raportowali by
>kontak i wylomy; nie mogliby tak latwo koncentrowac ogien na
>specyficznych punktach oporu. Wzielibysmy ich w tzw
>anty-tempie, lub pol-kroku i musieli by dostosowac sie do
>naszego tempa i rytmu co by zmusilo ich do decyzji czy
>przejsc do obrony czy kontynulowac natarcie jak planowano,
>kupa informacji i raportow do przeanalizowania, strata czasu
>i brak konkretnych rozkazow, i brak organizacji co
>wplyneloby na morale niemieckich zolnierzy.
>W pewnym sensie, naszym, trzeba bylo sie poprostu rzucic na
>nich i wybijac ile sie da dzien i noc.
Tak-ale to przeciwnatarcie musiało być, tak jak napisałem na kierunkach ataku Niemców i to tez zanim zdążyliby rozwinąć szyki. To musiałaby być zorganizowana akcja.
>Rzezypospolita byla kiepska w obronie, ale praktycznie nie
>do pokonania w ataku - taka mala nie bagatelna cecha.
>Wynik bylby korzystniejszy i my bysmy czuli sie duzo
>lepiej.
Czy kiepska? Sztab nie wykorzystał paru okazji, paru dowódców na kluczowych pozycjach zawiodło. Żołnierz spisał się świetnie. Tym niemniej myślę, że bez pomocy nie byliśmy w stanie odeprzeć dwóch ataków. Była na prawdę parę realnych możliwości obrony. Ja bym tak nie deprecjonował obrony Polski we wrześniu'39 -
Cold Mouth Prayer
Polecam "Wspomnienia żołnierza"H.Guderiana-normalny m,suchym wojskowym językiem opisane co i jak.Wnioski nasuwają się same: niesprzyjający nam do obrony teren(niziny!),przewaga na lądzie i przede wszystkim lotnictwie.Blitzkrieg w 1939 nie był oparty jak podczas Barbarossy na wojskach pancernych ale przede wszystkim na doskonałym lotnictwie niemieckim(nasze lotnictwo zostało rozgromione już w pierwszym tygodniu).Do tego świetnie zorganizowany sztab dowodzenia,odejście od sztywnego dowództwa w stylu pierwszej wojny światowej...Lepszy sprzęt,taktyka no i dobra logistyka.My do tej wojny nie byliśmy przygotowani.Hitler zresztą też(wedle rachunków sztabu wehrmachtu,stan uzbrojeania i przeszkolenia oddziałów miał osiągnąc optymalny stan w 1943 roku....)ale zdecydowanie lepiej niż Polska.Ni mówię o naszych sojusznikach...Brytyjczycy nie byli gotowi do wojny lądowej,Francuzi nastawienia byli na stateczną obrone-nie atak.

