-
Agrest
Hej, mam małą prośbę i zarazem pytanie.
Mam teraz możliwość uczenia się w ramach lektoratu na studiach drugiego języka. Ponieważ japoński zawsze mi się miło kojarzył (manga, anime, japońskie zespoły/piosenki itp. xD), chciałabym go wybrać...
Ale boję się trochę, bo po 2 latach, trzeba z niego zdawać egzamin na poziomie B2.
Nigdy nie miałam do czynienia z japońskim, dlatego mam takie pytanie. Czy myślicie, że zdołam się go nauczyć na taki poziom przez dwa lata od zera? Czy ten język jest trudny? Czy może się nie spodobać, komuś komu z brzmienia się podoba? Jak z gramatyką, wymową - trudna?
Z góry dziękuję za odpowiedź!; *
Matylda -
Seba
Po pierwsze - chyba nie zrozumiałaś o co chodzi ze zdawaniem egzaminu na B2 (albo twój wydział jest nieźle zryty). W większości (wszystkich?) uczelniach w Polsce na poziomie licencjata wymagane jest zdanie na poziomie B2 egzaminu z ANGIELSKIEGO. Możesz uczyć się nawet suahili, a wyegzekwowana zostanie od ciebie jedynie znajomość angielskiego.
Po drugie - zaczynanie nauki japońskiego dlatego, że lubisz M&A, albo fajnie słucha się kilku japońskich piosenek jest dla mnie głupotą. Jeśli nie masz planów na przyszłość związanych z tym językiem (np. wyjazd do Japonii/praca tłumacza/praca w międzynarodowej korporacji), to możesz sobie darować. Hiraganę i Katakanę jakoś pewnie przetrawisz, ale 2-6 tysięcy kanji już niekoniecznie; )
Chociaż, jeśli jest tak jak podejrzewam (pkt pierwszy - nie musisz zdawać z tego egzaminu), to możesz zapisać się na pierwszy semestr i sama sprawdzić, jak ci się podoba. -
Agrest
Hm.. to się dowiem o te egzaminy. xP
A co do nauki japońskiego, to uważasz, że tylko jeśli wiąże się z danym językiem swoją przyszłość/pracę powinno się go uczyć? Mi się japoński podoba i dlatego chciałam go wybrać. A przyszłość wiążę z niemieckim, który studiuję. Znam dużo osób, które znają po kilka języków, a w codziennym życiu są im one niepotrzebne, bo w pracy używają polskiego i pracodawcy i tak zwisa, czy znają np. hebrajski, czy nie. Ale to nie znaczy, że trzeba się uczyć tylko i wyłącznie tego, co się na pewno przyda, a niczego dla przyjemności.
Przynajmniej takie mam zdanie.; P
Dzięki za odpowiedź.; ) -
Agrest
-
-
Anonim
Może chodziło tu o motywacje. Jeżeli nie masz dobrej motywacji do nauki japońskiego to znaki na prawdę potrafią przytłoczyć. Ale na prawdę polecam, bardzo przyjemny język. Gramatyka raczej logiczna, bez wielu wyjątków, z wymową nie ma najzmyślniejszych problemów. -
Seba
Tak, chodziło mi o motywację.
Wnioskuję, że chcesz chodzić na lektoraty na Uniwersytecie Warszawskim. Chodziłem na nie w tym roku i było tam sporo osób, które właśnie lubiły anime/mangę/muzykę, ale nie miały wcześniej styczności z nauką japońskiego. Po roku z 20. osobowej grupy zostało chyba 10, czy 11, osób, z czego o kontynuacji nauki myślało z 6-7 :)
Poza tym pozostaje też sprawa kosztowa. Z żetonów, które dostajesz do wykorzystania, wystarczy ci na 2 lata nauki, czyli do poziomu A2 (chyba że np. przez wakacje zrobisz sama poziom A1, albo po ukończeniu pierwszego roku zrobisz sama A2 i zapiszesz się od razu na B1). Później pozostaje ci nauka samodzielna, która, nie muszę chyba tego wspominać, jest dużo mniej efektywna (w większości przypadków; )), niż lektorat, lub szkoła językowa, gdzie za japoński liczą sobie dosyć sporo. Tak więc, jeśli będziesz traktować to jako samo hobby, to będzie ono dosyć drogie :) -
Agrest
Hm... racja, motywacja jest potrzebna do nauki języka... Ale jeśli już mam wybierać język z tych dostępnych w ramach lektoratów, to najbardziej przemawia do mnie właśnie japoński. Do żadnego innego języka nie miałabym większej motywacji, bo z innymi praktycznie nic mnie nie łączy. A z japońskim przynajmniej tyle, co wymieniłam.
Stwierdziłam, że spróbuję i zapisałam się na japoński. Słyszałam, że nie jest bardzo trudny. Mam nadzieję, że sobie poradzę i mi się spodoba.; )
Dziękuję za odpowiedzi. -
ヒメコ
Japoński to przede wszystkim uczenie się na pamięć (znaków, zwrotów). gramatyka jest prosta i logiczna, ale nie ma tak jak w angielskim, że nauczysz się podstaw i potem sama wykombinujesz jak coś powiedzieć. W japońskim musisz się nauczyć kolejnych zwrotów.
Ale jeśli lubisz, to czemu nie. Może okażę się to Twoją pasją. Ja zaczęłam się uczyć z błahych powodów, a teraz nie wyobrażam sobie życia bez tego języka.
頑張って!!! -
Nietoperkowa Panienka
>Seba napisał
>Po pierwsze - chyba nie zrozumiałaś o co chodzi ze
>zdawaniem egzaminu na B2 (albo twój wydział jest nieźle
>zryty). W większości (wszystkich?) uczelniach w Polsce na
>poziomie licencjata wymagane jest zdanie na poziomie B2
>egzaminu z ANGIELSKIEGO. Możesz uczyć się nawet suahili,
>a wyegzekwowana zostanie od ciebie jedynie znajomość
>angielskiego.
>Po drugie - zaczynanie nauki japońskiego dlatego, że
>lubisz M&A, albo fajnie słucha się kilku japońskich
>piosenek jest dla mnie głupotą. Jeśli nie masz planów na
>przyszłość związanych z tym językiem (np. wyjazd do
>Japonii/praca tłumacza/praca w międzynarodowej
>korporacji), to możesz sobie darować. Hiraganę i
>Katakanę jakoś pewnie przetrawisz, ale 2-6 tysięcy kanji
>już niekoniecznie; )
>Chociaż, jeśli jest tak jak podejrzewam (pkt pierwszy -
>nie musisz zdawać z tego egzaminu), to możesz zapisać
>się na pierwszy semestr i sama sprawdzić, jak ci się
>podoba.
Afaik wymagany jest jakikolwiek język obcy na poziomie B2, niekoniecznie angielski. I '2-6 tysięcy kanji'? Zomg zeszłabym na miejscu x.X -
Seba
U mnie na wydziale wymagają konkretnie angielskiego, ale to bez znaczenia. Chciałem tylko zaznaczyć, że nie trzeba zdawać egzaminu z języka, którego naukę wybierzemy na uniwerku. -
Nietoperkowa Panienka
-
Agrest
O, to nie wiecie może przypadkiem, czy jak studiuję germę, to nie mogę zdawac na tym poziomie B2 niemieckiego? XD Choc pewnie nie.; PP haha -
Mirek
Właśnie posiadanie jakichkolwiek planów wyjazdowych związanych z językiem japońskim to kompletna głupota(chyba, że ma się do tego solidne podstawy). Tylko dzieci żyjące w świecie mangi i anime, myślą o wspaniałym życiu w Japonii. Nauczą się języka, pojadą i będą żyć wspaniale, o tak po prostu. Każdy zdrowo myślący człowiek, wie jakie są realia i jechanie tam za wszelką cenę to pomyłka.
Jeśli chcesz się uczyć japońskiego to ucz się tylko i wyłącznie dla SIEBIE, a kto wie może ktoś kiedyś zwróci uwagę na podpunkt w Twoim cv: język japoński - poziom komunikatywny. Oczywiście to też zależy od zawodu jaki będziesz wykonywać.
Jeśli ciągle się zastanawiasz czy uczyć się czy nie, to poszukaj sobie lekcji on-line. Przejrzyj kilka lekcji(tylko nie w 20minut), rozeznaj się, pogadaj z innymi. To ci pomoże dokonać decyzji.
A co do tego Pana co straszy ludzi tymi 2-6 tyś kanji... ekhm.. Każdy wie, że przeciętny japończyk zna ok. 2000-2500 kanji, z czego większość zawartych w gazetach, tekstach itd. to ok. 500-700 znaków, reszta jest używana rzadziej. Japończyk po studiach, zna tych znaków znacznie więcej, ale nie oszukujmy się, przeciętnego Tanakę mało obchodzą znaki stosowane w medycynie czy filozofii starożytnej. A już tym bardziej osobę uczącą się japońskiego.
Fakt faktem, kanji potrafią dać w kość, a osoby które nie lubią ich, będą mieć trudności w nauce. Najlepiej je po prostu polubić; ) -
Mirek
Poprawka -> 1000 najpopularniejszych znaków stanowi 95% kanji używanych w prasie. -
Seba
Mówiłem o zaawansowanej znajomości języka, bo tyle, żeby przeczytać gazetę, albo dogadać się w zwyczajnych sprawach to faktycznie wystarczy sporo mniej. Jednak tak samo jest w języku angielskim - z poziomem B1 jakoś jesteś w stanie funkcjonować, ale dla pracodawcy liczy się poziom C1/C2.
Nigdzie nie napisałem, że uczysz się japońskiego na perfekt i możesz wyjechać do Japonii wieść bajkowe życie. Każdy raczej zdaje sobie sprawę, że tak nie jest. Jednak praca w korporacji międzynarodowej i zajmowanie się kontaktami biznesowymi ze stroną japońską raczej pozostaje w sferze możliwej do zrealizowania; ) -
Mirek
Wiem, że tak nie napisałeś, ale wielu ludzi żyje takimi urojeniami. Widzą tylko bajkowe życie w bajkowej Japonii. Mało ludzi zdaje sobie sprawę chociażby z tego, że mieszkając w wieżowcu normalne jest to, że czasami rzeczy spadają z pólek :) Dla obcokrajowca to raczej nie są fajne przeżycia. :) No ale to nie jest na temat; )
Tak jest to w sferze możliwości, ale do tego są wymagane odpowiednie kwalifikacje i szczęście. Inaczej nie ma co marzyć :) -
Agrest
Hm.. ja raczej nie marzę o bajkowym życiu w Japonii. xD Bardziej interesuje mnie ten kraj pod względem... no nie wiem, wakacji, albo paru miesięcy pomieszkania tam, pozwiedzania, poznania nieco kultury. Ale nie na stałe. Na stałe wolałabym Niemcy. Z niemieckim wiąrzę swoją przyszłość.; ))
-
Baka!
@Seba, nie wiem jakie ty gazety czytasz, może są to brukowce pokroju faktu, ale generalnie język używanych w artykułach jest językiem zaawansowanym, żeby nie powiedzieć: jego kwintesencją. Czytając o polityce, musisz wykazać się dużym słownictwem, tak samo z ekonomią, medycyną i innymi dziedzinami. Wielokrotnie powieści pisane są językiem prostszym (a już na pewno bardziej powtarzalnym), a ze względu na swoją obszerność części tekstu można bezkarnie nie zrozumieć. Natomiast artykuł prasowy na poziomie to tekst krótki, rzeczowy i naszpikowany słownictwem, więc niezrozumienie nawet jednego zdania wiąże się dużymi problemami. Nie wiem, skąd wziąłeś ilość 6 tysięcy znaków. Według różnych źródeł przeciętnie wykształcony Japończyk zna ich 2000-3000. 6000 mogą znać specjaliści lub ludzie poruszający się w jakichś bardzo szczegółowych dziedzinach, co nas nie interesuje. Tak samo, jak na Proficiency nikt nie wymaga od Ciebie znajomości słowa carburettor, tak samo przeżyjesz bez znajomości wyrażenia ガラス繊維.
Wracając do tematu - nastaw się dziewczyno na to, że mnóstwo rzeczy w japońskim to czysta pamięciówka. Jest to język na tyle odmienny od polskiego, że pod jakimkolwiek względem, czy to szyku zdania, czy innych aspektów jest po prostu na odwrót. Niemniej uczy się go całkiem przyjemnie :)

