-
Anonim
-
Anonim
Ja wprawdzie doktorantem nie jestem, ale zgadzam sie z orzeczeniem Trybunalu. Niby dlaczego uczelnia ma placic za cos, co jest rodzajem obowiazkowych praktyk? Kazde praktyki maja charakter pracy i tylko od woli pracodawcy zalezy, czy za nie praktykantowi zaplaci. Tak bylo, jest i bedzie na wszystkich studiach magisterskich i liceach czy technikach, wiec nie rozumiem, czemu mialoby byc inaczej na studiach doktoranckich... :> Nie za duzo bys chciala? -
Klara
Przypomnę tylko, że z czegoś żyć trzeba nawet podczas studiów doktoranckich, a zajęcia ze studentami w większości do przyjemnych nie należą...
Nie pierwszy to absurd w tym kraju, zeby za pracę nie dostawać wynagrodzenia. Wystarczy spojrzeć na aplikantów (np. prokuratorskich), którzy tyrają przez 3 lata za darmo...bo chociaż przepis o tym, ze apliakcja jest płatna istnieje. To jednak ze względu na brak pieniędzy w kasie ministerstwa pozostaje to tylko martwym przepisem.
-
Anonim
Przypomne tylko, ze studia to studia :> Jak chce sie z czegos zyc, to sie idzie do innej roboty i zarabia... I nie mow mi, ze w trybie dziennym nie mozna, bo mozna. A jak kogos nie stac na wysilek i studiowac dziennie oraz pracowac, albo nie stac zeby studiowac nie pracujac, to niech idzie na zaoczne. Niestety trzeba troche pomyslec zanim cos sie postanowi, a nie plakac i wymagac zmiany systemu. Niestety miedzy studenckim zyciem, a prawdziwym jest spora roznica i nikt nie obiecywal, ze bedzie lekko, latwo i przyjemnie i za wszystko beda placic. Zamiast narzekac lepiej zaczac kombinowac skad wziac pieniadze, bo ustawa jest taka a nie inna i nikt nie bedzie jej zmienial, bo biedna pani doktorantka obudzila sie nagle z reka w nocniku, ze nie dostaje wynagrodzenia za prowadzenie zajec ze studentami.
Stare i wyswiechtane, ale prawdziwe: life is brutal :/ -
-
Theodoros
Zgadzam się z Mexykiem.
Co prawda nie jest to do końca fair, ale... dlaczego mamy wyróżniać kogoś z tlumu? -
ja!!!
no cóż, w zasadzie za każda praca powinna być wynagradzana, wyjątki od tej reguły są nieliczne. Jeżeli ktoś się decyduje (w imię idei?) na pracę, która pieniędzy nie przynosi, to jest tylko jego/jej decyzja. No chyba że ta osoba została ubezwłasnowolniona i taką decyzję podjął prawny opiekum, ale to już inna bajka; )

