-
Anonim
Tutaj taki dość skrajny przykład:
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomo...
A co wyprawiają matematycy w Waszych szkołach? A może coś ciekawego znaleźliście w Internecie? -
Krzychu-po-kielichu
Dzisiaj wszyscy bronią uczniów. I jak taki biedny nauczyciel ma zaprowadzić dyscyplinę? Kiedyś można było trzasnąć linijką po łapie (mnie te czasy już ominęły) - źle było z tym komuś? -
Anonim
W szkole nie powinno się zaprowadzać dyscypliny. Szkoła powinna być na tyle ciekawa, żeby uczniowie chętnie tam chodzili i się uczyli. -
Krzychu-po-kielichu
W takim razie mamy wyjątkowo nudne gimnazja. Na własne oczy widziałem. -
-
Anonim
Ja wszystkie szkoły jakie przeszedłem wspominam jako nudne. No, może za wyjątkiem przedmiotów, które mnie interesowały (głównie języki). Według mnie, szkoła uczy kompletnie niepraktycznych rzeczy. Prym wiedzie przedmiot zwany matematyką. Po co komu jakieś pola trójkątów czy trapezów, skoro i tak nie występują one w rzeczywistości? Na matematyce w szkole powinno się uczyć jak wyliczyć oprocentowanie w banku, zyski na giełdzie itp. Innym przykładem jest chemia w liceum. Po co komu jakieś dokładne równania. Po co zwykłemu człowiekowi znajomość tych robaczków? Wystarczyłaby wiedza minimalna, pozwalająca bezpiecznie obchodzić się z chemikaliami. Dalszą wiedzę zdobywałby ten, kto poszedłby studiować chemię. To samo się tyczy matematyki. Natomiast za ważne przedmioty uważam: języki, język polski, historię, biologię (głównie wiedza o zdrowiu i chorobach). Przy czym historia powinna być uczona obiektywnie. Nie powinna być rozpatrywana z punktu widzenia konkretnego kraju. Zero martyrologii. Uczeń powinien sam wyciągać wnioski jakie uważa i, o ile potrafi je uzasadnić, powinny być one uwzględniane. -
Krzychu-po-kielichu
I uważasz, że biologia od strony praktycznej pomoże zapanować nad rozwydrzoną gównarzerią? Tutaj potrzeba jeszcze autorytetu nauczyciela. Nie mówię, że należy go opierać na karach cielesnych, czy coś w ten deseń... ale uważam, że rozsądne ich stosowanie daje pozytywne rezultaty. -
Anonim
Jakiego autorytetu? Dla mnie, na przykład, nauczyciel nigdy nie był żadnym autorytetem! Jak gównażeria będzie zainteresowana tym, co mówi nauczyciel, to będzie siedzieć cicho i słuchać (i nauczy się przydatnych rzeczy). Nauczyciel nie ma być autorytetem i kimś wyższym. Ma mówić tak, żeby to interesowało i inspirowało do nauki. Tylko tyle. Ma przekazać przydatne wiadomości i na tym kończy się jego rola. Nie wierzę w rolę wychowawczą szkoły. Ja uważam, że w zasadzie sam się wychowałem - ignorowałem wszelkie autorytety (z rodzicami włącznie). Podążałem własnymi ścieżkami. I wcale nie jestem teraz złym człowiekiem. -
Krzychu-po-kielichu
A co z tymi bachorami, których nie zainteresujesz lekcją? Jak niby nad nimi zapanować? -
Anonim
No są istotnie tacy, których absolutnie nic nie zainteresuje. Ale w takim wypadku powstaje pytanie, czy jest sens ich w ogóle kształcić. I tak wylądują z akordeonem na ulicy. Może po prostu dać sobie z nimi spokój, kupić im ten akordeon i niech sobie idą. Może zmądrzeją - wtedy przyjąć z powrotem do szkoły. Dziecko, jak każdy człowiek, najlepiej uczy się na własnych błędach i doświadczeniach. -
Grześ
No taki jesteś elokwentny i mądry, a z matmą problemy masz? nie do wiary.; p
-
Anonim
Pisałem wielokrotnie, że matematyka nie jest dla każdego. Do tego potrzebne są specjalne predyspozycje, których ja nie mam. Matematyka wymaga umiejętności specyficznego myślenia, które nie jest właściwe wszystkim ludziom. I bardzo dobrze, bo gdyby wszyscy byli tacy, jak ci technicy, których znam to... nie chciałbym żyć w takim świecie. -
Krzychu-po-kielichu
-
Anonim
Dlaczego? Nikogo nie skreślam. O co Ci chodzi? O te dzieci, które wysłałbym z akordeonem na ulicę? Przecież napisałem, że powinno im się umożliwić powrót do szkoły, jak zechcą. Docenią wtedy naukę. Nie wolno nikogo do niczego zmuszać - to powoduje zawsze negatywne reakcje i sprzeciw nawet wobec rzeczy dobrych.
Czy może chodzi Ci o to, że nie chciałbym żeby wszyscy myśleli matematycznie? Napisałem, że wyciągnąłem taki wniosek na podstawie osobistych kontaktów z ludźmi z wykształceniem technicznym. Istotnie, nie chciałbym, żeby wszyscy ludzie byli tacy, jak te konkretne osoby. Możliwe, że istnieją technicy, którzy są rozsądni, dobrze traktują innych ludzi, są wrażliwi i rozumieją potrzeby innych. Ale ja takich nie spotkałem. Napisałem wyraźnie: "(...)bo gdyby wszyscy byli tacy, jak ci technicy, których znam to... nie chciałbym żyć w takim świecie.". Skreśliłem tylko tych techników, których znam. Z pełną świadomością. I nie na starcie. -
Krzychu-po-kielichu
Sęk w tym, że taki dzieciak niekoniecznie wie, co dla niego jest dobre. Nie można pozwolić mu robić, co tylko zechce. Obowiązek nauki do ukończenia 15 lat (czy tam gimnazjum, nie wiem jak jest) po coś istnieje. -
Anonim
No właśnie o to chodzi, żeby się dowiedział. Jakby posiedział trzy miesiące na mrozie, to z przyjemnością wróciłby do szkoły. Niechby i nawet w wyniku takiej polityki cykl edukacyjny trwał średnio do trzydziestego roku życia, to i tak będzie to lepsze. Ludzie byliby bardziej odpowiedzialni, bardziej samodzielni i wierzyliby więcej w siebie. -
Krzychu-po-kielichu
Tyle, że państwa nie stać na tak długą edukację obywatela. Acz coś jest w tym, żeby zrobić z gówniarza dziewczynkę z zapałkami; ] Niestety żyjemy w czasach, gdy byle robol we Francji zarabia więcej niż ktoś z papierkiem magistra. -
Anonim
No i tu jest problem. Chociaż gdyby obywateli było mniej... Uważam, że pięć milionów (jak w Finlandii) w Polsce by wystarczyło. Kraje mniej liczne są zazwyczaj bogatsze. Wtedy by państwo było stać na taką edukację. -
Krzychu-po-kielichu
To jest raczej kwestia "jakości" obywateli. I nie jestem pewien tej relacji liczba mieszkańców-bogactwo. -
Anonim
Ta relacja w przypadku państw europejskich wydaje się prawdziwa... Ale są to moje prywatne obserwacje niepoparte naukowymi badaniami. Aczkolwiek muszę przyznać, że po powrocie z Finlandii ciężko było mi się przystosować z powrotem do polskiego wiecznego bałaganu, harmideru, przeludnienia i zatrutego powietrza. A byłem ostatnio tam tylko przez tydzień... Wygoda szybko uzależnia. -
.
u mnie zachowanie pani od matematyki jest zawsze takie samo. w 1 klasie czesto nie chodzilam do szkoly... to sie na mnie uwziela....
a w tamtym roku nie powiedziala nam na egzaminie rocznym ze trzeba pisac jak sie jakies zad obliczylo i poodejmowala polowe punktow a w tym roku codziennie jestem przy tablicy...
ciekawe czy jutro tez bede??
moze sie o to z kims zaloze bo pewnie bede xD

