-
Anonim
-
morphiusz
U nas się ich gumisiami nazywa po prostu.
Ew. "koneser jagodzianki na kościach"/architekt dykty. -
Anonim
Ja się pośmiałem, bo nigdy wcześniej tego nie słyszałem. Brzmi zabawnie, ale wcale nie przyspiesza według mnie komunikatu. Nauka odpowiedniego słownictwa przyspiesza komunikat wystarczająco. Od tego mamy "odurzonego", "dyspnea", "sopor", "etanolowa polidipsja" czy inne słowa fachowe, żeby szybko się między sobą komunikować.
Poruszyłem ten temat z moimi ziomkami z roku i byli tym zadziwieni, jak im te określenia przetłumaczyłem. Uznali to za uwłaczenie ludzkiej godności. Jeżeli zaczynamy sobie pozwalać na regularne używanie takiego słownictwa, to podświadomie programujemy się na deprecjonowanie określanego w ten sposób.
Mieliśmy zajęcia praktyczne, teoretyczne, pomagaliśmy przy różnych sytuacjach i nigdy nie słyszeliśmy takich określeń ani po niemiecku ani w dialekcie szwajcarskim. Jak dla mnie, to to brzmi po prostu chamsko. Amerykanie przodują w używaniu slangu, ale w ich wydaniu to nie jest aż tak groteskowe, czy nawet wulgarne.
Nie chciałbym, żeby jechali po mnie mówiąc "czereśniak do zbioru" :) -
to nie doprowadzaj sie do takiego stanu :P
Mi osobiscie okreslenia nie przeszkadzaja, a nawet sa pomocne w wielu sytuacjach:) -
-
>Protsi napisał
>Poruszyłem ten temat z moimi ziomkami z roku i byli tym
>zadziwieni, jak im te określenia przetłumaczyłem. Uznali
>to za uwłaczenie ludzkiej godności. Jeżeli zaczynamy
>sobie pozwalać na regularne używanie takiego słownictwa,
>to podświadomie programujemy się na deprecjonowanie
>określanego w ten sposób.
Określenia nie są aż tak popularne... a co do ludzkiej godności... ilu Szwajcarzy widują alkoholików, którzy na przykład przez tydzień leżą w łóżku pijąc i paląc, a przy tym robiąc pod siebie? Ewentualnie alkoholiczek wycierających nos w spódnicę? A może leżący na ławeczce w parku i wymiotujący pan z 3,5 promila alkoholu jest u nich codziennością?
Czasami właśnie te określenia pozwalają wytrzymać. Ich groteskowość oswaja sytuację.
-
Tak sobie myślę, że z potocznych określeń szokujący może być "planowy zgon".
-
morphiusz
Jeden z moich pacjentów w delirium tremens zobaczył Maryję...
Teraz u franciszkanów siedzi :D
Co do slangu - modny jest u nas jeszcze czajnik (obrzęk mózgu) i pastuch (defik).
Siwy ma rację - niektóre rzeczy to tylko u nas - np. pacjent z nieleczoną astmą dyszący jak pani z sextelefonu (zresztą pielęgniarki mawiają "0700 jedzie"). -
Anonim
Powiem Wam, że w Szwajcarii też są zarzygani alkoholicy. Narkomani. A i z takimi astmami mamy do czynienia. Albo np. z wrzodziejącym rakiem piersi T4M2N1, bo kobieta się wstydzi iść do lekarza. Potem przychodzi z takim czymś i człowieka aż mdli od smrodu. Ale tylko w Polsce słyszałem takie komentarze, jak: "Nie umyła zdzichy. Waniajet od niej jak psu spod nieumytej lachy". I to mówi "szef kuchni".
W Szwajcarii jest też mnóstwo ofiar przemocy, przede wszystkim wśród migrantów. Wybijają się Albańczycy, Turcy i Bałkańczycy. Czasami prymitwyność ludzkiego zachowania przekracza wszelkie granice. Pojawiają się "honorowe" mordy rodzinne, gdzie np. ojciec zabija własną córkę, bo ta nie chciała się żenić.
Historia z mojego kręgu:
Mój znajomy (Albano-Macedończyk) został pchnięty nożem przez brata dziewczyny, z którą współżył.
Ale jak do tego doszło? Sytuacja była "zabawna".
Byli razem parę miesięcy, potem dziewczyna go rzuciła. On nie mógł tego jednak przetrawić, więc poszedł ze swoim ojcem do domu tej dziewczyny i wymagał od jej ojca zwrotu pieniędzy za rachunki telefoniczne i restauracyjne, które opłacał, będąc z jego córką.
Ojciec dziewczyny się wkurzył, postanowił, że nie zapłaci, a potem dodał, że przecież jego córka nie jest nikomu niczego winna. W ogóle, to jest jeszcze za młoda i do tego dziewicą.
Na to znajomy się wkurzył, wyjął mandat, który dostał za seks w miejscu publicznym z tą dziewczyną, i jeszcze zarządał zwrotu kosztów tego mandatu (700 zł, de facto).
Tego było ojcu córki za dużo. Przeszło do rękoczynów. Nagle biją się ojciec córki, ojciec znajomego i znajomy. Z pokoju obok wychodzi brat dziewczyny z nożem i wbija go znajomemu pod bok.
Przyjeżdża karetka, policja i załamują ręcę. Ale jadą do "Zamieszek na tle bałkańskiego nieporozumienia kulturowego z ofiarą pchnięcia nożem".
Byłem tym zszokowany. Od tamtej pory z Albańczykami utrzymuje bardzo ograniczone kontakty. Ich mentalność predysponuje do zagmatwywania się w sieci mafijne. Tego w Polsce w takiej formie nie ma. I nie będzie jeszcze długo. Przecież to jakaś paranoja. I codziennie jest się wzywanym do takowych historii. Ewidentnie da się wyczuć nutkę xenophobii w szwajcarskich służbach (zdrowia, policyjnych itp.). Pół-żartem mówi się np. o chorobach psychosomatycznych "Morbus Balkan". Ale nawet przy tym nie ma takiego natłoku w sumie chamskich określeń.
Pijak, czy nie, zarzygany, czy nie, "postulatywny", czy nie... Nadal jest człowiekiem i potrzebuje pomocy oraz szacunku. Stosowanie takich słów jest pierwszym krokiem do odczłowieczenia. To się bardzo szybko wymyka spod kontroli, przeradza w paternalizm, wyższość, znieczulicę i rasizm. Rozładować napięcie można nieuwłaczając czyjejś godności. Medycyna to elitarny, zacny zawód. Niesienie pomocy. Taki język, według mnie, przyczynia się do spadku zaufania i szacunku innych ludzi do lekarzy. Jeśli jestem "0700", to tym trudniej jest mi czuć się człowiekiem w konfrontacji z lekarzem. I tym mniej będę zainteresowany wspieraniem takiego lekarza czy dobrym słowem, czy "dziękuję", czy też zapomogą. Natomiast tym prawdopodobniej będę się go bał lub go nie znosił.
Poza tym, jestem sobie w stanie wyobrazić, że egzystowanie w takich okolicznościach tylko wzmacnia kontrast i coraz bardziej zaczyna człowieka przytłaczać ciemna strona rzeczywistości. Po jakimś czasie to już mamy tylko leżaki, czereśniaki, brudasy, gumisie... Rozładowanie stresu na krótki dystans przeradza się w dobijanie siebie samego na długi. Jak tu zachować optymizm?
Może mnie ponosi w tej chwili, ale naprawdę nie lubię takiego traktowania biźniego. -
Medycyna to elitarny zawód... na świecie... u nas niestety poczucia elitarności raczej nie ma... jest "służba zdrowia", "ja na was płacę i mi się należy", do tego sami lekarze często nie bronią owej elitarności.
Na zjazdach tłumy lekarzy pchają się po darmowe kanapki i długopisy... jak w stołówce pomocy społecznej...
W tym materiale filmowym najbardziej mnie zaskoczyło, że lekarze czasami nie potrafią mówić inaczej nawet na egzaminach... a przecież każdy slang powinien być hermetyczny, używany tylko prywatnie i NIGDY przy pacjencie, czy w sytuacjach formalnych.
To, że są alkoholicy w Szwajcarii, to ja wiem... ale chyba nie ma pijaków. Różnica jest wielka. Podejrzewam, że pan śpiący w kałuży w centrum dużego miasta raczej nie jest tam normalnym widokiem. Do tego nasz alkoholik ma... rentę socjalną, a co za tym idzie ubezpieczenie zdrowotne na tych samych prawach co jego lekarz... renta oczywiście jest spowodowana padaczką poalkoholową, albo poalkoholowym uszkodzeniem wątroby... a, że socjalna, to pewnie nigdy nie pracował...
Nie jestem zwolennikiem ortodoksyjnej poprawności politycznej, ale rzeczywiście mentalnie i kulturowo dużo bliżej nam do braci zza wschodniej granicy. -
>Protsi napisał
>"honorowe" mordy rodzinne, gdzie np. ojciec zabija własną
>córkę, bo ta nie chciała się żenić.
>
>
>i rasizm. Rozładować napięcie można nieuwłaczając
>czyjejś godności.
pierdolenie... tak można sobie pisać siedząc wygodnie w fotelu i pijąc sok czy herbatkę...
Zapraszam na pierwszy lepszy SOR w Polsce. Gdzie stezenie urew i innych słów wysokie...
Dresików ustawiających drobne lekarki czy okładających piesciami pielęgniarki - i Policja - która po tym jak ją wzywałem mówi -nie mamy wolnych załóg, nie przyjedziemy na interwencję.
Medycyna to elitarny, zacny zawód.
medycyna to rzemiosło.
>Niesienie pomocy. Taki język, według mnie, przyczynia się
>do spadku zaufania i szacunku innych ludzi do lekarzy.
>Jeśli jestem "0700", to tym trudniej jest mi czuć się
>człowiekiem w konfrontacji z lekarzem. I tym mniej będę
>zainteresowany wspieraniem takiego lekarza czy dobrym
>słowem, czy "dziękuję", czy też zapomogą. Natomiast tym
>prawdopodobniej będę się go bał lub go nie znosił.
>
a kogo obchodzi Twoje postrzeganie lekarzy? Ja mam wykonać zabieg zgodnie z wiedzą i sztuką medyczną. Resztę mam w dupie. Od potrzymania za rączkę jest przyjaciółka lub przyjaciel, wedle upodobań.
>Poza tym, jestem sobie w stanie wyobrazić, że egzystowanie
>w takich okolicznościach tylko wzmacnia kontrast i coraz
>bardziej zaczyna człowieka przytłaczać ciemna strona
>rzeczywistości. Po jakimś czasie to już mamy tylko
>leżaki, czereśniaki, brudasy, gumisie... Rozładowanie
>stresu na krótki dystans przeradza się w dobijanie siebie
>samego na długi. Jak tu zachować optymizm?
>
>Może mnie ponosi w tej chwili, ale naprawdę nie lubię
>takiego traktowania biźniego.
Peany z pierdoleniem... Wyobraź sobie altruistkę studentkę 4 roku medycyny, która uprzejmie szyła pijaka. Pijak nagle - mówi - zaj.. cie, ty urwo - poderżne gardło -po czym otwiera ustga i wyjmuje żyletkę z cavuum oris.
Stojący obok chirurg akurat przecinał gips innej pacjentce nozycami. Pijak rzucił się na skamieniałą z wrażenia studentkę na dyzurze.
W tym momencie chirurg wział zamach i wymóżdżył agresora. Zgon.
Prokurator nie stwierdził znamion czynu zabronionego. Działanie w imię obrony życia.
O wszystkich wartościach wygodnie się dyskutuje siedząc słodko na dupie w fotelu.
A proza życia - jest niestety odmienna.
Choć odkąd pracuję w Niemczech nikt nie wyciąga Glocka i nie mierzy do pracowników Intensivstation...A Policji wzywac nie trzeba.
-
Anonim
>Wiktor ツ napisał
>pierdolenie... tak można sobie pisać siedząc wygodnie w
>fotelu i pijąc sok czy herbatkę...
Równie dobrze można chamstwo i kurestwo uznać za normę społeczną i też siedzieć sobie w fotelu, zakasając rękawy tylko do tego, żeby wypełnić swój obowiązek od czasu do czasu.
Też możnaby Ci wyjechać, że siedzisz sobie wygodnie w Niemczech i grzejesz dupę :D
>Zapraszam na pierwszy lepszy SOR w Polsce. Gdzie stezenie
>urew i innych słów wysokie (...)
To rzeczywiście tragedia. I cudów, nagłych przemian socjalnych się nie spodziewam. Ale podobnie przecież było i jest do dzisiaj w wielu krajach. I wiele krajów sobie z tym jakoś radzi. W DDR przecież taka sama Sodoma była. I jakoś teraz jest lepiej, jeśli chodzi o stężęnie jobów...
>Medycyna to elitarny, zacny zawód.
>medycyna to rzemiosło.
Jeszcze mówi się, że medycyna to sztuka. Dla mnie wszystko naraz. Prawda leży pewnie gdzieś pośrodku.
>a kogo obchodzi Twoje postrzeganie lekarzy? Ja mam wykonać
>zabieg zgodnie z wiedzą i sztuką medyczną. Resztę mam w
>dupie. Od potrzymania za rączkę jest przyjaciółka lub
>przyjaciel, wedle upodobań.
Właśnie to, co napisałeś, jest tylko potiwerdzeniem tego, w jak krytycznym stanie jest sytuacja służby zdrowia. To bowiem odpowiednik wygodnego siedzenia na fotelu z herbatką w ręku. Schować się za zdefiniowanymi, ograniczonymi obowiązkami. Innych rzeczy nie widzieć. Nie czuć.
Współczuję Ci, że masz zdanie pacjentów w dupie. Z jednej strony, na pewno zmniejsza to napięcie tu i ówdzie. To też pomaga. Skoncentrować się na pracy, a nie na problemach innych ludzi. Z drugiej jednak, odczłowiecza. Dystansuje. Odbiera głębię i nadzieję na lepsze jutro.
Jeśli weźmiemy np. producenta mebli - jak chce robić dobre meble, musi współdziałać ze swoimi klienatmi. Interesować się ich opinią. Inaczej zje go konkurencja.
W medycynie jest podobnie. Jedynym, co pozwala jednak takiej felczerskiej medycynie dalej egzystować, jest brak konkurencji. Ludzie są skazani na medycynę, bo każdy kiedyś może się pochorować. Łykają wszystko ze strachu o własne zdrowie i życie.
I właśnie ten strach nie może być obojętny. Kedy się staje, lekarz przestaje być dla mnie godny zuafania. Może być najlepszym fafarafą na wchód od rzeki Pecos... Jeśli mnie nie słucha i nie akcpetuje tego, że się boję, to ma w sobie więcej strachu niż ja. Strachu przed swoją bezradnością wobec moich emocji.
-
Anonim
>Peany z pierdoleniem...
Peany? Nikogo tam nie pochwaliłem...
>Wyobraź sobie altruistkę
>studentkę 4 roku medycyny, która uprzejmie szyła pijaka (...)
>Prokurator nie stwierdził znamion czynu zabronionego.
>Działanie w imię obrony życia.
>O wszystkich wartościach wygodnie się dyskutuje siedząc
>słodko na dupie w fotelu.
Tak jak to zrobił prokurator? I jak to robisz teraz Ty komfortowo na forum? :D
Stary... Za co się nie weźmiesz, będzie miało aspekty teoretyczne i praktyczne. I w każdej chwili będzie się można przyczepić do niedociągnięć zarówno w praktyce, jak i w teorii. Ale i jedno i drugie pełni swoją funkcję. Dyskusja nie zmieni od razu rzeczywistości, a praktyka nie od razu da podwaliny nowej teorii.
Krok po kroku się idzie.
Rozumiem, co chcesz przekazać. Że bywa ciężko, dziko, plugawie, chamsko i beznadziejnie. I że trudno jest w tym wszystkim zająć swoją pozycję. Mnie też takie sytuacje potrafią wyprowadzić z równowagi lub zasiać w mym sercu niepewność. Ale nie zmienia to faktu, że pod koniec zawsze stoi wybór. Jakąś pozycję muszę zabrać.
A zapadając się w ten burdel, tylko i wyłącznie go pogarszam. Bo staję się jego częścią. I to jest smutne.
Ja lubię poruszanie tematów, nawet tych w wygodnym fotelu z herbatką. Poszerza to świadomość, wywiera małe zmiany w nas wszystkich. Zmiany, które nie doprowadzą do natychmiastowej poprawy okoliczności. Ale przynajmniej mają miejsce.
I spotykam się na codzień z chamstwem. Ale prawdziwym wyzwaniem jest nie brać chamstwa do siebie i widzieć pozytywne aspekty. Nie tracić całego współczucia i altruizmu tylko dlatego, że ktoś myśli inaczej.
>A proza życia - jest niestety odmienna.
>
>Choć odkąd pracuję w Niemczech nikt nie wyciąga Glocka i
>nie mierzy do pracowników Intensivstation...A Policji
>wzywac nie trzeba.
A widzisz... Czyli można inaczej.
Bardzo często spotykam się z argumentem, że w Polsce jest dupiasta sytuacja materialna i ludzie na to reagują. Na pewno ma to duży wpływ. Ale, nawet jak mieliśmy boską sytuację materialną (1500-1700), skakaliśmy sobie do gardeł. Zawsze byliśmy kłótliwi i doprowadziliśmy się do bankructwa. Nasza mentalność rujnuje naszą sytuację materialną, a nasza sytuacja materialna rujnuje naszą mentalność. Gdzieś trzeba zacząć. Usprawiedliwianie jednego drugim nic nie dało do tej pory.
Ja zaczynam właśnie od traktowania innych z szacunkiem. Jak tylko mogę najlepiej. Bo nie wyssam znikąd 20 milionów :D
Staram się nie dać zwieść negatywnym doświadczeniom i strasznym historiom. Dlaczego? Bo kiedyś sam taki mroczny byłem. I nie mogłem już patrzeć w lustro, tak bardzo przytłaczały mnie moja osoba i szara rzeczywistość. A teraz... Nie jest źle :D
Pozdro -
Protsi to wracaj do Polski i nas uzdrawiaj; ] czekamy na Twoje rece ktore lecza; ]
Ciekawa jestem ile wytrzymasz wyjety ze szklanej kuli nim poleci pierwsza panienka z Twoich usmiechnietych usteczek gdy "Pacjent pod wplywem alkoholu" wymaluje Ci piekny wzorek zawartoscia swojego zoladka na Twoj sliczny idelany, bialy fartuszek; ]
Zastanawiam sie rowniez jak dogadasz sie z pacjentem ktory drze sie po Tobie, wyzywa itd itp. Bedziesz sie slodko usmiechal czy elitarnie walniesz focha?
PS. nie jestem mroczna, tylko nie histeryzuje i nie oburzam sie z powodu nazywania kogos gumisiem; ] -
Protsi. Ale czy nie widzisz, że takie rozmowy do niczego nie prowadzą!
można sobie godzinami urządzać dysputy na forum jaki to jest lekarz nieasertywny, paternalistyczny, arogancki i niespełniający założeń wspólczesnej socjologii.
Własnie tak. można sobie tworzyć tysiące postów z oceną naganną sytuacji. I można oskarżać. Masz moralne prawo!
Tylko to zmienia się w zależności od punktu siedzenia. Jak dyużurujesz sobie na SOR w PL i wpada kilku dresików podpitych i zaczynają zadymę - do starszych opacjentów mówią -zabierać mandziory i wyp.. -na asertywną pie;lęgniarkę leci krzesło - a salowa dostaje dwa strzały z pięści -to możesz sobie wtedy wyjść i socjologicznie-empatycznie podysputować.
To co piszesz jest absolutnie oderwane od polskiej rzeczywistości.
W Niemczech ostatnią rzeczą na którą ma pacjent ochotę jest bójka z personelem. Bo to państwo cywilizacji i prawa. Jak pacjent u mnie się zdenerwuje to przeprasza potem i zdarzyło się że jak nietrzeźwy pokrzyczał - to po informacji żeby się uspokoił bo będzie problem - przyjechał za 3 dni z kwiatkami przepraszać.
W Polsce jest inny krąg kulturowy - i jak pacjent rozpierdoli Ci głowę - to mimo iż TEORETYCZNIE bedac na dyzurze pełnisz rolę FUNKCJONARIUSZA PUBLICZNEGO - scigasz go z oskarżenia prywatnego. A on w trakcie silnego wzburzenia emocjonalnego był i miał prawo Ci rozpierdolić głowę!
Prawo w Polandzie chroni chołotę, na zachodzie jest inaczej!
Nie słyszałem aby w którymś szpitalu w Niemczech wpadło kilku gówniarzy dla zabawy ponapierdalać tzw. pawulonów. A w Polandzie się zdarza. I policja jak i prasa umywa od tego ręcę. Bo jest społeczne przyzwolenie.
Lekarz ma leczyć bez powikłań zgodnie z zasadami sztuki. Ma być empatyczny i kulturalny oraz asertywny.
Tylko spróbuj tak zawsze. Teoria. Nie da się. Ja jednego dresika, który kastetem zdzielił pielęgniarkę o wzroście około 155cm uspokoiłem rozpierdalając mu okolicę czołową gaśnicą.
Musiałem być asertywny. I wcale się tego nie wstydzę!
Dysputuj sobie tak teoretycznie - masz prawo -ale nie krytykuj innych doświadczeń. bo teoria w fotelu z kawką sobie a życie sobie. -
Jack Sparrow
>Protsi napisał
>Współczuję Ci, że masz zdanie pacjentów w dupie. Z
>jednej strony, na pewno zmniejsza to napięcie tu i ówdzie.
>To też pomaga. Skoncentrować się na pracy, a nie na
>problemach innych ludzi. Z drugiej jednak, odczłowiecza.
>Dystansuje. Odbiera głębię i nadzieję na lepsze jutro.
Skoro cechujesz sie tak wielka empatia,to daj znac,jak Cie juz zamkna na odziale psychiatrii...KAZDY normalny czlowiek dystansuje sie od pracy.To nie jest "odczlowieczenie",tylko normalny,ludzki mechanizm-tak samo robie ja,tak samo moj ojciec-prowadzac wlasna firme,tak samo znajomy na bramce w knajpie,czy sprzedajacy kebab w rynku.Nie rozumiesz tego-masz problem i jestes na najlepszej drodze do choroby afektywnej/ conajmniej/ jednobiegunowej.
Protsi,ja orientuje sie mniej wiecej,jak wygladaja warunki pracy lekarza w Szwarjcarii-ich nawet w malym stopniu nie da sie porownac do warunkow polskich.Polska to zasrany poligon.Swojego czasu szylem pacjenta na izbie przyjec-dresik/ nota bene,dwa razy wiekszy ode mnie/ po zabiegu zaczal mnie dusic.Zalozylem mu dzwignie na kregoslup szyjny i pier... ch...m o ziemie,zalatwiajac konsultacje ortopedyczna.Powiedz-w mysl empatii,elitarnosci,etc-mialem dac sie zabic?Z drugiej strony-wiesz ilu agresywnych pijakow,czy trolli wyciagajacych "tulipanka" juz przerabialem na SORze?Ja-ktory raptem przez kilka lat robilem wolontariat jako student i dopiero zaczynam staz-ergo,z malutkim doswiadczeniem,rowniez jezeli chodzi o trolle/gumisie?
Siedzac w fotelu,popijajac gin z tonikiem i odpalajac cygaro mozemy sobie wszyscy pieprzyc o empatii,kulturze,elitarnosci,e tc.Niestety-pomysl zastosowania tego w pracy w POLSKICH realiach przyprawia mnie o bol brzucha.Ze smiechu...
Wiktor,niestety-masz 100% racji.Ale to sie bierze z czego innego:w niemczech jak jest problem-policja przyjedzie,spaluje,zatrzyma na 48h,dopiero wtedy poprosi o wyjasnienia.Zadymiarze sie BOJA/ i prawidlowo!!/.W polsce-przyjedzie/albo i nie/,popatrzy i pojedzie-zwykle nawet bez mandatu.Ostatnio mnie i mojego brata zaatakowalo 8miu(!) dresiarzy.Poradzilismy sobie z nimi.Wszystko w zasiegu wzroku duzego wozu policyjnego.Nie raczyli nawet wysiasc z auta...
Co do artykulu,od ktorego zaczela sie dyskusja:biorac pod uwage,jak gowniana robote regularnie odwalaja dla ogolnie pojetej sluzby zdrowia panstwo dziennikarze,oraz jak niski poziom inteligencji prezentuja-czy to w reportarzach,czy w wywiadach/debatach,jak bardzo niesprawdzowne,badz zmanipulowane informacje prezentuja-grzeczniej mimo wszystko byloby,aby nie kompromitowali sie dluzej-i na pewne tematy sie zwyczajnie nie wypowiadali. -
Estarriol
Haha- Jack jak zwykle z grubej rury; ]
Jakiś czas temu był artykuł we 'Wprost" o aktach przemocy wobec lekarzy.
Co najmniej 40% doświadczyło fizycznego ataku ze strony pacjenta. Problem u nas jest taki, że są prawa pacjenta,a nie ma praw lekarza i zankomitą większość spraw sądowych w takich sprawach umarzano.
Dopiero teraz mają być w tej kwestii wprowadzane zmiany. Czy to coś pomoże- nie wiadomo.
-
Anonim
Rozumiem Wasz punkt widzenia. I wcale nie jest tak diameralnie różny od mojego... Ja kładę tylko nacisk na tę pozytywną stronę zagadnienia. Bo uważam, że to lepsze niż skupiać się na całym motłochu...
Jeśli chodzi o choroby afektywne, to ekhm... przerabiałem. Byłem na obu biegunach. Serio. Reperowanie i stabilizacja osobowości zajeły mi ponad 5 lat. Na szczęście obyło się bez leków. Ale, co przeżyłem, to moje.
I właśnie dlatego byłem pojebem, że się wychowywałem w Polsce. Byłem gnojony, bity i szykanowany. Pamiętam to bardzo dobrze. Nienawidziłem wszystkiego i wszystkich, ale przede wszystkim siebie. Normalności tam bowiem nie zaznałem. I znowu takim być.
Zrozumiałem jednak, że ucieczka w izolację nie jest rozwiązaniem.
I oczywiście, że co innego stać twarzą w klatę gościa z kastetem, a co innego siedzieć przed kompem i pisać. Sam musiałem parę osób potraktować w Polsce gazem pieprzowym. Ale nie sprawiało mi to radości. Było przykre. Ale w obronie własnej i znajomych.
Jednak życie składa się i z tego i z tego. Po to ma się czas wolny, fotelik i herbatkę, żeby przemyśleć takie właśnie zajścia i wyciągnąć z nich wnioski.
Jak to kiedyś wyczytałem gdzieśtam: "Niosę ze sobą serce, żeby się dzielić miłością z innymi. Ale mam też przy boku miecz, w razie gdyby ktoś tej miłości nie odwazajemnił". Spodobało mi się. Sam bym zajebał, jakby od tego zależało życie moje lub kogoś innego.
Takie przemyślenia i dialogi coś zmieniają. I jeśli nie my, forma inteletktualnego wyżu, nie będziemy się tego podjemować, to nikt nie będzie. I dziczenie będzie postępować dalej.
I jasne, że nie będę całował po pięśćiach pijanego, agresywnego chama. Ale nie będę też nim gardził. Ani go nienawidził. I postaram się nie brać tego do siebie. Może jemu forma szacunku werbalnego nie jest potrzebna, może jej nawet nie zrozumie. Ale inni zrozumieją. I dla tych innych warto się męczyć. Walczyć dalej.
Według mnie ważne jest, żeby dystansować się nie tyle od pracy, ale od tego, co w niej nie jest konstruktywne. Bo jak się od niej zdystansuję w pełni, to mijam się z celem. Zapominam, o co w niej chodziło. Odbębniam tylko godziny, czekając na fajrant. Chodzi o psychiczną higienę filtracji.
Natomiast, co widzę w Polsce, to to że ten brak szacunku rozchodzi się na wszystkie strony. Nigdzie indziej nie widzę tylu buracznaych, niezadowolonych z czegokolwiek mord. Znajomi, którzy do nas przyjeżdżali zza granicy byli zawsze tymi mordami najbardziej zmartwieni. Tyle niezadowolenia w Polakach. I dlatego walczę o te skrawki człowieczeństwa. Bo uważam, że warto.
I fakt... U nas czasami dzieją się koszmarne rzeczy. Po przyjaciółkę przyjechali pijani sanitariusze, pobitego policjańci skrytykowali, że sam był sobie winen, bo późno wracał do domu. I możemy się z tego śmiać, możemy to nawet zignorować... Ale dlaczego to akceptujemy? Czy o to chodzi?
Co chciałem napisać to to, że wszystko, co robimy, myślimy i czujemy ma znaczenie. Wywiera wpływ. Ta dzicz nie bierze się znikąd i też sama się nie obróci w perzynę. To wszystko złożony system interakcji. Nie nawrócę dresiarza z pałą. Alej jak nie pochłonie mnie nienawiść i przekonanie, że to nicniewarta menda, to jest to duży sukces. A ta nienawiść i to przekonanie zaczynają się właśnie tak niepozornie - żartem, jobem. Sam przez to przechodziłem. I nie jestem z tego dumny. -
Protsi, przeczytaj co napisałeś...
Nikt z nas nie ma choroby afektywnej. Po prostu - mówimy -że w danych okolicznosciach empatia i asertywnośc to stalowa gaśnica w ręku czy lewarek od karetki w ręku ratownika karetki.
I mozna sobie mówić o szacunku do bliżniego. Czy 150kg kark, okładający kastetem matkę trojga dzieci, która zarabia na chleb dyzurując na SOR zasługuje na szacunek i empatię?
Takie przemyślenia i dialogi -jak piszesz -gówno zmieniają. Bo praca nad sobą nie spowoduje braku zadym na sorach, jeśli chołota po nie tam przychodzi.
W Szwajcarii masz w każdym domu karabin SIG'a bodajże. Broni palnej multum. Wyobraż sobie to w Polsce...
I druga sprawa - piszesz o problemach psychoemocjonalnych własnych. My piszemy o tym -że my uich nie okazujemy. robimy swoje. Ja w takich Nuiemczech operuję - staram robić się to bez powikłań i trauumatyzacji. Ale - ostatnią rzeczą o jakiej pomyślę jest to, że pacjent podczas wizyty wstanie i "jebnie mi z baśki w kiniola" - co jednemu z Oberarztów się zdarzyło... Oczywiście w Polsce, w Legnicy. Dlatego pracuje tutaj, za Odrą. -
Jack Sparrow
>Estarriol napisał
>Haha- Jack jak zwykle z grubej rury; ]
...i jak zwykle mam racje...;)
Prosti-nie piernicz.Bardzo fajnie,ze cenisz sobie zwyciestwa moralne-ale do opuchnietej po pobiciu glowy i tak musisz przylozyc lod.Zreszta-za dyskutowanie z menelem tez bys najprawdopodobniej dosc szybko wylapal "z dyńki"...
>Wiktor ツ napisał
>I mozna sobie mówić o szacunku do bliżniego. Czy 150kg
>kark, okładający kastetem matkę trojga dzieci, która
>zarabia na chleb dyzurując na SOR zasługuje na szacunek i
>empatię?
>
Empatia to dlugi i zwykle bolesny temat:)Ja tylko dodam tutaj,ze calkowicie gardze menelem,ktory przez cale swoje zycie nie shanbil sie nawet nieuczciwa praca.Owszem-zaopatrze go najlepiej,jak potrafie,bo taki zawod-ale empatia?Nie-nie kupie kitu "no bo on taki biedny,mial pecha"-sorry.
>I druga sprawa - piszesz o problemach psychoemocjonalnych
>własnych. My piszemy o tym -że my uich nie okazujemy.
>robimy swoje. Ja w takich Nuiemczech operuję - staram
>robić się to bez powikłań i trauumatyzacji. Ale -
>ostatnią rzeczą o jakiej pomyślę jest to, że pacjent
>podczas wizyty wstanie i "jebnie mi z baśki w kiniola" - co
>jednemu z Oberarztów się zdarzyło... Oczywiście w
>Polsce, w Legnicy. Dlatego pracuje tutaj, za Odrą.
Heh,i znowu masz racje-to jest jedyne rozsadne podejscie.Nie rozumiem totalnie,czemu ktos probuje do tego wrzucic krzykliwe haslo pt."odczowieczenie"-jakas bzdura z serii bajek na dobranoc Edith Rose czy innego Fromma... -
>Protsi napisał
>Rozumiem Wasz punkt widzenia. I wcale nie jest tak
>diameralnie różny od mojego... Ja kładę tylko nacisk na
>tę pozytywną stronę zagadnienia. Bo uważam, że to
>lepsze niż skupiać się na całym motłochu...
>
Jesuu... gdzie Ty widzisz pozytywy w szyciu obrzyganego menela??

