-
P P
Sytuacja przedstawia się następująco. Zaraz po maturze przez rok studiowałem matematykę na MIM. Z różnych względów po roku zrezygnowałem, czego w zasadzie do dziś żałuję. W międzyczasie skończyłem inne, kiepskie studia na dość dennej uczelni (państwowej, ale zdecydowanie spoza czołówki), z których jestem zupełnie niezadowolony. Teraz, wbrew zdrowemu rozsądkowi, zastanawiam się czy nie naprawić błędu, który kiedyś popełniłem i nie iść jeszcze raz na matematykę na MIM.
Zasadniczy problem polega na tym, że jestem już stary-mój rocznik jako ostatni zdawał starą maturę. Wiem, że nie jestem wyjatkiem w skali kraju, widziałem już niejedną listę przyjętych na studia i zawsze pojawiały się na nich wyraźnie "starsze" numery PESEL, niemniej jednak w naszym kraju studiowanie (a już na pewno w trybie dziennym) w wieku mocno odbiegającym od średniej wydaje się wzbudzać niezdrową sensację, a osoby decydujące się na coś takiego są chyba uznawane za lekko nienormalne. Tyle jeśli chodzi o przeszkody natury psychologicznej.
Na powyższe nakłada się jeszcze istotna przeszkoda natury praktycznej: mając mniej więcej tyle lat, co ja, wypadałoby już zacząć na siebie zarabiać. Studiowanie w tradycyjny sposób jest niestety dość absorbujące czasowo i w zasadzie uniemożliwia podjęcie jakiejkolwiek pracy. Z kolei gdybym w pełni poświęcił się studiowaniu, boję się, że nawet gdybym podołał finansowo, nikt już nie dałby mi żadnej pracy, bo okazałbym się za stary/za mało doświadczony. Przyszło mi do głowy pewne rozwiązanie, zastanawiam się na ile jest ono realne.
Czy byłoby możliwe studiowanie na MIM przy ograniczeniu obecności na zajęciach do minimum, tzn. pojawianiu się niemal wyłącznie na kolokwiach/egzaminach i zastępowaniu wykładów/ćwiczeń notatkami z nich, podręcznikami, "ważniakiem" i samodzielną pracą (w praktyce studiowanie zbliżone do eksternistycznego)? Z tego co pamiętam, na MIM do frekwencji na zajęciach podchodziło się stosunkowo liberalnie (kiedy byłem tam pierwszy raz, nie miało to większego znaczenia, bo w zajęciach uczestniczyłem regularnie). Wiem jednak, że przez kilka lat sporo się mogło zmienić, dlatego właśnie chciałem Was spytać jak to wygląda obecnie-da się zaliczać przedmioty rzadko na nie uczęszczając (co oczywiście nie znaczy: nie ucząc się), zależy to od konkretnego prowadzącego czy może obecny regulamin studiów jasno precyzuje, że taki numer nie przejdzie i obowiązuje teraz sztywny limit dopuszczalnych nieobecności, po przekroczeniu którego jest się skreślanym z danych zajęć?
Wiem, że sam pomysł jest dość szalony. Doskonale zdaję sobie sprawę z poziomu studiów na MIM (poziom studiów, które w międzyczasie skończyłem, był w porównaniu do nich żenujący) i wiem, że wcielenie mojego planu w życie wiązałoby się ze sporym wysiłkiem, interesuje mnie tylko czy w ogóle jest to możliwe. Konsekwencje są niewielkie-w najgorszym razie po prostu wylecę/zrezygnuję, chwilowo i tak znajduję się na rozdrożu i nie mam jasno wytyczonego planu na przyszłość. Nie znaczy to jednak, że mój pomysł jest jedynie czymś w rodzaju chwilowego kaprysu.
Gdybym rzeczywiście porwał się z motyką na słońce i spróbował, istnieje szansa, że zwolniono by mnie z zajęć w-f na podstawie zaświadczenia o ich zaliczeniu na innej uczelni? -
Kudłaty
Da się tak, chociaż niektórzy prowadzący sprawdzają obecność na ćwiczeniach. WFy też zazwyczaj udaje się przepisywać.
Podobne Tematy
|
|
Grono studentów i absolwentów Wydziału Matematyki Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawski...
Miejsca grona (4)
-
RETRO Kolejowa 8/10, Warszawa
-
The Shot Polna, Warsaw
-
MIMUW Stefana Banacha, Warsaw
-
Uniwersytet Warszawski Krakowskie Przedmieście, Warsaw
- Dodaj miejsce

