-
klod.
Właśnie... dużo Wietnamczyków mieszka na moim osiedlu i nie widziałam, żeby którykolwiek z nich miał psa... w ogóle nie widziałam, żeby jakiś Wietnamczyk mial psa. Ktoś to potrafi wytłumaczyć? A i jeszcze jedno... kiedy ide z moim psiakiem na spacer i właśnie się na takiego napatoczę to nagle podskakuje i ucieka od mojego psa, lub odsuwa sie i czeka aż przejde. Dziwni ci ludzie -
Anonim
Pewnie dlatego, że w kulturze Wietnamu pies nie jest " najbliższym przyjacielem człowieka " jak w Europie. Poza tym psa trzeba wyprowadzać, a większość Wietnamczyków od świtu do nocy przebywa poza domem więc kto by się psami zajmował? Na wynajmowanych " wyprowadzaczy " szkoda im pieniędzy, czemu się akurat nie dziwię - nie są zblazowanymi Amerykanami i nie traktują psów jak bożków.
Obijało mi się onegdaj o uszy, że właściciele barów z sajgonkami łapali psy i serwowali je w sosie słodko - kwaśnym... ale mięso psie to składnik kuchni chińskiej, zatem podawanie psiny ( jak się nazywa psie mięso, wie ktoś?) w Warszawie jest raczej legendą. -
Ewaaa Dylan
Co do psów nie wiem, ale zwróćcie uwagę, że np. na stadionie X-lecia z barów wydobywał się taki sam smrodek jak z klatek z gryzoniami... Kebab ze szczura ... ? Dziwne... -
Anonim
-
-
Anonim
O gołębia łatwiej w Warszawie niż o szczura... kolega kiedyś mówił, że jadł sajgonki w jakoweś wietnamskiej garkuchni na Pradze ( ale nie na stadionie) i znalazł w sajgonce kość - mał i pustą w środku, czyli ptasią. -
Ewaaa Dylan
Akurat o szczura na stadionie nietrudno :] Kiedyś zimą widziałam takiego wielkości trochę większego małego kotka. Co prawda tylko jednego, ale podejrzewam, że nie brak ich tam... mnóstwo śmieci, jakichś resztek, pewnie nie głodują w tym miejscu. -
Anonim
Zgadzam się, nietrudno. Podobno na jednego mieszkańca metropolii przypada osiem szczurów. Natomiast Warszawa pełna jest nie tylko tych (nie)sympatycznych gryzonii ale i przedstawicieli gołębiowatych. Onegdaj w okolicach stadionu właśnie widziałem na kupie śmieci dwa szczury i ( na oko) ze dwadzieścia gołębi... odpadkami stadionowymi cała warszawska fauna się wyżywi. -
Anonim
Byłem dziś w okolicach stadiona X-lecia w dolnej części, kilka tzw. tych 'kanalizacyjnych' co to 'wychodzą z kibla i straszą domowników' (chodzi mi o rozmiar nooo.. :P średnio wielkości kotka, albo psa rasy york) ganiało się i chyba się pozagryzały, bo się na siebie rzuciły i piski były dość głośne .. :|
No ale w takim miejscu nie trudno o takie zwierzątka.. -
Anonim
( Temat schodzi na szczury i gołębie)
Ja tez nigdy nie widziałem wietnamców z psami, mimo że żyje w sumie krótko..
A jak sie może nazywać pies w chińskim barze? Może wieprzowina? Coś takiego.. tylko Oni wiedzą co nam serwują.. -
Legalna Siostra
uwaga.
widziałam wietnamczyka z psem i wcale go nie zjadł.
a własciwie, mam w dupie co kto je psy/koty/kury/swinie/krowy/szc zury/jaskołki/ryby/wieloryby/r ekiny/robaki/świnki morskie/co tam jeszcze. co kto lubi :) -
Anonim
a ja uważam, że przynajmniej połowę populacji gołębi w Warszawie należałoby wybić!!! -
Anonim
-
Olciś... Niach niach...
Swego czasu pracowałam u Wietnamczyków... Bardzo porządna restauracja... Jesli ktoś zamawiał kurczaka to kurczaka dostawał... Jak wieprzowinę to wieprzowinę itd..
Takie dziwne potrawy to serwowali na wietnamskich imprezach np. Koza z warzywami na gorącym półmisku... Przepiórki, gołębie pieczone... A na weselu na stole pary młodej leżała wędzona skóra świni... -
Marcin Sumera
co do posiadania psów przez Wietnamczyków, to ostatnio parę razy widzialem.
.....a co do jedzenia psów, to czasami myslę, że można byłoby spróbować; )
kiedyś nikomu w głowie się nie mieściło, żeby jeść krewetki, więc..... -
Olciś... Niach niach...
Ja odważyłam się zjeść kozę... trochę żylasta ale bardziej mi smakowała niż wieprzowina... Ale na psa nigdy się raczej nie skuszę... -
Anonim
>Lúthien Alcarin napisała:
>Swego czasu pracowałam u Wietnamczyków... Bardzo porządna
>restauracja... Jesli ktoś zamawiał kurczaka to kurczaka
>dostawał... Jak wieprzowinę to wieprzowinę itd..
>Takie dziwne potrawy to serwowali na wietnamskich imprezach
>np. Koza z warzywami na gorącym półmisku... Przepiórki,
>gołębie pieczone... A na weselu na stole pary młodej
>leżała wędzona skóra świni...
Restauracja to jedno - podrzędny bar w rozpadającej się budzie z kupą śmieci w części tylnej drugie. Tam można zamówić kurczaka a dostać gołębia, kupić wieprzowinę - otrzymać psinę. Nie mam nic przeciw jedzeniu psiego mięsa ( we Francji jedzą ślimaki na przykład i nikt z tego nie robi wielkiego halo) ale pod warunkiem, że takowe zamówię.
Chociaż zawsze będę twierdził, iż spożywanie mięsa z psa nie mieści się w kulturze europejskiej. No ale jak ktoś lubi... zresztą Wietnam leży w Azji.
-
Olciś... Niach niach...
Ale i w porządnej restauracji i w podrzędnym barze mają wspólne karaluchy; D;D.. Niezapomniany widok wietnamiec ganiający z kapciem o 10 rano za karaluszkiem ... <haha> -
Anonim
u mnie w mieście jak otworzony bar z kuchnią wietnamską wszystkie psy z ulicy zniknęły.. hm naprawdę :] -
Anonim
Opowiadal mi ojciec, ze jak chinczykow na budowie zatrudnili, to po jakims czasie zaczely psy i koty znikac... A w koncu ich nie bylo.
Ale w koncu nawyki zywieniowe sa na calym swiecie inne... To, ze w europie psy oswojono, a w azjii zajadano to troche inna sprawa. -
Adam
Zastanawiałem się kiedyś nad tym, i mi wyszło że chyba się nie bardzo kalkuluje łapać gołębie czy inne koty żeby z nich zrobić żarcie. Gołąb czy inny bezpański pies będzie raczej chudy i żylasty, trzeba się będzie nakombinować żeby dziada złapać, potem brudzić sobie ręce obdzierając toto z piór czy skóry, patroszyć, pozbywać się dowodów (bo coś mi mówi że jakby zieloni znaleźli gdzieś kolekcję psich łbów to by była niezła awantura) ... jak można kupić w tesco kurczaka z kończącym się terminem ważności za jakieś psie pieniądze, i dostać czyste (no, bez szaleństw) mięso z którym nie będzie aż tyle roboty.
|
|
Legenda Miejska - Mitologia Miejska (ang. Urban Legend) - z pozoru prawdziwa informacja rozpowszechn...
Miejsca grona (1)
-
Nawiedzony dom przy Starej Gazowni Ignacego Prądzyńskiego, Warszawa
- Dodaj miejsce

