Nie lubię Paulo Coelho [1319]

Zapisz się
Dodaj kartkę Dodaj bana
Powód wlepienia kartki
Wybierz wątek docelowy z listy lub wpisz jego ID
  • .

    Wpadłam na pomysł. Ciągle mówicie o tym, że warto byłoby coś stworzyć, nie ma jednak żadnych planów... Zamiast tego proponuję inne rozwiązanie. Wpiszę tu pierwsze zdanie, do którego każdy będzie mógł dopisywać ciąg dalszy(kilka zdań, akapit lub dwa). Pamiętajcie tylko o stosownych imionach, o opisywaniu sekretów nieudanego dzieciństwa bohaterów i, oczywiście, królikowych mądrości!


    Słońce pokazało się już nad linią wody, gdy Marco otworzył oczy.
    "Wstaje nowy dzień", pomyślał "jest on znakiem nadchodzącego nowego życia. Trzeba zostawić przeszłość za sobą."

    Marco przeprowadził się na wybrzeże Italii kilka tygodni wcześniej. Porzucił swoją rodzinę i ojczysty kraj, pracę, wszystkich znajomych. Do podjęcia tak drastycznego kroku zmusiła go...


  • Marta

    ... długotrwała susza dręcząca jego rodzinną wioskę w północno-zachodnim interiorze Brazylii. Przez kilka miesięcy nie było dnia, w którym nie docierałyby wiadomości o kolejnym zmarłym z wycieńczenia, kolejnej wyschniętej studni czy jeszcze jednym stadzie bydła, które padło. Wydawało się, że Wszechświat zapomniał o maleńkiej miejscowości, jakby na ironię zwanej Aguas Celestiais.
  • Drevnij Kocur

    Marco postanowił więc toczyć samotny bój z siłami Wrzechświata i gdy Anioł Śmierci ponurym głosem zawodził nad jego rodzinnym domem, opuścił to miejsce naznaczone bezmiarem cierpienia i poorane zmarszczkami bólu, który zdałoby się, nie miał nigdy ustać, i wyruszył w daleką podróż, nie bacząc na los,sypiacy mu w oczy złocistym piaskiem zwątpienia, wyruszył by odnaleźć Sens, majaczacy fatamorgana tuż za falujacą linią horyzontu.
  • Kasia G.

    Italia byla dla Marca zachwycajaca. Kiedy patrzyl na odbijajace sie w morzu promienie slonca czul sie tak, jakby wszystkie problemy swiata nie istnialy. Ale Marco wiedzial, ze zycie ludzkie jest jak morze. Wiedzial, ze nawet najspokojniejsza tafla moze zmienic sie w wielka fale cierpienia pedzącą w strone brzegu i zadne sily w Kosmosie jej nie powstrzymaja.
    Z zamyslenia wyrwal go dzwiek telefonu. "Kto to moze byc?" -pomyslal- "przeciez nikt nie wie, ze tu jestem." Marco podniosl sluchawke powolnym ruchem reki:
    - Halo?
    - Czy wierzysz w milosc? W prawdziwa, gleboka milosc? - odpowiedzial niski, kobiecy glos...
  • Anonim

    Marco zastanowił się kilka sekund. Tak naprawdę nie był pewien, czy wierzy w istnienie czegoś takiego, jak miłość.
    W jego umyśle rysowała się ona jako coś nieziemskiego, niezwykle silnego, owładniającego wszystkie zmysły jednocześnie. Nigdy jednak czegoś takiego nie przeżył.
    - Nie ... nie .. nie wiem. - odpowiedział niepewnym głosem.
    - Boisz się uwierzyć .. - wyszeptał głos po drugiej stronie linii, po czym ktoś po prostu odłożył słuchawkę.
    - Boję się uwierzyć - powtórzył szeptem Marco. - Naprawdę się boję?
  • Mysza

    Jego spokojne rozmyślania zostały brutalnie przerwane pukaniem do drzwi. Przez głowę przebiegały teraz tysiące skłębionych niczym fale Adriatyku myśli. Drzwi. Telefon. Miłość. Pukanie. Strach. Z mentalnego chaosu wyrwało go po chwili stłumione nieco pytanie:
    - Przepraszam, ale chciałem wyjaśnić nieporozumienie dotyczące telefonu. Jest tam Pan, Marco?
    - Tak, tak, jestem. Za chwilę. Proszę poczekać.
    Stał teraz na środku hotelowego pokoju nie bardzo wiedząc, co zrobić. Wciąż słyszał ten głęboki, niski głos pytający o to, czy wierzy w miłość? Czy wierzy? Czy wierzy w ogóle w cokolwiek? Czy wiara...
    - Przepraszam raz jeszcze, ale mam wiele obowiązków, więc gdyby zechciał Pan jednak...
    - Tak, już otwieram, momencik. - szybko zarzucił na siebie hawajską koszulę i podszedł do drzwi - Proszę mi wybaczyć, ale troszkę się zamyśliłem. A mam przyjemność z...? - w korytarzu stał jowialny jegomość, co chwila przecierający chusteczką mokre od potu czoło.
    - Zarządcą tutaj jestem. Adriani. Więc ja w sprawie tego telefonu...
  • Anonim

    - Telefonu? Jakiego telefonu? - dusza Marco wciąż pielgrzymowała do sanktuarium Mądrości Wszechświata, zostawiając ciało jego na pustyni Doczesności. Słowa zarządcy nie nadążały za szybującym z duszą Marco umysłem.
    - Telefon panu odcięli. Rachunki niezapłacone.
    - A, rachunki. Telefon. Odcięty Telefon.
    - Pół roku pana nie było. Była tu jakaś Brida, czy tam Frida, Irlandka jakaś. Pytała o pana.
    "Miłość", pomyślał Marco. "A jednak miłość". Ile razy mylimy to święte uczucie z pożądaniem? A jednak mija jedenaście minut, a my wciąż czujemy coś Niewyjaśnionego, co nie daje nam zasnąć nocą gwiaździstą. Czy to jest właśnie ta Miłość? Na Boga! Czy i tym razem przemknęła opodal mnie Niezauważona, rzucając mi pod nogi zaledwie Grosik pozdrowienia?
    Marco zalał się łzami, padając na kolana przed wzdętym Brzuchem zarządcy.
  • Sölarfall

    Adriani podniósł go za ramię i szepnął
    -Przestanie się Pan mazać, ło co chodzi?
    Marco trzeźwiejąc ze swoich odurzających wizji zorientował się, że tylko od niego zależy jego los, nawet jeśli nie wie już gdzie się znajduje i nie wie co działo się przez ostatnie pół roku. Odpowiedział więc
    -Wszystko w porządku, może pójdę się przejść brzegiem Oceanu. To da mi chwilę wytchnienia od codziennego stresu. Byłem w długiej podróży, dziękuję za informacje.
    Zarządca pokręcił głową i wyszedł, a Marco czym prędzej wybiegł na zewnątrz i przysiadł tak blisko linii brzegu, że fale obmywały mu stopy. W każdej innej chwili z pewnością zamknąłby oczy i oddał się tej błogiej przyjemności, myśląc nad cierpieniem wszystkich ludzi na Ziemi i w jego Ojczyźnie i o tym, jak wielkie Szczęście go spotkało, że podjął właściwy wybór stając się kowalem swego losu. Teraz jednak nie wiedział nic i nie był w stanie myśleć o niczym innym, tylko o tajemniczym telefonie. Rozmawiał o miłości z kobietą o pięknym głosie, po czym okazało się, że nie było go PÓŁ ROKU... Patrząc na mewy siedzące nieopodal, próbował zrekonstruować przebieg rozmowy. W końcu chwilę zastanowienia przecięła ostra jak brzytwa myśl, którą wyraził głośno.
    -Nie umiałem odpowiedzieć. Nie umiałem. Nie chciałem, czy nie umiałem? A może jednak nie chciałem? Czy może jednak umiałem i chciałem, ale nie wiedziałem jak chcę odpowiedzieć? Ach, pamiętam słowa starego wędrowca przechodzącego raz przez Aguas Celestiais... "Pamiętaj Synu, niezdecydowanie kosztuje więcej niż zła decyzja..."
    Czy jednak niezdecydowanie miało go kosztować naprawdę więcej, czy miało być jedynie początkiem Wielkiej Przygody w poszukiwaniu Miłości? Marco w końcu zamknął oczy, a gdy je otworzył...
  • Anonim

    Poczuł ból.

    Obudził się w nicości własnej duszy. Naprzeciw niego wyłaniał się
    jakby zarys świata, połaczony w jednym promieniu Serdeczności.
    "To musi być moja świadomość" - Pomyślał, głęboko się zastanawiając. "Albo po prostu cięzki Kac" - dodał.
    Gdy rozejrzał się po raz drugi, coś poczuł w skroni.
    Przeczucie dnia dzisiejszego, skołatany w oparach wczorajszych
    godzin ciężki efekt niebytu. Aktualnie kręciło mu się w głowie.
    Powtarzał sobie "Miłość? Czym jest Miłość?" I za każdym razem,
    kiedy miał udzielić sobie odpowiedzi, tracił głos. Jego życie trwało do dziś, miało się skończyć wczoraj, ale trwało nadal. Mimo wszystko
    Marco wiedział, że Milość kiedyś da o sobie znać.
    "Miłość..." - Pomyślał.
    Zrobił jeden czy dwa kroki, i nagle odkrył tajemnice wszechświata.
    Ogarniała go radość. Ale miał ochotę umrzeć.
    Ponieważ najwięszke szczęście niesie ze sobą ciężar rozpaczy.

    "Miłość jest jak czternaście kontrfagotów grających do łoskotu betoniarki oraz kaszlu starego człowieka -Nikt nie potrafi tego opisać"

    Dumnie wstał, zobaczył drogę przed sobą, i ...
| |

Gromadźcie się wszyscy Wy, w których Alchemik wywołuje torsje! Wymiotujmy razem do rzeki Piedry!



Fotki

Miejsca grona (0)