-
Anonim
Właśnie, jak to wyglądało u was? Czekam na opowieści. :)
Na początku 3. klasy gimnazjum przechodziłam przez b. silną depresję i koleżanka podrzuciła mi właśnie, za przeproszeniem, książkę Coehlo "Weronika postanawia umrzeć".
Generalnie, to jedyne, co mnie interesowało, to to, czy w końcu dzierlatka umrze, czy też nie. 'Mądrości' zerżnięte z kioskowego kalendarza mnie szybko znudziły i czasem je nawet pomijałam. W każdym razie przeczytałam pisaninę w jedną bezsenną noc, z nijakim zaciekawieniem.
Pozostałam przy obojętnym stosunku do tegoż Jaśnie Oświeconego grafomana. Jednakowoż widząc wszędobylskie peany, sikanie po gaciach na widok każdego cytatu i ogólną gloryfikację tychże aforyzmów... No i wywiady, wywiady, wałkowanie aksjomatów, pieprzenie, jak po joincie. Oraz te rzesze fanów plujących sokami organicznymi. Ciąg dalszy domyślny. -
Lef
miałam lat 13. leżałam w szpitalu. mysle ze to swietny wiek i okolicznosci na tffoorczosc pana P.C :) -
Anonim
miałam niewiemile lat;)
wiecie, to przez mamusię, chyba to było nieuniknione w moim przypadku..
(spotkanie zarówno "literackie" jak i "personalne") -
Anonim
zaczęło się jakoś tak, że mama dzieciom do puszki czytała świeżo przetłumaczonego "Alchemika" (by herself)
potem zabrałam się za "Piątą Górę" i "Weronikę" - w 1. czy 2. gimnazjum.. i nie zachwyciły mnie, ale "wypadało" przeczytać.. -
-
e.
chyba skażenie literackim syfem autorstwa Coelho i mnie dopadło w okolicach gimnazjum...13 lat miałam o ile dobrze pamiętam.
oczywiście "Weronika" i oczywiście z polecenia zachwyconej koleżanki. przeczytałam i jakoś mną nie wstrząsnęło, tylko potem miałam mieszane uczucia przy wymianie spostrzeżeń na temat książki....wokół zachwyt, pisk i omdlenia...aż zaczęłam się zastanawiać, czy to dobrze, że tylko mi to gówienko śmierdzi, a innym pachnie.....
z resztą TFUrczości zapoznawałam się systematycznie, aby sprawdzić na ile jedna książka może powiedzieć o autorze i czy faktycznie można produkować taki szajs za poparciem rzeszy uduchowionych czytelników/czytelniczek.
oczywiście wszystkim pozycjom towarzyszyły euforyczne opinie koleżanek: "Masz, przeczytaj, to takie, takie, TAKIE...", no właśnie...TAKIE...i było tylko gorzej...
nie zapomnę, kiedy na kartce walentynkowej dostałam serię cytatów z Coelho...
"11 minut" to było NAJBARDZIEJ ŚMIERDZĄCE GÓWNO jakie przeczytałam. ostatnie gówno.
a w tak zwanym "międzyczasie" wylądowałam tutaj:) -
Anonim
"Alchemik" jest lekturą szkolną. Oczywiście go nie przeczytałem, miałem dosyć po tym, co o nim wiedziałem.
Natomiast moja matka od czasu do czasu przynosi mi coś z miejskiej biblioteki i było to "Nad brzegiem rzeki Piedry usiadłam i płakałam". Rzyg.
"Weronikę" doczytałem do 19 strony. Dalej skapitulowałem. -
zachod robi inaczej
no tak, ja też zaczęłam od "alchemika" jakoś na początku liceum, gdy przeszła taka pseudoliteracka burza nad Polską i każdy szanujący sie ksiazkomaniak powinien byl coelho znac. ale powiem wam, ze choc mnie "alchemik" nie urzekl i nie zachwycil, to wcale nie myslalam, ze jest taki zly. nawet wiecej teraz mi sie wydaje, ze mianowicie jest doskonala pozycja dla przechodzacych okres dojrzewania nastolatek. zreszta, nie oszukujmy sie - wpisuje sie przeciez w kanon tzw. literatury popularnej i stwarza pozory, ze mowi o czyms naprawde waznym. wypelnil wiec pewna nisze na rynku czytelniczym - moze takiego czegos wlasnie trzeba?
ale z drugiej strony - najwiekszym bledem coelho, jest moim zdaniem to ze powtorzyl "alchemika" w swoich wszystkich kolejnych powiesciach, tak jakby cale zycie pisal te sama ksiazke w odcinkach, niczym XIX-wieczni autorzy :)
dlatego "alchemik" jest dla mnie akceptowalny, pozostale ksiazki tego pana - juz nie i przy spotkaniach z nimi nie bylam juz tak laskawa.
pozdrawiam -
Marta
mnie jakimś cudem ominęła ta burza, która większość osób zmusiła w liceum do czytania alchemika. przeczytałam dopiero po pierwszym roku studiów i poraził mnie dennym stylem i powtarzaniem w kółko kilku sloganów - po raz setny, w razie gdyby jakiś mniej bystry czytelnik nie zauważył poprzednich 99. było to właśnie pierwsze spotkanie z pc. potem przyszła kolej na 11 minut i mnie powaliło zupełnie.
czy literatura popularna stwarzająca pozory, że mówi o czymś ważnym była te kilka lat temu niszowa? jakoś nie chce mi się w to wierzyć. takich dzieł było chyba zawsze sporo, w końcu tłumy ludzi piszą książki, a niewielu ma coś do powiedzenia bez pozorów. -
Anonim
w sumie chyba "alchemik" lepszy niż "Pamiętnik Księżniczki".. (czytałam z zapartym tchem, przyznaję się! to były FAJNE książki;) a może nie? w sumie nie wiem.. jak uważacie?
no, ale na pewno lepsze to, niż gazetki "bravo" czy "13" -
konstancja
ja pierwszy raz znalazlam cos w empiku. to byl chyba pielgrzym. przeczytalam pare stron na wyrywki i ... uznalam ze to jakis zart :>. bo jak cos takiego (nie wiem czy wtedy akurat ta pozycja ale ktoras pc na pewno) moze byc ksiazka miesiaca tudziez tygodnia czy roku? juz wczesniej padalam ofiara natloku w mediach sentencyj oraz madrosci jednego wiadomego autora, ale po zapoznaniu sie ( z grubsza; P) z jego dzielem zaczelo mnie to jednym slowem wk****** :].
p.s.:zmusilam sie ostatnio do przeczytania czegos w calosci, padlo na alchemika. i doszlam do wniosku ze to calkiem ladna bajeczka z nawet zaskakujacym zakonczeniem (o co ciezko ostatnio). nie zmienia to faktu ze nadal uwazam jezyk za zbyt popmatyczny a slogany... no coz. moze faktycznie trafiaja do kogos. w moim zyciu nic nie zmienily i nie zmienia juz :]. bo slyszalam je juz w zyciu setki razy, tyle ze w innych slowach i starszej daty. no i oczywiscie innego autorstwa.; ) -
zachod robi inaczej
>Marta napisała:
>mnie jakimś cudem ominęła ta burza, która większość
>osób zmusiła w liceum do czytania alchemika. przeczytałam
>dopiero po pierwszym roku studiów i poraził mnie dennym
>stylem i powtarzaniem w kółko kilku sloganów - po raz
>setny, w razie gdyby jakiś mniej bystry czytelnik nie
>zauważył poprzednich 99. było to właśnie pierwsze
>spotkanie z pc. potem przyszła kolej na 11 minut i mnie
>powaliło zupełnie.
>
>czy literatura popularna stwarzająca pozory, że mówi o
>czymś ważnym była te kilka lat temu niszowa? jakoś nie
>chce mi się w to wierzyć. takich dzieł było chyba zawsze
>sporo, w końcu tłumy ludzi piszą książki, a niewielu ma
>coś do powiedzenia bez pozorów.
wlasnie wlasnie. dlatego uwazam ze "alchemik" jest dla gimnazjalistek, nie zaznajomionych jeszcze z literatura (ja tak nazywam literature z wyzszej polki, a nie tzw. czytadelka), czytanie zas coelho na studiach...? to rzeczywiscie moze porazic, wiem bo sama przaeczyatalm "11 minut" niedawno i tez to byl dla mnie wstrzas :)
ale co do wypelnienia tej niszy - to moze rzeczywiscie takich dziel jest wiecej, jakos tak jednak coelho przypadl na ten czas kiedy ja sie zaczelam interesowac ksiazkami troche bardziej i nie zauwazylam w owym czasie wiecej autorow w stylu coelho, ktorzy tak by doskonale radzili sobie na rynku wydawniczym. ale podaj przyklady tych, ktorych mialas na mysli, chetnie ich sobie porownam z popularna literatura coelho. -
ewa tejlor krass
jak tak jeszcze troche pogadacie to przeczytam te 11 minut z niezdrowej ciekawosci -
Anonim
-
Marta
ewka, jak nie czytałaś 11 minut, to właściwie nic jeszcze nie czytałaś. to jest szczyt możliwości pc, wszystkie jego walory w najwyższym stężeniu i w ogóle. w kategorii coelhowości to jest tak: 11 minut, długo długo nic i potem cokolwiek w jakiejkolwiek kolejności. przeczytaj, mówię ci. maria jest moją życiową idolką. jej postać wyraża lęki, nadzieje i marzenia wszystkich dziewcząt w moim wieku. jest też książę z bajki przez duże ż i wielka miłość, która wszystko przetrzyma, nie wie, co to zazdrość a współweseli się z prawdą.
odnośnie do niszowości/ nieniszowości pc - nie miałam na myśli niczego konkretnego, a w każdym razie trudno mi sobie coś przypomnieć w tej chwili.
po prostu wydaje mi się, że musi być sporo takiej literatury. w końcu księgarnie są pełne, co roku wydaje się bardzo dużo książek, a niewiele z nich jest z tej wyższej półki. do bycia z najniższej też nie tak wiele się otwarcie przyznaje. zostaje ta spora reszta, z której część to pewnie właśnie takie barachło z pretensjami. -
Lef
ja to głównie czytam kasiazki autobusowo/ tramwajowo wiec PC bym sie wstydziła, ale kurde tez mnie 11 minut nęci bo na alchemiku poprzestałam.... -
Marta
to obłóż w gazetę, na przykład w okładkę "literatury na świecie" i wstydu nie będzie; ) -
Marta
Ja miałam chyba 13-14 lat, bo to w gimnazjum było jako lektura, Alchemik oczywiście (w sensie, że najbardziej głębokie?), i na przekór pani polonistce, z resztą wraz z 3/4 klasy, uznałam to dzieło za gniota.
Wciąż nie mogę wyjść z podziwu za to dla książki "Być jak płynąca rzeka". Musicie to przeczytać. Stężenie głupot na stronę jest niezwykle ekscytujące :D -
e.
ej....to mnie chyba jakoś lekturowe szaleństwo z Coelho ominęło...wszyscy piszą,że te rzygi czytali jako lekturę, a mi tego oszczędzono, niesamowite:D:D
co do wypowiedzi Marty- zgadzam się...11 minut to czysta esencja tego, co nazywam coelhoizmem:D:D:D jedna książeczka, a tak doskonale wyraża to, kim jest jej "ałtor"(przykro mi, ale "autor" to już za dużo powiedziane:D):D:D -
ewa tejlor krass
namawianie kogos to czytania krolika na tej stronie jest szalenie oryginalne:))) -
czołguś
ja musiałam alchemika omówić z klasą w gimnazjum żeby dostać 6 na koniec.
nie wiem czemu polonistka mi to zrobiła, ale sądząc po jej stosunku do pc z czystej, niekłamanej złośliwości.
ale 6 dostałam, niach niach.

