- 1
- 2
-
-L-V-Y-
Tak przeglądam te grono i widzę, że cała rzecz się obraca wokół nut i zapotrzebowania na nie, co jest oczywiste :)
dla odmniany chciałbym by każdy tutaj napisał od kiedy rozpoczęła się wasza przygoda z muzyką, jakie wydarzenia na to wpłynęły i czym muzyka jest dla was dziś? czy tylko gracie czy i też sami coś komponujecie? czy gracie dla przyjemności? czy dlatego, że wymaga tego wasza praca? czy studiujecie na akademi muzycznej czy tylko we własnym zasiszu domowym malujecie obrazy muzyką?
to może zacznę jako pierwszy :)
sama muzyka jest dla mnie podróżą, odkrywaniem nowych doznań i poznanwaniem nowych doświadczeń. Muzyka to pragnienie. Muzyka to narkotyk.
Ze mną nie jest tak, że już od małego chłopca wygrywałem melodie i śpiewałem sobie pod nosem. Wręcz przeciwnie. Byłem zwykłym chłopcem który chciał być policjantem. Lecz pewnego dnia gdy do domu przynieśliśmy stare pianino od babci wszystko się zmieniło. Było to kilka miesięcy temu. Pamiętam jak pewnego wieczoru, gdy nikogo nie było w domu usiadłem przed tym instrumentem... To co nastąpiło później było silniejsze ode mnie. Z faktu, że studiuję i wyjeżdzam na cały tydzień do innego miasta nie mam dużych możliwości by grać cały czas. Ale czasem będąc po za domem śnię po nocach by wrócić jak najprędzej i usiąść przed pianinem. I rozkoszować się tym dźwiękiem. To działa jak narkotyk. Pragnienie.
Nie gram jeszcze zbyt dobrze, ale szybko się uczę. Czasem pomijam niektóre podstawy i biorę się za rzeczy bardziej ambitniejsze. Ostatnio próbuję grać muzyke Yann'a Tiersena, i coś nawet wychodzi. W dodatku zacząłem tworzyć muzykę na komputerze. Krótko mówiąc, moja przygoda z muzyką dopiero się zaczyna. Teraz planuję zakupić sobie jakiś keyboard, by zawsze mieć przy sobie namiastkę pianina. Wiem, że jeszcze dużo przede mną. Niektórzy mówią, że ten wiek to już za późno by nauczyć się płynnie grać. dobrze grać. to nie prawda. jestem pełen wiary i siły i nadziei, że na pewno będę grać.. .. .. i na starość gdy będę już ślepy i głuchy wciąż będę słyszał muzykę, będzie wypływała z duszy. -
...::: Almare :::...
ja mam muzykę we krwi. moja Mamusia była śpiewaczką, rodząc mnie spiewała Normę Belliniego. można więc powiedzieć, że wyssałam muzykę z mlekiem Matki. później podstawówka muzyczna, średnia, potem akademia (na dyrygenturze chóralnej), potem problemy z rękami i koniec. teraz praktycznie nie mogę grać bo mnie potwornie bolą ręce. ale muzyka była, jest i zawsze we mnie będzie. z tym się urodziłam i z tym umrę... -
Smile!
Muzyka.. czy jest coś piękniejszego? Zaczęłam się nią zajmować w wieku lat 5. Wtedy to zupełnym przypadkiem trafiłam do klasy skrzypiec i przeoryginalną nauczycielkę, która niestety zniechęciła mnie do tego instrumentu. Mimo to ukończyłam "podstawówkę muzyczką" (I stopień) właśnie na tym instrumencie. Do dziś lubię improwizacje na skrzypcach i jazz. Później przyszedł czas na zmianę instrumentu i tak - po 12 latach nauki mam kilka papierków ukończenia szkół muzycznych. Podobnie jak koleżanka powyżej mam problem z ręką. Dokładniej prawą, w której chwyta mnie wieczny skurcz przy grze na flecie... z takim właśnie skurczem zdawałam mój ostatni egzamin dyplomowy.
Dlatego muzyka jest dla mnie radością, miłością i szczęściem, ale również bólem, bo płaczę tylko wykonując ją. Mimo to chyba sobie nie daruję. Takie małe uzależnienie. :) -
Jula
Hmm.. wszyscy macie niesamowite doswiadczenie jezeli chodi o muzyke... Ja ją poznałam i pokochalam w wieku 7lat kiedy to trafila do klasy z rozsezonym pogramem muzyki - przez 5 lat gralam na mandolinie. To chyba wszystko teraz tylko od czsu do czasu no i ucze sie na gitarce :) -
-
Anonim
Ja podobnie jak jedna z koleżanek wyżej jestem związana z muzyką od momentu poczęcia - moi obydwoje rodzice są śpiewakami. Jak to w większości muzycznych rodzin bywa zaliczyłam podstawową szkołę muzyczną, potem zaczełam średnią, ale z sobie tylko wiadomych powodów ją przerwałam (ale byłam głupia, nigdy sobie tego nie daruję), bo dopiero jak człowiek traci możliwość wykonywania sztuki wysokiej potrafi zrozumieć co stracił i że życie bez muzyki nie ma sensu. Tak więc postanowiłam ponownie zacząć obcować bliżej z muzyką, choćby w strefie teoretyczno-naukowej czyli zostałam muzykologiem, choć to jeszcze mało i już myślę co by tu jeszcze robić blizej wykonawstwa muzycznego.
Współczuję Wam dziewczyny kłopotów ze zdrowiem, które uniemozliwiają Wam pewnego radzaju wyrażanie siebie poprzez muzykę czym jest np. wykonawstwo muzyczne. Bo słuchać tylko muzyki to czasem za mało - niestety. Życzę zatem zdrowia. Może jeszcze kiedyś usłyszymy i zobaczymy Was na estradach. -
Anonim
u mnie to ciotka jest skrzypaczka i prof., mama na pianinie grała i pogrywała na akordeonie, wujek jest saksofonista i prof., brat gra na pianinie... wiec to bylo oczywiste ze ide w ich slady. poszlam jak mialam 5 lat. po roku musialam sie wycofac - nie umialam czytac i pisac - w przeciwienstwie do nut, bo to odkad pamietam umialam i pisac o czytac, a raczej spiewac i grac.(a. gram na alowce, a wczesniej 7 lat na skrzypcach)
wrocilam po 3 latach. skonczylam 1 st. teraz jestem w 5 klasie 2 st. na miodowej. w tym roku zdaje na AMiFC. i moge powiedziec ze oprocz tego malego czegos zwanego talentem i szczesciem, to przypadki pokierowaly mna tak a nie inaczej. a raczej ludzie, ktorzy w odpowiednich momentach stawali na mojej drodze.:P -
Anonim
a ja poszłam do szkoły muzycznej w wieku 12stu lat chyba (6ta klasa podstawówki). Wcześniej grałam na flecie prostym. Siostra zauważyła, że potrafię zagrać dosłownie wszystko (no bez przesady, bo ile można zagrać na flecie szkolnym?; ) Dostałam się na fagot. najpierw dwie klasy na I stopniu i skok na drugi stopień... W przyszłym roku bedę miała dyplom... Kończę, choć przerasta mnie to. Gram na fagocie. Naprawdę jest trudno pogodzić naukę w szkole muzycznej, obowiązki w klasie maturalnej, miłość, znajomych... Ciężko jest, ale wiem, że rezygnując ze szkoły muzycznej ZAWSZE żałowałabym tego... Tym samym jednak wiem, że nie chcę zawodowo uprawiać muzyki... Przecież ona jest po to, by cieszyć innych. Chcę organizować koncerty, sprawiać radość ludziom począwszy od tych najmłodszych, w przedszkolu, poprzez przeciętnego, szarego człowieka, skończywszy na ludziach, którym naprawdę życie dało w kość... Tym biednym, chorym, samotnym... Przecież muzyka jest po to! Nie po to, by robić karierę, bo wtedy traci swój sens. Ale możecie się z tym nie zgadzać... to tylko moje odczucie...
A tak a propo... Jutro mam egzamin półroczny z fagotu... porażka :/ -
Matt Bukovski
a ja skończyłem 6 lat szkoły muzycznej I st. na fortepianie (z wyróżnieniem, na szczęście; ]) teraz uczę się w drugiej klasce OSM im. Z. Brzewskiego na Miodowej i już doszczętnie, do końca zaraziłem się muzyką, nałogowo komponuję na orkiestrę i gram na organach. czegoż więcej do pełni szczęścia? chyba tylko więcej kolegów - mam 9 osób w klasie :) -
Anonim
wczesniej gralam na pianinie i keyboardzie ale byłam mała i głupia i zrezygnowałam.Od tego roku zaczełam grac na klarnecie-nie moge bo mam problemy z nosem:((musze zmienic instrument:((szkoda bo klarnet jest piekny.Ogółnie mam tylko nieskonczone 15 lat(a moze aż), gram sama na pianinie, tworze utworki(głównie walce,albo muzyke do moich piosenek).Znam nuty ale wszystko robie ze słuchu:)nie wiem, wole uslyszec piosenke i ja zagrac, niz szukac nut:)Dziwne ze mnie nie dziecko:D -
ja zaczęłam grać na fortepianie w wieku 6/7 lat.... oczywiście w szkole muzycznej :)
Po 6 latach tego instrumentu z wielkim żalem przeniosłam się na klarnet (jako II stopień) Klarnet jest śliczny :) fakt :)
teraz sama uczę się na gitarze i ogólnie jest ok :)
wiem tylko, że gdyby nie szkoła muzyczna to moje życie byłoby bezbarwne i pozbawione jakiegoś większego sensu :) Tak mam co robić i kocham to :)
-
E^^ilka
jejkuuu.... jacy wy utalentowani jesteście; ) u mnie w rodzinie też dużo muzyków jest. siostra cioteczna ma magistra z muzyki, zdanego na 6, brat grał na pianinie i klarnecie, obaj bracia rodzeni fajnie śpiewają, a jeden samouk na gitarze grał i zawsze jak słyszałam jak zaczyna grać, to szłam do jego pokoju, siadałam za nim i razem śpiewałam; ) a tata podobno kiedyś grał na saksofonie; P mnie też wysłali do ogniska muzycznego w wieku.... w 3 klasie podstawówki chyba byłam. chodziłam 6 lat, potem poszłam do liceum i wszyscy doszli do wniosku, że na nastepny muzyczny stopien jestem za stara. i prawde mówiąc od tamtej pory grać przestałam. bo liceum, teraz matura, i tak się tłumacze. jednak mimo wszystko, jak ktoś się pyta, czy mam jakieś hobby, czy coś w tym rodzaju, to odpowiadam-gram na pianinie;] ale wiem,że niebawem znowu zaczne.
bardzo chciałabym umiec grać i komponować, albo grać ze słuchu. strasznie kręci mnie śpiewanie. podziwiam piosenkarzy, którzy zostają na scenie tylko z pianinem i grając, śpiewają. po maturze chciałabym się dostać na Akademie Medyczną do Gdańska i zapisać się do Chóru Akademicznego.choć nie wiem co z tego wyjdzie, bo jestem strasznie nieśmiała.
kiedyś myślałam nad tym czy nie zdawać na Akademie Muzyczną, ale widząc wysiłki mojej siostry, doszłam do wniosku, że nie warto. zresztą wole chyba chemie i biologie od historii sztuki; ) -
Anonim
to ja też napisze, a co! :)
moja przygoda zaczęłam się jak miałam 6 lat...kiedy to rodzice sprowadzili do domu nauczycielke od pianina. początkowo jakieś małe organki, no a potem w końcu pianino! i tak przez 13 lat grałam...nigdy w szkole muzycznej, chociaż czasem żałuję że nie miałam takiej możliwości. Nie raz wychodziło mi to pianino bokami i miałam już dość i mówiłam że za rok to ja już nie będę grała! taa, a po wakacjach ponownie wracałam do zajęć :) a teraz ciesze się tylko kiedy wracam do domu i do pianina i zastaje nowe nuty od mojej byłej nauczycielki...ona wie :)
a w przyszłym roku zapisuje się chyba do jakiegoś ogniska...bo czasem aż chce mi się uciec w świat muzyki a nie ma gdzie - i na czym...
no i chce się jeszcze nauczyć grać na skrzypcach. w domu wiszą jedne na ścianie i tak kiedyś próbowałam co nieco...strasznie mi się ta opcja podoba. teraz trzeba by wprowadzić ją w życie... -
Gabi Gold
Mój pierwszy kontakt z muzyką, nie wiem ale chyba od urodzenia...a namacalny? miałam 20 lat i dowiedziałam się zupełnie przypadkowow że mam głos i mogę śpiewac w chórze, ha, ha kumple mnie namówili...na studiach w takim wieku i po takim towarzystawie poważnei się tego nei spodziewałam, ale tak zaczęła się przygoda...potem konkurs moniuszkowski , ja amatorszyzną zdobyłam 1 miejsce, pózniej marzenie o zawodowstwie , filharmonia, nauka czytania nut...i jakoś to wszystko legło w gruzach...z mojeje winy oczywiście...ale jeśli moje dzieci będa chciały być muzykami to zadabam o to aby jak najwcześneije je do tego przygotować...
muzyka to moje życie , kocham śpiewac nadal, bo tego nikt mi nie zabierze
-
A ja..Byłam małym dzieckiem które obserwowało jak tata śpiewa sobie i gra na gitarze..Później uczy młodszego brata, rodzeństwo śpiewa,chce już od małego się uczyć a ja obserwuję.. Do momentu prób zespołu gdzie spotkałam się pierwszy raz blisko ze skrzypcami..Dotknięcie ich było czymś magicznym..Mama w 2 klasie podstawówki zabrała mnie na egzaminy..Jako małe dziecko wiedziałam już że to będą skrzypce..3 lata zleciały bez ekscesów w granium, podobało się..W 4 klasie już jakieś uczucie dążenia do własnej przyjemności graniem było;) W 5 klasie wybuchła bomba która do dziś ma swoje pozytywne skutki..
Gabi Gold- podoba mi się Twoje podejście i również uważam że:
muzyka to moje życie , kocham grać, i nikt mi nie zabierze;)
Pozdrawiam:* -
Kalietis
Muzyka, dla mnie jest właśnie życiem. Choć sama muzykiem, przez duże M nie jestem, myślę, że mogę co nieco opowiedzieć. Uważam, że to nie jest przygoda z muzyką, może coś więcej. W każdym bądź razie, zaczęła się 6 lat temu (sama jestem młoda:P), ciągle się uczę; ciągle się będę uczyć. Zawsze chciałam iść do prawdziwej szkoły muzycznej (niestety, mieszkam na wsi), podobno jakiś talent mam. Więc 6 rok chodzę do Szkoły Muzycznej Casio, to takie.. nic. Ale właśnie dzięki tej szkole zaczęłam grać. Zaczęła się moja przygoda z muzyką.
W rodzinie? Hmmm... Statystycznie niewielu muzykalnych ludzi; )
Tak więc, poczynając od nauki na keyboardzie sama wplotłam w życie gitarę, harmonijkę ustną, bongosa... I ciągle się uczę.
Chociaż miałabym okazję pójść teraz do Liceum muzycznego, to niestety, znowu coś... zdrowie mi nie pozwala. Myślę jednak, że studia będą już bardzo konkretnie ukierunkowane. Obym tylko sprostała...
Bo inaczej "zabawa w profesjonalizm" legnie w gruzach, a mi pozostanie tylko grać sobie ot tak, dla siebie... i już. -
Marika
Witam! Początki mojej przygody z muzyka zaczęły sie dość wcześnie... Mój tata, niespełniony muzyk, bardzo chciał mnie posłać do szkoły muzycznej, ale ponieważ wiedział jak dużym wysiłkiem dla 7-letniego dziecka jest nauka w takiej szkole, zrezygnował. Na szczęście nie do końca... W podstawówce do której uczęszczałam byla nauczycielka od muzyki, która uczyła kiedyś w szkole muzycznej, a w mojej szkole prowadziała ognisko muzyczne i chór szkolny. Oczywiście brałam udział we wszystkich zajęciach muzycznych, które prowadziła. Szybko wyszłam na pierwszy plan w chórze szkolnym... Pani Kasia, uzanła że powinnam zająć się muzyką na poważnie. Kiedy byłam w 6 klasie poszła do moich rodziców i zaproponowała szkołę muzyczną. Rodzice uznali, że skoro kocham muzykę (a kocham) to trzeba spróbować.
Dostałam się i podobnie jak koleżanka wyżej: na fagot! Szybko pokochałam ten instrument, po roku nauki, kiedy ledwo dukałam na tym nietypowym instrumencie usiadłam w szkolnej orkiestrze z repertuarem, który trzykrotnie przerastał moje możliwości: Konc. fortepianowy f-moll Chopina... Nawet gamy C-dur nie potrafiłam perfekcyjnie zagrać. Ale teraz jestem wdzięczna losowi... Strzeliłam z programem w przód jak strzała. Późniejszy repertuar i wymagania stanowiły dla mnie tylko świetną zabawę... Koncerty orkiestrowe z naszym wspaniałym dyrygentem Mariuszem M. Pamiętam jak dziś, kiedy graliśmy requiem Mozarta na wyjeździe... Ja miałam solo na samiutkim początku... Pamiętam jak łzy mi ciekły po policzkach, gdy grałam...bo właśnie wtedy poczułam, że to kocham!
Skończyłam szkołę, mam dyplom zawodowego muzyka instrumentalisty i ... studiuję prawo:D Przeskok maksymalny. Czemu? Bałam się, że po studiach zostanę nauczycielką, będę się użerała z dziećmi do końca życia lub trafie do orkiestry i po 20 latach grania tam będę znała na pamięć każdą operę i symfonię...że muzyka będzie dla mnie rutyną, codziennością, czego nie chciałam. Więc uznałam, że lepiej będzie jak muzyka będzie moim hobby, do którego będę wracać kiedy tylko zapragnę... a fachem, niech będzie prawo:) Jak jestem w domu, raz w miesiącu, to katuję instrumenty 5 godzin dziennie, myśle, że "one" kochają te chwile, tak jak ja... -
Marika
-
-
Faun Down
no to ja też:
Mój dziadek zawsze marzył, żeby jego dziecko na czymś grało. I tak moja mama została harcerką i grała na mandolinie:-D szybko skończyła , ale na nią znowu przeszło to marzenie, zeby jej dziecko na czyms gralo. Poslala najpierw moją starszą siostrę na fortepian, kupili pianino, a ona po trzech latach rzuciła. Wiec pozostalam tylko ja, mama mnie namowila, poszlam na pianino. po roku znienawidzilam pianino, ćwiczenie to była dla mnie najgorsza kara jaką mogłam dostać. 15 min grania to był dla mnie koszmar. nie gralam, nie uczylam sie nic. Moją nauczycielkę ze szkoły doprawadzałam do łez, wzywała rodziców do szkoły. po 3 latach chcialam odejsc , ale mama postawila sprawe jasno: nie ma mowy. Po prostu zostalam zmuszona.Powiedziała , że jeszcze kiedyś jej podziękuję. I wtedy to juz w ogole nie otwieralam pianina, tylko przed egzaminami. Skończyłam 6-letni I stopień. nie otwieralam pianina przez 3 lata.
na koniec gimnazjum moja nauczycielka od muzyki namówiła moją klasę do gry na gitarach. I tak kupilam sobie gitarę i zaczelam brzdękolić. Kiepsko mi to wychodzilo, ale cierpliwie siedzialam z nią. Potem nie raz otwierałam pianino zeby nastroic gitare, zeby sprawdzic jak chwyty pokrywaja sie z tymi na pianinie itp.
I wtedy mnie olśniło! Pewnego dnia wyrzuciłam z biurka wsZystkie moje nuty ze szkoły muzycznej i zaczelam je wszystkie po kolei grać i grać, ale juz nie na gitarze-ona poszła w zapomnienie. I to był ten moment. Zaczelam kupowac nuty, najpierw takie łatwe, na poziomie 2 kl. muz. Potem byly juz coraz trudniejsze. Zaczelam odkrywac, ze muzyka jest wpisana w mój umysł bardzo wyraźnie. Dopiero wtedy zauwazylam ze zawsze nucę jakąś melodię, śpiewalam w chórze szkolnym, zaczelam sluchac juz powazniejszej muzyki. a co najwazniejsze zacZelam kochac pianino, teraz lezy na nim cala sterta nut, ktore coraz to nowe drukuje z internetu. Dziennie gram po kilka godzin. Czesto przypominam sobie rady ktore dawala mi babka od pianina kiedys, ktore wtedy wydawaly mi sie smiesznie głupie, a teraz sa bardzo pozyteczne.
Najbardziej żałuję, że nie poszlam do II st. , ale dobrze ze chociaz ten I skonczylam. Mamie teraz dziękuję, ze mnie zmusila, bo gdyby nie ona to moje zycie nie mialoby sensu. Pianino zastępuje mi: marnowanie czasu przed TV, komputerem, chłopaka, leniuchowanie.
po prostu kocham!
dziekuję za uwagę;)
sporo tego -
Pola
ja od zawsze byłam muzykalna:) a jak poszłam do zerówki,to były tam takie cymbałki dla dzieci.Bardzo lubiłam tę zabawkę więc mama kupiła mi podobne i od rana do wieczora na nich grałam,i wygrywałam różne melodie.Rodzice uznali że mam słuch,zapytali się mnie czy chce się uczyć grać na jakimś instrumencie,i w ten o to sposób w wieku 7 lat zaczęłam sie uczyć grać na pianinie w ognisku muzycznym. Po trzech latach moja wspaniała,koczhana nauczycielka próbowała mnie namówić żebym chodziła do szkoły muzycznej,ale nie chciałam,i wcale nie żałuje...Spędziłam w ognisku 8 cudownych lat,w tym roku zdałam dyplom i w przyszłym roku też będę chodzic! :)) To ognisko i granie na pianinie to najwspanialsza rzecz jaka mi sie w życiu przydarzyła,a to wszystko dzięki mojej kochanej nauczycielce,która swoim podejściem zasiała we mnie "to coś":)
- 1
- 2

