-
Anonim
Więc tak...
Brat grał. To i ja musiałam. Chcę grać i tyle!!!
Po dwóch lekcjach mój zapał zgasł. Męczyłam się niesamowicie. Nienawidziłam szkoły, pianina i wszystkiego co było z tym związane.
Chodziłam do szkoły z Faunem Downem (pani wyżej). I tak przechodziłam w bólu i cierpieniu 3 lata. W domu kłótnie, zaganianie, a ja nic. Trzecią klasę skończyłam z samymi czwórkami (chyba, żeby mnie zachęcić) Do ostatniego egzaminu przyłożyłam się solidnie. Naprawdę się postarałam. I co? 2 czy 3. Za niski poziom. Płakałam. Moja ulubiona pani, (co roku miałam innego nauczyciela, nikt mnie nie chciał) z trzeciej klasy, odeszła(nie przeze mnie:) Nadszedł czas na czwarta klasę i na czwartego nauczyciela. To był dopiero potwór!!!
U niej byłam na ostatniej lekcji. Płakałam. Zapytała mnie co chcę robić w przyszłości. Nic związanego z muzyką-medycyna. Napisała mi na nutach czego mam się uczyć: biologia, chemia, fizyka. I już płakałam cały czas. Rodzice wypisali mnie. Byłam szczęśliwa. Kamień z serca.
Moje umiejętności zatrzymane na poziomie drugiej klasy. Co roku grałam kolędy na święta. I nic więcej. Aż po pięciu latach otworzyłam pianino i zagrałam "marsz żałobny". I od pianina nie odchodzę od dwóch lat:-)
Żałuję bardzo, że nie skończyłam szkoły. Powinnam posłuchać się rodziców.
Teraz gram wszystko. Mam swoje ograniczenia, niestety, brak szkoły.
Od siedzenia przy pianinie po 8-10 godzin dziennie mam chore ręce i nogi.
Ale i tak to robię i nie przestane.
Kocham mojego rozstrojonego przyjaciela.
*ale nie zastąpi ono chłopaka:-)
-
Anonim
muzyka...szaleństwo, którego zaznałam w wieku 7 lat. Wtedy to poszłam pierwszy raz do szkoły muzycznej [równolegle ze "zwykła" podstawówką] i tam zaczęłam grać na pianinie... na dzień dzisiejszy został mi ostatni rok II stopnia szkoły muzycznej, czyli klasa dyplomowa, ale równocześnie mam mature w liceum ogólnokształcącym:( muzyka jednak jest moją pasją i to jej od dziecka sie poświecałam, tak też zostanie do końca. W tamtym roku zaczęłam grać w zespole rockowym, ale niestety z braku czasu musiałam zarzucić tę przyjemność:( wciąż jednak mam nadzieję, że jak pójde na studia znów zaczne grać w kapeli i wtedy to już nic i nikt mnie nie powstrzyma:D czasami na wyjazdach tak brakuje mi muzyki, że szukam obojetnie jakiego lokalu, gdzie może być pianino i zaczynam grać w zaciszu tego miejsca... muzyka pasją mą, muzyka przewodniczką mojego życia:) kocham ludzi, którzy tak jak ja widzą w niej sens i doceniają kunszt mojej pracy...a wysiłek włożony w komponowanie jest ogromny... chętnie porozmawiam z ludźmi, którzy tak jak ja nie boją sie tworzyć:)szanujmy sztukę, którą tworzą inni nie z przymusu, lecz z własnej, nieograniczonej i niepohamowanej chęci!!! -
Anonim
A to i ja, co mnie szkodzi trochę ekshibicjonizmu. :)
W podstawówce miałem na muzyce Standardowy Instrument pt. flet prosty. Dobrze mi się grało, nawet to lubiłem, czasami sobie pogrywałem ze słuchu zasłyszane melodie, ale strasznie mnie irytowały ograniczenia tego 'instrumentu'. Wkrótce rzuciłem nim w kąt. Potem miałem parę razy inne podrygi, naszło mnie w LO na saksofon, potem na studiach zachciało mi się skrzypiec, szukałem starych dziadkowych na strychu ale okazało się że dziadek zdążył je przepić czy w karty przegrać, więc nici.; ) W kwestii słuchania muzyki lubowałem się w punk rocku, ale pod koniec LO mi zbrzydł, a na studiach przestałem słuchać czegokolwiek.
W tym roku w akademiku dostałem nowego współlokatora który chodził do szkoły muzycznej i wymiata na akordeonie. Pokazał mi programik pt. ZynAddSubFX w którym można było grać różnymi brzmieniami za pomocą klawiatury kompa. Siadłem przed tym na chwilkę... i przesiedziałem do 3 w nocy, udało mi się zagrać kawałek Fugi i Tocatty Bacha (zawsze mi się ten kawałek podobał). Zacząłem słuchać Bacha i ogólnie klasyki jak oszalały. Muzyka przemocą wdarła się w moje życie i co gorsza bolało. Słuchanie mi nie wystarczało ale na niczym nie umiałem grać! Najgorsze się zaczęło gdy zacząłem słuchać Chopina, chwilami natłok emocji stawał się tak intensywny że musiałem wyłączać. Pożyczyłem od kolegi zdezelowany syntezator marki Vermona, który posiadał wielce przybliżone brzmienie 'pianina' i zacząłem rozpracowywać Chopinowskie preludium 4 e-moll. Z chwilą gdy stwierdziłem że coś może z tego będzie, oddałem grata i kupiłem 61klawiszową klawiaturę MIDI. Znalazłem w necie znacznie lepsze brzmienia fortepianowe. Miałem też to szczęście że natrafiłem na książkę Fundamentals of Piano Practice, która pokazała mi jak ćwiczyć. Wkrótce nauczyłem się Sonaty Księżycowej i Comptine d'un autre ete Tiersena. Aktualnie pozbyłem się tej klawiatury gdyż 61klawiszy zaczęło mnie ograniczać i wielce niecierpliwie czekam aż zasiądę za pełną 88klawiszową klawiaturą żeby zabrać się za ambitniejsze utwory.
Nie mam możliwości grania na prawdziwym fortepianie, ale uwielbiam to brzmienie i cyfrówki dla mnie je dostatecznie dobrze przybliżają. Wiem że będę grał do końca życia, czasem pewnie kosztem innych aspektów, ale to dla mnie bardzo ważne, w muzyce odnajduję wszystko. Kończę powoli studia na polibudzie, naokoło trochę mało muzykalnych ludzi (w akademiku współlokatorzy czepiali się gdy grałem na klawiszach albo mój kolega na akordeonie, ale sami nie krępowali się katować nas umpa-umpa). Trochę żałuję że tak późno zaczynam, ale z drugiej strony gdybym kiedyś za młodu był zmuszany i znienawidziłbym muzykę to teraz moje życie byłoby uboższe. Mam też dzięki temu jakiś cel w życiu, mogę ulepszać swoje granie póki życia starczy i bardzo mnie to cieszy. :) Kiedyś chciałbym grać na tyle dobrze żeby wystąpić przed widownią, ale to takie skromne mrzonki... :) Na rygorystyczne wykształcenie muzyczne już mi chyba trochę późno, więc raczej pozostaje mi amatorszczyzna i granie dla siebie.; ) -
Aura
Muzyka to jeden z największych cudów świata... Mój kontakt z nią zaczął się dość niebanalnie dzięki mojemu tacie, który grał mi najprzeróżniejsze kawałki na akordeonie, gdy ja byłam pod sercem u mamy czyli jeszcze przed urodzeniem :p kiedy już ujrzałam światło dzienne rodzice słuchali przy mnie muzyki poważnej i polskiej klasyki z lat 60, 70 i 80. W podstawówce słuchałam radia i wszystkiego, co było w domu, jednak dopiero na początku liceum znalazłam swoją muzykę, której jestem wierna do dziś, a mianowicie rock i metal, do którego dołączył folk :) obecnie gram i śpiewam w 2 kapelach, chodzę na koncerty, słucham muzyki w każdej wolnej chwili i wyznam szczerze, że bez niej życie nie byłoby takie wspaniałe. I choć jestem samoukiem, to bez względu na wszystko będę grać i śpiewać to, co mi w duszy gra, bo muzyka jest we mnie...była i zawsze będzie :) -
-
Quska
Ja zaczelam majac 8 lat... chcialam isc na skrzypce...jakos komisji to nie lezalo i powiedzieli mi 'a na jakim instrumenci ehcialabys grac?'; stwierdzilam, ze na fleci epoprzecznym, zeby nie obciazac za bardzo mamy kosztami (??!! jakie dzieci sa naiwne!!; ) ). no i poszlam... perwszy rok byl nawet nie z profesorem.. nie wiem kim on tam byl.. gran na wszstkim co dente; ) pozniej przyszla kolejna istota,:muzyka jest najwazniejsza, musisz caly czas cwiczyc itd... strasznie sie zniechecilam... ale rztrwalam dwa lata, pozniej przyszla nowa pani mgr, kiedys mne spytala, czy chce wiazac sie z muzyka, powiedzialam, ze nie a po 2 miesiacach zdawalam do muzycznej 2 stopnia bez jej wiedzy; ) dostalam sie z nienagannym wynikiem 24/25 pkt z instrumentu; ) ( z ksztalceniem u mnie gorzej; ) ) ale niestety musiaam skonczyc to, bo zostalam postawiona przed wyborem:muzyczna albo liceum. jako, e jestem ekonomiczna i bardziej myslalam o przyszlosci niz o ym co kocham... no i zrezygnowalam... :( a teraz nie wiem jak moglabym znowu zaczac... -
Aune
hmm a ja nie mam takiej długiej i wzruszającej historii; ( :P nie miałam babć/ wujków/ rodziców/ kogokolwiek z zapałem muzycznym, w zasadzie rodzina podeptanych przez ucho słoni, można by powiedzieć.; ) aż w wieku 16 lat z hakiem kupiłam sobie gitarę klasyczną, tak tylko w celu nauczenia się chwytów i rzępolenia przy ognisku. potem okazało się, że jedna z moich koleżanek chodzi na klasyczną do szkoły muzycznej - zgadałam się z nią i zaczęła mnie tak porządnie, od podstaw typu jak siedzieć, uczyć, wbiła mi do głowy nuty i wybiła taby itp.. dostałam takiego zapału że sama się tego nie spodziewałam; ) no i hmm chyba mi tak już zostanie :) -
Anonim
Polecam wam wszystkim nuty Crescendo sa supeeeeer bo latwe i dobrze brzmia zajawka...
http://www.crescendo.com.pl
pozdrawiam ludziska!!! -
kasia:D
Cuż... ja zaczęłam grać zupełnie przypadkowo. Ojciec chodził kiedyś do ogniska muzycznego, grał na gitarze, śpiewał, ale jego kariera skończyła się na przygrywaniu na wyjazdach rodzinnych. Pamiętam, że już wtedy muzyka mnie oczarowała. Tata miał piękny głos i czasem nawet w domu prosiłam go o wyjęcie gitary i zaśpiewanie mi czegoś (najbardziej lubiłam "My cyganie", marzyłam wtedy o tym, aby być taką cyganeczką, śpiewać i tańczyć). Koleżanka z sąsiedztwa postanowiła chodzić na prywatne lekcje pianina. Nasze mamy przypadkwo się spotkały i wieczorem mama zapytała czy ta też chciałabym uczyć się gry na tym instrumencie. Byłam zachwycona i już kilka dni później siedziałam przed pianinem u p. Bagińskiej (i tu pragnę wyrazić wielki szacunek i wdzięczność). Dosłownie pochłaniałam nuty (miałam jakieś 6 lat). Rodzice zapisali mnie do pszedszkola muzycznego, gdzie jeszcze bardziej pokochałam muzykę. Nadszedł czas egzaminów wstępnych. W karcie mama napisała 3 instrumenty: skrzypce (zawsze kochałam ich dźwięk), gitare (marzyłam żeby grać i śpiewać jak tata) i fortepian. Nadszedł czas na wyniki. Razem z koleżanką za ręce czytałyśmy listę przyjętych. Byłam już na numerze 2. Obleciałyśmy całą liste, a koleżanki nie ma. Przeglądała liste jeszcze wiele razy ze łzami w oczach, ale nic. Miałam ochotę wtedy zrezygnować, ale mama się nie zgodziła (i całe szczęście). Na początku miałam nadzieje zdać na skrzypce, ale komisja zadecydowała, że będę grać na fortepianie. Nadszedł czas pierwszej lekcji. Nauczycielka od początku mi się nie podobała. 1, 2, 3 klasa jakoś minęły. Nadeszła klasa 4. Płacz, krzyki, miałam już zamiar rezygnować, ale tata zmusił mnie do grania. Tak minął rok pełen kłótni i płaczu. Mama powiedziała, że ma już dosyć i poszła rozmawiać z p. Grażyną Orysiak (dyrektorem sekcji fortepianu), aby przenieść mnie do innego nauczyciela. I tak zaczęłam się uczyć u p. Orysiak. Pamiętam jak wtedy zmieniło się moje nastawienie do grania. Nie płakałam, sama siadałam przed pianino. I tak rozpoczęła się klasa 6. Ćwiczyłam bardzo dużo, ale nie potrafiłam się nauczyć najkrutszego utworu na pamięć. I tak wtedy p. Orysiak skierowała mnie do p. Terleckiej, abym zobaczyła organy. Pamiętam moje pierwsze wrażenie, kiedy ujżałam instrument. Wiedziałam, że to musi być to. P. Terlecką pokochałam odrazu. Nadszedł czas egzaminów wstępnych. Postanowiłam zdawać na organy do PSM
II stopnia. Było tam o wiele więcej chętnych niż do OSM II stopnia. Pamiętam treme jaka towarzyszyła mi podczas egzaminu. Czas wyników. Krążyło wiele pogłosek o tym kto zdał, a kto nie. Drżącymi nogami doszłam do tablicy informacyjnej i... ZDAŁAM! Pamiętam radość jaka mnie wtedy ogarneła. Ale to nie koniec kłopotów. Nadszedł 7 rok nauki. Nie zostałam przydzielona do tego nauczyciela, co chciałam. Kilka tygodni płaczu, ale mama przekonała mnie, abym nie rezygnowała. I tak minęły 2 miesiące. Nie miałam co zrobić z wolnym czasem (którego i tak za wiele nie miałam), więc zapisałam się na lekcje lockingu (styl tańca). Trener zaraził mnie też breakdance'em i tak trwa do dziś. Jednak nauczyciel fortepianu powiedział, że któregoś dnia będę musiała zdecydować czy breakdance czy organy. A ja nie potrafię wybrać ani jednego, ani drugiego. Oba kocham tak samo. I tak od pół roku rozmyślam nad słowami nauczyciela.
No dużo troche tego, ale musiałam to z siebie wyrzucić:D -
EBRU
wiek - 5, może lat.
Mama - muzyk, to wiele tłumaczy :)
wdzięczna Jej jestem za to po dziś dzień -
Gangster w "sukience"
moja przygoda z muzyką zaczeła się w zerówce zawsze stawiałam sobie garnki i udawałam ze gram na perkusji xD
a potem do pierwszej klaasy(i dalej oczywiście) poszłam do skzoły muzycznej na.....perkusje :D
i tak to sie zaczeło
a gram dla przyjemności i dla wyomogu bo w szkole .
nie wyobrażam sobie zycia bez muzyki :)
mzuka wszędzie mi towarzyszy . jest dla mnie wszystkim :)
a tak do tego pierwszego to po trosze poszłam do muzycznej bo nie przyjeli mnie do normalnej szkoly (rejonówki x))
a teraz jestem im baaardzo wdzięczna -
Gangster w "sukience"
a tak oprócz perkusji to chcialam grać na flecie poprzecznym , ale komisja powiedziała ze mam wyczucie rytmu i wsadzili mnie na perkusje za co jestem im wdzięczna :D -
Curian
Ze mną było tak...
W 1 klasie podstawówki był nabór do chóru (Warszawski Chór Chłopięcy (czasem i Męski)). Przesłuchali mnie i powiedzieli, że b. dobry słuch i głos. No i się zaczęło. I rok ("kandydacki"), II rok (przygotowawczy) i III, IV ... (koncertujący).Po każdym roku były egzaminy na obozach. Miałem farta, gdyż w chwili gdy trafiłem do koncertującego najbliższymi koncertami miały być Mahler VIII (Symfonia Tysiąca) i Mahler III w ramach któregoś tam Wielkanocnego Festiwalu Beethovena w Teatrze Wielkim (Opera Narodowa gorzej brzmi). Tuż przed koncertem miałem tremę większą niż sala koncertowa. No i oczywiście szok w chwili wejścia na scenę (3 tysiące ludzi, brr). Później szło gładko. Było tournee po Japoni, Rosjii, Wielkiej Brytani. Konkursy we Włoszech (I miejsce), Słowacji (I miejsce), Niemczech(I miejsce) ,Belgii (II miejsce), Francji (V miejsce) . Były koncerty z Pendereckim (swoje utwory czasem dyryguje). Chyba 5 płyt (albo 4, nie pamiętam). W końcu mutacja i "musiałem" odejść. Tak naprawdę to nie musiałem, tylko matka uważała, że nie mogę śpiewać (wystarczy zmienić trochę technikę śpiewu). 2 lata zaczęła się szkoła muzyczna i Wiolonczela. Gdybym stracił wiolkę, to bym rzucił się z mostu chyba. Brak śpiewu ledwo wytrzymuję (czasem mam koszmary z tego powodu), z tego zostały tylko wspomnienia. -
Zuzka
hm, cóż... Wszystkie moje 3 starsze siostry poszły do szkoły muzycznej, wiec poszłam tam i ja. Spędziłam tam 6 lat, grając na wiolonczeli i 3 lata dodatkowo na fortepianie. A teraz... nie poszłam dalej do gim. muz. Dlaczego ? Zagadka. Oceny z przedmiotów muz. miałam wiele lepsze niz ze zwykłych. Gram nadal troche na gitarze i pianinie w domu, ale reszta... No cóż. Ktoś tu napisał, ze granie jest jak narkotyk. Zdaje się, że poszłam na odwyk. W trakcie zdałam sobie sprawę z błędu... Ale jak teraz znów dostać tak cudowne prochy? -
A
Jak tak czytam, to mi szczęka opada;) Podziwiam wszystkich perkusistów i zazdroszczę talentu:)
Jeśli chodzi o mnie - nic wybitnego: sześć lat fortepian, od trzech lat gitara klasyczna (chociaż marzy mi się nauczyć na elektrycznej:D)
od trzech lat także pracuję w dwóch zespołach, a od września wybieram się na studium organistowskie;) -
Jak szłam do pierwszej klasy w podstawówce to podczas wakacji męczyłam rodziców, że chcę iść do szkoły muzycznej i grać na fortepianie. Pewnie chciałam dlatego, że moja sąsiadka z bloku 2 lata wcześniej tam poszła i grała na skrzypcach, albo, że wcześniej chodziłam na wokal. Najpierw rodzinka myślała, że mi przejdzie - ale nie. Zapisali mnie więc do szkoły prywatnej łudząc się, że jak to dziecku, zapał prędzej czy później minie. Po roku mojej, wtedy jeszcze intensywnej nauki, przepisali mnie do Państwowej Szkoły Muzycznej oczywiście dalej na fortepian. W 3 klasie miałam kryzys... trafiła mi się okropna nauczycielka, która stawiała mi do zeszytu same 1... (bo założyła mi zeszyt i pisała co mam zadane - w koncu byłam wtedy chyba 10-letnie dziecko; p). Myślałam, że zrezygnuję... już nawet błagałam rodziców żeby mnie wypisali, ale oni wiedzieli, że to lubię, więc napisali podanie do dyrektora żeby mi dali nowego nauczyciela od fortepianu. I od 4 klasy uczyła mnie wspaniała, miła pani i znowu przywróciła mi miłość do mojego instrumentu. Zrobiłam 2 lata w rok i wcześniej poszłam do II stopnia. Nie poszłam na fortepian, czego teraz żałuję... 5 lat temu wybrałam klarnet... Najpierw miała być gitara, ale nie miałam skończonego I stopnia na gitarze... 2 pierwsze lata na klarnecie były przyjemne. Chciałam się uczyć. Sprawiało mi to radość. A później coraz więcej przykładałam się do dodatkowego już fortepianu. Obecnie nie wiem czy chcę dalej się uczyć w muzycznej... Zniechęca mnie klarnet i nauczycielka od kształcenia słuchu...Czemu? Bo mam zwolnienie ze śpiewania. Tyle lat w chórze w muzycznej sprawiło, że nie mogę ćwiczyć już głosu... No i oczywiście ciągle mi się za to w szkole obrywa; p Chciałam grać dla przyjemności, a teraz mam jej coraz mniej. Lubię grać na fortepianie i tyle. Cokolwiek nie gram - czuję, że robię to co kocham.
-
juligit
Yhm, Yhm... no dobra, teraz ja.
No więc muszę powiedzieć, że w mojej rodzinie nikt nigdy nie wiązał się z muzyką. Mam niezłą zabawę, gdy słucham starszych, kiedy śpiewająXD. No cóż... moja przygoda z muzyką zaczęła się występem dziecięcego zespołu wokalnego "G***" w mojej podstawówce. Po ich występie odbyły się nabory na które poszła moja starsza siostra- dostała się. Po roku ja się zapisałam. Muszę powiedzieć, że po 7 latach obcowania ze sceną, mikrofonem i takimi tam sporo się nauczyłam.
Gdy byłam w IV klasie pdst. rodzice zarzucili pomysł chodzenia do szkoły muzycznej. Od czapy. Stwierdziłyśmy, ze ( z moją siostrą) możemy pójść na egzamin wstępny. Szef zespołu wokalnego wyraził wątpliwość w moje szanse na dostanie się. [ach ten Szefuncio...]
Rodzice w ostatniej chwili(dosłownie) wypełnili kartę zgłoszeniową. Tylko nie wiedzieli jaki instrument wybrać. Zaznaczyli gitarę. (Dziś się cieszę)
Muszę dodać, że nie było mnie na egzaminach tych pierwszych( bo bawiłam się na Zielonej Szkole^^), ale byłam na dodatkowych. Na gitarę było dość sporo kandydatów, ale mimo to dostałyśmy się.
Obie skończyłyśmy Ist.
Wszyscy nauczyciele i nie tylko, straszyli, jak to ciężko jest się dostać do IIst. Stwierdziłam, że nie mam co zdawać, bo i tak prawie nie ćwiczę. Poza tym kształcenie leży i kwiczy. Ale jak widać, 'prawie' robi różnicę, bo okazało się, że do obu szkół muzycznych, do jakich zdawałam, dostałam się ( byłam jedną spośró 3 , kórzy się dostali w każdej^^).
Jestem u świetnego nauczyciela, profesora, pedagoga, gitarzysty, człowieka. Zainspirował mnie rytmami hiszpańskimi. Teraz kocham słuchać flamenco. Tylko nie wiem co dalej... -
Sandruś
Moja historia jest mniej więcej taka:
Gdy miałam siedem lat rodzice zapisali mnie do ogniska muzycznego w tutejszej gminie. Po pół roku nauki mój nauczyciel stwierdził, że mogę spróbować swoich sił w szkole muzycznej. Niestety nie udało się , bo nie umiem kompletnie śpiewać. Instrument jaki mi wybrana to Keyboard. Zaczęłam na wróbelku skończyłam na czterech porach roku. To trwało 6 lat. Potem miałam dwuletnią przerwę. Myślałam, że już nie wrócę do grania ale "nawróciła" mnie muzyka Zimmera. Jak usłyszałam 'Up is Down" no to poczułam jakąś pustkę, którą niczym nie dało si.ę uzupełnić. Wpadłam na genialny pomysł, żeby wrócić do grania i tak też zrobiłam. Teraz gram Titanica i Bacha. Jestem wielce szczęśliwa , że wróciłam do muzyki. -
WHY SO SERIOUS ?
ja pamiętam że zawsze byłam zazdrosna oto że mój brat ma wieżę i ciągle może słuchać z niej muzyki.
Z pomocą tego sprzętu uczyłam się śpiewać piosenkę M.Rodowicz(niestety nie pamiętam tytułu),którą przedstawiłam na zakończeniu przecz-kola w wieku 7lat.
Mama jeszcze niedawno mówiła mi że radzono jej by wysłała mnie na jakieś nauki śpiewu.
Od tamtego czasu podśpiewuje sobie przy różnych piosenkach.
Nie pamiętam kiedy ale przyśnił mi się sen w którym widziałam za szybą w gablocie gitarę przechodząc obok sklepu muzycznego.
Od tamtego czasu zapragnęłam mieć gitarę.
Ale moja przygoda z grą na instrumencie zaczęła się od keyboardu na którym gram od 3 klasy podstawówki do dnia dzisiejszego.
Oglądając pewien serial z A.Johnson przypomniało mi się jak ważna była dla mnie gitara i znów wrócił impuls by na niej grać.I gram od 2009 roku.
Uczę się sama i jest to dla mnie ogromna satysfakcja jak dźwięk ciekawie składa się w całość; )
Gram na niej codziennie i czuje smutek i żal do siebie kiedy ona stoji choć jeden dzień bez gry.
Miałam przerwę na klawiszach(grałam ale nie tak często jak na gitarze).
Po ogłoszeniu przez Michaela Jacksona powrotu uznałam że zobaczę jego muzykę.
Uczę się grać jego piosenek które wzruszają mnie do łez.
Kiedy umarł prawie go nie znałam.Teraz czuję że przez jego muzykę go poznaję.
Podczas uroczystości pożegnalnej grał Steve Wonder który zaczarował mnie swoją grą ,śpiewem i przemówieniem.Proszę zobaczcie tę piosenkę jest piękna i taka prawdziwa....
Gdyby nie muzyka nie było by mnie .
Mojego charakteru , wrażliwości .
Ona mnie zaczarowała nie potrafię od niej odejść .
Bardzo ją kocham .Jest moim życiem i natchnieniem; ) -
Mariola Ignasiak
Ja mam pewien problem... Mam 12 lat i rok temu zaczęłam grać na keyboardzie. Na początku grałam bo chciałam spróbować a teraz nie mogę bez tego żyć. Dużo osób z mojej rodziny chodziło do szkoły muzycznej i wszyscy zaczęli teraz przekonywać rodziców żebym spróbowała a ja chodziaż mam przyjaciół w mojej szkole marzę o muzycznej. Podstawy znam ale gdy weszłam w google i wpisałam "szkoła muzyczna bielsko" klikłam rekrutacja gimnazjum to przeraziłam się. Nie ma kto mi tego wytłumaczyć a rodzice we mnie nie wierzą co mnie dobija. Jeśli ktoś chciałby mi pomóc z tą stroną to niech napisze na tą stronkę... Z góry diękuję to dla mnie bardzo ważne... Kocham muzykę... -
Jeżeli to sprawia Ci przyjemność - powinnaś rozwijać się w tym kierunku. Chcesz iść do I stopnia do I klasy, czy wyżej? Bo jeżeli zaczynasz dopiero "przygodę z muzyką" i nie miałaś wcześniej kontaktu z zajęciami z kształcenia słuchu, to powinnaś zacząć od zera.

