-
Tiwanick
Nasza polska prawica może sobie pogratulować - za rządów AWS udało się całkowicie spieprzyć system edukacji w Polsce. Przykładowe rozwiązania które się nie sprawdziły:
- wprowadzenie gimnazjów. Obecnie tam jest najwięcej patologii i przestępczości młodzieżowej. Wzrostu efektywności nauczania nie zauważono - wręcz przeciwnie - zarówno nauczyciele w liceach, jak i profesorowie na uniwersytecie zgadzają się , że roczniki 'reformy' są znacznie gorzej przygotowane niż te przed nimi.
- nowa matura - docelowo dla kretynów. Testuje nie tyle wiedzę, oczytanie i wykształcenie ale... umiejętność rozwiązywania nowych matur. W zeszłym roku w ramach akcji "Dziennika" z nową maturą z języka polskiego zmierzyli się Antoni Libera i Marcin Król. Ten pierwszy dostał tak mało punktów, że nie dostałby się na polonistykę, drugi maturę oblał. Najlepszy dowód , że człowiek inteligentny, oczytany i twórczy przez to sito się nie przebije.
- powiązanie nowej matury dla kretynów z wstępem na studia. Kiedyś specyficzne wydziały mogły przeprowadzać własne egzaminy, rozmowy kwalifikacyjne itd. by dobrać sobie kandydatów wobec odpowiedniego profilu. Dziś wstępem na studia jest wspomniana już wyżej matura, która jest karykaturą tego, czym powinna być.
Gdy po dojściu do władzy SLD zdecydował się odsunąć w czasie wprowadzanie nowej matury, wszyscy go krytykowali - że powstrzymuje 'innowacyjne' pomysły w polskiej oświacie. Okazało się szybko, że nic lepszego nie dało się zrobić. Gdy w końcu nowa matura weszła w życie, okazało się, że jest formą patologicznej urawniłowki, gdzie geniusz i średniak czytający co najwyżej ściągi i skróty z lektur mogą dostać tyle samo punktów (o ile geniusz powściągnie swą rozbuchaną twórczość i nie napisze czegoś, co nie mieści się w kluczu sformatowanym pod standardowego kretyna).
Rząd PiSu, zamiast poprawić matury, jeszcze je pogorszył - za ministra edukacji Giertycha przyjęto tak niekorzystne przeliczniki punktów z matury poziomu podstawowego/zaawansowanego (oczywiście niekorzystne dla tych, co piszą poziom zaawansowany), że obecnie 93% maturzystów (!!!) pisze maturę z polskiego na poziomie podstawowym. Czyli dla debili.
Rząd PO postanowił natomiast nic nie zmieniać. Rok temu minister Hall obiecała , że klucz zostanie zreformowany, by dopuszczać bardziej twórcze rozwiązania, a także nagradzać bardziej oczytanych uczniów. Minął rok - i nic się nie zmieniło. Ministerstwo obiecuje, że naprawi to za rok. Pewnie znowu kłamią.
AWS rozpieprzył maturę, a jego spadkobiercy - PiS i PO nic nie robią, by ją naprawić. Wiadomo, ważniejsze są spoty telewizyjne dla idiotów i kolejne wybryki Palikota.
Doszło do takiego absurdu, że szef Centralnej Komisji Egzaminacyjnej ZAAPELOWAŁ do uczniów: "Nie silcie się na oryginalność. Najbardziej twórcze pomysły odłóżcie na inną okazję".
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/s...
Dziękujemy Ci, droga Prawico, za zabicie edukacji w Polsce. Ale pewnie Ci to pasuje - wytresowani na testach i kluczu młodzi Polacy będą świetnymi konsumentami tabloidów i Twojej pseudopolityki dla idiotów, w której rolę stron politycznego sporu odgrywają Palikot, Kurski, Niesiołowski i Kownacki. -
jhghjgjhg
Jaka tam prawica.
aaa i zapomniałeś o peanach pochwalnych dla lewicy. -
Anonim
Liczba punktów z matury nic dla mnie nie znaczy. Zarówno na uczelniach prywatnych jak i państwowych liczba kretynów i geniuszy jest taka sama - ja w szkole prywatnej na kulturoznawstwie mam naprawdę sporo osó z mózgami, ludzi z wielkimi pasjami, którzy do czegoś dojdą. Oczywiście, to być może taki specyficzny kierunek, że ci idioci, którzy też oczywiście byli, już się praktycznie wykruszyli. Mój kumpel siedzi na Uniwerku, co prawda na stosunkach międzynarodwych. Ma wielu mądrych ludzi, ale kretynów też jest sporo - np. nasz wspólny znajomy, którego jedyną pasją jest opalanie się w solarium a zdaje bo wszystko ściąga:-/ Jest też laska, dla któej czytanie książek to hobby dla emerytów i ktoś tak młody i piękny jak ona nie powinien czytać książek:-/
Jest więc pytanie: jakim cudem na studia do publicznej szkoły dostali się ludzie, którzy są analfabetami,
a do prywatnych uczelni idą ci, którzy..mieli pecha? Nie trafili w klucz? -
Tiwanick chciałbym zauważyć że poziom edukacji w Polsce leci na łeb na szyję od początku lat 90i przykładają do niego rękę prawie wszystkie rządy w tym czasie, okrajając materiał, wprowadzając jakieś wychowanie bezstresowe itp.
Jak Giertych chciał z tym zrobić odrobinę porządku to najgłośniej lewica właśnie krzyczała o faszyzmie itp. -
-
Tiwanick
>Iselor napisał
>Liczba punktów z matury nic dla mnie nie znaczy.
Dokładnie - to nie powinno dawać żadnego wstępu na studia. Tym bardziej, że przeliczniki punktów z matury podstawowej/zaawansowanej są tak niekorzystne, że tej drugiej praktycznie nie opłaca się zdawać. Jako egzamin wstępny na studia (zależy oczywiście od kierunku) powinny być prace pisemne (część pytań otwartych, część testowych) + ewentualnie rozmowa z kandydatem - na tematy związane z wybranym kierunkiem.
>Zarówno
>na uczelniach prywatnych jak i państwowych liczba kretynów
>i geniuszy jest taka sama - ja w szkole prywatnej na
>kulturoznawstwie mam naprawdę sporo osó z mózgami, ludzi
>z wielkimi pasjami, którzy do czegoś dojdą. Oczywiście,
>to być może taki specyficzny kierunek, że ci idioci,
>którzy też oczywiście byli, już się praktycznie
>wykruszyli. Mój kumpel siedzi na Uniwerku, co prawda na
>stosunkach międzynarodwych. Ma wielu mądrych ludzi, ale
>kretynów też jest sporo
Wiadomo - na moim roku też było sporo, może nie kretynów, ale po prostu miernot. Tyle,że wtedy system nie był robiony pod nich - a teraz niestety jest. Ten cały system nowych matur + likwidacja egzaminów na studia to pochwała miernoty, konformizmu i niewychylania się. Tak być nie powinno.
>Jest więc pytanie: jakim cudem na studia do publicznej
>szkoły dostali się ludzie, którzy są analfabetami,
>a do prywatnych uczelni idą ci, którzy..mieli pecha? Nie
>trafili w klucz?
W nowym czy w starym systemie? Bo w starym jednak szli na dzienne do publicznych... no chyba,że ktoś musiał pracować na studiach, wtedy szedł na wieczorowe/do prywatnej szkoły. -
Tiwanick
>MPJ 78 napisał
>Tiwanick chciałbym zauważyć że poziom edukacji w Polsce
>leci na łeb na szyję od początku lat 90i przykładają do
>niego rękę prawie wszystkie rządy w tym czasie,
>okrajając materiał, wprowadzając jakieś wychowanie
>bezstresowe itp.
Materiał zamiast być okrajany jest raczej nawarstwiany do absurdalnych ilości. Ja swoją przygodę z edukacją średnią skończyłem 7 lat temu ale bardzo miło wspominam 4ty rok, gdy odpadły nam wszystkie przedmioty nieprofilowe, czyli chemia, fizyka, biologia, a matematyka została znacznie ograniczona. Klasa była kulturowo-językowa, ale wcześniej mało było czasu na kulturę i języki, bo musieliśmy robić pełno przedmiotów, które nie były nam później potrzebne. To było znaczące przeładowanie programów.
Natomiast nie rozumiem, o co chodzi z bezstresowym wychowaniem. Wzrost przestępczości w szkole to wynik choćby wydzielenia gimnazjów (najgorszy wiek), a także przemian społeczno-obyczajowych na które szkoła miała znikomy wpływ.
>Jak Giertych chciał z tym zrobić odrobinę porządku to
>najgłośniej lewica właśnie krzyczała o faszyzmie itp.
Nie rozśmieszaj mnie. Giertych tyle zrobił, że przyjął nieuczciwe przeliczniki punktów matur podstawowych/zaawansowanych (promujące miernoty piszące poziom podstawowy) i wprowadził dodatkowe ułatwienia (nawet jeśli nie zdałeś jednego z przedmiotów, ale miałeś ogólnie 30% z całości, to zdawałeś maturę, absurd).
A jeśli chodzi Ci o te ośrodki zamknięte dla 'trudnej młodzieży' - to byłaby to po prostu kolejna wylęgarnia przestępców. -
Okrajanie materiału to produkowanie ćwierćinteligentów a co za tym idzie obniżanie znaczenia matury. Owszem Giertych mocno zgrzeszył tą amnestią ale materiał ludzki jaki trafił po wcześniejszych reformach był na poziomie podstawówki z początku lat 90. W zasadzie poza nielicznymi wyjątkami oni nie mieli by zdać nawet starych matur.
Natomiast pomysły dotyczące usuwania uczniów agresywnych itp do szkół specjalnych o podwyższonym rygorze był jak najbardziej słuszny. Gdyby go wprowadzić od poziomu gimnazjum po 5-6 latach wzrosła by jakość materiału ludzkiego przystępującego do matury, a więc jej zdawalność. -
Tiwanick
>MPJ 78 napisał
>Okrajanie materiału to produkowanie ćwierćinteligentów a
>co za tym idzie obniżanie znaczenia matury.
Prawdziwe okrajanie zaczęło się dopiero przy tzw. reformie edukacji za czasów AWS. Potem już niewiele można było zrobić - w 3letnim liceum nie da się zrobić tyle samo materiału co w 4-letnim. Podobnie 8letnia podstawówka była lepsza od 6-letniej podstawówki i 3-letniego gimnazjum, gdzie de facto powtarzano program z podstawówki nieco tylko go pogłębiając (tylko po to, by w liceum powtórzyć go po raz trzeci , siłą rzeczy po łebkach).
> Owszem Giertych
>mocno zgrzeszył tą amnestią ale materiał ludzki jaki
>trafił po wcześniejszych reformach był na poziomie
>podstawówki z początku lat 90. W zasadzie poza nielicznymi
>wyjątkami oni nie mieli by zdać nawet starych matur.
No i bardzo dobrze, do cholery! Jakby raz, drugi, maturę zdało nie 80% ale 40%, to prestiż egzaminu momentalnie by wzrósł, a ludzie zaczęliby go traktować poważnie i lepiej się przygotowywać. Ale amnestia Giertycha to był ukłon przed idiotami, których granicę możliwości wyznaczało 30 % punktów możliwych do zdobycia na prostackiej maturze.
>Natomiast pomysły dotyczące usuwania uczniów agresywnych
>itp do szkół specjalnych o podwyższonym rygorze był jak
>najbardziej słuszny. Gdyby go wprowadzić od poziomu
>gimnazjum po 5-6 latach wzrosła by jakość materiału
>ludzkiego przystępującego do matury, a więc jej
>zdawalność.
Przede wszystkim, sformułowanie 'materiał ludzki' wydaje mi się wyjątkowo obrzydliwe.
Po drugie, takie szkoły o zaostrzonym rygorze stałyby się czymś w rodzaju poprawczaków - wylęgarnią patologii. Problematyczne dzieci, które trzeba resocjalizować poprzez dobre przykłady i presję grupy rówieśniczej byłyby wrzucane do jednego środowiska z innymi problematycznymi dziećmi. Patologia stałaby się w takim środowisku normą, a presja rówieśnicza popychałaby nie ku poprawie, lecz ku dalszemu buntowi. W takiej sytuacji sukces wychowawczy byłby raczej niemożliwy. A kiedyś trzebaby tych młodocianych kandydatów na przestępców wypuścić ze strzeżonych murów takiego 'ośrodka'.
-
Ty wierzysz że dzieciak który wsadza kosz nauczycielowi na głowę terroryzuje rówieśników, awanturuje się na lekcjach itd zainteresuje się dobrymi przykładami
;DDDD
Mrzonki o resocjalizacji to dodatek do bajek o cudownym bezstresowym wychowaniu i wciskać to je można tylko komuś kto nie potrafi myśleć logicznie. -
Tiwanick
>MPJ 78 napisał
>Ty wierzysz że dzieciak który wsadza kosz nauczycielowi na
>głowę terroryzuje rówieśników, awanturuje się na
>lekcjach itd zainteresuje się dobrymi przykładami
>;DDDD
Jeśli taki dzieciak będzie JEDYNYM w klasie zachowującym się w ten sposób, a co więcej spotka go nagana nie tylko ze strony nauczyciela, ale przede wszystkim ze strony rówieśników (którzy w tym wieku są bardziej 'znaczącym innym' niż jakikolwiek dorosły) to tak, jest to możliwe.
Znam takie przypadki zarówno z moich czasów szkolnych, jak i z relacji znajomych. Jeśli człowiek który kilka razy nie zaliczał roku, miał problemy z alkoholem, narkotykami, początki przestępczości itd. trafiał później do klasy w miarę normalnej, gdzie nie był żadnym idolem i musiał nowymi drogami walczyć o poważanie i pozycję, to mógł zmienić postępowanie.
Klasy patologiczne należy rozbijać, a nie kumulować w jednym miejscu, by osoby z problemami wzajemnie się demoralizowały.
>Mrzonki o resocjalizacji to dodatek do bajek o cudownym
>bezstresowym wychowaniu i wciskać to je można tylko komuś
>kto nie potrafi myśleć logicznie.
Aha, czyli niegrzecznym dzieciom wsadzamy kulę w potylicę? Bo skoro nie można ich resocjalizować, to nic z nich już przecież nie będzie...
Bo bajki o tym, że niegrzeczne dzieci można 'wytresować' wojskową dyscypliną w ośrodkach zamkniętych i że wcale w takich środowiskach nie będą się wzajemnie demoralizować i utwierdzać w patologicznych postawach, to możesz opowiadać komuś, kto nie ma pojęcia o psychologii społecznej i mechanizmach ludzkiego postępowania. -
Anonim
Powiem tak - to jest jakis absurd obecnie. Mialem okazje dokladnie przesledzic obecne wydanie egzaminu na moim bracie, ktory zdawal go rok temu.
- po pierwsze i przede wszystkim - brak matematyki, to dla mnie od razu dyskwalifikujace. Bez gadania. I nie wazne, ze za kilka lat nie pamieta sie jak liczy sie logarytmy czy rownanania z parametrem... jest to wtedy tylko kwestia przypomnienia.
- po drugie - tzw. klucz, czyli kompletne nieporozumienie - jak moglbym napisac esej "pod klucz"?, przeciez to niewykonalne, a gdzie miejsce na wlasne przemyslenia, dedukcje czy łączenie roznych faktow z pogranicza literatury polskiej, swiatowej czy sztuki?... Ja rozumiem, ze to mialo ułatwić sprawdzanie prac w CKE, ale to jest jakies nieporozumienie. To nie matma gdzie x=2 zawsze wychodzi...
- po trzecie - system maturalny, polegajacy na mozliwosci wczesniejszego przygtowania prezentacji. Totalna glupota.
- po czwarte - matura powinna byc tylko examem potwierdzajacym wiedze nabyta w takcie nauki w szkole sredniej, a nie sama w sobie przepustka na dalsze studia. Od tego sa dalsze examy?... co... wakacje chce sie miec?... nie ma tak dobrze, laba sie skonczyla wraz z ostatnim dzwonkiem w szkole. Teraz czas juz do pracy i budowac PKB albo intensywnej nauki dalszej. :P... zreszta nawet studia w tym kraju sa nieporozumieniem... gdzie na 3cim uniwersytecie w kraju mozna bylo zdac exam mgr z przygotowanych pytan (nie zagadnien tylko pytan!), bo przeciez exam mgr kazdy zdac musi - a czemu?... kiedys na polibudzie gdanskiej wlasnie ostatni exam oblewalo 70% studentow architektury... wiec w czym problem?... -
Termit
Już za rok na matmie polegnie ponad 50% zdających, wtedy będzie dobry materiał do przemyśleń -
Anonim
>Termit napisał
>Już za rok na matmie polegnie ponad 50% zdających, wtedy
>będzie dobry materiał do przemyśleń
Termit ale z Ciebie optymista; )... pytanie tylko o konkluzję. Ja do dziś pamiętam wynik zadania z matmy x= 2 + pierwiastek z 7/3. Przez pol godziny szukalem błędu. Okazało się, że tak miało być. I za to lubię matmę. Nie jest elastyczna. :) -
Anonim
>Iselor napisał
>np. nasz wspólny znajomy,
>którego jedyną pasją jest opalanie się w solarium a
>zdaje bo wszystko ściąga:-/
Pomijajac reszte wypowiedzi, z ktora sie niestety zgadzam, to a propos tzw. ściągania. Całe swoje szkolne i studyjne życie starałem się nie ściagać i dwa razy się niestety złamałem - za co mi wstyd do dziś. Dziś, z perspektywy czasu, wolałbym exam oblać. W ogole fenomen ściągania w Polsce jest niewiarygodny, idealny przyczółek kombinatorstwa w dorosłości. Z czego to kurwa jego mać wynika?... coś co jest niedopomyślenia w Niemczech, w Polsce jest normą. Skąd takie przyzwolenie? skąd to w naszej zbiorowej mentalności? To jest nic innego jak pieprzone oszustwo i koniec. Osobiście uważam, że powinno być ZERO tolerancji i ZERO tłumaczeń.
1. - upomnienie
2. - nagana rektora/dziekana z wywieszeniem nazwiska na środku uczelni + potrzeba zdawania examu karnego/rozszerzonego choćby z powodu potrzeby ponownego podejścia, marnowania czasu i pieniędzy i większej ilości czasu na naukę + konieczność zapłaty za powtórkę
3. - wylot z uczelni.
W czym znowu do cholery problem?
PS. Pamiętam jak u mnie na roku, na examie, jedna dziewczyna wstała i powiedziała, że gość ma otwarty zeszyt (sic!!!) i spisuje. Prawie 80% mialo jej dosyć do końca lat studyjnych, chociaż ani towarzysko ani intelektualnie dziewczynie nic zarzucic nie można. Psychologia tłumu?... w mysl zasady "wszyscy jestesmy debilami"? -
Tiwanick
>Łukasz napisał
>PS. Pamiętam jak u mnie na roku, na examie, jedna
>dziewczyna wstała i powiedziała, że gość ma otwarty
>zeszyt (sic!!!) i spisuje. Prawie 80% mialo jej dosyć do
>końca lat studyjnych, chociaż ani towarzysko ani
>intelektualnie dziewczynie nic zarzucic nie można.
>Psychologia tłumu?... w mysl zasady "wszyscy jestesmy
>debilami"?
Może to po prostu był ostracyzm wobec donosiciela?
Nie mam nic przeciwko osobom, które nie ściągają. Wręcz przeciwnie, szacun i w ogóle. Ale niech nie kablują tych, którzy to robią. Może i uczelnia powinna stosować surowe sankcje wobec ściągających (choć moim zdaniem wystarczy zrobić egzaminy ustne i problem się rozwiąże. A że studentów zbyt dużo? Nie trzeba było iść w masówkę), ale studenci nie muszą sobie nawzajem szkodzić. To tylko psuje atmosferę na uczelni.
Miej sobie swoje wartości, ale nie wkopuj tych, którzy tych wartości nie podzielają, a jednocześnie nikomu nie szkodzą poza być może sobą samym. Bo nie przyjmuje do wiadomości, że ściągająca osoba szkodzi Ci w taki sposób, że potem będzie mieć lepszą ocenę od Ciebie. Zajmij się własną oceną i zadbaj, by była wysoka - a od cudzych ocen się odstosunkuj. Takie jest moje zdanie.
I słusznie,że dziewczyna miała przekichane. Ściąganie może i jest naganne, ale donosicielstwo jest naganne z całą pewnością. -
to jest wlasnie polska mentalnosc... sciaganie be, ale donosicielstwo jeszcze gorsze. a ja nie potepiam donosicielstwa w tym przypadku, bo tez bym dostala cholery wiedzac, ze mnie moga gdzies nie przyjac czy moge miec nizsza ocene tylko dlatego, ze ja bylam uczciwa, a ktos nie zaslugujacy na lepsza ocene czy na moje miejsce je dostal, bo sciagal. podoba mi sie podejscie angielskie. jak Cie zlapia na sciaganiu to sa powazne konsekwencje i tylko najwiekszy idiota sie odwazy by sciagac. na szczescie to jak sa zrobione tutaj egzaminy demotywuja do sciagania, bo i tak sie czlowiek nie wyrobi i musialby przyniesc tone sciag...
-
Artur
Donoszenie na kolegę z roku (nawet jeśli się go nie lubi) że ściąga jest o wiele gorsze od samego ściągania. Co cię obchodzą inni, zajmij się własnym pisaniem i sumieniem. Jeśli on oszukuje to jest jego sprawa. Prędzej czy później to się na nim odbije a tobie nikt już nie zaufa...
Co do poziomu matur to chyba wszyscy są zgodni że to porażka. -
Anonim
>Tiwanick napisał
>>Łukasz napisał
>
>>PS. Pamiętam jak u mnie na roku, na examie, jedna
>>dziewczyna wstała i powiedziała, że gość ma otwarty
>>zeszyt (sic!!!) i spisuje. Prawie 80% mialo jej dosyć do
>>końca lat studyjnych, chociaż ani towarzysko ani
>>intelektualnie dziewczynie nic zarzucic nie można.
>>Psychologia tłumu?... w mysl zasady "wszyscy jestesmy
>>debilami"?
>
>Może to po prostu był ostracyzm wobec donosiciela?
>
>Nie mam nic przeciwko osobom, które nie ściągają. Wręcz
>przeciwnie, szacun i w ogóle. Ale niech nie kablują tych,
>którzy to robią. Może i uczelnia powinna stosować surowe
>sankcje wobec ściągających (choć moim zdaniem wystarczy
>zrobić egzaminy ustne i problem się rozwiąże. A że
>studentów zbyt dużo? Nie trzeba było iść w masówkę),
>ale studenci nie muszą sobie nawzajem szkodzić. To tylko
>psuje atmosferę na uczelni.
>
>Miej sobie swoje wartości, ale nie wkopuj tych, którzy
>tych wartości nie podzielają, a jednocześnie nikomu nie
>szkodzą poza być może sobą samym. Bo nie przyjmuje do
>wiadomości, że ściągająca osoba szkodzi Ci w taki
>sposób, że potem będzie mieć lepszą ocenę od Ciebie.
>Zajmij się własną oceną i zadbaj, by była wysoka - a od
>cudzych ocen się odstosunkuj. Takie jest moje zdanie.
>
>I słusznie,że dziewczyna miała przekichane. Ściąganie
>może i jest naganne, ale donosicielstwo jest naganne z
>całą pewnością.
No nie moge sie zgodzic. Dziewczyna nie miala z charakteru nic z donosicielstwa i nie jest to Tiwanick aspekt jakichś wyższych wartości - to kwestia własnej przyzwoitości, takie osoby w zdrowym systemie powinny być eliminowane. A tak do choory nie jest. I to jest tragedia. Ostracyzm wobec niej nie byl niczym innym jak zebraniem sie grupki frustratow intleketualnych i smierdzących leni, któzy nie wiedzieć czemu znależli sie na studiach. No ale to juz kwestia szersza - zbyt powszechnego dostepu do studiow i deprecjacji w ogole wartosci wyksztalcenia w tym kraju i dlatego uwazam, ze Madzia ma tu racje. Cos niedobrego dzieje sie z polskim systemem edukacyjnym i jest to w gruncie rzeczy przerażające.
Oczywiscie, ze osttecznie i tak rynek pracy zweryfikuje wszystko - dobrzy zostana przyjeci (generalnie), slabi wyjada na zmywak. I ten wlasnie przyslowiowy zmywak, jest swietna kalką jakości polskiej edukacji. -
Tiwanick
>madzia napisała:
>to jest wlasnie polska mentalnosc... sciaganie be, ale
>donosicielstwo jeszcze gorsze. a ja nie potepiam
>donosicielstwa w tym przypadku, bo tez bym dostala cholery
>wiedzac, ze mnie moga gdzies nie przyjac czy moge miec
>nizsza ocene tylko dlatego, ze ja bylam uczciwa, a ktos nie
>zaslugujacy na lepsza ocene czy na moje miejsce je dostal,
>bo sciagal.
O ile zrozumiałem z casusu, który podał Łukasz, to nie był egzamin wstępny, tylko zwykły egzamin z przedmiotu. Więc dziewczyna nie ryzykowała, że nie dostanie się na upragnione studia, tylko ryzykowała, że będzie mieć niższą ocenę niż ściągający kolega.
No sorry, nie jesteśmy na Harvardzie, gdzie nie liczy się tylko, że skończyłeś uczelnię, ale jeszcze z którą lokatą na roku. Stopnie są w Polsce (poza kwestią stypendiów naukowych) sprawą raczej prestiżową. I w żaden sposób to,że obniży się stopień ściągającemu koledze nie wplynie na poprawę ocen tych nieściągających, zwłaszcza gdy są kiepsko przygotowani.
Więc podtrzymuję moją ocenę stanu faktycznego - dziewczyna nie powinna donosić. Jeśli ma swoje wartości to fajnie, super wręcz, ale niech zachowa je dla siebie. Nic nie traciła na jego ściąganiu, więc nie powinna się do gościa przyczepiać.
>podoba mi sie podejscie angielskie. jak Cie
>zlapia na sciaganiu to sa powazne konsekwencje i tylko
>najwiekszy idiota sie odwazy by sciagac. na szczescie to jak
>sa zrobione tutaj egzaminy demotywuja do sciagania, bo i tak
>sie czlowiek nie wyrobi i musialby przyniesc tone sciag...
Wystarczy na polskich uczelniach robić egzaminy ustne - po 3 osoby przed 3-osobową komisję. I już problem ściągania zniknie. Pojawi się za to problem nieobiektywnych oceniających...
-
Tiwanick
>Łukasz napisał
>No nie moge sie zgodzic. Dziewczyna nie miala z charakteru
>nic z donosicielstwa i nie jest to Tiwanick aspekt jakichś
>wyższych wartości - to kwestia własnej przyzwoitości,
>takie osoby w zdrowym systemie powinny być eliminowane.
Nie wiem, czy to przyzwoitość donosić na kolegów. Ja tu przyzwoitości wielkiej nie widzę. Chyba jednak miała coś z donosicielstwa skoro odwaliła taką scenę. Mam mnóstwo znajomych, którzy nie ściągają dla zasady, ale żadnemu nie przyszłoby do głowy kablować tych, którzy to robią. Ich sprawa. Nie bądźmy czekistami.
> Ostracyzm wobec
>niej nie byl niczym innym jak zebraniem sie grupki
>frustratow intleketualnych i smierdzących leni, któzy nie
>wiedzieć czemu znależli sie na studiach.
Założę się,że wśród osób, które ją potępiły były także te, które nie ściągały. Ale potępiały donosicielstwo.
>No ale to juz
>kwestia szersza - zbyt powszechnego dostepu do studiow i
>deprecjacji w ogole wartosci wyksztalcenia w tym kraju i
>dlatego uwazam, ze Madzia ma tu racje. Cos niedobrego dzieje
>sie z polskim systemem edukacyjnym i jest to w gruncie
>rzeczy przerażające.
Cóż, tu się akurat zgadzamy - coś niedobrego jest z polskim systemem edukacji.
>Oczywiscie, ze osttecznie i tak rynek pracy zweryfikuje
>wszystko - dobrzy zostana przyjeci (generalnie), slabi
>wyjada na zmywak. I ten wlasnie przyslowiowy zmywak, jest
>swietna kalką jakości polskiej edukacji.
A na rynku pracy i tak mało będzie się liczyć, kto jaką ocenę dostał na egzaminie 3 lata wcześniej i czy ściagał, czy pisał uczciwie. Naprawdę.

