Polityka: Polska, Europa, Świat [2338]

Zapisz się
Dodaj kartkę Dodaj bana
Powód wlepienia kartki
Wybierz wątek docelowy z listy lub wpisz jego ID
  • madzia

    w sumie tematu takiego nie było, a wydaje mi się dość ciekawy:

    http://katowice.gazeta.pl/katowice/...

    sprawa niby lokalna, ale jednak uniwersalna. tak, tak zaraz się pojawi pewnie głos, że to ta straszna gazeta itd itp (ale akurat tu nie ma nic do rzeczy). ja osobiście uważam, że ukończenie 18 lat to nie wszystko i dopóki dzieci są pod opieką i na utrzymaniu rodziców rodzice mają prawo wglądu do ocen córki/syna. w tym wieku widząc po obecnych maturzystach i po sobie wtedy ci świeżo upieczeni dorośli mają pstro w głowie.
  • MPJ 78

    "Embargo" na informacje nałożą ci, którzy mają ku temu powodu w postaci pał i nieusprawiedliwionych nieobecności.

    Ciekawe jak z informacją o wylaniu ze szkoły czy też będzie utajniona i zależna od zgody ucznia?

    W każdym razie to może uprościć sprawę i wyeliminuje trochę tych którym wszystko zwisa już na etapie matury. Rodzice nie będą mogli żebrząc u nauczycieli przepychać co niektórych na siłę dalej.

    Oczywiście jest to pomysł w znacznym stopniu niesprawiedliwy wobec rodziców bo skoro łożą na utrzymanie mają prawo wymagać.
  • Anonim

    zgadzam się z przedmówcami
  • Łukasz K-12

    Ale na wywiadówkę przychodzą chyba rodzice nie? Co z tego, że bachor ma 18 lat? Dopóki jest na utrzymaniu starych oni mogą mieć wgląd w oceny moim skromnym zdaniem.
  • YT

    To pierwszy krok. Następnie nastolatki dostaną prawo do aborcji w sekrecie przed rodzicami. Bo przecież muszą być świadome swoich praw i wolne od represji.


    (odruchy wymiotne)
  • Ajgor

    a potem obniży się wiek wyborczy. Skoro 15-latki mogą pić, ćpać, kopulować, abortować i w ogóle robić wszystko to, co dorośli (moze poza podjęciem pracy) to moga juz być świadomymi wyborcami; )
  • madzia

    w koncu wiecie jaki jest dowcip mlodych na demotach, ze seks mozna uprawiac od 15go roku zycia, a pornografie ogladac od 18go :D poza tym faktycznym absurdem tego faktu prawniczego to zgadzam sie z powyzszymi uwagami w pelnej rozciaglosci. jesli tak bardzo chca niektorzy byc odpowiedzialni to droga wolna: niech sie sami utrzymuja.
  • крудж

    A ja uważam, że skoro ktoś zdecydował, że formalną granicą pełnoletniości jest 18 lat, to trzeba w każdej dziedzinie życia respektować prawa z tym związane. Jeżeli 18 latek pójdzie do pracy, to pracodawca nie wystawia comiesięcznego raportu rodzicom, czy nie organizuje się wywiadówek na studiach, mimo że w obu przypadkach bardzo często są oni nadal na utrzymaniu rodziców. Problem nie polega na tym by wprowadzać kolejne nakazy i zakazy, ale by tłumaczyć. W tym konkretnym przypadku rodzicom w związku z ich wkładem w nasze wychowanie należy się rzetelna informacja o naszych wynikach, nawet bez kolejnych świstów ze szkoły, a to wszystko oparte zaufaniu, ale jeżeli rodzice przez 18 lat nie potrafili wypracować tego zaufania, to mogą mieć pretensje tylko do siebie, a nie do dziecka, które boi się im powiedzieć o 1 z klasówki.
  • Ewelinka

    Jak dla mnie to głupota. Osiemnastolatki potrzebują kontroli, bo często mają jeszcze pstro w głowie, a matura za pasem. to jeden z argumentów, które popierają moją teze. Ja będąc na II roku studiów nie uważam się za dorosłą osobę, a co dopiero maturzyści. To, że mają 18 lat i dowód to o niczym nie świadczy. Mam siostrę w tym wieku i nie wyobrażam sobie, aby rodzice nie wielu wglądu w jej oceny. Niestety dzisiejsza młodzież z roku na rok jest coraz gorsza, a takie pomysł pracowników oświaty nie prowadzą do lepszego lecz przeciwnie.
  • madzia

    > крудж napisał
    >Jeżeli 18 latek pójdzie do pracy, to pracodawca nie
    >wystawia comiesięcznego raportu rodzicom, czy nie
    >organizuje się wywiadówek na studiach, mimo że w obu
    >przypadkach bardzo często są oni nadal na utrzymaniu
    >rodziców.

    wtedy osiemnastolatek zapewne nie będzie za utrzymaniu rodziców, a bedąc w szkole jest się na utrzymaniu. tu jest widoczna różnica.

    >ale jeżeli rodzice przez 18 lat
    >nie potrafili wypracować tego zaufania, to mogą mieć
    >pretensje tylko do siebie, a nie do dziecka, które boi się
    >im powiedzieć o 1 z klasówki.

    znam takie sytuacje, gdy rodzice bardzo uważnie wychowywali dzieci i robili wszystko by to zaufanie wypracować, a dzieci ich okłamują. mówi się łatwo z perpektywy niedawnego maturzysty, ale jak się człowiek znajdzie się po drugiej strony to już nie jest tak łatwo. zdecydowana większość maturzystów myśli dniem dzisiejszym, ma cieplutkie warunki często pełne komfortu i niestety w takich warunkach trudniej jest nauczyć ponoszenia odpowiedzialności. jeśli ci świeżo upieczeni osiemnastolatkowie chcą być traktowani dorośle to też niech zaczną się tak zachowywać.


  • крудж

    >madzia napisała:
    >
    >wtedy osiemnastolatek zapewne nie będzie za utrzymaniu
    >rodziców, a bedąc w szkole jest się na utrzymaniu. tu
    >jest widoczna różnica.
    >

    Chodziło mi bardziej o jakieś sezonowe (wakcyjne itd.) prace. Choć bardzo często tez jest tak, że zanim człowiek w pełni usamodzielni się finansowo mija jeszcze trochę czasu i siłą rzeczy nadal jest mniej lub bardziej zależny od rodziców, a niektórzy w skrajnych przypadkach w ogóle nie potrafią przez cale życie się usamodzielnić w tym względzie.


    >znam takie sytuacje, gdy rodzice bardzo uważnie wychowywali
    >dzieci i robili wszystko by to zaufanie wypracować, a
    >dzieci ich okłamują.

    Widocznie gdzieś ten błąd jednak nastąpił, bo przecież człowiek sam z siebie nie kształtuje się w określony sposób. Człowiek to wypadkowa wszystkich sił na niego działających. Może były nie najlepsze wzorce w szkole, może nieodpowiednie środowisko itd. Oczywiście ja zdaje sobie sprawę, że rodzicielstwo to niezwykle trudna sztuka, jednak w mojej ocenie to jednak rodzice w ogromnej większości warunkują rozwój dziecka, bo inne czynniki oczywiście wywierają na nie wpływ, ale to oni w każdym przypadku mają możliwość ingerencji w te pozostałe sfery i to ich, często pozornie nieistotne, niedopatrzenia na którymś etapie rozwoju doprowadzają do takiej sytuacji finalnej.

    > mówi się łatwo z perpektywy
    >niedawnego maturzysty, ale jak się człowiek znajdzie się
    >po drugiej strony to już nie jest tak łatwo. zdecydowana
    >większość maturzystów myśli dniem dzisiejszym, ma
    >cieplutkie warunki często pełne komfortu i niestety w
    >takich warunkach trudniej jest nauczyć ponoszenia
    >odpowiedzialności. jeśli ci świeżo upieczeni
    >osiemnastolatkowie chcą być traktowani dorośle to też
    >niech zaczną się tak zachowywać.
    >

    To w gruncie rzeczy nie chodzi o te klasówki tylko o pewną spójność w rozpatrywaniu prawa. Często narzekamy, że nasze prawo jest bardzo chaotyczne i zostawia wiele miejsca do polemiki. Irytuje nas ślizganie się w kruczkach prawnych w biznesie itd. a sami robimy to samo w takich drobnych sprawach. Niestety skoro na niskim szczeblu użytkowania prawa w życiu codziennym już to następuje, to nie może nas dziwić, że niektórzy robią machloje w świetle prawa. Skoro w świetle prawa 18-latek ma określone prawa i obowiązki to ja to akceptuje, widocznie na jakiejś ważnej podstawie tak zadecydowano. Nie rozumiem, czemu mamy traktować inaczej pełnoletnich maturzystów niż studentów, którymi mogą się stać kilka miesięcy później. Pojęcie dorosłości każdy definiuje inaczej jednak w dyskusji nasuwa się element finansowy, dlatego może zamiast naciągać prawo do swoich przekonań, warto pomyśleć o podwyższeniu granicy pełnoletności np. do wieku, w którym dziecko idzie do pierwszej pracy, co w waszej opinii uznaje się za próg dorosłości...
  • madzia

    > крудж napisał:
    >Chodziło mi bardziej o jakieś sezonowe (wakcyjne itd.)
    >prace. Choć bardzo często tez jest tak, że zanim
    >człowiek w pełni usamodzielni się finansowo mija jeszcze
    >trochę czasu i siłą rzeczy nadal jest mniej lub bardziej
    >zależny od rodziców, a niektórzy w skrajnych przypadkach
    >w ogóle nie potrafią przez cale życie się usamodzielnić
    >w tym względzie.

    moim zdaniem, jeśli rodzice łożą swoje podatki na edukacje swoich dzieci to mają pełne prawo do wglądu i kontroli wyników w nauce u swojego dziecka. to oczywiście nie wyklucza racjonalnego wychowania w tym samym czasie.

    >Widocznie gdzieś ten błąd jednak nastąpił, bo przecież
    >człowiek sam z siebie nie kształtuje się w określony
    >sposób. Człowiek to wypadkowa wszystkich sił na niego
    >działających. Może były nie najlepsze wzorce w szkole,
    >może nieodpowiednie środowisko itd. Oczywiście ja zdaje
    >sobie sprawę, że rodzicielstwo to niezwykle trudna sztuka,
    >jednak w mojej ocenie to jednak rodzice w ogromnej
    >większości warunkują rozwój dziecka, bo inne czynniki
    >oczywiście wywierają na nie wpływ, ale to oni w każdym
    >przypadku mają możliwość ingerencji w te pozostałe
    >sfery i to ich, często pozornie nieistotne, niedopatrzenia
    >na którymś etapie rozwoju doprowadzają do takiej sytuacji
    >finalnej.

    być może wystąpił błąd, ale ja rozumiem postawę rodziców i czasem potrzebna jest owa kontrola, bo jak mówię młodzież w tym wieku miewa najczęściej pstro w głowie. dobremu rodzicowi zależy by jakoś przygotować swoje dziecko do życia w społeczeństwa mając jak najlepszy ekwipunek. niestety z prawami nabytymi bywa tak, że się nie szanuje tak jak te wypracowane.

    >To w gruncie rzeczy nie chodzi o te klasówki tylko o pewną
    >spójność w rozpatrywaniu prawa.

    a dla mnie wchodzi tu jeszcze prawo właśności nad rozporządzanymi przez siebie pieniędzmi vide pieniądzę łożone na podatki czyli także na edukację swoich dzieci + zapewnienie lokum do mieszkania.



  • крудж

    >madzia napisała:
    >
    >moim zdaniem, jeśli rodzice łożą swoje podatki na
    >edukacje swoich dzieci to mają pełne prawo do wglądu i
    >kontroli wyników w nauce u swojego dziecka. to oczywiście
    >nie wyklucza racjonalnego wychowania w tym samym czasie.
    >

    W sensie formalnym nie ma bezpośredniego powiązania wpływów budżetowych z określonymi wydatkami, ale w uproszczeniu można przyjąć, że rodzice płacą za wykształcenie, choć tak naprawdę to duże uogólnienie. Stosując takie same podejście, mamy takie samo prawo znać przebieg resocjalizacji poszczególnych więźniów, które opłacamy podatkami czy np. efektywność prowadzenia działań operacyjnych przez policje, które również są opłacane naszymi podatkami. Edukacja to tak naprawdę jedna z wielu umów pokoleniowych, gdzie płacący podatki inwestują w młodzież, opłacając im nauczycieli, aby ci odpowiednio ich przygotowali, by później w postaci płaconych podatków zapewnili im emerytury itd. Na dobra sprawę nasi sąsiedzi tez się dokładają i powinni mieć wgląd do wyników osiąganych przez nasze dzieci.

    >
    >być może wystąpił błąd, ale ja rozumiem postawę
    >rodziców i czasem potrzebna jest owa kontrola, bo jak
    >mówię młodzież w tym wieku miewa najczęściej pstro w
    >głowie. dobremu rodzicowi zależy by jakoś przygotować
    >swoje dziecko do życia w społeczeństwa mając jak
    >najlepszy ekwipunek. niestety z prawami nabytymi bywa tak,
    >że się nie szanuje tak jak te wypracowane.
    >

    Magda, to w twojej opinii, kiedy człowiek przestaje mieć pstro w głowie? Jaką formalną granice wieku byś dla tego wyznaczyła? Skoro w 18 lat mają jeszcze to pstro w głowie, to może niech przy podejmowaniu przez nich pracy, albo przy aplikowaniu na konkretne studia wyższe było wymagane potwierdzenie rodziców, że wyrażają zgodę. Albo mając hipotetyczną sytuacje, gdyby zamiast klasy maturalnej w wieku 18/19 lat byliby już na I roku studiów, to należałoby im organizować wywiadówki?

    >
    >a dla mnie wchodzi tu jeszcze prawo właśności nad
    >rozporządzanymi przez siebie pieniędzmi vide pieniądzę
    >łożone na podatki czyli także na edukację swoich dzieci
    >+ zapewnienie lokum do mieszkania.

    Z tym, że w praktyce my nie mamy prawa bezpośredniego rozporządzania naszymi podatkami, delegujemy te uprawnienia jako społeczeństwo na posłów i to oni decydują za nas. Zgadzam się natomiast w pełni, że rodzice zapewniając lokum, wyżywienie powinni mieć prawo do przebiegu edukacji, jednak drugą stroną tej niepisanej umowy nie jest szkoła tylko nasze dziecko, dlatego do niego trzeba mieć wszelkie roszczenia. W ramach tej umowy w mojej opinii powinien się wywiązywać z tego obowiązku i niestety to rolą rodziców już jest znalezienie odpowiedniego środka do przekonania dziecka. W zupełnie skrajnych przypadkach można zawsze przestać utrzymywać dziecko, skoro nie docenia wkładu rodziców w jego wychowanie. Oczywiście rozpatruję tę sprawę od strony respektowania prawa formalnego, jednak wiadomo jest, że ogromne znaczenie ma w tym wszystkim sfera emocjonalna, w szczególności po stronie rodzicielskiej, dlatego zapewne rodzice nigdy by nie wyrzucili dziecka z domu, w związku z tym, że nie chce im powiedzieć jakie ma oceny. Z resztą wydaje mi się, że druga strona w końcu by też sie złamała.




  • madzia

    > крудж napisał
    >W sensie formalnym nie ma bezpośredniego powiązania
    >wpływów budżetowych z określonymi wydatkami, ale w
    >uproszczeniu można przyjąć, że rodzice płacą za
    >wykształcenie, choć tak naprawdę to duże uogólnienie.
    >(...)

    no dobrze, ale niezależnie o jakim procencie czy poziomie pośredności między wpływami a wydatkami budżetowymi mówimy, to całość idzie z porftela rodziców, a nie tych dzieci.

    >Magda, to w twojej opinii, kiedy człowiek przestaje mieć
    >pstro w głowie? Jaką formalną granice wieku byś dla tego
    >wyznaczyła? Skoro w 18 lat mają jeszcze to pstro w
    >głowie, to może niech przy podejmowaniu przez nich pracy,
    >albo przy aplikowaniu na konkretne studia wyższe było
    >wymagane potwierdzenie rodziców, że wyrażają zgodę.

    tyle, że edukacja do pełnoletności jest obowiązkowa, a kwestia studiów już takowa nie jest. oczywiście byłoby miłe gdyby dzieci brały w jakimś tam stopniu opinie rodziców, ale dziecko chcąc całkowicie podejmować własne decyzje powinno się wyprowadzić i znaleźć pracę na utrzymanie. wtedy to jest dorosłość. studia w pewnym stopniu pomagają dojrzeć, ale patrząc na Polskę mam pewne wątpliwości. cóż w tym wszystkim zauważam raczej taką rzecz jak lewicowe podejśćie do wolności i samodecydowania: wg prawa jestem dorosły, więc mam prawo i chcę podejmować sam decyzje, ale z drugiej strony już chęć wzięcia w ręce pełnej samodzielności już nie pada jako postulat :P

    >Albo mając hipotetyczną sytuacje, gdyby zamiast klasy
    >maturalnej w wieku 18/19 lat byliby już na I roku studiów,
    >to należałoby im organizować wywiadówki?

    mamy taki system edukacji i raczej nie zmieni się to. w UK mając 18 lat kończysz szkołę średnią i sprawa jest jasna. u nas jest jak jest.

    >Z tym, że w praktyce my nie mamy prawa bezpośredniego
    >rozporządzania naszymi podatkami, delegujemy te uprawnienia
    >jako społeczeństwo na posłów i to oni decydują za nas.

    ok, ale to rodzice płacą, a nie dzieci podatki.

  • madzia

    >madzia napisała:
    >mamy taki system edukacji i raczej nie zmieni się to. w UK
    >mając 18 lat kończysz szkołę średnią i sprawa jest
    >jasna. u nas jest jak jest.

    jeszcze tak uzupełniając kwestie obowiązkowości w UK - tam tak naprawdę obowiązkowość jako taka kończy się na poziomie ich gimnazjum czyli egzaminach GCSE - jak się nie mylę to to jest w wieku 16 lat, tak więc sprawa tym bardziej klarowniejsza.
  • Dream Factory

    niech rodzice maja pełną kontrolę nad swoimi dziećmi, do czasu aż się dzieci wyprowadzą.
    Biorąc pod uwagę, że dziecko zacznie zarabiać w wieku 19 lat ok. 1500 zł (lub po studiach 3000zł ale w wieku 24,25 lat), to będzie mogło się wyprowadzić w wieku 30-35 lat :). Do tego czasu niech rodzice odpowiadają za swoje pociechy i niech kontrolują swe pociechy!
    <sarkazm mode off>
    Im wcześniej zdejmie się parasol ochronny z dziecka, tym wcześniej dziecko dorośnie i się usamodzielni. Myślę że wiek 18 lat jest bardzo odpowiedni, bo dziecko jest przed pierwszym bardzo ważnym egzaminem i samo po sobie stwierdzi, czy ma ochotę się uczyć i iść na wyższą uczelnię, czy też woli zdać maturę i otworzyć własną firmę, albo nie zdać matury, dostać gdzieś prostą robotę za marne pieniądze i niczym się nie przejmować.
    Bo niby co nam daje większa liczba osób po maturze albo z dyplomami uczelni prywatnych o wątpliwym poziomie nauczania? Ładniejsza statystyka i nic więcej.

    Cieszą mnie opowieści jak to kiedyś młodzież lepiej się zachowywała. Ano zachowywała się lepiej, bo wcześniej dorastała, bo rodzice byli mniej opiekuńczy i byli gorzej wykształceni (a jednak mądrych ludzi nie brakowało).
| |

Opinie, spostrzeżenia i uwagi dotyczące bieżących wydarzeń w świecie polityki. Zachęcam do za...



Fotki

Miejsca grona (0)