PSYCHOLOGIA UW [3629]

Zapisz się
Dodaj kartkę Dodaj bana
Powód wlepienia kartki
Wybierz wątek docelowy z listy lub wpisz jego ID
  • MsCaesia

    Witam; )
    Skończyłam dopiero pierwszą klasę liceum, ale od dawna myślę o psychologii jako o wymarzonych studiach. Z tym że mam problem, bo jestem z Białegostoku, a nie ma u nas wydziału psychologii. Musiałabym wyjechać z miasta. I tu mam właśnie do Was kilka pytań, głównie do osób spoza Warszawy.

    Ile mniej więcej miesięcznie wydajecie pieniędzy, tak aby normalnie się utrzymać?

    Zakładając, że od rodziny, nie dostawałabym pieniędzy, może jakieś max 200-300 zł miesięcznie, miałabym szanse pracowania na pełen etat i jednocześnie studiowania dziennie, tak żeby się na serio czegoś nauczyć, a nie tylko tak aby pozaliczać ? Czy byłoby jednak za ciężko?

    Może macie znajomych którzy są w podobnej sytuacji, albo sami macie takie doświadczenia. Zależy mi bardzo na opiniach.. Już za dwa lata będe wybierała kierunek. I nie wiem czy warto ryzykować. Większość osób mi odradza, twierdzi że nie da się studiować dziennie i jednoczesnie pracować. Tym bardziej w Warszawie. Ale są to właściwie niczym nie potwierdzone opinie, dlatego pytam u żródła.
    Z góry dzięki za odpowiedzi;)
  • Masakra.

    Myślę, że bez problemu się da studiowac psychologię i pracować. Psychologia nie jest jakoś bardzo wymagającym kierunkiem. Do tego u nas na wydziale jest tzw. indywidualny tok nauczania - sama sobie układasz plan. Co daje duże możliwości jeśli chodzi o ludzi chcących pracować. Z reguły zajęcia możesz sobie dopasowac tak jak Ci pasuje względem pracy - chociaż czasami bywa ciężko.

    jesli chodzi o stronę materialną życia w warszawie to trzeba liczyc się z: drogim wynajmowaniem mieszkania ( około 500zł za pokoj wynajmowany z kims na pol, z reguly czlowiek w tej kwocie mieszcza sie tez rachunki - gaz, prad, internet, tv), kosztami dojazdów ( raz na 3 miesiace bilet 90 zl na komunikacje miejska, chociaz to moze sie teraz zmienic i byc wieej), koz=sztem wyzywienia ( to juz zalezy od wlasnych upodoban, mozna sie oszczedzać i wyzywiac marnie za grosze; -))), jesli interesują cie imprezy to czasami za takowe tez trzeba zaplacić. Materiały na studia też czasami trzeba kupić, ale wydaje mi sie, ze jest to dosyc sporadyczne, raz na kilka np 6 miesiecy suma do 100zł - w koncu sa biblioteki i wypozyczalnie.

    Myslę, że zycie w warszawie razem z wynajeciem mieszkania, biletami i RARYTASAMI w przyzwoitym stopniu to kwestia nie wiecej niz 1300 zł, w bardzo oszczednym stopniu to do 1000 zł. nie wiem jak sytuacja z domami studenckimi, mozliwe, ze tam jest jeszcze taniej. Trzeba jeszcze pamietac o biletach do odmu na powroty czyli nastepna kwestia około 50-100 zl miesiecznie. Blisko wydziału jest biedronka, wiec mozna sie w niej zywić; -)


    Im dalej od centrum wynajmiesz mieszkanie tym taniej bedziesz za nie placiła. Musisz pamietac o tym, ze w takiej sytuacji - lkiedy chcesz i musisz przyoszczedzić, w gre wchodzi albo akademik albo wynajmowanie z kims pokoju/mieszkania, a to wiaze sie z ograniczeniem prywatności przez kilka nastepnych lat.

    jako mlody student, na pierwszym roku prace z cała pewnością znajdziesz nawet dostosowana do typowych studiow dziennychm jednak nie jest to praca raczej ambitna ( chyba ze ci sie trafi), a w takich miejscach jak fast foody, markety czy call cenetr lub inne tym podobne roznoszoenia ulotek czy proomocje na mieście.

    Jednak z doświadczenia osob mi bliskich wiem, ze jest to do zrobienia bez wiekszego problemu. jak dobrze trafisz i sie ustawisz, to nawet bez wiekszego wysiłku. Znam i takie osoby ktore wynajmuja kawalerke, pracuja i studiuja dwa kierunki; -) a to juz kwestia duzej ilosci czasu i duzo wiekszego pieniążka; _P

    Pozdrawiam i powodzenia!

  • MsCaesia

    Dzięki; )
    A mówisz na podstawie obserwacji, opinii znajomych, czy sam jesteś w takiej sytuacji ?
    Wiesz.. najbardziej mi zalezy na tym, żeby wypowiedział się ktoś, kto zaryzykował i wyjechał na studia do Warszawy bez żadnego zabezpieczenia finansowego, bez pomocy rodziców.
  • Masakra.

    SamA mówię , z wlasnych kalkulacji, bo tak planowałam zrobić, ale nie dostałam się na dzienne. Prócz tego doświadczenie innych, obserwacja, i nieco swojego.
  • MsCaesia

    sama, sama, przepraszam; ) i dzięki za odpowiedź :)
  • .

    >MsCaesia napisała:
    >Zakładając, że od rodziny, nie dostawałabym pieniędzy,
    >może jakieś max 200-300 zł miesięcznie, miałabym szanse
    >pracowania na pełen etat i jednocześnie studiowania
    >dziennie, tak żeby się na serio czegoś nauczyć, a nie
    >tylko tak aby pozaliczać ? Czy byłoby jednak za ciężko?

    może uzupełnię wyższe wypowiedzi uwzględniając zdanie "tak żeby się na serio czegoś nauczyć". a pracowałam na niemal pełnym etacie, studiując dziennie i robiąc dodatkowe studium pozauczelniane, po prawdzie nie musiałam się sama utrzymywać, ale dość duże doświadczenie w godzeniu studiów i pracy mam, właśnie starając się na serio czegoś nauczyć.

    jak powiedziała koleżanka wyżej - sami dostosowujemy plan studiów, przy czym ważnym jest podkreślić, że dzienni studenci lajtowo mogą chodzić na zajęcia w godzinach dla wieczorowych (czyli po 16), przy wielu zajęciach ma się po prostu dostępne dwa terminy niezależnie od tego, na które się zapisało, przy innych można np. okazyjnie iść na zajęcia z drugiej grupy, więc nawet po zapisie na określoną godzinę można tym dodatkowo manipulować.

    w każdym razie - jeśli na serio chcesz się czegoś nauczyć, chodzić na zajęcia, a nie studiować "byle zaliczyć", to bywa naprawdę ciężko. po kilkanaście godzin na zajęciach i w pracy dziennie, czasami i z 3 tygodnie bez żadnego dnia wolnego, bo tylko tak dało radę ustawić grafik w pracy. w tym czasie systematyczna nauka, bo jeśli naprawdę chce się czegoś nauczyć, to moim zdaniem, nie wystarczy przysiąść na całą nockę przed egzaminem, chociaż do samego zaliczenia przedmiotu, a czasami i dobrej oceny, to lajtowo wystarczy, więc na niektórych zajęciach można sobie całkowicie odpuścić. wydział nie wymaga od nas dużo, ilość pracy zależy od tego, ile samemu się od siebie wymaga.

    nie chcę Cię straszyć, tylko uprzedzić, że bywa naprawdę ciężko, co nie znaczy na pewno, że nie da rady. tym bardziej, że z czasem jest łatwiej, jak się już dobrze ustawisz, przyzwyczaisz, może znajdziesz naprawdę dobrą pracę albo awansujesz, to żyje się całkiem nieźle.
  • Jotka

    Jeśli chodzi o godzenie nauki z pracą:
    w drugim semestrze pierwszego roku zaczęłam pracę jako recepcjonistka w przychodni na jakieś 1/2 do 3/4 etatu (mamy ruchome godziny). Dawałam radę i z zajęciami, i z pracą. Jednak przyznaję szczerze, że niemal wcale nie uczyłam się w trakcie semestru, zwłaszcza w miesiącach, w których wzięłam sobie więcej godzin roboty. Coś za coś. Angażując się w pracę, nie miałam już siły na bieżąco zaglądać do książek.
    Sesję zaliczyłam dosyć dobrze, ale wzięłam wolne w pracy na cały czerwiec i przeznaczyłam czas tylko na naukę.

    Zatem - jest to wykonalne, ale trudne. Potrzeba dyscypliny i dobrego planu, pilnowania samego siebie. Chociaż, mimo, że ostrą naukę zaczęłam dopiero w maju, nie czuję się taka znowu głupia z tej psychologii... więc może jednak da się coś porządnie nauczyć, nie siedząc co dzień nad książkami. Po prostu chodziłam na zajęcia i starałam się z nich korzystać.
  • gc

    pochodzę z Warszawy, więc nie będę się jakoś bardzo wypowiadał ze strony finansowej. od ponad roku jestem żonaty i nie mieszkam z rodzicami, ale przez wcześniejsze 3 lata studiów miałem raczej z górki.

    powiem tak - roboty tu nie brakuje. są bardzo duże możliwości pracy dorywczej i całkiem nieźle płatnej, jak nie z ogłoszeń, to z agencji pośredniczących. mogę polecić takie nazwy, jak Adecco, Student BPP, Work Service, InCore Service. pracowałem z nimi wielokrotnie i nigdy nie miałem problemów z wyciągnięciem od nich pieniędzy. częściej niektóre z tych firm miały problem ze mną niż ja z nimi.

    jest jednak inny aspekt jednoczesnej pracy, życia w Warszawie i studiów dziennych na psychologii. to jest trudne do rozgraniczenia i zawsze są jakieś konflikty. żadna praca nie hańbi, ale każda męczy i później ciężko się zabrać do nauki, zwłaszcza gdy praca jest wymagająca fizycznie albo angażująca intelektualnie.

    ja akurat miałem tak, że studiowałem i pracowałem od początku (mimo że sytuacja mnie do tego nie zmuszała de facto), jednak w pewnym momencie praca stała się moją pasją i wygrała ze studiami. i po prawie 4 latach fascynacji psychologią rzuciłem te studia, bo nie potrafiłem pogodzić (neuro)psychologii z jednej strony z małżeństwem, a z drugiej z elektroakustyką, elektroniką i muzyką. także tak to wygląda, że możesz pracować i studiować, ale nie daje Ci to gwarancji, że w ciągu tych nieskończenie długich 5 lat nie znajdziesz czegoś bardziej absorbującego. czego Ci oczywiście życzę, bo studia są ogólnie git, ale czego się nie robi, człowiek i tak ląduje wkurwiony w gigantycznej kolejce do dziekanatu i zastanawia się, po co to wszystko.
| |

Psychologia UW - mekka polskiej niedojrzałości emocjonalnej :)



Fotki

Miejsca grona (5)