-
BluesHarp
No dobra, pora na mini-relację. Powiem szczerze, że szedłem mocno sceptycznie nastawiony na ten koncert. Przyjechali zagrać dla przypadkowych zapijaczonych ludzi na obrzydliwie festynowej imprezie. Zagrali w praktyce jako support T.Love. Zagrali kiedy było jasno i mieli tylko jeden bis, choć wyraźnie zaplanowany. Czy to jednak oznacza, że koncert był beznadziejny? Niestety (?) nie.
Widziałem parę koncertów Dżemu i ten był zdecydowanie jednym z fajniejszych, co jest zaskakujące zważywszy na okoliczności.
Co warto zauważyć:
- Balcar naprawdę dobrze śpiewa, jest mniej zmanierowany niż kiedyś, nie piwkuje non-stop, trochę jeszcze się pręży jak kot, ale jest już do przyjęcia. Niestety jego teksty to kompletna porażka "Jak nie to cyk - browara łyk".
- Nowy klawiszowiec (niestety zapomnialem jak się zwie) jest bardzo dobry. Widać, że czuje presję, ale nie boi się jej i gra z dużym zaangażowaniem.
- Beno zdecydowanie wyzdrowiał
- Adam Otręba wciaż chowa się w cieniu, ale widać, że z całej kapeli to on właśnie ma największą radość z grania. Zdecydowanie inaczej sprawa wygląda ze Styczyńskim. Zimny, wyrachowany profesor gitarowy, któremu źle z oczu patrzy; ) Wiem wiem - jestem uprzedzony.
- Nowe piosenki melodyjnie nie odstają zbytnio od starych, ale chyba pora pomyśleć o jakimś sensownym tekściarzu.
- Dużo dzieci na koncercie, sam nie wiem co to znaczy; )
- Strojenie Dżemu nadal trwa 40 minut; )
- Nie sprzedawali kubeczków i koszulek tym razem.
Dobra, wystarczy - ogólnie bardzo jestem zadowolony, mimo że ze mnie stary wymagający upierdliwiec; ) -
margoth
No właśnie, Blue, Ty zawsze taki krytyczny powiedziałeś dobre słowo! Coś Ci się stać musiało; )

