-
!!>!!Biedron!!<!!
chodzi mi oczywiscie o to kiedy byliscie pierwszy raz w gorach????nie tylko w tatrach... no i jka sie wam podobało?????co zobaczyliscie i co najwazniejsze czy ten pierwszy raz zadecydowal o waszej sympatii do gor????czy była to milosc jesli o takiej mozna mowic.. milosc od pierwszegoo wejzenia????bo w moim przypadku tak wlasnie było"-)
-
Grzegorz Krawczak
jak mialem 3 lata bylem pierwszy raz z rodzicami i juz wtedy mi sie podobalo -
..::Patrykuu::..
Ja jeżdżę w góry od 13 lat...
Moje pierwsze wrażenia...hmm...góry wywarły na mnie piorunujące wrażenie - wysokie,ostre, nagie skały, wystające spośród czubków najwyższych drzew, majaczące szczyty w górach...bajka... :-)
I to trwa do tej pory... -
Anonim
Ja juz jako male dziecko, ale dawniej to bardziej tak... nieswiadomie. Najbardziej mnie pasjonowaly potoki i kamienie, oarz zabawy nimi... Wycieczki byly "przy okazji" jakby:) A "swiadomie" i celowo chodze po Tatrach: 10 lat; po innych gorach: 12 lat. -
-
Anonim
Mój pierwsz raz w Tatrach? 4 lata temu - Giewont, a następnego dnia Kasprowy :] -
Anonim
"pierwszego razu" nie pamietam... tak dawno to było =]
kocham góry z każda wisna coraz mocniej!!!
za co???? ZA TE PRZECUDOWNE SZLAKI KTÓRYMI PODĄŻAM CO ROKU; * -
Jarek
-
Ronnie
-
Granaty
no ja to tak ze 3-4 lata temu 1 raz bylam w tatrach. bo widziec to widzialam od zawsze, a wreszcie mama sie uparla i z nowego sacza wyskoczylismy na 1 dzien na morskie oko...niezapomniane przezycie. dla mnie to bylo jak grom z jasnego nieba, ryczalam caly powrot i cala noc potem, nie moglam sie uspokoic nie wiem dlaczego(tak jakbym wyjezdzajac stracila cos najcenniejszego).pokochalam te gory i tak zostalo do dzis, czasem jak stoje sama na gubalowce to jakas lezka poplynie... :P -
kasica
ach ja to 17 lat temu. wtedy mama zabrala mnie i braciaka w beskid sadecki, a my co rano modlilismy sie, zeby padal deszcz. w tamtym czasie zrealizowalismy tez szalony pomysl wejscia na jaworzyne i zejscia do muszyny na bosaka i zdobylismy pierwsze odznaki. zaraz potem pojechalismy pierwszy raz w tatry i od tamtej pory juz nie potrafilam sobie wyobrazic, jak mozna jezdzic w gory i nie chodzic po nich (a takie myslenie na wycieczkach szkolnych bylo bardzo czrendi; ] ). -
Anonim
Tak piękne góry jak Tatry dla 5 latki są niesamowitym widokiem. Dziub pewnie musiałam mieć otwarty najszerzej jak sie tylko dało z wrażenia jak po raz pierwszy zobaczyłam taki ogrom.; -) I od tamtej pory nie licza sie dla mnie Mazury, nie liczy sie morze. A później sie zaczęło: narty, nastepnie deska i teraz bywam tam naprawdę często. -
Anonim
Pierwszy raz jak mialem 3 lata i od tego czasu co najmniej 1 raz w roku.
W wieku 4 lat zaliczylem Giewont... wtedy zrobil na mnie ogromne wrazenie:)
Pasje do Tatr odziedziczylem w genach... -
Anonim
to tak jak ja:) moi rodzice od zawsze chodzą po Tatrach (dziadkowie też chodzili). Ja byłam tam pierwszy raz jak miałam 9 lat, moja pierwsza wycieczka to była Sarnia Skała:) potem powoli właziłam coraz wyżej - Gąsienicowa, Kasprowy, Dolina 5 Stawów, Czerwone Wierchy (to chyba najpiękniejsza wycieczka) i wiele, wiele innych miejsc.
W tym roku byłam m.in. na Zawracie i na Solisku nad Szczyrbskim Jeziorem. w Tatry jeżdżę 2x w roku, w zimie na narty a w lecie na wycieczki:)
pozdrawiam wszystkich:)) -
Anonim
jakies 20 lat temu Tatry z tego co mowili rodzice (ja nie pamientam z racji ze mialem wtedy 2 lata) to wnosili mnie narusinowa Polane :D Leniuchy wyzej im sie nie chcialo :D
i teraz jak zawsze jestem w Tatrach pierwsze gdzie ide to wlasnie na Rusinowa Polane (przywitac sie z Tatrami)
Pozdrawiam -
Anonim
W Tatrach, standardowo (; Mała byłam i jestem baaardzo wdzieczna rodzicom, że mnie w to wciągneli. A za taki chrzest bojowy uznaję Śnieżne Kotły w zimie, w Sudetach (; Śnieg, wiatr, zerowa widoczność. Ciężko było. -
Mateusz
Ja po raz pierwszy byłem w Tatrach rok temu (marsz szlakopodobną ulicą do Morskiego Oka i na Rusinową Polanę). Ale prawdziwy odjazd to tegoroczny krótki wypad do Murowańca i przejście kawałka Orlej Perci: dzień 1 - od Zawratu do Żlebu Kulczyńskiego, dzień 2- od Skrajnego Granatu do Krzyżnego :) Pierwszego dnia przeklinałem Tatry wisząc na łańcuchach. Drugiego dnia je pokochałem razem z łańcuchami i resztą żelastwa :):):):) -
Rudi
ja pierwszy raz w górach byłam w brzuszku mojej mamy..potem długo długo nic. jakoś w podstawówce byłam z rodzicami w górach stołowych a potem z kolonią na trzech koronach-to mnie totalnie zniecheciło!!:(
i w tym roku znów trafiłam na szlak, ale tym razem zakochałam się..na zabój..
chyba im już nie odpuszcze:) -
Anonim
Tata zabrał mnie pierwszy raz na szlak jak miałam 6 lat. Weszłyśmy z koleżanką Kasią bardzo dzielnie na Wielką Raczę [do tej pory pamiętam, że miała 1236m n.p.m; )]. Na górze usiadłyśmy przy drewnianych ławach przy schronisku, a mój tata zniknął na chwilę. Zanim wrócił, pojawiła się taka pani, która powiedziała nam, że pracownicy schroniska doskonale wiedzą, kto jest pierwszy raz w górach i z okazji zdobycia pierwszego w życiu szczytu dostaje się odznakę. Dostałyśmy obie takie plakietki, które się przyszywa do plecaków. Byłam wtedy tak dumna, jak chyba nigdy w życiu :) No i tak zaczęła się moja miłość do gór :)
Witam na gronie :) -
zielono mi
chyba 10 lat temu...ale pewna nie jestem...I Beskid z perspektywy piwnicznej. A później samo poszło...Bieszczady, Beskidy, Pieniny no i Tatry...pierwsze tatrzańskie wspomnienie: miałam chyba 8 lat i poszłam razem z rodzicowatymi i bratem zimą do Murowańca (ha, jak na takiego brzdąca to był nielada wyczyn; ) ). I z tymże bratem oddaliliśmy się od schroniska, znaleźliśmy super ekstra górę (we wspomnieniach to wielki szczyt...;) ), wdrapaliśmy się na nią i zjeżdżaliśmy na kombinezonikach...wszystko of koz na nie legalu :D
A teraz właśnie wróciłam z czterodniowej eskapady w Taterki...to jest jednak miłość na całe życie :) -
zielono mi
chyba 10 lat temu...ale pewna nie jestem...I Beskid z perspektywy piwnicznej. A później samo poszło...Bieszczady, Beskidy, Pieniny no i Tatry...pierwsze tatrzańskie wspomnienie: miałam chyba 8 lat i poszłam razem z rodzicowatymi i bratem zimą do Murowańca (ha, jak na takiego brzdąca to był nielada wyczyn; ) ). I z tymże bratem oddaliliśmy się od schroniska, znaleźliśmy super ekstra górę (we wspomnieniach to wielki szczyt...;) ), wdrapaliśmy się na nią i zjeżdżaliśmy na kombinezonikach...wszystko of koz na nie legalu :D
A teraz właśnie wróciłam z czterodniowej eskapady w Taterki...to jest jednak miłość na całe życie :)

