***ZACISZE*** [964]

Zapisz się
Dodaj kartkę Dodaj bana
Powód wlepienia kartki
Wybierz wątek docelowy z listy lub wpisz jego ID
  • Irrelevant thoughts

    a tak se wrocilem tutaj, nie?
    no... to mi sie cos przypomnilo =:c)

    jeden z moich klientow wykonywal jakis czas temu pewien projekt informatyczny dla jednego z bankow.

    niedlugo potem zglosil sie do nich Ruch SA z prosba podobnego systemu.

    no to co? Staszek, po co pracowac! ctrl+c, ctrl+v itp...

    ale dla pewnosci stwierdzili,ze jakos tego banku by sie pozbyli.
    zatem "zamien": Bank -> RUCH.

    dumni z siebie i krotkiego terminu podrukowali, przygotowali projekt i poszli na spotkanie z dyrektorem z RUCH'u.

    poczatek byl zacny, wszyscy szczesliwi.
    dyrektor kiwa glowa, kiwa... lecz nagle dzieje sie rzecz dziwna. facet baranieje czytajac materialy, odchrzakuje i kieruje zapytanie do rozentuzjazmowanych wlasna zajefajnoscia projektantow.

    -Panowie, wszystko ladnie pieknie - ale co to sa Ruchomaty?

    =:c)

    i teraz pytanie a propos tej opowiesci:

    kto wsypal sie kiedykolwiek w tak sliczny sposob?:D
  • !Justynka!

    Tak to nie, ale jeśli chodzi o wpadki to opowiem dwie historie:


    Pierwsza dotyczy mojej mamy, która ciągle robi różne dziwne rzeczy... przyjeżdżał kiedyś do mojego taty taki facet, który nazywał się Czubaj ( przepraszam, ze tak po nazwiskach, ale nie mam wyjścia), moja mama otwiera drzwi, facet przedstawia się :

    - Czubaj jestem

    a moja mama wypala:

    -CZUWAJ!, a co Pan stary harcerz? (przyjmuje oczywiście odpowiednia pozycję na baczność)

    ( Nie dosłyszała biedaczka hehe :)


    A druga historia już bardziej prywatna...

    Wszystko działo się w zeszłym roku w dzień Wszystkich Świętych. Jechałam samochodem odwiedzić groby rodziny w Augustowie. Nie chciałam pognieść przygotowanych spodni, więc na podróż włożyłam wyciuchane, podarte i uświnione dresy. W połowie drogi okazało się, ze nie wzięłam ze sobą spodni na zmianę... wrzask podniosłam straszliwy, wracamy natychmiast, w dresach przecież nie wyjdę. Rodzina popukała się w głowę ( nie dało się już zawrócić) i uderzyła w rechot, ja dla odmiany w płacz straszliwy.
    Ustaliliśmy, ze kupimy po drodze rajstopy, miałam długi płaszcz, więc pójdę na cmentarz bez spódnicy, w samym płaszczu i w ohydnych butach, które ni jak do spódnicy nie pasowały ( jak debil wyglądałam, ale za zapominalstwo się płaci).
    We łzach, rozmazana, zapuchnięta, bez spódnicy, w samym płaszczu (jak ekshibicjonista jakiś) powlekłam się na cmentarz i pech nieszczęście... spotkaliśmy rodzinę ( mieliśmy w planie wrócić w tym samym dniu do wa-wy i nikogo nie odwiedzać, ze niby się spieszyliśmy). No nic, pojechaliśmy na moment do cioci, plan był taki: spieszymy się, nikt się nie rozbiera, pijemy szybko herbatę i wychodzimy. Wszystko byłoby pięknie, tyle, ze ciocia upatrzyła sobie dziwnym trafem mój płaszcz i przez cały czas namawiała mnie żebym go zdjęła(oczywiście ja jedyna byłam napastowana, moze brak elementu garderoby miałam wypisany na czole, ja nie wiem!) wpadła w takie zapamiętanie, że później już nie słyszała co kto do niej mówi, tylko łapała mnie za kołnierz...koszmar...wym knęłam się do obory pod pretekstem chęci zobaczenia krowy ( biedne dziecię miastowe).

    Udało się, nikt się nie zorientował, płaszcz pozostał na miejscu...

    Koszmar to był...ale teraz się z tego śmieję :)
  • ~meggie~

    oooł... no rzeczywiście, nie zły stres!
  • !Justynka!

    Eeee, śmieszna akcja, tylko mi coś takiego mogło się przydarzyć hihihi :c)
  • RIKOPOLAND

    te Kobiety, paranoja!!!
  • !Justynka!

    Eeeeeee, czuję się zawiedziona okrutnie...

    Wyczuwałam w tym zgrabnym temaciku olbrzymi potencjał, myślałam, ze rozwinie się w niepowtarzalny sposób, a tuuuuu.... sztywno, nudno...

    W takim razie swoje anegdotki chowam do kieszeni,

    wszyscy tacy poprawni...
  • VIGOR

    Taaa :D
    Jakieś ważne święto szkoły u kumpla. Miałem mu pomóc robić zaproszenia ( Korespondencja seryjna etc. ), oraz pomóc mu po montować filmy w jeden większy ( ogółem kawałki filmików o szkole, patronie). Do filmu miały być komentarze w formie napisów.
    Kumpel się zgłosił do mnie DUŻO za późno i wszystko było robione na ostatnią chwile.
    Raz, że w Wordzie włączyła się autokorekta, i pozamieniało nazwiska na zupełnie inne dzikie wyrazy - kumpel się zorientował, że coś jest nie tak, mniej więcej w połowie drukowania...
    Dobra, z zaproszeń żeśmy wybrnęli ... Poprawione, i wydrukowane

    Teraz montaż filmu. Wszystko ładnie gites zrobione - przejścia, muzyka, filtry itp. itp. No to trzeba było komentarze napisać - kumpel pisał w Wordzie. Oczywiście znowu mu się włączyła autokorekta, i film jeszcze raz trzeba było renderować - bo nie zauważył. Czasu mało, to już się nie patrzyło czy wszystko działa. Komentarze były pisane czcionką Arial ( z polskimi fontami ). Kumplowi się zachciało zamienić na jakąś inną czcionkę " bo ładniej wygląda". To sobie zamienił... <lol> Tamta czcionka nie miała polskich fontów. Zamiast nich się wyświetlały pionowe prostokąciki...

    Kumplowi się upiekło w każdym razie - bo goście nie zauważyli nawet ( i tak nikt nie czyta komentarzy ).

    Pozdrawiam